Google+ Followers

wtorek, 17 stycznia 2017

#archipelagzmysłów No. 03

Zainspirowany pewnym wpisem, również komentarzem, który pod nim spontanicznie powstał, a przed rozstrzygnięciem jutro #książkaroku2016 chciałbym podzielić się dziś trzema tytułami, których wspólnym mianownikiem są porażające i jedyne w swoim rodzaju EMOCJE. Bez zachowania chronologii wydawniczej, gdyż Morze spokoju to rok 2014, a chwilę później pojawi się książka wydana w minionym roku. Ale to za chwilę. Teraz jednak niech przemówią kiedyś napisane słowa.

Szukam słów, którymi mógłbym wyrazić, co czuję czytając Morze spokoju, ale im dłużej o tym myślę, tym mniej mam do powiedzenia. Co tak naprawdę nie jest prawdą, bo jest zupełnie inaczej. Morze emocji wypełnia mój umysł, ocean myśli rozlewa się po duszy i falą przypływu, co jakiś czas przynosi coś nowego, coś dobrego, coś niezwykłego i zaskakującego. Katja Millay dokonała czegoś niemożliwego, co tylko nielicznym się udaje – w niezamierzony sposób sprawiła, że nie są to litery, zdania, akapity, strony tekstu, ale żyjąca własnym rytmem wyjątkowa pod każdym względem opowieść.
Czytam dużo, wręcz bardzo dużo, potrafię już oddzielić ziarno od plewów, wyłuskać to, co dobre, ciekawe, niebanalne, godne uznania, wreszcie to, co zasługuje, aby stać się Książką tygodnia… nie mam jej jeszcze w tej wersji, którą od zawsze lubię, stąd luźny zestaw kartek, który przekładam z jednej strony kanapy na drugą z każdą kolejną będąc coraz bardziej zaintrygowanym, poruszonym, zaskoczonym, czy wreszcie oniemiałym tym, co czytam i co z każdą przeczytaną stroną poznaję.

Cały jej ciężar spoczywa na mnie. Cały ciężar jej ciała, jej tajemnic, łez, bólu i żalu, i straty, i czuję, że ja też zaraz się załamię, bo jest tego za dużo. Nie chcę wiedzieć. Teraz rozumiem, czemu tyle czasu poświęca na bieganie. Ja też chciałbym pobiec przed siebie. Chciałbym zostawić ją, pchnąć drzwi, nie oglądać się za siebie, bo nie zniosę tego. Nie mam w sobie dość siły ani odwagi, ani pocieszenia. Jestem niewystarczający. Nie jestem żadnym ocaleniem. Nawet siebie samego nie umiem ocalić.