Trzy kolory

środa, 31 grudnia 2014

Joanna Fabicka - Second Hand

Literackie wydarzenie roku!

Wydawało mi się, że słowa spłyną ze mnie z siłą wodospadu, a natłok myśli będzie tak wielki, że mnie przygniecie, wydawało mi się również, że nie będę w stanie opędzić się od tych myśli… wydawało mi się, że będzie to proste, usiąść i napisać, a jednak… jedynie mi się wydawało.
Kiedy poznałem ją tylko w wyrwanym z kontekstu fragmencie czułem pewien niesmak, nie wydawała mi się zarówno ciekawa, jak i dobra, nie przyciągała mojej uwagi, nie kusiła okładką, a proza Joanny Fabickiej była chropowata, dziwna, pokręcona, zupełnie bez sensu. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że w momencie, kiedy trafi do mnie cała, w jednym kawałku będzie to lektura od deski do deski. Nie tylko z wypiekami na twarzy, ale w dużej mierze z niedowierzaniem i rosnącym coraz bardziej podziwem dla książki Second Hand.
Rzadko się zdarza, aby książka prawie całkowicie pozbawiona dialogów miała taką siłę. Rzadko się również zdarza czytać taką książkę z lekkością, ale i nieśmiałością dotykając osobiście upiorów drzemiących w duszach bohaterów. Ten odległy zaścianek zamierzchłej epoki PRL-u, ta Polska nawet nie „B”, a raczej „D”… tam, gdzie wrony zawracają to wyjątkowy koloryt słabości, ale i siły ludzkich charakterów.
Zjawiskowy, urzekający, przedziwny koloryt postaci tak pięknie odmalowanych, iż wszystko, co było przed Second Hand przestaje się liczy. Prawdą jest, że nie znam wcześniejszych dokonań autorki, nie miałem też możliwości, aby w jakiś szczególny sposób nastawić się na odbiór przed lekturą. Jakkolwiek jest ten, kto raz postawi nogę w Podlewie już nigdy go nie opuści.

Tajemniczy ogród VI

Frezja - bukiecik frezji może być li tylko wyrazem szacunku, a może... zaproszeniem do filtru. Uważajmy więc, kogo nim obdarowujemy. Różnokolorowe, pięknie pachnące frezje są po prostu miłym upominkiem, symbolem uznania i miłości. Obdarowujmy nimi naszych bliskich jak najczęściej. [s. 25]


Katarzyna Michalak, Przystań Julii, Znak litera nova, Kraków 2014

niedziela, 28 grudnia 2014

Underworld XXV

XXV

podarowałem nocy
chwile bez powrotu

obdzieliłem po równo
wszystkich bez wyjątku

teraz jedynie
miłości mi trzeba

teraz jedynie
dłoni Jej dotyk..

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod XXII

Mam nadzieję, że Szanowna Pani miewa się dobrze, zdrowie dopisuje, wszystko jest w porządku. Cieszy mnie to bardzo, gdyż nie mogłoby być inaczej. A ja od kilku dni nie mogę zebrać myśli, jak to dziś zauważyła moja znajoma z wypożyczalni kaset „coś zostawiłem w pielgrzymce”. I taka jest prawda. Gdzieś tam, na którymś odpoczynku, pod którymś drzewem zostawiłem kawałek siebie, swego serca, może cząstkę duszy. Wróciłem innym człowiekiem, a ten mój mały atomik zabrała pewna siostra w plecaku i pojedzie z Nią chyba do Gdańska. Nie jestem pewien. Czego? Czy właśnie ona to sprawiła, że kula na pół się rozpadła i ze środka mała istotka wyszła na ten dziwny świat szukać szczęścia, które gdzieś tam wciąż na ciebie czeka, jest w tym kamyku, jest w twojej dłoni, kształt znajomy, powiesz co to, co dziś sprawia, że jestem szczęśliwa, uśmiechnięta, promień słońca na tej twarzy, kropla deszczu, rosy kropla, nad brzeg morza wyjdź znajomy, wiatr we włosach niech zaszumi, niech poniesie pieśń twą w dal, dłoniom swoim podaj chmury, usta niech poczują morza smak, słonej wody smak... To taka wolna nuta strofy dziś te układa, gdy myśl ta wolno błądzi, gdy pod strzechy zabłądzi, gdy o brzasku zmęczeni upadniemy spleceni w uścisku miłości to wtedy powiesz, to ona, ta kobieta znajoma, dobrze nam kiedyś mówiła, że będzie taka miłość, która sercu twemu odwagi doda, przełamie wszystkie troski, świat stanie się radosny, uśmiech na twych pięknych ustach zagości i pozostanie na wieki... Jeśli bym chciał znaleźć taki świat, gdzie nie istnieją troski, gdzie świat jest radosny, gdzie dzieci są, jak dorośli, a oni, jak dzieci, gdzie szczęście na drzewach rośnie, gdzie miłość zakwita na wiosnę... Zaćmiło Słońce myśli nasze, są dziwne teraz i inaczej postrzegasz to, co obok ciebie dziś się dzieje, za oknem noc, tuż za nim ciemność, dalekie światła na twym osiedlu przypominają, że obok ciebie mieszkają, ci co czekają na spełnienie ich marzeń, pragnień, ich intencji, tuż obok ciebie, lecz daleko są dzisiaj oni i już będą rywalami twoimi u tego, co w twardej trzyma dłoni świat zmieniony, świat rozpędzony, który zatracił wszystkie wartości, nie wie co może, nie wie co musi, co sprawia radość, co zaś ból przynosi i choć by przyszło dziś uciekać, to nie masz miejsca, gdzie uciekać możesz, znajdę oazę dziś dla ciebie, byś schronić mogła się i przetrwać burze gradowe i zawieje. Kasiu, siądź pod tą brzozą, a odpocznij sobie, nie dojdzie cię tu słońce ni krople deszczowe...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Joanna Opiat-Bojarska - Kto wyłączy mój mózg?

Zespół Guillaina-Barrego, pojęcie równie abstrakcyjne, jak długa nazwa chemiczna, a może długa, łacińska nazwa jakiejś rośliny. Oczywiście osoba, która miała bądź ma styczność z medycyną potrafi dosyć szybko rozszyfrować, co ukrywa się pod tajemniczym pojęciem. 
Gorzej, jak z medycyną nie mamy zupełnie nic wspólnego. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po pasjonującą powieść Joanny Opiat-Bojarskiej, Kto wyłączy mój mózg? i nie tylko zrozumieć sens samego tytułu, ale mieć świadomość, jakie spustoszenie niesie ze sobą w organizmie człowieka wspomniana choroba.

- Zespół Guillain-Barre (GBS) jest formą zapalenia nerwu. Choroba przejawia się w trzech na cztery przypadki po infekcji, na przykład infekcji gardła lub rozstroju żołądka. Może też pojawić się po operacji, po nowotworze układu limfatycznego lub boreliozie. Dokładna przyczyna choroby nie jest znana, ale uważa się, że przeciwciała tworzące się przeciw atakującym wirusom, na przykład w schorzeniach zapalnych żołądka i jelit wywołanych przez rozmaite rotawirusy, atakują następnie nerwy ciała. Przyczyną tego jest to, że niektóre małe części nerwów przypominają części wirusa i nerwy mylone są z zagrożeniem zewnętrznym, jak wirus czy bakteria, który musi zostać zabity. Jest to najczęstsza opinia, ale badania w tej kwestii wciąż trwają.

Joanna miała poukładane życie, prowadziła własną firmę, była kochającą żoną i matką. Jednak z dnia na dzień to wszystko runęło przygniecione brzemię nieznanej choroby. Już po lekturze kilku stron wiedziałem, że szybko się od niej nie oderwę, że śledząc losy Joasi będę prawie z wypiekami na twarzy śledził jej zmagania z chorobą, jej godną podziwu determinację, aby tańczyć na weselu jej najlepszej przyjaciółki Moniki.

niedziela, 21 grudnia 2014

Świąteczna refleksja

W znacznej grupie wierszy świątecznych pisanych przez długi czas z zamysłem umieszczania ich na kartkach z życzeniami ten jeden chyba szczególnie sobie cenię. I choć rok 2004 przyniósł dwa godne uwagi teksty, to ten ma w sobie coś szczególnego. 
Coś takiego, co pozwoliło we fragmencie pokazać go na załączonej grafice.

Świąteczna refleksja...

A gdybym tak nigdy wcześniej się nie narodził,
czy wtedy lepszy byłby świat i czy lepsi byliby ludzie..

czyż wtedy piasek, po którym stąpały
me dziecięce stópki byłby mokry od krwi..

bo przecież był już Bóg, więc, po co ja,
Jego syn i me dziecięce stópki..

dlaczego też nie urodziłem się jedynie człowiekiem,
by stać się tuż po narodzeniu Bogiem..

kto wybrał mi życie inne, niż jego lub Twoje
i kto postawił przede mną już w żłobie
misję zbawienia świata..

bo skoro był już Bóg to, kto powiedział,
że musi być jeszcze Syn i Duch..

i kto by pomyślał, iż kiedy wokół stajenki tak wielu
zebrało się ludzi, ja ze snu rozbudzony, człowiek wśród nich
będę rozważał, czy dobrze być mi Bogiem, gdy w świadomości
pojawia się obraz krzyża prowadzący mnie na Golgotę.

(04.12.26)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Underworld XXIV

XXIV

mów do mnie tak
mów do mnie jeszcze

bądź mą radością
bądź mym powietrzem

a gdy powrócę
z dalekiej podróży

dłoń Twą
do serca przyłożę..

niedziela, 14 grudnia 2014

Hanna Cygler - Dwie głowy anioła

Powieść na jedno podejście...

Gdyż tak naprawdę nie potrzebowałem wiele czasu, aby rozpocząć i zakończyć lekturę, Dwóch głów anioła. Mija kilka lat od historii, którą opowiedziała Głowa anioła, od chwili w której przecięły się drogi pewnej siebie pani architekt, Julii Sarnowskiej i majstra budowlanego, który nie tylko odpowiadał za przemeblowanie w jej mieszkaniu, ale też w jej życiu. I to z bardzo korzystnym skutkiem w postaci dwójki maluchów - Alek oraz maluchy Adam i Alicji, prawie cała Akademia Pana Kleksa.
Hanna Cygler ze swobodą prowadzi czytelnika przez pozornie proste, czasem jednak zawiłe losy swoich bohaterów, męża Alka i byłego amanta, Michała. Porządkuje rodzinne losy Julii i jej przyszywanego brata, jednocześnie w środku lata wplątując ich w zawiłą zagadkę kryminalną.
I tak, jak było w przypadku Głowy anioła wszystko nabiera sensu w określonym miejscu i czasie, choć nie bez znaczenia są zawiłości ludzkich losów, a także fakt, że już na początku zaginął Charles!
Można poznać Dwie głowy anioła bez odniesienia do Głowy anioła, jednak znacznie przyjemnie wypadną w odbiorze, gdy zaczniemy na jednej, a skończymy na obu. I choć jest to powieść z 2002 roku, to jednak upływ czasu nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Dziesięć lat po pierwszym wydaniu to drugie jest w pełni zasłużone i całkowicie uzasadnione. Proza Hanny Cygler, lekka, przyjemna w odbiorze może i powinna się podobać. Nie jest to literatura na wysokim, światowym poziomie, ale tak naprawdę wszystko jest kwestią gustu i tego, jakiej lektury w danym momencie poszukujemy.
Można i warto w wolnej chwili po nią sięgnąć.. po "jedną", a później po "obie".

Hanna Cygler, Dwie głowy anioła, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014 
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod XVII

Nie wiem, czy celowo uciekam od tego tematu. Czy może zostawiłem go sobie na deser? Chyba się go boję, z całą pewnością jednak epizod XV nie będzie ostatnim. Jest jeszcze kilka spraw, o których wypadałoby wspomnieć. Tylko tu już trzeba będzie czasu, aby je odświeżyć. I tym razem muzyka pomaga mi pisać. Cudowna ścieżka dźwiękowa z filmu z Ostatni Mohikanin. Jedna z tych opowieści, do których można śmiało wracać po raz kolejny. Miłość białej, dobrze urodzonej dziewczyny i Indianina. Medeleine Stowe i Daniel Day-Lewis.
Kiedyś dostałem dziwną, ale jakże sympatyczną kartkę pocztową z jelonkiem. „Jeśli szukasz materiałów o Samancie to przyjmij i mnie.” W podpisie było chyba imię Bogusia. Bogusława Stoch, dziewczyna ze wsi Ząb na Gubałówce. W gazecie „Na przełaj” w szkolnej bibliotece znalazła moje ogłoszenie, w którym poszukiwałem wszelkich materiałów o Samanthcie Fox. Byłem kiedyś jej wielkim fanem. Wiecie, o czym mówię. Plakaty małe i duże, najlepiej te z „Popocornu” i „Bravo”, polskie były słabiutkie, wszelkie wycinki, zdjęcia, informacje. Każdy list przynosił coś nowego, a przyszło ich wtedy sporo. Poznałem innych fanów, kilka korespondencji się rozwinęło i trwało rok, dwa, trzy lata. Różnie. W najlepszym okresie prowadziłem korespondencję z ośmioma czy dziewięcioma dziewczynami równolegle. To była sztuka, to była również szkoła pisania. Powstały dziesiątki różnych listów, z każdą osobą o innych sprawach, na inny temat. Jakoś nigdy się nie pomyliłem. Bogusia zajmowała jednak szczególne miejsce.

czwartek, 11 grudnia 2014

Tajemniczy ogród V

Zawilec gajowy, zwany także anemonem - śliczny, delikatny biały kwiatek, pojawiający się w naszych lasach wczesną wiosną, o sześciu płatkach, otaczających żółty środek z mnóstwem osypanych pyłkiem pręcików. Liście, ciemnozielone, przypominające kształtem dzikie wino, jeszcze dodają tej roślinie uroku. [s. 21]


Katarzyna Michalak, Zacisze Gosi, Znak litera nova, Kraków 2014

piątek, 5 grudnia 2014

Underworld XXIII

XXIII

w jednym uniesieniu
jeden tylko dotyk

w jednym uniesieniu
chwila bez powrotu

dwa tylko cienie
na białej ścianie

przy nim łoże
wino i szal jedwabny...

wtorek, 2 grudnia 2014

Tajemniczy ogród IV

Apple Blossom - piękna róża pnąca, o niezwykle urodziwym, delikatnym kwieciu, podobnym do kwiatów jabłoni. Żółty środek okalają białe płatki, o postrzępionych brzegach, których barwa przechodzi w róż. Zapach subtelny, słodki, miodowy. Róża wyhodowana na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku przez skrzyżowanie Rosa rugosa i Rosa multiflora. Odmiana odporna i dobrze znosząca zacienione stanowiska. Polecana dla początkujących chodowców. [s. 25]

Katarzyna Michalak, Ogród Kamili, Znak litera nova, Kraków 2013

sobota, 29 listopada 2014

Ewelina Kłoda - Niezapominajki

Ta mała, niepozorna książka ujęła mnie bardziej, niż mógłbym przypuszczać. Nie zdawałem sobie sprawy, że coś, co zacznie się, jako prosty w formie pamiętnik nastolatki finalnie będzie dojrzałą i zaskakującą w swej treści powieścią obyczajową.
Świat Izabeli uległ nagle przemianie w stronę, której ona sama się nie spodziewała. W wyniku przykrych rodzinnych wypadków zostaje zmuszona zamieszkać w miejscu, w którym wszystko się zaczęło. Musi zmierzyć się z duchami przeszłości i stawić czoła plotkom, które krążą po miasteczku.
Ale życie młodej dziewczyny tuż przed maturą to również nowe znajomości, pierwsze miłostki, życiowe fascynacje, a w efekcie uczucie, którego sama się nie spodziewała. Jednocześnie obcowanie z człowiekiem, pod którego dachem zmuszona była zamieszkać, a który w życiu jej rodziny wyrządził wiele zła również ją piętnując za to, co działo się w przeszłości.
Jednak serce Izabeli potrafi znieść wiele, potrafi przetrwać dzięki wsparciu przyjaciół, jak również Geralda, który w tym samym miasteczku obrósł już legendą. Wreszcie finalnie jest to swoista, szczególna i wyjątkowa przemiana młodej, kruchej dziewczyny w pewną siebie, odważną i śmiało patrzącą w życie, inteligentną kobietę.
Ewelina Kłoda napisała powieść, która nawet mężczyznę potrafi poruszyć. Jej opowieść ma w sobie wyjątkową siłę i olbrzymi potencjał. Historia Izabeli, Majki, Geralda powinna znaleźć miejsce w umysłach oraz sercach czytelników. Opowieść, która wzrusza, urzeka, fascynuje, ale skłania również do refleksji.
Jednocześnie jest to piękna geograficzna podróż po uroczy zakątkach południowej Polski. Książka, po którą warto sięgnąć, którą warto się delektować w prostej opowieści odnajdując ważne, życiowe prawdy. W tym jedną szczególnie istotną, że życie bez miłości jest jak wiosna bez pierwszego, ciepłego deszczu. Zmokniesz, ale w głębi ducha poczujesz radość. 

Ewelina Kłoda, Niezapominajki, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

czwartek, 27 listopada 2014

Underworld XXII

XXII

niejedno słowo
między nami padło

a oto nowa
przepowiedni czara

jaki los
dzień nowy przyniesie

co Ci do ucha
szepcze Kasandra...

niedziela, 23 listopada 2014

Katarzyna Michalak - Przystań Julii

Swoją przygodę z ulicą Leśnych Dzwonków rozpocząłem od Zacisza Gosi, czyli drugiej w kolejności opowieści dotykającej przyjaciółek z pachnącej kwiatami ulicy Milanówka. To właśnie wtedy Gosia trafia w sam środek dramatu w londyńskim metrze i tylko cud sprawia, że uchodzi z życiem. Jednak z uszczerbkiem na zdrowiu i bolesną traumą na bardzo długi czas. Coś, co zaczyna się dramatem kończy się nagle tragedią…
Nie mam odniesienia do części pierwszej tej kwiatowej trylogii, czyli Ogrodu Kamili stąd zatrzymać się mogę jedynie przy tym, co już znam i poznałem jakiś czas wstecz. Co w Zaciszu Gosi nabiera określonego rozwinięcia, aby w Przystani Julii znaleźć swój finał. Tragedia, po którym trzeba się pozbierać. Śmierć ojca, przyjaciela, ale też kogoś, kto był na dobrej drodze, aby wyprowadzić Gosię z ciemnej otchłani leków i bólu.
Dramat, o którym do końca nie zdaje sobie sprawy Julia walcząc ze swoimi demonami, odrzuceniem przez męża i dorastającą córkę. Zdaną nagle na samą siebie w podróży na skraj świata, gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc, gdzieś, gdzie być może będzie w stanie poukładać swoje rozsypane w drobne kawałeczki, życie. Chatka Dorotki w malowniczych Bieszczadach dla samotnej kobiety, która dotąd poruszała się w zupełnie innym terenie może stanowić wyzwanie, któremu Julia stawiając wszystko na jedną kartę zamierza sprostać.
Katarzyna Michalak z lekkością maluje kwiaty w życiowych ogrodach swoich bohaterek. Każda z nich ma do odegrania swoją rolę i przyznać trzeba, że robi to wyjątkowo dobrze. Czarne chmury wiszące nad Łukaszem i świadomość, że jego przyjaciel i wspólnik mocno namieszał w życiu, tu nie ma chwili na wahanie, bo na szali leży nie tylko życie jego, ale też bliskiej mu Kamili. Oderwana od codzienności Julia w swoim zakątku świata buduje od zera to, co przez lata budowane w jeden dzień rozsypało się, jak domek z kart. Nie bez znaczenia jest też obecność Grzegorza, który pomaga zadomowić się uroczej sąsiadce wyciągając do niej swoją przyjacielską dłoń.
Lektura lekka, przyjemna w odbiorze, niewymagająca od czytelnika zbyt wielkiego skupienia. Taka w sam raz na jedno, jesienne popołudnie, no może dwa, jeśli ktoś chciałby rozłożyć sobie lekturę na dłużej. Nie wymaga też od czytelnika szczególnego myślenia, bo tak naprawdę to i owo można przewidzieć w finałowym rozdaniu. Można, ale nie jest powiedziane, że tak będzie. I jak to bywało już w przypadku poprzednich opowieści każdy rozdział otwiera ten lub inny kwiatek, w przypadku Przystani Julii z wyjątkowo bogatego bieszczadzkiego ogrodu kwiatów polnych, górskich, czy też tych rosnących na zielonych łąkach:

Krokus - jest symbolem wiosny, ale i hartu ducha. Oto delikatna roślina przebijająca się przez śnieg ku słońcu... czyż nie może być coś bardziej wzruszającego? Polana obsypana tysiącem krokusów, zupełnie jakby z nieba spadło tysiąc zadziwiającej barwy gwiazd, zachwyci każdego. Fioletowe, czasem białe kielichy kwiatów skrywają złote wnętrze, a długie dwubarwne liście tylko dodają tej niezwykłej roślinie uroku. Trudno sobie wyobrazić wiosnę w górach bez tych kwiatów.

Tak, bo to wiosna przynosi nowe pytania, ale i odpowiedzi, nowe wyzwania, ale i nadzieję na miłość i lepsze jutro, domowe szczęście i pokój ducha. Wiosna w Bieszczadach ma swój niezaprzeczalny urok, a ten odmalowany ręką Katarzyny Michalak sprawi, że nie przejdziecie obojętnie nad historią unoszącą się, jak mgła nad bieszczadzką doliną. 

Katarzyna Michalak, Przystań Julii, Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2014 
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

sobota, 15 listopada 2014

Britney Spears

Choć dosyć niedawno pojawił się nowy album Jean, to jednak płyta Femme Fatale wypuszczona na rynek w 2011 roku, siódma w dorobku autorskim Britney Spears, jest tą, do której szczególnie lubię wracać.
Długą drogę przebyła Britney Spears, jednak jej pierwszy album, ...Baby One More Time z 1999 roku nie był wypadkiem przy pracy. Już wtedy dało się odczuć dominację na arenie muzycznej wtedy młodej, szalonej dziewczyny, która nie potrzebowała wiele, aby szczyty list przebojów stały się dla niej miejscem, w którym zagości na dłużej.
Można sięgać po liczby, ale nie oto tu chodzi. Famme Fatale ma w sobie siłę, muzyczny pazur, energię, która za każdym razem mnie porusza. Dojrzała, mądra, przemyślana i dopracowana do perfekcji płyta. Szczególną uwagę zwracają utwory, Till The World Ends, Criminal, ale też kilka innych. Wersja podstawowa CD zawiera ich 12. Wersja rozszerzona jeszcze cztery dodatkowe.

piątek, 14 listopada 2014

Underworld XXI

XXI

bez cienia złośliwości
z odrobiną radości

w uśmiechu dnia
spojrzeniu mędrca

w oddechu nocy
Księżyca blasku

znajomo pachnie
świeży pokos traw...

środa, 12 listopada 2014

Tajemniczy ogród III

Krokus - jest symbolem wiosny, ale i hartu ducha. Oto delikatna roślina przebijająca się przez śnieg ku słońcu... czyż nie może być coś bardziej wzruszającego? Polana obsypana tysiącem krokusów, zupełnie jakby z nieba spadło tysiąc zadziwiającej barwy gwiazd, zachwyci każdego. Fioletowe, czasem białe kielichy kwiatów skrywają złote wnętrze, a długie dwubarwne liście tylko dodają tej niezwykłej roślinie uroku. Trudno sobie wyobrazić wiosnę w górach bez tych kwiatów. [s. 7] 

Katarzyna Michalak, Przystań Julii, Znak litera nova, Kraków 2014

poniedziałek, 10 listopada 2014

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...

Epizod IX

Zaczęło się bardzo niewinnie. Przeglądając anonse w tygodniku „TIM” znalazłem jeden, który chyba mnie zainteresował, bo długo się nie namyślając sięgnąłem po kartkę i odpisałem. W tamtym okresie, jesienią 1992, przebywałem w Krakowie. Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej. Wkrótce miałem się przekonać, że moje przygotowanie po technikum jest wręcz słabe. Znaczna większość kolegów w grupie ukończyła licea z bardzo dobrymi ocenami, ja zaś nie należałem do zbierających „czerwone paski” na świadectwach. Ale nie to jest tu ważne.
W liście podałem numer telefonu mieszkania, w którym wynajmowałem pokój. Jakiś czas później gospodyni poinformowała mnie, że dzwoni do mnie jakaś dziewczyna. Treści rozmowy nie pamiętam, ale tego samego dnia umówiliśmy się na spacer. Był to bardzo długi spacer. Wynajmowałem mieszkanie na osiedlu Piastów, ona mieszkała dosyć blisko, później często chodziłem do niej pieszo. Oboje mieszkaliśmy na Hucie.
Kiedy dotarłem na umówione miejsce chwilę, czekałem. Później podeszła do mnie dziewczyna. Czerwony szalik, czerwone rękawiczki, było już dosyć chłodno, a Małgosia miała zawsze zimne dłonie. Często marzły jej palce, tak u rąk, jak i u stóp. Taka dziwna przypadłość. Blond włosy, delikatny, orli nos, przenikające spojrzenie niebieskich oczu, delikatnie zarysowana linia ust. Piękna i subtelna twarz, smukła, wysoka sylwetka. Chyba od razu spodobaliśmy się sobie. Szliśmy przed siebie i rozmawialiśmy. Okazało się, że ogłoszenie pochodziło od jej młodszej siostry (miała dwie siostry bliźniaczki), a ona czy dla zabawy, czy też z innego powodu postanowiła zadzwonić do mnie. Rozmawialiśmy, a czas mijał, mijaliśmy ulice, skwery, kolejne ulice, przejścia dla pieszych, innych ludzi. Jednak nie zważaliśmy na to zauroczeni sobą nawzajem. Tak dotarliśmy prawie pod bramy Huty. Innej możliwości nie było, trzeba było wracać.

sobota, 8 listopada 2014

Tajemniczy ogród II

Leśny dzwonek - śliczna, bardzo delikatna roślina, którą spotkać można w lesie lub na łące. Na wysmukłej łodyżce, zdobnej kilkoma podłużnymi listkami, kołyszą się niebieskie, czasem błękitne lub lawendowe dzwoneczki o pięciu prążkowanych płatkach. Kwiatki te nie pachną może odurzająco jak wspaniałe róże, czy choć konwalie, ale ich urok i subtelne piękno zachwycają. Bez błękitnych dzwonków, zawieszonych na zielonych łodyżkach, nasze lasy byłyby znacznie uboższe... [s. 9]



Katarzyna Michalak, Zacisze Gosi, Znak litera nova, Kraków 2014

piątek, 7 listopada 2014

Tajemniczy ogród I

Erotika Rosen Tantau - odmiana szlachetnych, wielokwiatowych róż o intensywnej ciemnoczerwonej barwie płatków i silnym, odurzającym zapachu. Wysokich, wyniosłych, wręcz doskonałych. Mówiąc "piękna jak róża" , mamy przed oczami wspaniałą Erotikę. Godna polecenia zarówno dla początkujących hodowców, jak i dla znawców tych kwiatów. Wdzięczna i niewymagająca w uprawie. Pięknie prezentuje się pojedynczo i w bukietach. [s. 9]

Katarzyna Michalak, Ogród Kamili, Znak litera nova, Kraków 2013

czwartek, 6 listopada 2014

Andy Mulligan - Śmieć

Sięgnąłem po książkę, która zupełnie nic mi nie mówiła. Sięgnąłem po nią, gdyż spodobał mi się tytuł, Śmieć, a także żywa, dynamiczna okładka. I nie zawiodłem się, bo podarowała mi coś więcej, niż jedynie miło spędzony czas.
Śmieć w swoim zaskakującym kolorycie onieśmiela szczerością, ujmuje bezpośredniością, wreszcie ma w sobie siłę, choć nie pachnie ładnie. Śmieć, któremu na imię Gardo, a może Raphael, a może po prostu Szczur. Trzech nastoletnich przyjaciół połączonych tajemnicą na gigantycznym wysypisku śmieci Behala.
Jego życiem są śmieci, jego zarobkiem i utrzymaniem również śmieci, jego domem składzik z dykty zbudowany na wysypisku. Od życia nie potrzebuje zbyt wiele, no może, aby zbyt często nie pojawiał się stupp:

(…) – Co tam masz? – pytam Garda.
- A jak myślisz, mały? – odpowiada pytaniem on.
I już wiem. Interesująca paczka, jakby ładnie zapakowana? Co za niespodzianka! To stupp, a Gardo przekopuje się dalej, ocierając dłonie o koszulę i mając nadzieję, że znajdzie coś, co będziemy mogli sprzedać. Całymi dniami, słońce czy deszcz, chodzimy po wzgórzach.
Chcecie przyjechać i to zobaczyć? No, Behalę wyczujecie na długo przed tym, zanim ją ujrzycie. Zajmuje powierzchnię ze dwóch tysięcy boisk piłkarskich albo może tysiąca do koszykówki — nie wiem: wydaje się rozciągać w nieskończoność. Nie, żebym miał pojęcie, ile z tego to stupp, ale w gorszy dzień wydaje się, że większość. A gdy spędzasz życie, brodząc w nim, oddychając nim, śpiąc obok niego — cóż… może któregoś dnia znajdziesz „coś miłego”. Na pewno.
I nagle któregoś dnia znalazłem.

środa, 5 listopada 2014

Underworld XX

XX

u progu dnia
myśl tylko jedna

w połowie drogi
chwila także jedna

gdziekolwiek zmierzasz
bliska jesteś celu

dotykasz dnia
w objęciach kochanka...

czwartek, 30 października 2014

Underworld XIX

XIX

uniesiona wiatrem
chwila bez powrotu

jedno tylko drżenie
jeden tylko dotyk

jedno tylko drżenie
w objęciach kochanka

jeden tylko dotyk
muśnięciem warg spowity...

sobota, 25 października 2014

Refleksja

Niespełniony

w nienapisanych wierszach
w brakujących kawałkach puzzle
w umykającym czasie
w wypadających ząbkach
w cichej starości
w ciągłym poszukiwaniu radosnego dnia
w życiu dla innych
w życiu obok innych
w padającym deszczu z uśmiechem na ustach
w krzyku pędzącego pociągu
w złych uczynkach
w nastrojach gniewnych ludzi
w udręce samotności
w nieszczęśliwej miłości
w byciu razem, choć obok siebie
w walce z chorobą morską

człowiek...

(04.11.15)

Sylwia Grzeszczak

To co znajduję się wewnątrz tej płyty jest dokładnie moim życiem. Moją analizą świata którą później przenoszę do studia na dźwięki, na muzę którą kocham! Każdego dnia komponuję siebie. Raz jestem szalona a raz zupełnie spokojna. Ta mieszanka emocji wpłynęła na skomponowanie przeróżnych utworów.. – Sylwia Grzeszczak na temat swojej najnowszej płyty Komponując siebie, która od kilku dni dostępna jest już w sprzedaży.
Równie piękna, pogodna, dynamiczna i urzekająca, jak debiutancki Sen o przyszłości, choć z tą najnowszą na dobre się jeszcze nie zaprzyjaźniłem, jednak, choć mam przywilej słuchania z wyprzedzeniem bez wątpienia sięgnę po CD, bo jest tego warta. Bardzo podoba mi się już otwierająca płytę Księżniczka i jest to naprawdę wyjątkowo mocne, elektryzujące otwarcie!
Napisane swego czasu krótkie spojrzenie nigdy nie spotkało się z szerszym rozwinięciem, co nie zmienia faktu, że urok tej płyty wciąż nie przemija i wciąż jest mi bliska.

wtorek, 21 października 2014

Underworld XVIII

XVIII

czas zapomnienia
w myśli bez powrotu

ulotność spojrzeń
w dotyku Anioła

i tylko chwila
pełna blasku

i jedno życie
a obok Ona...

Józef Franczak, ps. Lalek

Przez osiemnaście lat nie potrafił odnaleźć się w ludowej "wolnej" Polsce.
Przez osiemnaście lat walczył o wolną Polskę, choć wojny dawno już nie było.
Zginął w zasadzce zorganizowanej przez Służbę Bezpieczeństwa 21 października 1963 roku.
Osiemnaście lat wcześniej rzekomo zakończyła się II wojna światowa...

Nic mądrego nie dodam, choć nie są ważne tu słowa...
Wspomnij przechodniu na ostatniego Żołnierza Wyklętego
i schyl z szacunkiem przed nim głowę.


* - grafika z bogatych internetowych zbiorów.

niedziela, 19 października 2014

Dalsze losy Stefana... by Weronika Głowacz

    Jeszcze raz... Wszystko po kolei. Byłam w lesie, był ciepły jesienny dzień... Strzelali do nas.
 
Aniela próbowała odtworzyć wydarzenia, kiedy nagle usłyszała płacz...
- To chłopczyk... Jest śliczny! - powiedziała Klara, przyjaciółka Anieli ze szpitala. Razem były sanitariuszkami w czasie powstania (miały wtedy raptem po 15 lat), później ich drogi się rozeszły. Klara spędziła dwa lata tułacząc się po obozach, zostawiając w zrujnowanej Warszawie całą rodzinę. Aniela natomiast szukała sobie miejsca w nowej rzeczywistości.
- Jakie ma oczka...? - zapytała świeżo upieczona mama, trzymając w ramionach maleństwo.
- Niebieskie... - odpowiedziała Klara i przytuliła przyjaciółkę.
- Nie widziałaś gdzieś Stefana?
 
Stefan był mężem Anieli. Od pięciu lat byli razem. Poznali się w ostatnim dniu powstania. Nie można było do niego dotrzeć. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Bardzo jej jednak na nim zależało. Po krótkim czasie zaczął przyzwyczajać się do jej obecności. Do tego, że jest i że może jej wszystko powiedzieć. Opowiedział jej o tym jak stracił wszystkich, którzy coś dla niego znaczyli. Nie powiedział jednak ani jednego słowa o Biedronce. Aniela była tak strasznie do niej podobna... Nawet włosy czesała tak samo. Warkoczyk na bok, do tego jakiś beret... Miała swój ulubiony, czarny, do którego kilka lat temu przypinała orzełka. Było pięknie. W lecie, przychodził po nią pod kamienicę, w której się uczyła i zabierał do domu. Trzy lata później wzięli ślub. Był to najpiękniejszy dzień w ich życiu i chociaż Stefan wyobrażał sobie, że bierze na ręce tą jedyną, to nie wierzył. Aniela miała tylko jeden problem, który dla Stefana był ogromną zaletą. Kiedy wyciągała w powstaniu dziecko, zaraz obok wybuchła bomba, a dziewczyna, choć uratowała dziecko, straciła wzrok. Szybko jednak nauczyła się poruszać po omacku i rozpoznawać osoby. Miała jednak wyobraźnię, jakiej nie mieli inni. Przyczyniło się to do tego, że zaczęła pisać wiersze... To znaczy ona mówiła a Stefan pisał. Niektóre z nich były naprawdę piękne. Na przykład ten, opisujący to co stało się w czasie powstania.

piątek, 17 października 2014

Przemijanie czasu...

czyli wrzesień, rok później. 

Ziściło się moje małe marzenie, siostra pytała, czy mam duże? Chyba nie, bo te tak rzadko się spełniają, ale z drugiej strony, gdybyśmy nie potrafili marzyć, świat byłby szary i ponury.
Moje małe marzenie, czyli jazda samochodem po międzystanowej, wielopasmowej autostradzie. Co prawda, tylko pięć pasów w każdą stronę, ale zawsze! Jadąc, jako kierowca w większej części trasy Sun Valley – Salt Lake City czułem się super. Dla porównania, aby odległość ta była bardziej czytelna, to prawie wycieczka z Krakowa do Gdańska, ale tu, jakie widoki. Jedziesz i rozkoszujesz się wprost nieziemskim pięknem Idaho i Utah, a i samo Salt Lake City tez jest miłym miastem, choć widziałem je bardzo krótko.
Jednym z interesujących obrazków są bardzo długie składy pociągów towarowych, trzy potężne lokomotywy i liczone 99 wagonów! w najdłuższym składzie. Gdy wracaliśmy już nocą i Księżyc w pełni był naszym towarzyszem, (odwoziliśmy jednego z naszych kolegów Czechów na lotnisko, gdyż wracał do domu), jeden z takich składów zrobił sobie breaka i stanął w poprzek jednej z mniejszych dróg. Objechanie to tylko kilkanaście, a może kilkadziesiąt mil! Ale co tam, jemu jest dobrze (czytaj: towarowemu).

środa, 15 października 2014

Underworld XVII

XVII

zagubieni w czerwieni
onieśmieleni tacy

pełni niepokoju
zwyczajni prostacy

prości ludzie
poszukujący drogi

to oni blisko celu
który wciąż daleko...

wtorek, 14 października 2014

Barbra Streisand - Partners

Ukazała się długo oczekiwana płyta „Partners” Barby Streisand – krążek, na którym słynna wokalistka śpiewa duety z najsłynniejszymi męskimi głosami świata. Wśród zaproszonych znaleźli się tak popularni, również w Polsce, wokaliści jak Michael Bublé, Andrea Bocelli, John Legend czy Lionel Richie, ale płyta kryje również dwie największe tajemnice, których rąbek Streisand zdecydowała się uchylić już teraz.
Pierwszy to duet ze swoim synem – Jasonem Gouldem. Mimo, iż Jason pojawiał się wcześniej u boku matki na koncercie wydanym później jako DVD Back To Brooklyn (2012), jest to ich pierwsze zarejestrowane nagranie.
Drugim i chyba najbardziej intrygującym duetem na płycie jest ‘Love Me Tender’ nagrany z samym Królem – Elvisem Presleyem. ‘Współpraca’ ta nie jest aż tak nieprawdopodobna jak mogłoby się wydawać – para poznała się 40 lat temu w Las Vegas. Barbra przyznaje, że na początku nie poznała się na jego talencie, ale po latach zrozumiała z jakim geniuszem miała do czynienia. I choć w swojej karierze jej głos współbrzmiał już rewelacyjnie w niejednym duecie, Love Me Tender jest jakby stworzone dla Elvisa i Barby – jego fragmentów można odsłuchać TUTAJ.
Album Barbry Streisand Partners ukazał się 15 września w wersji cyfrowej (m.in. w iTunes), dzień później na płycie CD, a 23 września także na 2 płytach winylowych z dołączonym materiałem na krążku CD.

Muzyczna przystań: Sony Music Poland

sobota, 11 października 2014

Madam Secretary

Cóż mogę powiedzieć, w błyskawicznym tempie zyskał moje uznanie. Za mną tylko trzy odcinki z ośmiu, które stacja CBS przygotowała w pierwszym sezonie, choć jestem przekonany, że na jednym sezonie się nie skończy.
Madam Secretary to doskonały serial z najwyższej politycznej półki, gdyż miejscem pracy Elizabeth McCord jest Biały Dom, a dokładnie biurko Sekretarza Stanu. I co ważne, nigdy nie prosiła oto stanowisko, nie zabiegała o nie, choć praca analityka CIA, później praca na uczelni mogły ją w jakiś sposób do tego przygotować... poza tym, jeśli prezydent prosi, nie wypada odmówić.
Nie bez znaczenia jest bliskie skojarzenie z House Of Cards, choć to jedynie luźne, swobodne skojarzenie. Nie zmienia to faktu, że Téa Leoni wypada w tym serialu i w tej roli rewelacyjnie. I nawet głośno nie będę wspominał o jej wieku, powiem tylko jedno, oglądać i nawet się nie zastanawiać. Dynamiczny, inteligentny, dobrze pomyślany i zagrany. I tylko szkoda, że nie jest to produkt NetFlix, mielibyśmy komplet odcinków w pakiecie.
Odcinek czwarty już jutro.

czwartek, 9 października 2014

Ania Wyszkoni

Ania Wyszkoni, artystka, którą znamy, cenimy, ale przede wszystkim słuchamy. Od piętnastu lat na polskiej scenie muzycznej, z długą listą nagród i wyróżnień. Rok 2009 zapisał się w jej dorobku debiutancką płytą noszącą tytuł Pan i Pani. Znalazły się na nim znane już przeboje, Czy ten pan i pani, Z ciszą pośród czterech ścian oraz nagrodzony Superjedynką za Przebój Roku 2011 Wiem, że jesteś tam. Debiut w kolorze platyny, co tym bardziej jest godne uznania.
Rok 2012 przynosi drugą, doskonałą, urzekającą i piękną płytę w dorobku Ani Wyszkoni noszącą tytuł Życie jest w porządku. Jedenaście ekspresyjnych, urzekających utworów, z których każdy tak naprawdę ma szansę stać się hitem. Płytę promuje singiel Zapytaj mnie o to kochany i przyznać trzeba, że jest to wybór doskonały. Muzyczna kompozycja Marka Jackowskiego, za słowa piosenki odpowiada Kora, a sam utwór w wykonaniu Ani jest balsamem dla duszy.
Długo zastanawiałem się, jakich użyć słów, aby napisać o tej płycie coś dobrego, o płycie, która dla mnie osobiście jest najlepszym polskim dokonaniem 2012 roku, przynajmniej, jak dotąd. Kształt i forma drugiej płyty to godne uwagi spojrzenie producenta Bogdana Kondrackiego, który również w dużej mierze przyczynił się do sukcesu debiutanckiej płyty Ani Wyszkoni Pan i Pani.

środa, 8 października 2014

Underworld XVI

XVI

w jednym uniesieniu
błękit nieba znaczy

w jednym uniesieniu
wszystko jest inaczej

i tylko słowo jedno
dzisiaj więcej znaczy

i tylko ono
nieba jest obrazem...

poniedziałek, 6 października 2014

4:30


Ci, co żyli
cierpieli i umierali,
upiorne widmo Szucha,
Montelupich, Pawiaka
ze świadomości umęczonych
braci wymazywali…

ci sami, którzy
bladym świtem na ogół
w swą ostatnią podróż
bez świadomości
drogi powrotnej
byli zabierani…

niedziela, 5 października 2014

Niedopowiedziany sen...

Od dłuższego czasu trzymam w rękach pewien list, który był adresowany do mojej mamy wiele lat temu. List, którego treść znam już na pamięć, a wciąż odnajduję w nim coś nowego, coś zaskakującego, coś takiego, co pozwala mi ponownie cofnąć się w czasie. List, który stał się początkiem czegoś nowego, z początku krótkiego zdarzenia, chwilę później nowego życia, dla Niej, dla mnie i dla niego.
Minęły dwie dekady, blisko dwie dekady, gdy na urwisku stał z dwójką swoich kumpli i przyjaciółką. Wokół błyski fleszy, kamery telewizyjne, cały ten widowiskowy zgiełk wokół tematu, który na dobrą sprawę daleki był od widowiska, a jednak oni ze swojej śmierci chcieli je właśnie takim zrobić. Chcieli zamanifestować światu, iż jest jej zbyt wiele, więc co zmieni fakt, że znikną z powierzchni Ziemi jeszcze cztery, nikomu nic nie mówiące osoby. Długo zastanawiali się, jakie wybrać miejsce, jaki powinien być to dzień roku, miesiąca, tygodnia. Astronomia, te sprawy.

Dzień wcześniej, jak się później dowiedziałam od mamy, zabrała mnie na spacer. Środek pogodnego lata, zielony, piękny park, chwilę później samochody na ulicy. I przejście dla pieszych, ja na mamy rękach, to była krótka wycieczka po nowy wózeczek dla mnie, z przeciwka szedł on, wesoły, rudy chłopak, z paczką książek pod ręką. Ich spojrzenia spotkały się na chwilkę, na dłuższą chwilkę, nie zamienili ze sobą słowa, lecz w każdym z nich coś drgnęło.
Każde z serc zabiło mocniej. On, jutro miał rozstać się ze światem, porządkował swoje życie, oddając książki znajomym, ona, samotna matka z dzieckiem, dostrzega w nim odpowiedniego kandydata na być może przyszłego męża i ojca, jednak nie wie, że jutro jego twarz wyda się jej znajoma, gdy zobaczy ją w każdym dzienniku i wiadomościach. Oboje idą w swoją stronę. Mija prawie dwadzieścia godzin...