Trzy kolory

poniedziałek, 23 lutego 2015

Z odzysku (2006)

Film Z odzysku wpisuję z pełną świadomością na coraz dłuższą listę polskich filmów Kina moralnego niepokoju. Kina, które choć trudne, nostalgiczne i smutne, jest prawdziwie polskie.
Można zastanawiać się nad tym, dlaczego tak wiele w nas goryczy, dlaczego z polskiego kina przebija nastrój zwątpienia, jednak odwagą jest sięgać po tematy trudne, czerpać inspirację z polskich, jakże często przytłaczających realiów życia codziennego. Zastanawianie się nad tym, dlaczego powstaje takie, a nie inne kino, prowadzi praktycznie w ślepą uliczkę i nie ma sensu. Polskie realia nie nastrajają optymistycznie, choć zawsze może być lepiej, dzięki temu, że są jednostki, które mimo wszystko próbują zmienić świat na lepsze. Czasem za bardzo wygórowaną cenę.
Walka o przetrwanie, o każdy dzień sprawia, że często należy stanąć przeciw sobie, przeciw temu, co czynimy i myślimy. W imię lepszego życia, w imię miłości, w imię wartości, które uważamy za słuszne, stawiając wszystko na jedną kartę.
I właśnie, dlatego Wojtek idzie na całość, choć droga, którą obiera nie do końca jest zgodna nie tylko z jego przekonaniami, ale też z sumieniem. Skrupuły idą na bok, gdy trzeba zadbać o starszą od niego kobietę, Ukrainkę i jej kilkuletniego syna. W imię miłości Wojtek wchodzi na coraz bardziej grząski grunt, w który krok po kroku coraz bardziej się zapada. Dopiero śmierć staruszka przynosi właściwe i słuszne odpowiedzi, śmierć tak bardzo niepotrzebna.

niedziela, 22 lutego 2015

Joanna Opiat-Bojarska​ - Blogostan

Jakiś czas temu zwróciła moją uwagę książka, której autorka Joanna Opiat-Bojarska pisała o swoich trudnych zmaganiach z pewną chorobą. Joanna miała poukładane życie, prowadziła własną firmę, była kochającą żoną i matką. Jednak z dnia na dzień to wszystko runęło przygniecione brzemię nieznanej choroby
Już po lekturze kilku stron wiedziałem, że szybko się od niej nie oderwę, że śledząc losy Joasi będę prawie z wypiekami na twarzy śledził jej zmagania z chorobą, jej godną podziwu determinację, aby tańczyć na weselu jej najlepszej przyjaciółki Moniki.

Autorka dotykając problemu choroby napisała wyjątkową, szczerą, inteligentną i piękną powieść obyczajową. Słowa, jakich używa, sposób narracji, opowieści, żart, ironia, ale też ból i cierpienie, to wszystko spływa z tej książki prosto do serca czytelnika. Stopniowo i powoli jesteśmy w stanie zrozumieć, co niesie ze sobą GBS, jakie wielkie problemy potrafi sprawić w organizmie człowieka i jak siłą woli można ożywić na początku jeden, mały paluszek, by stopniowo można było ponownie stanąć na nogi

Posiłkując się fragmentem własnej recenzji chciałbym zaproponować zupełnie nową książkę autorki, powieść na jedno podejście, no może góra dwa. Powieść, której motywem przewodnim jest to, co nas od dawna otacza i co nas bardziej wciąga, czyli Internet. 

czwartek, 19 lutego 2015

Underworld XXIX

XXIX

obraz serca
zapisany w duszy

głębia błękitu
ukryta w Jej oczach

czy więcej trzeba
by szczerze pokochać

czego potrzeba
by być jeszcze bliżej..

Imogen Edwards-Jones - Fashion Babylon

Jeśli czytając Air Babylon mieliście w pełni zasłużony odlot, to Fashion Babylon zapewni wam intelektualny orgazm mówiąc wprost i jakby na to nie patrzeć, tak właśnie będzie.
Wszyscy ci, którzy znają już przewrotne do szpiku kości pióro autorki, Imogen Edwards-Jones, myślę, że wiedzą, czego się spodziewać. I rzecz jasna się nie mylą. Pozostali, dla których seria książek z tajemniczym „Babylon” w tytule zupełnie nic nie mówi powinni bardzo szybko nadrobić zaległości, bo nie wiedzą, co tracą. A tracą tak wiele, że kilka słów na temat książki nie jest w stanie tego oddać. To trzeba zgłębić samemu, bez względu na okoliczności i miejsce nie będzie to czas stracony.
Tutaj nie ma tabu, tu wszystko jeszcze szczere do bólu, tu nie ma świętości, tu świat mody i urody nie jest wcale tak piękny i różowy jakby się mogło nam wydawać. Podglądany z perspektywy pewnej firmy odzieżowej jawi się nam, jako zepsute siedlisko grzechu i rozpusty, choć nie obywa się bez chwil szczerej miłości i radości.
Trzeba się naprawdę natyrać ponosząc niejednokrotnie porażkę i być zmiecionym przez krwiożerczych pismaków, aby zasłużyć na swoje osiem minut szczęścia. Właśnie tak, nie inaczej. Jednak zanim otrzemy się być może o tą zaskakującą w każdym calu chwilę szczęścia, zanim przypadkiem nic nieznacząca sukienka stanie się hitem sezonu, zanim nastąpi gloria chwały trzeba będzie nie raz i nie dwa zagryźć zęby i nie dać się sprowokować.
Bo to, co będzie się o sobie czytać, o tym, jak tandetne, kiepskie i nijakie tworzy się kolekcje, to jedynie wierzchołek góry lodowej wyrafinowanego do szpiku kości świata mody, który nie zna żadnych granic w zgniataniu konkurencji na śniadanie, bo na lunch może być już za późno.
I to, co warte podkreślenia, w świetnym, pogodnym i dobrym świetle pokazane są kunszt i umiejętności polskich krawcowych. Bo to dzięki nim wszystko jest takie delikatne i wymuskane i tylko one potrafią zadbać oto, aby bez względu na okoliczności sukienka na czerwony dywan była gotowa na czas.

(…) Moda zatacza, koła: co jest modne, musi wyjść z mody i vice versa. Ten proces trwa zazwyczaj dwadzieścia lat. Więc, jeśli brakuje wam weny na nową kolekcję, wyszukajcie sobie „Vogue” sprzed dwudziestu lat i będziecie na topie. Dlatego wszyscy dzisiaj robią ciasne i dopasowane ubrania ściągnięte w pasie. Tylko pomyślcie o Robercie Palmerze i jego nagraniach wideo. Zastanówcie się nad powrotem poduszek na ramiona i legginsów. Wszyscy produkują Versace, oprócz, wydawałoby się, Versace.

Jest w tej książce wszystko to, co stanowi o domenie dobrego reportażu. Są wiadomości z pierwszej ręki, sensacje, choć nie tanie i nie byle, jakie, są wreszcie emocje, które przyprawiają czytelnika o zawrót głowy. A doskonały warsztat literacki autorki sprawia, że czytanie jest przyjemnością samą w sobie, gdy otwierając książkę już od pierwszej strony stajemy się aktywnymi uczestnikami tej opowieści. 

Imogen Edwards-Jones, Fashion Babylon, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2011 

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

środa, 11 lutego 2015

Underworld XXVIII

XXVIII

jedno drżenie serca
jedno tylko jeszcze

zbyt wiele wrażeń
na jednego człowieka

co będzie dalej
tego nie wiem

silniejszy w wierze
mocniejszy w słowie...

wtorek, 10 lutego 2015

Remigiusz Grzela - Wybór Ireny

Jestem bliżej, niż dalej...
Wciąż jednak czytam, wciąż zgłębiam ten ze wszech miar wyjątkowy, trudny, skomplikowany życiorys. Kilka razy miałem ochotę rzucić ją w kąt, a jednak chęć dotykania i odkrywania losów Ireny brała górę nad świadomością, że to nie dla mnie, że trafiła pod zły adres, że…
Gdyż nie jest to powieść, którą w mgnieniu oka czyta się od deski do deski. Tutaj ze skrawków pamięci, nielicznych listów, wspomnień nielicznych żyjących świadków tamtych dni autor próbuje stworzyć obraz tej, która pragnęła, aby o niej zapomnieć. Aby przestała istnieć, aby wszystko to, co było odeszło wraz z nią.
Janusz Korczak, Władysław Szpilman, Marek Edelman – trzy symbole walki o przetrwanie narodu, który miał zostać zmieciony z powierzchni ziemi. Narodu, o którym pięknie opowiada Austeria Jerzego Kawalerowicza, a słowo dopełniło się w Pianiście, Korczaku, czy też Liście Schindlera.
Nie bez powodu jednak wspominam nazwiska trzech mężczyzn. Wszyscy trzej przeszli przez warszawskie getto, ale tylko jeden z nich miał styczność z nią. Z kobietą, o której życiu, działalności, istnieniu wie jakże niewielu. A jednak życiorys Ireny jest tak niezwykły, niesamowity, trudny i skomplikowany, że aż trudny do uwierzenia. A jednak…

Jestem bliżej, niż dalej...
Jestem prawie przy końcu i powoli zaczynam rozumieć sens postępowania Ireny, jej chęć zatrzaśnięcia za sobą koszmarnych drzwi przeszłości. Tego, co przeszła i czego doświadczyła w czasie wojny, to jak wiele osób w swojej świadomości musiała pochować za życia, to wszystko bez wątpienia musiało jej ciążyć. Wręcz przygniatać do ziemi.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Kodaline - Coming Up For Air


Zachęcona sukcesem poprzedniej płyty In A Perfect World (hity All I Want i High Hopes) irlandzka formacja Kodaline postanowiła iść za ciosem – 10 lutego 2015 r. w sprzedaży pojawi się jej druga płyta Coming Up For Air, której zwiastun - singiel Honest - można już teraz posłuchać pod w tym miejscu. Zainspirowany współpracą z takimi producentami, jak Jacknife Lee (Snow Patrol, R.E.M), Jim Eliot (Ellie Goulding) czy współtwórcą wspomnianego krążka A Perfect World Steve’m Harrisem, zespół dostarczył nowe utwory znacznie szybciej, niż się tego spodziewano.
Gdyby latem tego roku ktoś powiedział nam, że do jesieni skończymy nagrywać płytę, nigdy byśmy w to nie uwierzyli - mówi wokalista Steve Garrigan. - Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Część utworów powstawała na żywo w studio. Ostatecznie sesje nagraniowe do płyty zamknęły się w ośmiu tygodniach.
Album promuje energetyczny singiel Honest, będący dużym zaskoczeniem nawet dla fanów Kodaline. Mocnego, brzmiącego niemal jak stadionowy hymn refrenu nie powstydziła by się sama grupa Coldplay. Utwór jest już w sprzedaży m.in. w serwisie iTunes

Muzyczna przystań: Sony Music Poland

środa, 4 lutego 2015

Sabina Berman - Dziewczyna, która pływała z delfinami

Rain Man, Foresst Gump, a teraz Dziewczyna, która pływała z delfinami. Wspólny mianownik łączący wszystkie trzy tytuły to Zdolny Inaczej, a może Zdolna Inaczej w wypadku bohaterki książki Sabiny Berman. Książki, która sprawiła mi nie tylko miłą niespodziankę w trakcie lektury, ale podarowała też wiele niesamowitych doznań.
Autyzm - inne, szczególne postrzegania świata, inna wrażliwość, choroba, która kształtuje geniuszy. Umysł, który jest zagadką, który sprawia, że choć uważani za imbecyli, umysłowo chorych w znaczniej mierze niejednokrotnie są bardziej normalni, niż cały otaczający ich świat.
I taka właśnie jest ‘Ja’. Aby zobrazować, czym podyktowane jest nazywanie się właśnie w ten, a nie inny sposób warto sięgnąć po określone słowa:

(…) Ktoś prowadzi za rękę chudą i niezgrabną dziewczynkę w białej koszulce do pół uda, pod wiatr, rozkłada na piasku czerwony koc, sadza ją i mówi, co ma mówić. Powtarzać.
- Ja.
- Ja.
I tak wiele razy, każdego popołudnia, każdego dnia. To zjawisko siedzące na piasku, kołyszące się, mówiące „Ja”, i to stworzenie stłumione przez ryk fali, która spada z hukiem, rozbija się i ślizga po piasku.

I w żaden sposób nie dziwi mnie fakt tak wielkiego zainteresowania książką Sabiny Berman na całym świecie, bo stworzyła dzieło wybitne. Pojawia się powieść, która już od pierwszych stron wprowadza czytelnika w tak zaskakującą, piękną i zjawiskową historię Ja zwanej później Karen, iż dopiero poznanie jej osobiście da ten niezwykły w każdym aspekcie wyraz, jaki pojawi się po lekturze na twarzy zaskoczonego czytelnika.
Każdy, kto na niego spojrzy będzie miał świadomość, że zaniemówił z wrażenia. Przejęty czymś niezwykłym nie dostrzega otaczającego go świata i długo jeszcze nie potrafi się otrząsnąć z wrażenia po podróży do Mazatlan i spotkania z Karen. Tak właśnie jest, bo każdy, kto spotka na początku tę niepozorną dziewczynkę, z czasem młodą dziewczynę, obcując finalnie z dojrzałą kobietą, nigdy nie będzie już taki sam.
Jej niezwykła osobowość, choć przecież autystyczna, 90% debila i 10% geniusza, jej praktyczny umysł, jej wizja chłonienia świata, odkrywania go od podstaw, rozkładania na atomy, wszystko to sprawia, że nasz podziw dla Karen nie ma końca. Jednocześnie jesteśmy momentami onieśmieleni jej zadziwiającą wyrazistością myśli, jej krystalicznie czystym umysłem, który nie odrzuca niczego, bo wszystko tak naprawdę ma sens, trzeba tylko spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.
Najlepiej tej podwodnej, w okularach i kombinezonie nurka, w którym Karen czuje się wyjątkowo bezpiecznie, tak w wodzie, jak też poza nią, w każdym innym, dowolnym miejscu. I co ważne, ta podwodna rzeczywistość oddana jest w sposób, któremu może tylko dorównać kolorowy film i to wersji 3D.
Celowo nie dotykam treści książki, nie nawiązuję do historii Karen, bo tą trzeba i warto poznać strona po stronie od samego początku. Warto sięgnąć po ‘Dziewczynę, która pływała z delfinami’ ze względu historię, która wyprzedza bieg czasu, poraża swą niezwykłą bezwzględnością obnażania pozornej tylko normalności, która nas otacza.
Sabina Berman nie zawahała się nawet przez chwilę, ręka jej nie drgnęła na klawiaturze. Od pierwszej do ostatniej strony historia Ja, zwanej później Karen, jej ciotki Isabelle, wreszcie Grubaski, to historia, która nie ma sobie równych, jest zarówno piękna, jak i wzruszająca, ale jest też mądra mądrością wielu najbardziej okazałych bibliotek świata. Jest mądra mądrością Karen, 90% debila, a może raczej imbecyla i 10% geniusza.
I jeszcze mała puenta, krótka myśl, która najlepiej odda to, co mógłbym jeszcze ująć na dwóch kolejnych stronach:

(…) Kartezjusz pisał nie tylko o ludzkim sposobie myślenia. Napisał inne książki o sposobie uprawiania nauki, których na szczęście nigdy nie przeczytałam. Pod koniec życia napisał także cieniutką książkę o szczęściu, którą owszem, przeczytałam, i która niestety jest mniej znana niż pozostałe.
Po licznych słowach i 25 stronach Kartezjusz napisał, że szczęście to kwestia zmysłów. Widzieć, słyszeć, dotykać, czuć, smakować językiem – oto jest szczęście. Potem zapisał jeszcze wiele kartek pełnych słów, a szkoda, bo dotarł do prawdy już na stronie 25.
Tak, najprostsze i najszczęśliwsze szczęście to postrzeganie zmysłami. Myślenie oczami, skórą, językiem, nosem i uszami.

Sabina Berman, Dziewczyna, która pływała z delfinami, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

niedziela, 1 lutego 2015

Tajemniczy ogród X

Rosa centifolia 'Cristata' - odmiana róży historycznej, stulistnej, która wyróżnia się uroczymi 'omszonymi' pąkami i łodyżkami. pięknie kontrastującymi z jasną zielenią liści różowymi kwiatami, które zwisają z wysokich krzewów niczym winne grona, a przede wszystkim absolutnie wspaniałym, wręcz zniewalającym aromatem, przywodzącym na myśl perfumiarskie dzieła dawnych mistrzów. Róża znana od 1827 roku, wdzięczna w uprawie, zadowoli każdego hodowcę i zachwyci każdego miłośnika tych róż. [s. 53]

Katarzyna Michalak, Ogród Kamili, Znak litera nova, Kraków 2013

Łukasz Modelski - Fotobiografia PRL

Fotografia, to brzmi dumnie!

W roku 2013 nakładem Wydawnictwa Znak ukazała się książka wyjątkowa, książka, po którą każdy, kto choć w dowolnym stopniu śmie nazywać się fotografem powinien sięgnąć i poznać sześć interesujących wywiadów z ludźmi, którzy byli prekursorami polskiej fotografii reporterskiej i reportażowej.
Łukasz Modelski po doskonałych i urzekających Dziewczyna wojennych przygotował publikację noszącą tytuł Fotobiografia PRL. To właśnie tu możemy dowiedzieć się nie tylko na temat historii fotografii i tego, jak kiedyś się fotografowało, ale przede wszystkim czerpać inspirację do własnego tworzenia z tych pełnych pasji, ale czasem też zupełnie prostych w swej formie wypowiedzi. Określone zdania, myśli, wypowiedzi są dobrymi wskazówkami, jak tworzyć, aby być spełnionym w tym, co się robi, aby na etapie fotografii cyfrowej nie były to kolejne setki, czy też tysiące ujęć nie wnoszące nic nowego do całokształtu i tutaj pierwszy fragment, który w trakcie lektury wyróżniłem:

(…) Dobrych fotografii przybywa powolutku, zdjęcie musi się jakoś urodzić, musi zaistnieć splot okoliczności, przypadków. A takie przypadki zdarzają się tylko dobrym. Na przypadek trzeba zapracować.

Jan Morek, twórca, m.in. albumów „Polska na co dzień”, w 1960 roku zrobił swoje najbardziej znane zdjęcie Orkiestra z Chmielnej. I jeszcze jeden cytat  też mówiący o przypadku, tym razem autorem cytowanych słów jest Bogdan Łopieński, zdjęcie Przyśpieszajmy, obywatele z 1973 roku na którym Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz w tym samym czasie patrzą na zegarek jest zapewne bardzo dobrze znany, ale oto cytat:

(…) Jaka w ogóle w pana pracy była rola przypadku? – Gigantyczna. Główna. Żeby zdjęcie chciało mówić musi się złożyć bardzo dużo rzeczy, człowiek musi mieć w głowie, co jest ciekawe, musi wiedzieć i w ułamku sekundy to rozpoznać, i zrobić zdjęcie. Bo to ułamek sekundy decyduje. I można zrobić sto zdjęć i dopiero sto pierwsze będzie takie, jak chcemy.

Książka, która dla mnie fotografa jest bardzo cenna, do której wracam co jakiś czas, a że mam szczególną przyjemność poznawania jakże często jeszcze przed drukiem jest to przyjemność podwójna. Łukasz Modelski podarował czytelnikowi opowieść reporterów, która adresowana jest do wszystkich, ale to właśnie ci, którzy nie rozstają się z aparatem mogę z niej wynieść najwięcej dobrego. Nie zmienia to faktu, że spodoba się też wszystkim innym – podróż po epoce, po czasach za którymi wielu w jakiś sposób nadal głośno wzdycha.
Trzeba też pamiętać, że epoka Photoshopa zmieniła diametralnie spojrzenie na fotografię, bo teraz wszystko wydaje się takie łatwe i takie proste i dzięki temu warto posłużyć się jeszcze jednym, krótkim cytatem:

(…) Gdzie pan to robił? – W kuchni, nocą, jak wszyscy spali. Miałem lampkę nocną i taką ramkę drewnianą, zeissowską zresztą, gdzie się wkładało negatyw, na to kawałek papieru fotograficznego, zamykało się, przyciskało, stawiało się to pod lampką, włączało się ją i liczyło się 23, 24, 25 – trzy sekundy – i się wyłączało. I odbitka była naświetlona. (…) Pierwszy negatyw wywołany w talerzu, odbitka wypłukana i wysuszona… Nie pamiętam, co to było…

Aleksander Jałosiński, prekursor zdjęć „Polski C”, zdjęć, które w tamtym okresie były czymś innym, czymś co przykuwało uwagę, zdjęć haseł, które również w epoce PRL-u miały swoją, wyjątkową wymowę, a rzadko kto czasem potrafił pokazać ich zupełnie nowe przesłanie.
Co by nie mówić, co by nie pisać, książka, po którą warto sięgnąć i którą warto czytać. 

Łukasz Modelski, Fotobiografia PRL, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Jak w niebie (2004)

Nie spodziewałem się, iż oglądając ten film poruszy się we mnie wszystko, co tylko mogło się poruszyć. Nie sądziłem, iż dotknie mej duszy i serca grając symfonię na mej wrażliwości, przynosząc wzruszenie, oczyszczenie, przynosząc radość. Tego wszystkiego nie byłem świadomy oglądając film Jak w niebie.
Coraz częściej zdarza się tak, iż właśnie kino „skandynawskie” niesie ze sobą jakże wiele życiowej magii, niesamowitości, wszystkiego, co najlepsze w kinie obyczajowym. Przynosząc nam doznania jedyne w swoim rodzaju, bez pomocy efektów specjalnych, licznych eksplozji, samochodowych pościgów. Jedynie za sprawą ludzkich radości i wzruszeń, dramatów i tragedii, bez ubarwiania i koloryzowania.
Pojawia się film, który po raz kolejny jest tego najlepszym świadectwem. Potwierdzeniem mych słów, a także wielu myśli, które zapewne nie uda mi się ubrać w słowa, gdyż czasem trudno o takie. Właściwe i odpowiednie do przekazania uczuć, które nas dotykają, które nam towarzyszą również w trakcie oglądania filmu.
Jak w niebie zasłużenie zbiera uznanie w rodzinnej Szwecji, jak też na całym świecie. Tam, gdzie dotarł wzbudził furorę, radość, podziw, tam gdzie jest już grany, bije rekordy popularności. I co ciekawe, nie dziwię się temu, a jedynie pełen uznania, przyklaskuję.