Google+ Followers

środa, 31 grudnia 2014

Joanna Fabicka - Second Hand

Literackie wydarzenie roku!

Wydawało mi się, że słowa spłyną ze mnie z siłą wodospadu, a natłok myśli będzie tak wielki, że mnie przygniecie, wydawało mi się również, że nie będę w stanie opędzić się od tych myśli… wydawało mi się, że będzie to proste, usiąść i napisać, a jednak… jedynie mi się wydawało.
Kiedy poznałem ją tylko w wyrwanym z kontekstu fragmencie czułem pewien niesmak, nie wydawała mi się zarówno ciekawa, jak i dobra, nie przyciągała mojej uwagi, nie kusiła okładką, a proza Joanny Fabickiej była chropowata, dziwna, pokręcona, zupełnie bez sensu. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że w momencie, kiedy trafi do mnie cała, w jednym kawałku będzie to lektura od deski do deski. Nie tylko z wypiekami na twarzy, ale w dużej mierze z niedowierzaniem i rosnącym coraz bardziej podziwem dla książki Second Hand.
Rzadko się zdarza, aby książka prawie całkowicie pozbawiona dialogów miała taką siłę. Rzadko się również zdarza czytać taką książkę z lekkością, ale i nieśmiałością dotykając osobiście upiorów drzemiących w duszach bohaterów. Ten odległy zaścianek zamierzchłej epoki PRL-u, ta Polska nawet nie „B”, a raczej „D”… tam, gdzie wrony zawracają to wyjątkowy koloryt słabości, ale i siły ludzkich charakterów.
Zjawiskowy, urzekający, przedziwny koloryt postaci tak pięknie odmalowanych, iż wszystko, co było przed Second Hand przestaje się liczy. Prawdą jest, że nie znam wcześniejszych dokonań autorki, nie miałem też możliwości, aby w jakiś szczególny sposób nastawić się na odbiór przed lekturą. Jakkolwiek jest ten, kto raz postawi nogę w Podlewie już nigdy go nie opuści.

Tajemniczy ogród VI

Frezja - bukiecik frezji może być li tylko wyrazem szacunku, a może... zaproszeniem do filtru. Uważajmy więc, kogo nim obdarowujemy. Różnokolorowe, pięknie pachnące frezje są po prostu miłym upominkiem, symbolem uznania i miłości. Obdarowujmy nimi naszych bliskich jak najczęściej. [s. 25]


Katarzyna Michalak, Przystań Julii, Znak litera nova, Kraków 2014

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Godziny (2002)

Jeśli szukamy głębi, wrażeń, które odcisną na zawsze piętno na naszej duszy nie możemy ominąć Godzin. To one właśnie stanowią o naszym życiu. Czas, który przemija zostawia niezatarte wrażenie, ze to lub tamto można było zmienić, można było zrobić zupełnie inaczej.
Przemija, a my nie zauważamy, ze zamiast minut, godzin są miesiące i lata. Aby zrozumieć istotę tego filmu, aby odebrać go w pełnym tego słowa znaczeniu warto wziąć pod uwagę fakt, że jest to obraz trudny, pełen nostalgii, filozofii, film, którego nie można potraktować z przymrużeniem oka. Tylko wtedy odbierzemy go w sposób pełny, zrozumiemy do końca, o co tak naprawdę chodzi w życiu. Jak często zmagamy się z nim nie wiedząc, jaka obrać drogę i dokąd się skierować. Jednak to, co w tym filmie jest najważniejsze, to starannie dobrana obsada, a ilość znanych i uznanych nazwisk sama w sobie jest czymś szczególnym.
Przygotowując się do roli Virginii Woolf w Godzinach Nicole Kidman poznała szczegóły jej życia i twórczości. David Hare (scenarzysta) i Michale Cunnigham bardzo dużo opowiedzieli mi o Virginii Woolf. Już w trakcie przygotowań do realizacji filmu pokochałam moją bohaterkę. Była kobietą borykającą się ze śmiercią, szaleństwem i miłością. Miała jednocześnie w sobie ogromną radość życia, która sprawiała, że ludzie garnęli się do niej. To naprawdę dało mi do myślenia - wspomina Kidman.

niedziela, 28 grudnia 2014

Underworld XXV

XXV

podarowałem nocy
chwile bez powrotu

obdzieliłem po równo
wszystkich bez wyjątku

teraz jedynie
miłości mi trzeba

teraz jedynie
dłoni Jej dotyk..

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod XXII

Mam nadzieję, że Szanowna Pani miewa się dobrze, zdrowie dopisuje, wszystko jest w porządku. Cieszy mnie to bardzo, gdyż nie mogłoby być inaczej. A ja od kilku dni nie mogę zebrać myśli, jak to dziś zauważyła moja znajoma z wypożyczalni kaset „coś zostawiłem w pielgrzymce”. I taka jest prawda. Gdzieś tam, na którymś odpoczynku, pod którymś drzewem zostawiłem kawałek siebie, swego serca, może cząstkę duszy. Wróciłem innym człowiekiem, a ten mój mały atomik zabrała pewna siostra w plecaku i pojedzie z Nią chyba do Gdańska. Nie jestem pewien. Czego? Czy właśnie ona to sprawiła, że kula na pół się rozpadła i ze środka mała istotka wyszła na ten dziwny świat szukać szczęścia, które gdzieś tam wciąż na ciebie czeka, jest w tym kamyku, jest w twojej dłoni, kształt znajomy, powiesz co to, co dziś sprawia, że jestem szczęśliwa, uśmiechnięta, promień słońca na tej twarzy, kropla deszczu, rosy kropla, nad brzeg morza wyjdź znajomy, wiatr we włosach niech zaszumi, niech poniesie pieśń twą w dal, dłoniom swoim podaj chmury, usta niech poczują morza smak, słonej wody smak... To taka wolna nuta strofy dziś te układa, gdy myśl ta wolno błądzi, gdy pod strzechy zabłądzi, gdy o brzasku zmęczeni upadniemy spleceni w uścisku miłości to wtedy powiesz, to ona, ta kobieta znajoma, dobrze nam kiedyś mówiła, że będzie taka miłość, która sercu twemu odwagi doda, przełamie wszystkie troski, świat stanie się radosny, uśmiech na twych pięknych ustach zagości i pozostanie na wieki... Jeśli bym chciał znaleźć taki świat, gdzie nie istnieją troski, gdzie świat jest radosny, gdzie dzieci są, jak dorośli, a oni, jak dzieci, gdzie szczęście na drzewach rośnie, gdzie miłość zakwita na wiosnę... Zaćmiło Słońce myśli nasze, są dziwne teraz i inaczej postrzegasz to, co obok ciebie dziś się dzieje, za oknem noc, tuż za nim ciemność, dalekie światła na twym osiedlu przypominają, że obok ciebie mieszkają, ci co czekają na spełnienie ich marzeń, pragnień, ich intencji, tuż obok ciebie, lecz daleko są dzisiaj oni i już będą rywalami twoimi u tego, co w twardej trzyma dłoni świat zmieniony, świat rozpędzony, który zatracił wszystkie wartości, nie wie co może, nie wie co musi, co sprawia radość, co zaś ból przynosi i choć by przyszło dziś uciekać, to nie masz miejsca, gdzie uciekać możesz, znajdę oazę dziś dla ciebie, byś schronić mogła się i przetrwać burze gradowe i zawieje. Kasiu, siądź pod tą brzozą, a odpocznij sobie, nie dojdzie cię tu słońce ni krople deszczowe...

piątek, 26 grudnia 2014

Książka tygodnia - Przystań Julii

Wystartowała 45 Książka tygodnia, szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek.  
Zapraszam serdecznie i proszę przekazać dalej: 

(...) Dramat, o którym do końca nie zdaje sobie sprawy Julia walcząc ze swoimi demonami, odrzuceniem przez męża i dorastającą córkę. Zdaną nagle na samą siebie w podróży na skraj świata, gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc, gdzieś, gdzie być może będzie w stanie poukładać swoje rozsypane w drobne kawałeczki, życie. Chatka Dorotki w malowniczych Bieszczadach dla samotnej kobiety, która dotąd poruszała się w zupełnie innym terenie może stanowić wyzwanie, któremu Julia stawiając wszystko na jedną kartę zamierza sprostać.

Katarzyna Michalak z lekkością maluje kwiaty w życiowych ogrodach swoich bohaterek. Każda z nich ma do odegrania swoją rolę i przyznać trzeba, że robi to wyjątkowo dobrze. Czarne chmury wiszące nad Łukaszem i świadomość, że jego przyjaciel i wspólnik mocno namieszał w życiu, tu nie ma chwili na wahanie, bo na szali leży nie tylko życie jego, ale też bliskiej mu Kamili. Oderwana od codzienności Julia w swoim zakątku świata buduje od zera to, co przez lata budowane w jeden dzień rozsypało się, jak domek z kart. Nie bez znaczenia jest też obecność Grzegorza, który pomaga zadomowić się uroczej sąsiadce wyciągając do niej swoją przyjacielską dłoń. 

Pełny tekst recenzji dostępny jest tutaj – Przystań Julii.

środa, 24 grudnia 2014

Ocalony (2014)

Trzynaście lat temu Helikopter w ogniu nauczył patrzeć zupełnie inaczej na pewne sprawy. Pokazał, czym jest patriotyzm, honor i świadomość, że nikt nigdy nie zostaje z tyłu. Dziś wyciągając lekcję z tej wyjątkowej pod każdym względem historii z równie dużym uznaniem powinniśmy odebrać Ocalonego, gdyż bez wątpienia na to zasłużył.
Nie bez powodu nawiązuję do filmu Ridley'a Scotta z 2001 roku, gdyż łączy je kilka istotnych czynników. Przede wszystkim Ocalony jest wierną, mądrą, przemyślaną i dopracowaną w szczegółach rekonstrukcją nieudanej operacji Czerwone Skrzydło z czerwca 2005 roku. Plan zakładał identyfikację i neutralizację jednego z ważniejszych talibskich przywódców w Afganistanie. Jednak przypadkowych pasterzy nie udało się przewidzieć.
Od tego momentu sprawy zaczynają przybierać coraz gorszy obrót. Podobnie, jak w filmie Helikopter w ogniu operacja, która miała trwać krótko, nagle zamienia się w walkę o życie i przetrwanie z pozbawionymi skrupułów, przeważającymi siłami wroga. Jest tutaj wszystko, co powinno wyróżniać doskonały film wojenny, jednak podciągnięcie go pod ten gatunek będzie bardzo odbiegało od rzeczywistości.
Ocalony to mistrzowsko zagrany, opracowany i wyreżyserowany dramat czterech ludzi, żołnierzy Navy SEALs, którzy nie bez powodu przeszli mordercze szkolenie zanim zostali przyjęci w struktury tej jednostki. Dopiero teraz to, co przeszli, jako rekruci miało im dać czas, aby przetrwać najgorsze, choć nie wszystkim niestety się to udało.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Joanna Opiat-Bojarska - Kto wyłączy mój mózg?

Zespół Guillaina-Barrego, pojęcie równie abstrakcyjne, jak długa nazwa chemiczna, a może długa, łacińska nazwa jakiejś rośliny. Oczywiście osoba, która miała bądź ma styczność z medycyną potrafi dosyć szybko rozszyfrować, co ukrywa się pod tajemniczym pojęciem. 
Gorzej, jak z medycyną nie mamy zupełnie nic wspólnego. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po pasjonującą powieść Joanny Opiat-Bojarskiej, Kto wyłączy mój mózg? i nie tylko zrozumieć sens samego tytułu, ale mieć świadomość, jakie spustoszenie niesie ze sobą w organizmie człowieka wspomniana choroba.

- Zespół Guillain-Barre (GBS) jest formą zapalenia nerwu. Choroba przejawia się w trzech na cztery przypadki po infekcji, na przykład infekcji gardła lub rozstroju żołądka. Może też pojawić się po operacji, po nowotworze układu limfatycznego lub boreliozie. Dokładna przyczyna choroby nie jest znana, ale uważa się, że przeciwciała tworzące się przeciw atakującym wirusom, na przykład w schorzeniach zapalnych żołądka i jelit wywołanych przez rozmaite rotawirusy, atakują następnie nerwy ciała. Przyczyną tego jest to, że niektóre małe części nerwów przypominają części wirusa i nerwy mylone są z zagrożeniem zewnętrznym, jak wirus czy bakteria, który musi zostać zabity. Jest to najczęstsza opinia, ale badania w tej kwestii wciąż trwają.

Joanna miała poukładane życie, prowadziła własną firmę, była kochającą żoną i matką. Jednak z dnia na dzień to wszystko runęło przygniecione brzemię nieznanej choroby. Już po lekturze kilku stron wiedziałem, że szybko się od niej nie oderwę, że śledząc losy Joasi będę prawie z wypiekami na twarzy śledził jej zmagania z chorobą, jej godną podziwu determinację, aby tańczyć na weselu jej najlepszej przyjaciółki Moniki.

niedziela, 21 grudnia 2014

Świąteczna refleksja

W znacznej grupie wierszy świątecznych pisanych przez długi czas z zamysłem umieszczania ich na kartkach z życzeniami ten jeden chyba szczególnie sobie cenię. I choć rok 2004 przyniósł dwa godne uwagi teksty, to ten ma w sobie coś szczególnego. 
Coś takiego, co pozwoliło we fragmencie pokazać go na załączonej grafice.

Świąteczna refleksja...

A gdybym tak nigdy wcześniej się nie narodził,
czy wtedy lepszy byłby świat i czy lepsi byliby ludzie..

czyż wtedy piasek, po którym stąpały
me dziecięce stópki byłby mokry od krwi..

bo przecież był już Bóg, więc, po co ja,
Jego syn i me dziecięce stópki..

dlaczego też nie urodziłem się jedynie człowiekiem,
by stać się tuż po narodzeniu Bogiem..

kto wybrał mi życie inne, niż jego lub Twoje
i kto postawił przede mną już w żłobie
misję zbawienia świata..

bo skoro był już Bóg to, kto powiedział,
że musi być jeszcze Syn i Duch..

i kto by pomyślał, iż kiedy wokół stajenki tak wielu
zebrało się ludzi, ja ze snu rozbudzony, człowiek wśród nich
będę rozważał, czy dobrze być mi Bogiem, gdy w świadomości
pojawia się obraz krzyża prowadzący mnie na Golgotę.

(04.12.26)

sobota, 20 grudnia 2014

Żółta karteczka

(...) Inés wypełnia całą moją sztukę - podsumował. Do niej należy to wielkie agatowe oko, przez które ja oglądam świat. Ona jest aromatem sycącym moje życie oraz głosem nieustannie szepczącym mi do ucha. Jest tym smakiem, który zawsze mam w ustach. Jest złotem wypływającym spomiędzy moich palców i snującym się wolno dymem, bo ona nie jest moja ani niczyja inna. A cała ona to moja intuicja. [s. 48]

dla Dominiki

Carla Montero, Złota skóra, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014

Persona non grata (2005)

Z filmem Persona non grata jest tak, jak z bardzo głęboką studnią. Wrzucasz kamyk, a ten leci bardzo długo, zanim gdzieś tam daleko usłyszysz cichy plusk. Chodzi o to, iż pewne filmy, a także ich przesłanie, dociera do nas z pewnym opóźnieniem. Tak jest też w tym przypadku. Cały czas się zastanawiam, jak do niego podejść, jak ubrać w słowa moje odczucia i przemyślenia z nim związane.
Są filmy, o których już po wyjściu z kina zapominamy, są takie, które dobrze nas bawiły i o tych opowiadamy znajomym, są wreszcie filmy, które kontemplujemy w samotności. Rozważamy zachowania aktorów, ich wzajemne relacje, a także wszystko to, co dzieje się wokół. Często też się zdarza, iż trudno nam zrozumieć puentę filmu, nie zgadzamy się z zakończeniem lub jest dla nas bardzo zaskakujące.
Krzysztof Zanussi zaprasza nas do świata polityki, dyplomacji, trudnych, skomplikowanych interesów. Do świata, w którym nic nie jest łatwe i proste, nikt tak do końca nie jest naszym przyjacielem, gdyż słowo „przyjaźń” jest tu w zasadzie nie na miejscu. Tu można mieć kolegów, ale o przyjaciół trudno. Dlatego tak trudno być w nim normalnym człowiekiem i tylko nielicznym się to udaje.

piątek, 19 grudnia 2014

Jodi Picoult - Już czas

Mężczyźni też to czytają!

Choć w moim umyśle pojawił się w trakcie lektury również ten drugi, krótki i jakże niepozorny tytuł, który również ma wiele wspólnego z treścią książki, zatem również nim wypada się podzielić:

Słonik na szczęście…

Kilka lat temu w skromnych zbiorach siostry odkryłem swoją pierwszą powieść, której autorką była Jodi Picoult. I choć nie pamiętam jej tytułu to jednak historia małego chłopca, który zawsze był pierwszy na miejscu zbrodni, zanim jeszcze pojawiła się tam policja, ujęła mnie bezsprzecznie. Mógłbym powiedzieć, że już wtedy obiecałem sobie, że koniecznie muszę poznać pozostałe książki autorki, ale nic takiego się nie wydarzyło i to nie, dlatego, że nie lubię czytać. W tamtym momencie nie odczuwałem świadomej potrzeby składania sobie obietnic ciesząc się krótkim odpoczynkiem w Londynie.
Teraz to zupełnie inna historia, teraz po lekturze Już czas mógłbym sobie obiecać wszystko, gdyby nie fakt, że dobrej lektury bez wątpienia mi nie brakuje i ta obietnica długo mogłaby się nie spełnić. Nie dziwi też fakt wielkiej popularności powieści autorki na całym świecie, gdyż Już czas jest kolejnym dowodem na to, a jest ich ponad, dwadzieścia, że jest to sztuka jedyna w swoim rodzaju.
Sztuka wpływania na myśli, uczucia, czy też doznania czytelnika o jakże mnogiej dozie niesamowitych wrażeń i niezwykłych wzruszeń. Historia, która czaruje i onieśmiela, zaskakuje i co ważne, nie pozwala odłożyć książki na bok. I po raz pierwszy okładka, na którą zerkałem równie często, jak na poławiane literki w morzu rozległej obszernej opowieści Jodi Picoult.
Nawiązuję do okładki nie bez powodu – trzynastoletnia Jenna Metcalf, pewna siebie, przedsiębiorcza, zdeterminowana w odnalezieniu zaginionej dziesięć lat wcześniej matki. To spojrzenie, ten zadziorny wydawać by się mogło wyraz twarzy nastolatki, to wszystko w trakcie lektury bije wręcz z tej książki.
Jej wspomnienia, te najbardziej odległe, dotykające rezerwatu dla słoni, który prowadzili jej rodzice – Alice i Tom, Metcalf. To tam stawiała swoje pierwsze kroki, tam również uczyła się obcowania ze słoniami i tam wreszcie mała, trzyletnia dziewczynka widziała matkę po raz ostatni.

(...) Zabierała mnie łazikiem do słoni, mimo że, zdaniem ojca, było to zbyt niebezpieczne. Jechałam na jej kolanach, a ona pochylała się i szeptała mi do ucha: „To będzie nasz sekret”.

Dzieciństwo nie należało do udanych – zaginęła mama, ojciec przebywał w psychiatryku. Jedną rodziną małej Jenny była babcia i to ona od małego dbała o jej wychowanie. I już od małego Jenna coraz intensywniej prowadziła swojego małe śledztwo, do którego w pewnym momencie zaprosiła dwie osoby – Virgil Stanhope, zmęczony życiem prywatny detektyw miał naprawić to, co kiedyś zaniedbał szukając Alice wśród żywych i Serenity Jones, która będąc jasnowidzem mogła poszukiwać odpowiedzi w zaświatach.
To niepozorne śledztwo zaczyna coraz bardziej obnażać zawiłości relacji ludzkich wśród osób opiekujących się grupą odrzuconych na margines społeczny, słoni. Różnej maści i gatunku, maltretowanych w cyrkach, ciasnych klatkach zoo, czy też bliżej nieznanych miejscach. Tutaj zyskują swoje drugie życie. Tutaj wreszcie odkrywany świat słoni z perspektywy badań prowadzonych przez Alice jest jakże bliski temu, co przeżywają ludzie, choć znacznie bardziej emocjonalny.

(...) Przypuszczam, że gdyby ludzka ciąża trwała dwa lata, wszystkie byłybyśmy lepszymi matkami. Słoniątko może rozrabiać, podkradać matce pokarm, ociągać się lub utknąć w błocie, ale cierpliwość jego matki nie zna granic. Dziecko jest dla słonia najcenniejszym skarbem.

Już czas, aby uporządkować pewne sprawy, aby udało się odnaleźć mamę, aby wiara w to, że żyje pozwoliła poruszyć radością małe serce Jenny, które od dawna niespokojnym rytmem bije. Już czas, aby bez skrępowania zanurzyć się w tej opowieści chcąc podarować sobie podróż na krańce nieświadomości wędrując za rękę ze stawiającą wszystko na jedną kartę, trzynastolatką. 

Jodi Picoult, Już czas, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014 

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

środa, 17 grudnia 2014

Książka tygodnia - Dwie głowy anioła (44)

Wystartowała 44 Książka tygodnia, szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek.
Zapraszam serdecznie i proszę przekazać dalej: 

(...) Hanna Cygler ze swobodą prowadzi czytelnika przez pozornie proste, czasem jednak zawiłe losy swoich bohaterów, męża Alka i byłego amanta, Michała. Porządkuje rodzinne losy Julii i jej przyszywanego brata, jednocześnie w środku lata wplątując ich w zawiłą zagadkę kryminalną.
I tak, jak było w przypadku 'Głowy anioła' wszystko nabiera sensu w określonym miejscu i czasie, choć nie bez znaczenia są zawiłości ludzkich losów, a także fakt, że już na początku zaginął Charles!

Można poznać 'Dwie głowy anioła' bez odniesienia do 'Głowy anioła', jednak znacznie przyjemnie wypadną w odbiorze, gdy zaczniemy na jednej, a skończymy na obu. 

Pełny tekst recenzji dostępny jest tutaj – Dwie głowy anioła.

wtorek, 16 grudnia 2014

Paullina Simons - Pieśń o poranku

Kiedyś napisałem, że książka Paulliny Simons Jeździec Miedziany odcisnęła na mej duszy bardzo wielkie piętno, tak ona, jak też dwie kolejne zamykające historię miłości Tatiany i Aleksandra i gdyby nie fakt, że w kolejce czeka przynajmniej pięć innych, ważnych książek, na które trzeba spojrzeć krytycznym okiem, to bez wątpienia sięgnąłbym po nią ponownie. Kiedyś napisałem również:

(…) W dniu ataku Niemiec na Związek Radziecki, w pogodny, czerwcowy dzień Tatiana Mietanowa ze świadomością tego, co nastąpiło, spokojnie delektuje się lodami, siedząc na ławce. Słońce świeci, ptaszki ćwierkają, ma tylko siedemnaście lat. Wojna? Jaka wojna?
Po drugiej stronie ulicy przygląda się jej Aleksander Biełow, oficer wojsk radzieckich. Stoi i nie potrafi oderwać od niej oczu, stoi, jak zahipnotyzowany. Ich pierwsze spotkanie jest takie niewinne, ale już w tej chwili każde z nich zaczyna odczuwać coś wielkiego, wobec tej drugiej osoby. Uczucie, które z czasem ewoluuje, rozrasta się, nabiera siły, mimo tego, że trzeba kłamać, unikać ciekawskich spojrzeń, gdyż tak się nieszczęśliwie złożyło, iż Aleksander spotyka się już ze starszą siostrą Tani, Daszą.

Nie tak dawno odkryłem przypadkiem najnowszą powieść Paulliny Simons Pieśń o poranku i wiem już po blisko siedemdziesięciu stronach, że jeszcze długo po lekturze o niej nie zapomnę. Postać Larissy już budzi moją żywą sympatię:

(…) Zarumieniona w środku i na zewnątrz, szła dalej, tłumiąc w sobie pragnienie, aby się odwrócić. Z jakiegoś powodu czuła, że on też mógłby to zrobić. Całe to zamieszanie przyprawiało ją o gęsią skórkę, zupełnie jakby mrówki chodziły jej po skórze. Co więcej, mrówki chodziły tam i z powrotem, okrążając pytanie, a może podkreślając odpowiedź? Dlaczego Larrisa musiała okłamać Maggie w takie drobnostce? Dlaczego nie powiedziała: „Pomógł mi wpakować zakupy do samochodu. Zlitował się nad kobietą ze złamaną nogą”? A jednak ukryła to. Ukryła siebie. Ukryła jego. Czemu? [s. 76]

To „Czemu?” znajdzie swoją odpowiedź w 640 pasjonujących stronach. Polecam. 

Paullina Simons, Pieśń o poranku, Świat Książki, Warszawa 2014 

 Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Underworld XXIV

XXIV

mów do mnie tak
mów do mnie jeszcze

bądź mą radością
bądź mym powietrzem

a gdy powrócę
z dalekiej podróży

dłoń Twą
do serca przyłożę..

niedziela, 14 grudnia 2014

Hanna Cygler - Dwie głowy anioła

Powieść na jedno podejście...

Gdyż tak naprawdę nie potrzebowałem wiele czasu, aby rozpocząć i zakończyć lekturę, Dwóch głów anioła. Mija kilka lat od historii, którą opowiedziała Głowa anioła, od chwili w której przecięły się drogi pewnej siebie pani architekt, Julii Sarnowskiej i majstra budowlanego, który nie tylko odpowiadał za przemeblowanie w jej mieszkaniu, ale też w jej życiu. I to z bardzo korzystnym skutkiem w postaci dwójki maluchów - Alek oraz maluchy Adam i Alicji, prawie cała Akademia Pana Kleksa.
Hanna Cygler ze swobodą prowadzi czytelnika przez pozornie proste, czasem jednak zawiłe losy swoich bohaterów, męża Alka i byłego amanta, Michała. Porządkuje rodzinne losy Julii i jej przyszywanego brata, jednocześnie w środku lata wplątując ich w zawiłą zagadkę kryminalną.
I tak, jak było w przypadku Głowy anioła wszystko nabiera sensu w określonym miejscu i czasie, choć nie bez znaczenia są zawiłości ludzkich losów, a także fakt, że już na początku zaginął Charles!
Można poznać Dwie głowy anioła bez odniesienia do Głowy anioła, jednak znacznie przyjemnie wypadną w odbiorze, gdy zaczniemy na jednej, a skończymy na obu. I choć jest to powieść z 2002 roku, to jednak upływ czasu nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Dziesięć lat po pierwszym wydaniu to drugie jest w pełni zasłużone i całkowicie uzasadnione. Proza Hanny Cygler, lekka, przyjemna w odbiorze może i powinna się podobać. Nie jest to literatura na wysokim, światowym poziomie, ale tak naprawdę wszystko jest kwestią gustu i tego, jakiej lektury w danym momencie poszukujemy.
Można i warto w wolnej chwili po nią sięgnąć.. po "jedną", a później po "obie".

Hanna Cygler, Dwie głowy anioła, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014 
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod XVII

Nie wiem, czy celowo uciekam od tego tematu. Czy może zostawiłem go sobie na deser? Chyba się go boję, z całą pewnością jednak epizod XV nie będzie ostatnim. Jest jeszcze kilka spraw, o których wypadałoby wspomnieć. Tylko tu już trzeba będzie czasu, aby je odświeżyć. I tym razem muzyka pomaga mi pisać. Cudowna ścieżka dźwiękowa z filmu z Ostatni Mohikanin. Jedna z tych opowieści, do których można śmiało wracać po raz kolejny. Miłość białej, dobrze urodzonej dziewczyny i Indianina. Medeleine Stowe i Daniel Day-Lewis.
Kiedyś dostałem dziwną, ale jakże sympatyczną kartkę pocztową z jelonkiem. „Jeśli szukasz materiałów o Samancie to przyjmij i mnie.” W podpisie było chyba imię Bogusia. Bogusława Stoch, dziewczyna ze wsi Ząb na Gubałówce. W gazecie „Na przełaj” w szkolnej bibliotece znalazła moje ogłoszenie, w którym poszukiwałem wszelkich materiałów o Samanthcie Fox. Byłem kiedyś jej wielkim fanem. Wiecie, o czym mówię. Plakaty małe i duże, najlepiej te z „Popocornu” i „Bravo”, polskie były słabiutkie, wszelkie wycinki, zdjęcia, informacje. Każdy list przynosił coś nowego, a przyszło ich wtedy sporo. Poznałem innych fanów, kilka korespondencji się rozwinęło i trwało rok, dwa, trzy lata. Różnie. W najlepszym okresie prowadziłem korespondencję z ośmioma czy dziewięcioma dziewczynami równolegle. To była sztuka, to była również szkoła pisania. Powstały dziesiątki różnych listów, z każdą osobą o innych sprawach, na inny temat. Jakoś nigdy się nie pomyliłem. Bogusia zajmowała jednak szczególne miejsce.

sobota, 13 grudnia 2014

Chłopiec w pasiastej piżamie (2008)

Film z 2008 roku, historia, obok której trudno przejść obojętnie. Gdy poznałem go po raz pierwszy nie wiedziałem, co myśleć i jak się do niego odnieść, bo tragizm, jaki ze sobą niesie jest nieogarnięty, a jednak to nie fikcja, ani fantastyka.
Świat widziany oczami ośmioletniego dziecka, syna oficera SS jest zupełnie inny, niż otaczających go ludzi czasu wojny. Świadomość, że jego ojciec jest komendantem obozu koncentracyjnego zupełnie nie istnieje, a ludzie w „pasiastych piżamach” niczym się nie różnią od niego, może poza tymi dziwnymi ubraniami.
Poznany rówieśnik po drugiej stronie drutów staje się jego jedynym przyjacielem, kolegą, rozmówcą. Mały rówieśnik w pasiastej piżamie wegetujący za drutami odkrywa w Bruno swoją bratnią duszę. Ich rozmowy z perspektywy drutów są niezwykłe, niesamowite, dramat holokaustu i wojny, która ich otacza, dla nich nie ma żadnego znaczenia. Chcą żyć, śmiać się i bawić.
Finał tego filmu nie przynosi dobrego i ciekawego zakończenia, jednak nie wypada tu powiedzieć zbyt wiele. Bez wątpienia warto, gdyż ocena 8.2 ponad 120 000 widzów jest świadomym faktem odbioru tego wyjątkowego filmu.


Zajrzyj do Grupy Cinema Malena... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)

czwartek, 11 grudnia 2014

Tajemniczy ogród V

Zawilec gajowy, zwany także anemonem - śliczny, delikatny biały kwiatek, pojawiający się w naszych lasach wczesną wiosną, o sześciu płatkach, otaczających żółty środek z mnóstwem osypanych pyłkiem pręcików. Liście, ciemnozielone, przypominające kształtem dzikie wino, jeszcze dodają tej roślinie uroku. [s. 21]


Katarzyna Michalak, Zacisze Gosi, Znak litera nova, Kraków 2014

środa, 10 grudnia 2014

Paullina Simons - Bellagrand

Bellagrand, złudna oaza wolności…

- Dokąd chcesz jechać?
- Mówiłem ci, do Rosji.
- Ale po co?
 

Niezależenie od tego, w co wierzymy, czego pragniemy i o czym myślimy, czasem trzeba zdać się na intuicję, bo tylko wtedy do głosu mogą dojść te wszystkie słowa, które być może nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Słowa, które same w sobie nic nie znaczą, jeśli do przekazania nie mamy nic naprawdę ważnego, cennego i jedynego w swoim rodzaju.
Słowa, które w przypadku dokonań Paulliny Simons są esencją życia, choć podarowała nam już ich wiele, nie jest to pozbawiony sensu słowotok, ale historia, która bierze swój początek w piękny, słoneczny, czerwcowy dzień w Leningradzie i na nim samym się kończy. Wszystko nabrało sensu w trakcie lektury, Bellagrand, choć trudno uwierzyć ludziom, którzy mając wszystko zostają z niczym poza garstką złudnych marzeń, a te z biegiem lat nieodwracalnie przypieczętują los rodziców Aleksandra.
Choć po Jeźdźcu miedzianym pojawiły się dwie kolejne książki, Tatiana i Aleksander oraz Ogród letni, a dosyć niedawno, Dzieci wolności, to jednak ta pierwsza jest równie ważna, jak ta ostatnia. Bellagrand, rodzinny raj na ziemi, miejsce „zesłania”, w którym Harry musi odpokutować swe winy. Zamiast celi zrządzeniem losu areszt domowy w pięknym domu na Florydzie. 
Młoda imigrantka z Włoch i równie młoda, radosna i uśmiechnięta Rosjanka. Jakąż szczególną więź miały matka Aleksandra i jego żona. Miłość, którą darzyły mężczyzn swego życia, spoglądanie w tę samą stronę bez względu na okoliczności, które dla rodziców Aleksandra były ich wyborem osobistym, w który on sam został rzucony bez świadomości powrotu. Szczątki opowieści o nim samym i jego rodzicach z Jeźdźca miedzianego dopiero tutaj nabierają sensu, dopiero tutaj Bellagrand odsłania przed nami cały swój urok i swoją utopię w dążeniu do tego, by odrzucić wszystko, co dobre na korzyść tego, co wydaje się dobre dla ojca Aleksandra i przez co stawia na szali życie żony i syna. Niezachwiana wiara w dobrobyt Związku Radzieckiego.
Dzieci wolności to była jeszcze wolność, to była wciąż młodzieńcza miłość, Gina i Harry postawili wszystko na jedną kartę bez możliwości odwrotu. Bellagrand dawał im jednak drugą szansę, z której…

– Jesteś jak Wezuwiusz. Syczysz i wypuszczasz parę. Kiedy będzie się tego najmniej spodziewał, wybuchniesz. Dla niego będzie to dzień sądu i nawet nie będzie wiedział, dlaczego płonie. Powinnaś go ostrzec, moja córko.
- Mamo, udowodnię ci, że nie masz racji. Jestem teraz amerykańską damą. A my chowamy emocji i parę głęboko, tam gdzie ich miejsce.

Jakże przewrotny cytat, bo gdyby Gina nie była tak bardzo amerykańska, a znacznie bardziej pełna temperamentu, włoska… może wtedy nigdy Aleksander nie zmagałby się z przeciwnościami radzieckiego systemu, ale może również nigdy nie przeszedłby dla Tatiany na drugą stronę ulicy.
Są tacy, którzy piszą i piszą i choć nie wnosi to wiele do świadomości czytelników dalej piszą. Paullina Simons tworzy, ona nie pisze, nie rozrzuca w sposób nieprzemyślany liter. Jej historia rozłożona na kilka obszernych powieści ma wyjątkową siłę, która w zderzeniu z prawdziwą i brutalną historią XX wieku, obroniła się doskonale. Wszystko, czym się dzieli, o czym opowiada i co pragnie przekazać, wszystko to wkrada się do serca i w nim samym na zawsze pozostaje. Słowa, którymi się dzieli, myśli, które przekazuje autorka skłaniają do refleksji, wywołują wzruszenie, na długo po lekturze wciąż burzą spokój ducha.

Paullina Simons, Bellagrand, Świat Książki, Warszawa 2014 
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

sobota, 6 grudnia 2014

To właśnie miłość (2003)

To ona wypełnia moją duszę!

Nie skłamię, jeśli powiem, że bardziej udanego, błyskotliwego, pogodnego, pełnego magii, wzruszającego do łez, filmu z gatunku romantycznych dawno nie widziałem. Jednocześnie ambitnego, pomysłowego i bardzo życiowego.
To właśnie miłość jest motorem napędowym życia, to ona daje nam siłę, pozwala przenosić góry, bez niej człowiek jest niczym. Bez niej życie nasze jest szare, pozbawione blasku, radości, uśmiechu. Kochać i być kochanym to coś wyjątkowego, nie bać się, że mogę kogoś pokochać, nie bać się, że ktoś odwzajemni moje uczucie.
Jesteśmy tylko ludźmi, bez względu na to, co robimy, kim jesteśmy i jakie stanowisko zajmujemy. Twórcy filmu nie bali się sięgnąć nawet po tak śmiałe rozwiązanie, jak pokazanie rozterek życiowych samego premiera, w tej roli coraz lepszy Hugh Grant.
Są też inne aspekty miłości, nie jest to tylko schemat, on kocha ją, ona może jego, a może nie jest tego jeszcze pewna. Inny epizod to miłość ojcowska, choć nie do końca, sposób odnajdywania wspólnej ścieżki pomiędzy ojczymem, a pasierbem, po stracie żony, a także matki. Dziecięca miłość, pokazana w jakże pogodny, niesamowity, wesoły sposób.

piątek, 5 grudnia 2014

Underworld XXIII

XXIII

w jednym uniesieniu
jeden tylko dotyk

w jednym uniesieniu
chwila bez powrotu

dwa tylko cienie
na białej ścianie

przy nim łoże
wino i szal jedwabny...

czwartek, 4 grudnia 2014

Wyznania gejszy (2005)

Nie możesz powiedzieć słońcu, świeć jaśniej albo deszczowi, żeby mniej padał. Dla mężczyzny gejsza może być tylko w połowie żoną. Kolejną żoną po zmroku... 

Dla wszystkich tych, których urzekła i zaczarowała Japonia widziana spojrzeniem Ostatniego samuraja, niezwykłe pod każdym względem Wyznania gejszy będą nie lada ucztą, pokarmem duchowym, jakiego bez wątpienia ostatnimi czasy tak bardzo mi brakuje. Opowieścią piękną, urzekającą, niezwykłą, zaczarowaną. Jeśli ktoś mówi, że nie zobaczy tego filmu, bo nakręcił go Amerykanin, to jest w wielkim błędzie.
To właśnie jemu zawdzięczamy Chicago i to jemu po wielu przymiarkach przypadła możliwość pokazania nam tego świata, który od zawsze kusił i przyciągał, jednocześnie dla wielu był nieosiągalny. Rob Marshall stanął na wysokości zadania tworząc film, jakiego nie powstydziłby się żaden japoński reżyser.
Nie moglibyśmy wymarzyć sobie do tego filmu również lepszej obsady, niż ta, która przyczyniła się do sukcesu tego filmu. Trzy piękne, zmysłowe i wspaniałe kobiety, trzy utalentowane i wyjątkowe aktorki - Zhang Ziyi, Michelle Yeoh oraz Gong Li. Jeśli ktoś ma choć trochę orientacji w azjatyckim kinie, nazwiska te mówią mu wszystko, jeśli nie – postaram się pomóc.

wtorek, 2 grudnia 2014

Tajemniczy ogród IV

Apple Blossom - piękna róża pnąca, o niezwykle urodziwym, delikatnym kwieciu, podobnym do kwiatów jabłoni. Żółty środek okalają białe płatki, o postrzępionych brzegach, których barwa przechodzi w róż. Zapach subtelny, słodki, miodowy. Róża wyhodowana na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku przez skrzyżowanie Rosa rugosa i Rosa multiflora. Odmiana odporna i dobrze znosząca zacienione stanowiska. Polecana dla początkujących chodowców. [s. 25]

Katarzyna Michalak, Ogród Kamili, Znak litera nova, Kraków 2013