Google+ Followers

czwartek, 23 lutego 2017

Jacques Ravenne - Siódme życie Markiza de Sade

Siódme życie Markiza de Sade No. 01

I coś na finał, czyli mała puenta tego wszystkiego, co pojawiło się w dwóch wcześniejszych spojrzeniach.

Proszę mi wierzyć, to nie mój sposób myślenia doprowadził do mego nieszczęścia, lecz mentalność innych.

Taka w istocie jest esencja życia Markiza de Sade. Już za życia miał tyle samo zwolenników, co zajadłych przeciwników. Dla niego nie istniało tabu, co jednych gorszyło, dla innych stanowiło mniej lub bardziej wyrafinowaną podnietę.
Powracam do niej, porządkując myśli, pragnienia i te wszystkie uczucia, które towarzyszą mi w trakcie lektury. Czas choroby nie sprzyjał lekturze, pewne plany musiały ewoluować. Czytanie na raty nie służy, gdy tak wiele pragnie się jednocześnie zrealizować.
Faktem jednak jest, że jest inspirująca, elektryzująca, że smakiem oddaje epokę, ale też, a może przede wszystkim osobę Markiza de Sade. Jacques Ravenne spisał się przednio, choć do końca wciąż dalej, niż bliżej. Mały fragment dla Ciebie.

Donatien obserwował ją spod przymkniętych powiek. Kaskada ciemnych włosów wiła się po jej ramionach, pieściła buntowniczym pasemkiem sutki. Sade poczuł narastające w nim pożądanie. Ale nie tylko. Doznał też zupełnie nowego uczucia, trudnego do uchwycenia, ale głębokiego, lekkiego, ale intensywnego, jakby wszystkie sprzeczności, które od dawna nim targały, wreszcie osiągnęły stan równowagi. Wiedział już, że ta kobieta będzie dla niego ważna. Laure-Victoire de Lauris, powtarzał w myślach, dzieląc sylaby, jakby chciał dłużej rozkoszować się brzmieniem jej nazwiska.

Siódme życie Markiza de Sade No. 02

Drugie, czyli środkowe spojrzenie na książkę, o której opowiadałem jakiś czas temu. Pozostanie jeszcze słowo końcowe w pierwszym odniesieniu.
Tym razem jedynie krótki fragment z tej fascynującej opowieści, o człowieku, który już za życia był legendą. To on dał początek tym wszystkim lubieżnościom, które tak teraz rozpalają wasze zmysły, choć znacznie bardziej łagodnej postaci.

Kapłan się uśmiechnął. Gothon była jedną z najładniejszych dziewcząt we wsi. Miała bujne kształty, nogi jak wyrzeźbione w marmurze. Słowem - argumenty na każdym piętrze. Toteż szaleli za nią wszyscy młodzieńcy z parafii, jednak potwornie bali się markiza. To po prostu nie mieściło się w głowie - taki zbrodniarz! Nikt nie ważył się polować na jego ziemiach. 

Siódme życie Markiza de Sade No. 03

Po raz kolejny pojawia się tryptyk, po raz kolejny również porządkuje i zbieram w całość wszystko to, co swego czasu udało się napisać na temat tej książki.
Jacques Ravenne w doskonały sposób kreśli portret Markiza de Sade i jakże wymowne jest motto na okładce książki - To nie mój sposób myślenia był przyczyną mych nieszczęść, lecz mentalność innych.
50 twarzy pewnego pana budzi zachwyt, kina pękały w szwach i sądzę, że historia ta wkrótce się powtórzy. Jestem jednak przekonany, że tylko garstka śmiałków mogłaby z pełnym przekonaniem wskazać jego, jako prekursora sztuki zniewalania umysłu, ale też ciała. Choć przede wszystkim umysłu. Bez niego nie ma wzajemnej szczególnej relacji o znacznie bardziej emocjonalnym zakresie, niż otaczające nas wokół normalne życie.
Wielu go nienawidziło, w wielu wzbudzał strach i lęk, ale równie duża grupa jeszcze za jego życia czerpała ze sztuki, której był prekursorem. To słowo pojawiło się już powyżej, to od jego nazwiska wziął swoją nazwę sadyzm, to uległość i dominacja, jakże popularne BDSM, jakże często nadużywane, a ponownie tylko garstka wie, co ten skrót ze sobą niesie.
Siódme życie Markiza de Sade podoba mi się już od pierwszych stron. Książka, do której zapewne jeszcze wrócę.