Trzy kolory

środa, 31 grudnia 2014

Joanna Fabicka - Second Hand

Literackie wydarzenie roku!

Wydawało mi się, że słowa spłyną ze mnie z siłą wodospadu, a natłok myśli będzie tak wielki, że mnie przygniecie, wydawało mi się również, że nie będę w stanie opędzić się od tych myśli… wydawało mi się, że będzie to proste, usiąść i napisać, a jednak… jedynie mi się wydawało.
Kiedy poznałem ją tylko w wyrwanym z kontekstu fragmencie czułem pewien niesmak, nie wydawała mi się zarówno ciekawa, jak i dobra, nie przyciągała mojej uwagi, nie kusiła okładką, a proza Joanny Fabickiej była chropowata, dziwna, pokręcona, zupełnie bez sensu. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że w momencie, kiedy trafi do mnie cała, w jednym kawałku będzie to lektura od deski do deski. Nie tylko z wypiekami na twarzy, ale w dużej mierze z niedowierzaniem i rosnącym coraz bardziej podziwem dla książki Second Hand.
Rzadko się zdarza, aby książka prawie całkowicie pozbawiona dialogów miała taką siłę. Rzadko się również zdarza czytać taką książkę z lekkością, ale i nieśmiałością dotykając osobiście upiorów drzemiących w duszach bohaterów. Ten odległy zaścianek zamierzchłej epoki PRL-u, ta Polska nawet nie „B”, a raczej „D”… tam, gdzie wrony zawracają to wyjątkowy koloryt słabości, ale i siły ludzkich charakterów.
Zjawiskowy, urzekający, przedziwny koloryt postaci tak pięknie odmalowanych, iż wszystko, co było przed Second Hand przestaje się liczy. Prawdą jest, że nie znam wcześniejszych dokonań autorki, nie miałem też możliwości, aby w jakiś szczególny sposób nastawić się na odbiór przed lekturą. Jakkolwiek jest ten, kto raz postawi nogę w Podlewie już nigdy go nie opuści.

Tajemniczy ogród VI

Frezja - bukiecik frezji może być li tylko wyrazem szacunku, a może... zaproszeniem do filtru. Uważajmy więc, kogo nim obdarowujemy. Różnokolorowe, pięknie pachnące frezje są po prostu miłym upominkiem, symbolem uznania i miłości. Obdarowujmy nimi naszych bliskich jak najczęściej. [s. 25]


Katarzyna Michalak, Przystań Julii, Znak litera nova, Kraków 2014

niedziela, 28 grudnia 2014

Underworld XXV

XXV

podarowałem nocy
chwile bez powrotu

obdzieliłem po równo
wszystkich bez wyjątku

teraz jedynie
miłości mi trzeba

teraz jedynie
dłoni Jej dotyk..

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod XXII

Mam nadzieję, że Szanowna Pani miewa się dobrze, zdrowie dopisuje, wszystko jest w porządku. Cieszy mnie to bardzo, gdyż nie mogłoby być inaczej. A ja od kilku dni nie mogę zebrać myśli, jak to dziś zauważyła moja znajoma z wypożyczalni kaset „coś zostawiłem w pielgrzymce”. I taka jest prawda. Gdzieś tam, na którymś odpoczynku, pod którymś drzewem zostawiłem kawałek siebie, swego serca, może cząstkę duszy. Wróciłem innym człowiekiem, a ten mój mały atomik zabrała pewna siostra w plecaku i pojedzie z Nią chyba do Gdańska. Nie jestem pewien. Czego? Czy właśnie ona to sprawiła, że kula na pół się rozpadła i ze środka mała istotka wyszła na ten dziwny świat szukać szczęścia, które gdzieś tam wciąż na ciebie czeka, jest w tym kamyku, jest w twojej dłoni, kształt znajomy, powiesz co to, co dziś sprawia, że jestem szczęśliwa, uśmiechnięta, promień słońca na tej twarzy, kropla deszczu, rosy kropla, nad brzeg morza wyjdź znajomy, wiatr we włosach niech zaszumi, niech poniesie pieśń twą w dal, dłoniom swoim podaj chmury, usta niech poczują morza smak, słonej wody smak... To taka wolna nuta strofy dziś te układa, gdy myśl ta wolno błądzi, gdy pod strzechy zabłądzi, gdy o brzasku zmęczeni upadniemy spleceni w uścisku miłości to wtedy powiesz, to ona, ta kobieta znajoma, dobrze nam kiedyś mówiła, że będzie taka miłość, która sercu twemu odwagi doda, przełamie wszystkie troski, świat stanie się radosny, uśmiech na twych pięknych ustach zagości i pozostanie na wieki... Jeśli bym chciał znaleźć taki świat, gdzie nie istnieją troski, gdzie świat jest radosny, gdzie dzieci są, jak dorośli, a oni, jak dzieci, gdzie szczęście na drzewach rośnie, gdzie miłość zakwita na wiosnę... Zaćmiło Słońce myśli nasze, są dziwne teraz i inaczej postrzegasz to, co obok ciebie dziś się dzieje, za oknem noc, tuż za nim ciemność, dalekie światła na twym osiedlu przypominają, że obok ciebie mieszkają, ci co czekają na spełnienie ich marzeń, pragnień, ich intencji, tuż obok ciebie, lecz daleko są dzisiaj oni i już będą rywalami twoimi u tego, co w twardej trzyma dłoni świat zmieniony, świat rozpędzony, który zatracił wszystkie wartości, nie wie co może, nie wie co musi, co sprawia radość, co zaś ból przynosi i choć by przyszło dziś uciekać, to nie masz miejsca, gdzie uciekać możesz, znajdę oazę dziś dla ciebie, byś schronić mogła się i przetrwać burze gradowe i zawieje. Kasiu, siądź pod tą brzozą, a odpocznij sobie, nie dojdzie cię tu słońce ni krople deszczowe...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Joanna Opiat-Bojarska - Kto wyłączy mój mózg?

Zespół Guillaina-Barrego, pojęcie równie abstrakcyjne, jak długa nazwa chemiczna, a może długa, łacińska nazwa jakiejś rośliny. Oczywiście osoba, która miała bądź ma styczność z medycyną potrafi dosyć szybko rozszyfrować, co ukrywa się pod tajemniczym pojęciem. 
Gorzej, jak z medycyną nie mamy zupełnie nic wspólnego. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po pasjonującą powieść Joanny Opiat-Bojarskiej, Kto wyłączy mój mózg? i nie tylko zrozumieć sens samego tytułu, ale mieć świadomość, jakie spustoszenie niesie ze sobą w organizmie człowieka wspomniana choroba.

- Zespół Guillain-Barre (GBS) jest formą zapalenia nerwu. Choroba przejawia się w trzech na cztery przypadki po infekcji, na przykład infekcji gardła lub rozstroju żołądka. Może też pojawić się po operacji, po nowotworze układu limfatycznego lub boreliozie. Dokładna przyczyna choroby nie jest znana, ale uważa się, że przeciwciała tworzące się przeciw atakującym wirusom, na przykład w schorzeniach zapalnych żołądka i jelit wywołanych przez rozmaite rotawirusy, atakują następnie nerwy ciała. Przyczyną tego jest to, że niektóre małe części nerwów przypominają części wirusa i nerwy mylone są z zagrożeniem zewnętrznym, jak wirus czy bakteria, który musi zostać zabity. Jest to najczęstsza opinia, ale badania w tej kwestii wciąż trwają.

Joanna miała poukładane życie, prowadziła własną firmę, była kochającą żoną i matką. Jednak z dnia na dzień to wszystko runęło przygniecione brzemię nieznanej choroby. Już po lekturze kilku stron wiedziałem, że szybko się od niej nie oderwę, że śledząc losy Joasi będę prawie z wypiekami na twarzy śledził jej zmagania z chorobą, jej godną podziwu determinację, aby tańczyć na weselu jej najlepszej przyjaciółki Moniki.

niedziela, 21 grudnia 2014

Świąteczna refleksja

W znacznej grupie wierszy świątecznych pisanych przez długi czas z zamysłem umieszczania ich na kartkach z życzeniami ten jeden chyba szczególnie sobie cenię. I choć rok 2004 przyniósł dwa godne uwagi teksty, to ten ma w sobie coś szczególnego. 
Coś takiego, co pozwoliło we fragmencie pokazać go na załączonej grafice.

Świąteczna refleksja...

A gdybym tak nigdy wcześniej się nie narodził,
czy wtedy lepszy byłby świat i czy lepsi byliby ludzie..

czyż wtedy piasek, po którym stąpały
me dziecięce stópki byłby mokry od krwi..

bo przecież był już Bóg, więc, po co ja,
Jego syn i me dziecięce stópki..

dlaczego też nie urodziłem się jedynie człowiekiem,
by stać się tuż po narodzeniu Bogiem..

kto wybrał mi życie inne, niż jego lub Twoje
i kto postawił przede mną już w żłobie
misję zbawienia świata..

bo skoro był już Bóg to, kto powiedział,
że musi być jeszcze Syn i Duch..

i kto by pomyślał, iż kiedy wokół stajenki tak wielu
zebrało się ludzi, ja ze snu rozbudzony, człowiek wśród nich
będę rozważał, czy dobrze być mi Bogiem, gdy w świadomości
pojawia się obraz krzyża prowadzący mnie na Golgotę.

(04.12.26)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Underworld XXIV

XXIV

mów do mnie tak
mów do mnie jeszcze

bądź mą radością
bądź mym powietrzem

a gdy powrócę
z dalekiej podróży

dłoń Twą
do serca przyłożę..

niedziela, 14 grudnia 2014

Hanna Cygler - Dwie głowy anioła

Powieść na jedno podejście...

Gdyż tak naprawdę nie potrzebowałem wiele czasu, aby rozpocząć i zakończyć lekturę, Dwóch głów anioła. Mija kilka lat od historii, którą opowiedziała Głowa anioła, od chwili w której przecięły się drogi pewnej siebie pani architekt, Julii Sarnowskiej i majstra budowlanego, który nie tylko odpowiadał za przemeblowanie w jej mieszkaniu, ale też w jej życiu. I to z bardzo korzystnym skutkiem w postaci dwójki maluchów - Alek oraz maluchy Adam i Alicji, prawie cała Akademia Pana Kleksa.
Hanna Cygler ze swobodą prowadzi czytelnika przez pozornie proste, czasem jednak zawiłe losy swoich bohaterów, męża Alka i byłego amanta, Michała. Porządkuje rodzinne losy Julii i jej przyszywanego brata, jednocześnie w środku lata wplątując ich w zawiłą zagadkę kryminalną.
I tak, jak było w przypadku Głowy anioła wszystko nabiera sensu w określonym miejscu i czasie, choć nie bez znaczenia są zawiłości ludzkich losów, a także fakt, że już na początku zaginął Charles!
Można poznać Dwie głowy anioła bez odniesienia do Głowy anioła, jednak znacznie przyjemnie wypadną w odbiorze, gdy zaczniemy na jednej, a skończymy na obu. I choć jest to powieść z 2002 roku, to jednak upływ czasu nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Dziesięć lat po pierwszym wydaniu to drugie jest w pełni zasłużone i całkowicie uzasadnione. Proza Hanny Cygler, lekka, przyjemna w odbiorze może i powinna się podobać. Nie jest to literatura na wysokim, światowym poziomie, ale tak naprawdę wszystko jest kwestią gustu i tego, jakiej lektury w danym momencie poszukujemy.
Można i warto w wolnej chwili po nią sięgnąć.. po "jedną", a później po "obie".

Hanna Cygler, Dwie głowy anioła, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014 
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod XVII

Nie wiem, czy celowo uciekam od tego tematu. Czy może zostawiłem go sobie na deser? Chyba się go boję, z całą pewnością jednak epizod XV nie będzie ostatnim. Jest jeszcze kilka spraw, o których wypadałoby wspomnieć. Tylko tu już trzeba będzie czasu, aby je odświeżyć. I tym razem muzyka pomaga mi pisać. Cudowna ścieżka dźwiękowa z filmu z Ostatni Mohikanin. Jedna z tych opowieści, do których można śmiało wracać po raz kolejny. Miłość białej, dobrze urodzonej dziewczyny i Indianina. Medeleine Stowe i Daniel Day-Lewis.
Kiedyś dostałem dziwną, ale jakże sympatyczną kartkę pocztową z jelonkiem. „Jeśli szukasz materiałów o Samancie to przyjmij i mnie.” W podpisie było chyba imię Bogusia. Bogusława Stoch, dziewczyna ze wsi Ząb na Gubałówce. W gazecie „Na przełaj” w szkolnej bibliotece znalazła moje ogłoszenie, w którym poszukiwałem wszelkich materiałów o Samanthcie Fox. Byłem kiedyś jej wielkim fanem. Wiecie, o czym mówię. Plakaty małe i duże, najlepiej te z „Popocornu” i „Bravo”, polskie były słabiutkie, wszelkie wycinki, zdjęcia, informacje. Każdy list przynosił coś nowego, a przyszło ich wtedy sporo. Poznałem innych fanów, kilka korespondencji się rozwinęło i trwało rok, dwa, trzy lata. Różnie. W najlepszym okresie prowadziłem korespondencję z ośmioma czy dziewięcioma dziewczynami równolegle. To była sztuka, to była również szkoła pisania. Powstały dziesiątki różnych listów, z każdą osobą o innych sprawach, na inny temat. Jakoś nigdy się nie pomyliłem. Bogusia zajmowała jednak szczególne miejsce.

czwartek, 11 grudnia 2014

Tajemniczy ogród V

Zawilec gajowy, zwany także anemonem - śliczny, delikatny biały kwiatek, pojawiający się w naszych lasach wczesną wiosną, o sześciu płatkach, otaczających żółty środek z mnóstwem osypanych pyłkiem pręcików. Liście, ciemnozielone, przypominające kształtem dzikie wino, jeszcze dodają tej roślinie uroku. [s. 21]


Katarzyna Michalak, Zacisze Gosi, Znak litera nova, Kraków 2014

piątek, 5 grudnia 2014

Underworld XXIII

XXIII

w jednym uniesieniu
jeden tylko dotyk

w jednym uniesieniu
chwila bez powrotu

dwa tylko cienie
na białej ścianie

przy nim łoże
wino i szal jedwabny...

wtorek, 2 grudnia 2014

Tajemniczy ogród IV

Apple Blossom - piękna róża pnąca, o niezwykle urodziwym, delikatnym kwieciu, podobnym do kwiatów jabłoni. Żółty środek okalają białe płatki, o postrzępionych brzegach, których barwa przechodzi w róż. Zapach subtelny, słodki, miodowy. Róża wyhodowana na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku przez skrzyżowanie Rosa rugosa i Rosa multiflora. Odmiana odporna i dobrze znosząca zacienione stanowiska. Polecana dla początkujących chodowców. [s. 25]

Katarzyna Michalak, Ogród Kamili, Znak litera nova, Kraków 2013