Google+ Followers

środa, 29 czerwca 2016

Lara - Rozdział XIX

Kiedyś Rudobrody zakodował mi w umyśle pewną, złotą myśl. Choć często sypał nimi, jak z przysłowiowego rękawa, ta jednak szczególnie mi się spodobała, a może był to odpowiedni moment na odpowiednie słowa. Jak by nie było, słowa „Pomóż mi pomóc Sobie” miały swoją moc. Słowa, których nie spotkasz na naklejkach na zderzakach, dlaczego? Bo są zbyt mądre, aby tam trafić. Zderzak jest miejscem, gdzie możesz znaleźć „Sprzątaj po swoim psie stary”, a może „Nic ci do tego, to moja dupa”.
Za oknem skwar rozlewał się w ostatnich przebłyskach wyjątkowo upalnego maja. Jakieś 48 godzin i oto przyjdzie czerwiec, a wraz z nim jego Pierwszy Dzień, czyli Dzień Dziecka. Choć nie byłam już małą dziewczynką, zawsze starałam się dbać o swoje wewnętrzne dziecko, spełniać w miarę możliwości jego kaprysy i zachcianki. Właśnie to dziecko pozwoliło mi przetrwać w szczególnie trudnych chwilach, w latach, kiedy o uśmiech i radość było mi bardzo trudno.
To dzięki niemu i zapewne Rudobrodemu nie zwariowałam tak do końca. To on chyba prowadził mnie za rękę przez te wszystkie lata, kiedy byłam dzieckiem, kiedy nie miałam dzieciństwa, kiedy rodzice, których miałam byli nieobecni, zajęci sobą lub zbyt mocno zajęci swoimi gośćmi, aby mnie dostrzec. Także później, gdy dorastałam, gdy przemieniałam się w otwartą na świat dziewczynę z głową pełną pomysłów, z otwartym sercem, z nieujarzmioną duszą, choć przytłoczoną brzemieniem bólu i przykrych doświadczeń, to jednak naprawdę wolną.
Teraz leżąc na poddaszu, w mym małym, przytulnym pokoju z otwartym oknem słuchałam dźwięków nocy, nie mogąc zasnąć. Dusząc się od panującego wciąż gorąca, przytłoczona tym, co tak niedawno się wydarzyło, przerabiałam w myślach te kilka krótkich minut. Czy właśnie w tym domu Staruszek, (jeśli wolisz: Bóg) postawił przede mną życiowe zadanie? Czy w ten sposób będę mogła „podać dalej”? Biorąc od kogoś dobry uczynek i podając komuś dobry uczynek.
Wszystko wskazywało na to, że jest to moja misja, mój sposób na odwdzięczenie się za okazaną pomoc, moja ścieżka, którą teraz chciałabym kroczyć. Wszystko to przelatywało przez moją głowę, która teraz leżała sobie spokojnie na poduszce. Ciemne, wręcz czarne włosy rozsypane swobodnie, pełen luz, a sen jednak nie przychodził.
To, co mnie szczególnie uderzyło, gdy przestąpiłam ten zakazany próg to PUZZLE. Cała masa pudełek, puzzle, które kiedyś było moim ratunkiem od otaczającego mnie wariactwa. To muszę się przyznać sama przed sobą wywołało chwilowy szok, gdyż prawie chciałam zawrócić i wyjść, ale tylko przez chwilę. Znacznie bardziej przyciągał mnie jednak ten zaczarowany pokój, to, co było mi bliskie i to, co chyba, pokochałam. Znacznie bardziej przyciągał, niż odstraszał.
Nie chcę się do tego przyznać, ale również spodobał mi się człowiek, którego tam spotkałam. Nic o nim nie wiedziałam, nie zamieniłam z nim nawet jednego słowa, lecz ponownie chciałam go zobaczyć! Wciąż czułam na swej dłoni jego dotyk, który był tylko mgnieniem, nic nieznaczącym muśnięciem, był czymś niezauważalnym.
Choćby teraz, w środku nocy, nie!, to było szalone, ale z drugiej strony, czemu nie. Jego elektryzujące spojrzenie spokojnych, uśpionych zdawać by się mogło oczu, piękny spokojny uśmiech, jedwab dotyku, to wszystko było nie do opisania. Wydawał się taki nieśmiały, taki dziecinny, zagubiony, może chory? Jednocześnie tak bardzo spokojny, dorosły, dojrzały, tak bardzo męski.
Teraz czując, że zasypiam złożyłam w serduszku małe postanowienie, którego chciałam dotrzymać, jak słowa, danego drugiej osobie. Chciałam pomóc, to przede wszystkim, chciałam przywrócić go do świata, poznać jego tajemnicę, otworzyć mu oczy. Chciałam także pozyskać jego serce, jednak na to nie miałam żadnego wpływu.
Pragnęłam mężczyzny, znacznie bardziej duchowo, niż cieleśnie, choć nie mogłam ignorować potrzeb mego ciała, które w takie noce, jak dzisiejsza płonęło żywym ogniem. Ogniem, który wprost prosił, aby go ugasić, aby zapanować nad szalejącym żywiołem. Jednak myślami czasem powracałam do Kamili, nic o niej nie wiedziałam, ale przynajmniej znałam już jej imię, w przypadku chłopaka to wciąż była jedna, wielka niewiadoma.
Pragnęłam poczuć, pragnęłam... chyba zbyt wiele, jak na tą chwilę, na chwilę, w której właśnie zasypiałam nie mogąc dłużej zmagać się z ciężarem mych długich rzęs. Regularne światło latarni, która gdzieś tam stoi ukołysze mnie do snu. Chcę poznać sen o moim latarniku...