Google+ Followers

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dziewczyna z perłą (2003)

Sztuka ma czasem inny wymiar...

Rok 2004, przynajmniej jego początek, jest dominujący pod względem adaptacji filmowych, które poznaję z ekranów kinowych w trakcie mojego pobytu w Stanach. Co ciekawe, Dziewczyna z perłą jest kolejną książką, po Domu z piasku i mgły, którą poznałem tutaj, tu też miałem możliwość poznać jej adaptację.
Historia życia siedemnastowiecznego, holenderskiego malarza Johannesa Vermeera, który tak, jak zapewne wielu, żył z tego, co namalował, a jeśli nie namalował nic? Wtedy myślę, że wniosek jest prosty. W sztuce, a chyba szczególnie w malarstwie istotną rolę pełnił mecenas, od którego zależało bardzo wielu. Być albo nie być, żyć dostanie lub umierać w nędzy. To on zamawiał obrazy, to dla niego malowano, to on miał w zasadzie ostatnie słowo w każdej kwestii. Wiek siedemnastu to także okres panowania Rembrandta.
Oglądając miałem świadomość, iż twórcy filmu skupili się tylko na jednym, lecz jednocześnie przewodnim wątku książki. Gdzieś na bok poszło wszystko to, co w gruncie rzeczy, dotyka młodą dziewczynę na służbie w bogatym domu. Duże znaczenie miała tu sytuacja rodzinna, lecz tego nie dostrzeżemy w filmie.
Nie zmienia to faktu, iż jest to bardzo dobrze zrobiona opowieść, pokazująca życie ludzi, ich charaktery, upodobania. Również proces tworzenia, powstawania tego lub innego obrazu, by w efekcie dotrzeć do tego zasadniczego – Dziewczyna z perłą.
Ostatnia scena, która od bardzo dużego zbliżenia w kadrze oddalającym się pokazuje w oryginale temat przewodni filmu, oddaje znaczne podobieństwo pomiędzy osobą na portrecie, a Scarlett Jonahansson.
Jej pierwszoplanowa, umiejętnie i dobrze zagrana rola w filmie Między słowami jest świadectwem, iż ta młoda kobieta może nas jeszcze niejednokrotnie zaskoczyć. To, co pokazała tam, również tu, to nie przypadek. Umie i potrafi grać, umie w sposób jakże sugestywny oddać charakter powierzonej roli, często jedynie bezbłędną mimiką twarzy. Potrafi zjednoczyć się z rolą, być nie tyle aktorką odtwarzającą rolę służącej w domu malarza, lecz osobą, która mogłaby być bohaterką właśnie tego działa sztuki.
Zmysłowe, wręcz erotyczne wibracje były w sposób lekki odczuwalne, gdyż Johannes Vermeer był zafascynowany swoją służącą. Było to fascynacja nieujarzmiona, artystyczna, piękna. Wzajemne przyciąganie, wibracje unoszące się w pracowni, wszystko to było odczuwalne, jednak nie mogło być i nie było miejsca w tym wszystkim nawet na jeden, drobny pocałunek.
Colin Firth ostatnio wcielił się w postać pisarza w innym, niesamowitym, angielskim filmie To właśnie miłość. Teraz jest głową domu, od którego wiele, lecz często tak niewiele zależy. Ster władzy w swych mocnych, kobiecych dłoniach trzyma jego matka.
To ona odkrywa nietypowy dar, jaki ma w sobie służąca, wrażliwość, duszę artysty, choć ukrytą w spódnicy biednej dziewczyny. I to dzięki mecenasowi, w nieco kontrowersyjny sposób jej twarz na zawsze została wpisana na karty niderlandzkiego malarstwa.
Przez cały czas w muzycznych dźwiękach doszukiwałem się jednego z wielkich kompozytorów. To, co słyszałem, bardzo kojarzyło mi się z tematami do filmu Piękny umysł. Charakterystyczne, wysokie tony, lecz jak się okazało było to jedynie podobieństwo.

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.