Google+ Followers

wtorek, 20 czerwca 2017

Jack Strong (2014)

Wychowani na Psach i Krollu dojrzeliśmy wraz z reżyserem do mówienia o sprawach ważnych. Sięgając po tematy, które niosą ze sobą znacznie większe przesłanie, jak miało to miejsce dosyć niedawno w Pokłosiu, czy właśnie teraz w filmie Jack Strong. Oczekiwanie na ten film było duże, jednak świadomość, że opowiedzieć o losach i życiu pułkownika Ryszarda Kuklińskiego zamierzał Władysław Pasikowski, nie budziła wątpliwości, że efekt pracy reżysera i jego zespołu może być tylko jeden. Najlepszy z możliwych.
Od czasu Krolla, którym Pasikowski debiutował, a chwilę później Psów, minęły ponad dwie dekady, a to dla polskiego kina bardzo długi okres. W ciągu dwudziestu lat ono samo znacząco ewoluowało zmieniając swoje spojrzenie na określone zjawiska społeczne, kulturalne, czy też historyczne. Pewne tematy już dawno powinny zostać dotknięte, a pokazanie tego, co dla Polski zrobił pułkownik Kukliński bezsprzecznie było konieczne. Pasikowski przyzwyczaił nas do budowania opowiadanej historii z perspektywy jednego, dobrze zarysowanego bohatera i tej konwencji trzyma się również tutaj.
Zanim napisałem pierwsze słowa tego tekstu sięgnąłem po materiał przygotowany przez dystrybutora. Dwanaście stron dat z życie pułkownika Kuklińskiego, tych samych dat, które dotykały jego osobiście, ale również, a może przede wszystkim kształtowały oblicze Europy za Żelazną Kurtyną z bezwzględną supremacją Związku Radzieckiego.

Użycie regularnych jednostek bojowych Wojska Polskiego do masakrowania bezbronnego społeczeństwa, strzelanie z czołgów i broni maszynowej do niewinnych ludzi na Wybrzeżu na rozkaz władz PRL - w tym generałów LWP - determinuje Ryszarda Kuklińskiego do podjęcia współpracy z wywiadem amerykańskim po nieformalnych dyskusjach oficerów pionu operacyjnego LWP pod hasłem, ''dokąd idziemy''.

Wspomniane powyżej wydarzenia dotknęły pułkownika Kuklińskiego do żywego, a jego najbliższy przyjaciel, praktycznie jedyny, jakiego miał, nie mogąc udźwignąć ciężaru odpowiedzialności, jaki na nim spoczywał za udział w tej masakrze, popełnił samobójstwo. I to one również przekonały go do tego, że podjęta decyzja jest jedyną i słuszną. Bez wątpienia pułkownik Kukliński nie jest tym, za kogo wielu go uważa nie patrząc na to, kim był faktycznie i czego dokonał. A także, czym ryzykował podejmując się współpracy z CIA.
Film Jack Strong otwiera ważna, mocna scena, w której jeszcze jako major, sam jeden, bierze udział w odprawie najwyższego dowództwa wojsk sowieckich. To tutaj Rosjanie uświadamiają sobie z nieukrywanym podziwem dla Kuklińskiego, jak wielkim był strategiem i w jak niekonwencjonalny sposób umiał działać. Sam jeden przygotowując dokumenty sztabowe do wielkiej operacji Tarcza 68, które według Rosjan były dziełem dużej grupy sztabowców. Praktycznie wykorzystane później bez świadomości Kuklińskiego do wkroczenia wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji.
Jeśli przed laty mówiąc Pasikowski myśleliśmy Linda to teraz nasuwa się inne, równie trafne skojarzenie - Marcin Dorociński. Mogę się jedynie domyślać, że reżyser pisząc scenariusz do swojego filmu właśnie w tym aktorze widział już pułkownika Kuklińskiego. Gdyż jest to rola, jakby szyta na miarę aktorskich możliwości Dorocińskiego. A on sam swoim dotychczasowym dorobkiem aktorskim nie tylko nas w tym utwierdził, ale jednoznacznie przekonał tą właśnie rolą.
Obraz, który porusza, daje do myślenia nie pozostawiając widzowi żadnych wątpliwości wobec wyborów, jakich podjął się Jack Strong stawiając wszystko na jedną szalę. Ryzykując życie swoje, ale też swojej rodziny ze świadomością, że w każdej chwili może być zdemaskowany. Jednak wypracowane już od początku wyjątkowo profesjonalne metody kontaktów z jego agentem prowadzącym (Patrick Wilson), a także nadanie w Stanach jego sprawie statusu najwyższej tajności pozwoliły uniknąć najgorszego scenariusza.
Prawdziwe męskie, mocne kino, bo co warto zauważyć wśród wielu panów pojawiają się tylko dwie kobiety - Hania, żona pułkownika Kuklińskiego (Maja Ostaszewska) i Sue, agentka CIA (Dagmara Domińczyk). Poza tym pierwszy garnitur polskich aktorów w ważnych dla tamtego okresu rolach. Nie bez znaczenia jest też fakt, że scenariusz rozpisany został na trzy języki - soczysty, aż do bólu, rosyjski, konkretny i rzeczowy angielski, a także bezpośredni w swej formie język polski. Tutaj ten zabieg podnosi o sto procent wartość wizualną, ale i dramatyczną, filmu Jack Strong.