Google+ Followers

wtorek, 24 stycznia 2017

Łzy Słońca (2003)

To na co zwróciłem uwagę jakiś czas przed premierą filmu w Stanach Zjednoczonych, to dwa interesujące nazwiska w obsadzie, a także reżyser, twórca oscarowego Dnia próby.
Monica Bellucci po wprowadzeniu na ekrany kin głośnego, kontrowersyjnego filmu Nieodwracalne, a przed majową premierą drugiej odsłony filmu Matrix, jak zawsze piękna i subtelna, odtwarzająca rolę, która przyciąga naszą uwagę. Nie tylko ze względu na jej zmysłowość, lecz przede wszystkim umiejętność dobrej interpretacji odtwarzanych ról.
Doktor Lena Kendricks opiekuje się szpitalem w małej misji, gdzieś na terenie ogarniętej wojną domową Nigerii. Jest integralną postacią tego miejsca, jest jego szczególnym przedstawicielem. I to właśnie ją i trzy dodatkowe osoby personelu ma ewakuować porucznik A.K. Waters wraz z towarzyszącym mu elitarnym oddziałem Navy S.E.A.L. Bruce Willis jest chyba równie dobrze znany widzom, jak jego filmowa partnerka, a być może nawet lepiej. Aktor, któremu bliskie są role twardych facetów, podając jedynie dla przykładu tryptyk Die Hard i tym razem nie zawodzi. 
Z pozoru proste zadanie zaczyna się komplikować, gdy w pozbawionym uczuć żołnierzu, zimnym i odrzucającym proste „Dziękuje” pani doktor, odzywa się sumienie. Kiedy uzmysławia sobie, że to jest także jego praca, niesienie pomocy, jak również ratowanie życia słabym i bezbronnym w starciu z panującym terrorem.
Jak się okazuje, pani doktor, to nie jedyny, specjalny członek morderczej ekspedycji, którym należy i warto się zaopiekować. W grupie ochranianych osób do granicy z Kamerunem jest jeszcze jedna, ważna osoba. Ta, która ma i może mieć w przyszłości istotne znaczenie dla losów udręczonego państwa.
Gorąca, rozpalona wojną Afryka, czy to w Nigerii, czy tez Somalii i jej stolicy Mogadiszu, o której blisko rok wcześniej w sposób jakże sugestywny opowiedział Ridley Scott w filmie Helikopter w ogniu. Ten sam klimat, ten sam strach, terror i głód oraz zmagania z lokalnym agresorem.
Punktem wspólnym dla obu filmów jest piękna, pełna afrykańskich akcentów muzyka, której kompozytorem jest Hans Zimmer. Jeszcze wcześniej tematy etniczne pojawiły się w ścieżce dźwiękowej do Gladiatora. Muzyka, która potrafi nas przenieść od bólu i udręki, po radość życia i zwycięstwo dobra.
Tego typu kino rzadko ma większe wartości artystyczne, jednak nie jest to film z cyklu „zabili go i uciekł”. Sceny akcji są przemyślane, niegłupie, może lekko naciągane, ale czego to się w filmie teraz nie robi. Kino, które może i powinno się podobać pewnej części widzów, jednak z całą pewnością nie zyska uznania w oczach tych bardziej wymagających, lubujących się w filmach niekomercyjnych, ambitnych, w kinie europejskim.
Wiem również, iż jeśli nie przyciągnie jednych Bruce Willis, to z całą pewnością zrobi to jego piękna partnerka.

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.