Google+ Followers

niedziela, 19 czerwca 2016

Enklawa & Znieczulenie - O. Løgmansbø & R. Cook


Na dobrą sprawę nic ich nie łączy, a wszystko dzieli. No, prawie wszystko dzieli, ale też łączy.
Na dobrą sprawę obie czytane jednocześnie, choć może nie tak, że w jednej dłoni Znieczulenie, a w drugiej Enklawa, podarowały mi tak wiele wrażeń, iż obdzielić mógłbym nimi kilka innych książek.
Na dobrą sprawę dzięki Znieczuleniu odnalazłem radosną, niepozorną, choć tak naprawdę złowieszczą Enklawę i to przy niej w pierwszej kolejności warto się zatrzymać, gdy spokój Bogu ducha winnych mieszkańców Wysp Owczych, najspokojniejszego miejsca pod Słońcem, burzy zniknięcie nastolatki. Pozornie niepozorne zdarzenie staje się nie tylko zarzewiem politycznych waśni.
Farerzy dążą od zarania dziejów do niepodległości, nie w smak są im duńskie dywagacje i mieszanie się do wszystkiego przy byle okazji. A tak się niestety dzieje, gdy pojawia się pewna Dunka, która przechodzi od wspierania lokalnych stróżów prawa do działania. Gdyż jak się wkrótce okaże zniknięcie jednej nastolatki jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. I tutaj Dunka w bliżej nieokreślony sposób znajduje sprzymierzeńca w osobie pewnego Farera. Byłego żołnierza, społecznego wyrzutka, alkoholika, wreszcie ojca rezolutnej nastolatki.
Katrine i Olsen w dotarciu do prawdy pokonać będą musieli nie jedną przeszkodę, choć i to w określonym momencie może okazać się zbyt mało, gdy trwa śledztwo, gdy znika druga nastolatka, media drążą temat, a pierwsze zaginięcie jest już śledztwem w sprawie zabójstwa.
Ove Løgmansbø dokonał czegoś niemożliwego budując fascynującą historię w miejscu, w którym zbrodnie się nie zdarzają. A jednak niezwykły instynkt autora sprawił, że niemożliwe stało się możliwe, aż do finału, który przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Enklawa zaskoczyła, poruszyła, wreszcie znieczuliła, bo Robin Cook ma też coś dobrego od siebie do dodania.
Jeśli John Grisham jest mistrzem literatury prawniczej, to nie ma chyba bardziej obeznanego z meandrami sztuki medycznej, niż właśnie Robin Cook. Nie znam zbyt wielu jego powieści, ale to, co zdążyłem poznać nie pozostawia wątpliwości, co do geniuszu autora i jego przenikliwego spojrzenia na medycynę i wszystko to, co się z nią wiąże.
A wiąże się bez wątpienia wiele. I nie inaczej jest w przypadku Znieczulenia, które samo w sobie jest punktem wyjścia do historii przed którą nie tylko warto się zatrzymać, ale warto też ją zgłębić ze świadomością delektowania się tym bez dwóch zdań doskonałym thrillerem medycznym.
Carl miał przejść prosty zabieg chirurgiczny, po którym dosyć szybko miał opuścić szpital. Ot, prosty zabieg, nic takiego. Jednak Carl jakby przeczuwał, że coś może się wydarzyć, szpital nigdy nie był miejscem, w którym czułby się dobrze, nawet ten szpital, który poleciła mu jego dziewczyna studentka medycyny. Zdał się na jej osąd i w dobrej wierze oddał się w ręce lekarzy.
Jednak, kiedy Lynn nie znajduje Carla tam, gdzie powinien pojawić się chwilę po zabiegu, na sali wybudzeń, zaczyna panikować. Dzieje się coś, co nie jest jeszcze zbyt dużym powodem do zmartwień, czy bicia na alarm, ale niepokój w sercu Lynn z każdą minutą nabiera coraz większych rozmiarów i jak się niestety okazuje nie jest bezpodstawny.
W sukurs przychodzi jej Michael, najlepszy, jedyny przyjaciel, również wyróżniający się student medycyny czwartego roku. Tych dwoje nawet się nie spodziewa, że znieczulenie samo w sobie otwiera otchłań niekończących się zdarzeń w konfrontacji z potentatem farmaceutycznym. Lynn i Michael wdepnęli tam, gdzie nigdy ich stopy nie powinny się pojawić. Jednak świadomość, że nie liczą się dni, a godziny i minuty, (Robin Cook właśnie w tej formie konstruuje swoją powieść jeszcze intensywniej kumulując napięcia), aby stawić czoła złemu, które odkrywają sprawia, że stawiają wszystko na jedną kartę.
Jeden przypadek to tylko przypadek, dwa to już dziwny ciąg zdarzeń, trzem należy przyjrzeć się z uwagą znacznie bliżej… autor rozgrywa to po mistrzowsku. Nie ma tu zbędnych słów, pustych myśli, historia dosyć szybko nabiera tempa i mknie lotem błyskawicy do finału, który nie pozostawia złudzeń, co do tego, że Cook wie, co robi, a robi to doskonale.
Z jednej strony kryminał, z drugiej thriller medyczny, obie na doskonałym, światowym poziomie, po obie warto sięgnąć, obie powinny doczekać się adaptacji filmowych, w obu wreszcie kobiety grają pierwsze skrzypce i przyznać trzeba, że dają radę. Choć Lynn w przeciwieństwie do Katrine jest tylko, a może aż studentką medycyny. To w dużej mierze pozwoliło jej dotrzeć do prawdy.


Ove Løgmansbø, Enklawa, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016 
Robin Cook, Znieczulenie, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2016 

Artur G. Kamiński 
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl