Google+ Followers

niedziela, 20 sierpnia 2017

Światowe metropolie - Berlin

W 1919 roku podczas wyczekiwanego przez Einsteina zaćmienia Słońca zespół Arthura Stanleya Eddingtona dokonał pomiaru odchylenia toru światła pochodzącego z gwiazdy znajdującej się za Słońcem i przechodzącego obok niego. Wynik potwierdził teorię Einsteina z 1915 roku.

(...)

Rok 1922, wieńcząc sukcesy badawcze Einsteina, przyniósł mu nagrodę Nobla (niektóre źródła podają rok 1921, ale wtedy nie przyznano żadnej nagrody) za prace na temat zjawiska fotoelektrycznego. Nie był nią bynajmniej zaskoczony. Jego kandydatura do tej zaszczytnej nagrody została wysunięta po raz pierwszy już dwanaście lat wcześniej, w roku 1910, przez Wilhelma Ostwalda. Nominacja powracała dotąd rokrocznie, z wyjątkiem dwóch lat, zgłaszana przez coraz liczniejsze grono osób. Wiedział więc, że jej otrzymanie jest tylko kwestią czasu. Być może dlatego nie odnotował tego faktu w dzienniku z 1922 roku, a być może, jak w latach poprzednich, radość z sukcesu osobistego przyćmiły dramaty osobiste, związane bezpośrednią z nasilającą się falą antysemityzmu w Niemczech.  [s. 69, 70]

Iwona Luba, Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2013

Furia (2014)

Przyznam się, że do dziś żałuję, iż nie udało mi się poznać go w kinie. Dlaczego o tym wspominam? Byłem bardzo nieufny, jeśli chodzi o ten film. Bo tak naprawdę Fury to prawie jak Rudy, ale prawie w tym przypadku robi gigantyczną różnicę. Rudy to niestety odległa w czasie pisana w innych czasach farsa z brutalnej wojny.
Natomiast to, co się dzieje w ciągu tych 135 minut, tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Niezwykła faktura tego filmu zaskakuje pod każdym względem. Brad Pitt w jednej z najlepszych swoich ról. Doskonale dopasowana załoga czołgu, niesamowite zdjęcia i muzyka. Zastanawia mnie jedynie chiński wkład w produkcję tego filmu.
Po raz kolejny Steven Price przeszedł samego siebie. Wiele soundtracków cenię, ale tutaj jest to mistrzostwo. Integralna, mocna i jakże istotna część składowa tego filmu.

10/10

#americandream2003 No. 6

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Poszukiwana radość życia. 
 
Gdzieś jakby jest, gdzieś obok mnie, jednak nie potrafię jej dosięgnąć... wypadek, na szczęście niegroźny w skutkach przewartościował pewne sprawy, myśli, słowa, te słowa, które wylewamy z siebie zbyt często nie myśląc o tym, co ze sobą niosą, czy aby nie ranią drugiej osoby, czy są dla niej miłe. 
Trudno o słowa radosne i pogodne, znacznie częściej piszecie o smutkach i problemach, niż o radości i sukcesach, czyż nie mam racji? Wsłuchajcie się w samych siebie, poszukajcie innych, lepszych słów. 
Czasem nawet lepiej nie pisać nic, niż pisać coś, co w gruncie rzeczy nie niesie ze sobą żadnego pożytku... ja też czasem otwieram ten blog, by chwilę później go zamknąć, sztuką jest mówić i być słuchanym, pisać, aby pisać, to żadna sztuka.

M.

#americandream2003 No. 5

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Gdybyście chcieli zmienić jedną kwestię w swoim życiu... to, czy jest coś takiego? A poza tym, czy w ogóle zdecydowalibyście się na taki krok? 
Jedna kwestia, może być bardzo mała, ale później może mieć wielki wpływ na inne wydarzenia, czy podjęlibyście takie ryzyko?

#americandream2003 No. 4

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Magia wschodu Słońca

czyli dlaczego warto cieszyć się życiem..!

W tamtym momencie, dwa dni wcześniej o poranku miałem wszystko ułożone. Teraz, w zimny, a może wręcz mroźny, środowy wieczór muszę zacząć od początku. Te wszystkie dobre słowa gdzieś uleciały. Lecz może przynajmniej część z nich uda mi się odnaleźć.
Ja w drodze powrotnej do domu, z Boise do Sun Valley, siostra z chłopakiem obrali kierunek Hawaje. Automatyczna skrzynia tak bardzo człowieka rozleniwia, droga w sumie również. Prosta aż po horyzont i tylko dwa zakręty! Zjazd z 84 międzystanowej na drogę 20 na wschód i drugie skrzyżowanie, ku Sun Valley na drogę 75.
Właśnie jadąc na wschód pożyczoną KIA dane mi było oglądać narodziny dnia, wschód słońca 7:47. Wielka, olbrzymia tarcza, która już pół godziny później świeciła, jak w samo południe. Choć powietrze o tej godzinie jest jeszcze mroźne, jednak jest pięknie.

#americandream2003 No. 3

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Zakopiec, a Góry Skaliste 
 
Nasze polskie Tatry są niczym przy potędze Gór Skalistych, które mnie otaczają. Są niesamowite, rok wcześniej wyprawa do pewnej chatki, czytaj schronisko, dziewicza przyroda, sarny na wyciągnięcie ręki, 1904 metry n.p.m., a gdy siedzisz na ławeczce popijając herbatę... tego nie można opisać, to trzeba zobaczyć, teraz nie mogę Wam tego pokazać, teraz nie mam zdjęć przy sobie, a w tym roku jeszcze tam nie dotarłem. 
Herbata, fakt, godzina molestowania kozy, aby zagotować czajnik wody, to była zabawa, na zewnątrz było ciepło, a w środku piekło, ale czego się nie robi dla miłych wrażeń, a później nagle mnie tupnęło i w środku nocy wstałem, aby pisać, ja, świece i moje myśli, no i Góry Skaliste. Te świece zobaczycie wkrótce, wiem jak znaleźć moje zdjęcie.

#americandream2003 No. 2

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Dlaczego nie zostałem Maximusem?

Wychodzi na to, że jest ich tutaj zbyt wielu, a nick Maximus25 lub Maximus125 zupełnie mnie nie interesuje. Sięgnąłem po inny swój nick, który jest w miarę oryginalny i czasem przyciąga uwagę... myślałem jeszcze o jednym, starym, ale nie, ten jest czytelny tylko dla nielicznych. Jednak sentyment do filmu i postaci jest w tej oto również postaci.

#americandream2003 No. 1

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Dziś rozsadza mnie wściekłość!

Czuje się jak granat z wyjętą zawleczką. Mam ochotę użyć pięści, mam ochotę kogoś mocno trzasnąć, mam ochotę się wyładować.
Niestety trening siłowy nie pomógł, wciąż rozpiera mnie wola walki, może bitwa z Germanami by mnie wyleczyła, może walka na miecze o przetrwanie.
Zastanawiam się, czy kierunek, który przyjąłem jest dobry, nikt nie ma czasu, wszyscy się spieszą, kilka zdań to dużo, a kilkadziesiąt, nawet nie chcą się zagłębiać, ale może z książką się uda.
Była już w obiegu, teraz pora tak ją pokazać, to jest dobre miejsce i dobry czas.

M.

sobota, 19 sierpnia 2017

Patronat medialny - Alina Białowąs - Zostań ze mną, Karolino

Obudź się… Zaufaj… Zostań… 

Ten szczególny tryptyk od kilku już dni zyskał swoje dopełnienie właśnie za sprawą historii pod intrygująco brzmiącym tytułem, Zostań ze mną, Karolino. I po raz kolejny jest to wielkie, czytelnicze wyzwanie, gdyż dzięki zabiegowi, jaki zastosowała autorka jest to obszerny literacki monolit. Określona forma narracji, która nie daje czytelnikowi miejsca na oddech, chwilę przerwy, odpoczynek, czy może jedynie refleksję nad skomplikowanym losami Karoliny, której życiowa droga nie jest usłana różami, choć te same w sobie będą miały coś dodania od siebie. I wbrew pozorom nie będzie to miłe, choć takowym bez wątpienia być powinno.
Przyznać również trzeba, że wiele musiało wydarzyć się w życiu Karoliny, aby nie tylko odnalazła samą siebie, ale też naprawiła swoje relacje z rodzicami, Miśką, a także babcią. Wszystko to, co na początku spotkania z Karoliną zostało w ten lub inny sposób zarysowane teraz nabiera właściwego, odpowiedniego kształtu. Jest czas na mentalną, osobistą pobudkę życia w określonym wyobrażeniu takiego, jakim życie być powinno, a jakim o przekoro jest w istocie. Jest określona chwila na nabranie dystansu, na przewartościowanie zaufania do osób, co do których nie powinno być cienia wątpliwości, że warto im ufać, a jednak jak miało się okazać Karolina przez wiele lat żyła w wielkim kłamstwie. Wreszcie, co najważniejsze, znaleźć w sobie odwagę, aby nabrać pewności, że zakochanie to jednak nie miłość, że określona fascynacja nie zawsze jest wyznacznikiem uczucia, a określone lęki z przeszłości nie mogą przez całe życie stać na drodze do sięgnięcia po szczęście i radość życia.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Deborah Levy - Gorące mleko

Jest coś dziwnego i niepokojącego w tej książce.
Jest coś takiego, co sprawiało, że kilka razy miałem wielką ochotę rzucić ją w kąt i nigdy już do niej nie wracać. A jednak nie uczyniłem tego, wytrwałem do końca i z każdą kolejną stroną coraz bardziej zaczęła mi się podobać.
Nie wiem, czy znajdę jednak odpowiednie słowa, by wyjątkowość Gorącego mleka oddać. Nie wiem, czy potrafię odnieść się do tych wszystkich myśli, emocji, uczuć i doznań, które towarzyszyły mi w trakcie podróży po urokliwej i pięknej Andaluzji, nie wiem, czy zdołam oddać tę swoistą relację matki i córki, w której jedna cierpi albo przynajmniej sprawia takie wrażenia, druga natomiast stara się nie tylko ulżyć w cierpieniu, ale też znaleźć swoją drogę, swoje być albo nie być. Rose obdarza cierpieniem, rzadko kiedy uśmiechem, Sofia stara się z szacunkiem nieść pomoc, podać dłoń, ale też otworzyć się na inne bodźce, poznać smak kobiecych ust na swej skórze, uporządkować mocno pogmatwane rodzinne sprawy, nawiązać kontakt z ojcem w odległej Grecji, żyć, jeśli tylko się da pełnią życia. Raz na jakiś czas zapomnieć o balaście, jakim jest matka. Obie dotarły do Hiszpanii, aby w Klinice Gomeza szukać ostatecznego lekarstwa na cierpienia matki.
Jednak trudno nie docenić uroku tego czasu, miejsca, okoliczności, chwili podarowanej Sofii, ale też tym wszystkim ludziom, których tu i teraz miała okazję spotkać i poznać:

Ingrid, w kasku i butach jeździeckich, dosiada andaluzyjczyka. Wysoko na bezkresnym niebie orzeł rozpostarł skrzydła i krążył nad koniem. Muzyczne delirium grzmiało mi w słuchawkach, kiedy ona galopowała w moją stronę. Miała umięśnione ramiona, splecione w warkocz długie włosy, ściskała konia udami, u stóp gór migotało morze.

Jakże ujmująca to scena, jakże malownicza i dynamiczna, jakże wielką przyjemność uczyniła czytelnikowi Deborah Levy podając mu do ręki Gorące mleko, ucząc go cierpliwości, miłości, szacunku, zrozumienia do drugiego człowieka.

Deborah Levy, Gorące mleko, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

wtorek, 8 sierpnia 2017

#40literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 18 sierpnia 2017 roku!
 ----------------------------------

środa, 2 sierpnia 2017

Patronat medialny - Michał Larek - Furia

Wszyscy odjechali. Zniknęli policjanci, zniknęły zwłoki Marianka. Znowu zapadła cisza. Została sama - z bolesnymi wspomnieniami, spośród których najżywsze dotyczyło zatrzymania jej syna.

Szara, codzienna rzeczywistość, choć już nie taka szara, odrobinę kolorowa, odrobinę zaskakująca swą innością, przyciągająca uwagę, dająca do myślenia. Coś rodziło się w społeczeństwie, jakaś chęć sięgania po te nowinki z Zachodu, po kasety video, po świerszczyki, nie koniecznie dla dzieci. Dochodziły do głosu żądze, krew zaczynała się burzyć, coś umierało w swojej ostatniej podróży niebieskim karawanem.
Był taki czas, gdy straszono mniejszych i większych czarną Wołgą, był, jednak nastał nowy porządek, zbrodnia odkryła przed rodzącą się dopiero policją zupełnie nowe, nigdy wcześniej nieznane oblicze. W ciemnej, wilgotnej nocy przemykał niebieski Żuk. Kierowca wydawał się zupełnie niewidzialny.

czwartek, 27 lipca 2017

#wierszemczyprozą No. 06

Warto uporządkować kolejny rozsypany w Instagramowej przestrzeni cykl. Pozbierać wiersze i akapity, aby z Waszą pomocą sięgać po nowe wiersze i inspirującą prozę.

Być i mieć
a jednak samo „być”
nic nie znaczy.

mieć to już coś
bo być i mieć
stwarza wrażenie istnienia.

wczoraj przyszedł czas
aby już dziś pomyśleć
konkretnie o jutrze.

wczoraj
nie wiedziałem, że istniejesz.

dziś
Bogini w ciele kobiety sprawia,
że czas odmierzam od jednego
do drugiego spojrzenia.

jutro
cokolwiek się wydarzy
skrzydła Anioła
ochraniać będą Twe ramiona.

bo być częścią czyjegoś snu
i mieć wpływ na to, co nowy
przynosi dzień i tylko wtedy
być i mieć jedność znaczy.

(09.11.24)


#wierszemczyprozą No. 06
#wierszemczyprozą No. 05
#wierszemczyprozą No. 04
#wierszemczyprozą No. 03
#wierszemczyprozą No. 02
#wierszemczyprozą No. 01

#wierszemczyprozą No. 05

Warto uporządkować kolejny rozsypany w Instagramowej przestrzeni cykl. Pozbierać wiersze i akapity, aby z Waszą pomocą sięgać po nowe wiersze i inspirującą prozę.

Z radością
przebiegamy po strunach życia
rytm miłości
ucząc się odgrywać cierpliwie

w ciemności
w zmęczeniu
gdy od ziewania buzia się
wykrzywia
dzień kolejny oddajemy nocy
starsi, to na pewno
dojrzalsi, tego nigdy nie wiemy
wagarując w trakcie lekcji życia


#wierszemczyprozą No. 06
#wierszemczyprozą No. 05
#wierszemczyprozą No. 04
#wierszemczyprozą No. 03
#wierszemczyprozą No. 02
#wierszemczyprozą No. 01

#39literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 6 sierpnia 2017 roku!
 ----------------------------------

wtorek, 25 lipca 2017

Jakub Małecki - Ślady

Obdarta ze złudzeń porażająca, piękna, prosta, przenikliwa historia. Chropowata od emocji, jaskrawa od wrażeń. Jedna, druga, kolejna, wciąż nie ta sama.
Ślady w świadomości ludzkiej zarysowane pod postacią upadłego nieba, zgubionego fletu, zabitego na wojnie człowieka. Dusza już wie, że ciężka czeka ją dola na tym ziemskim padole łez, bólu, strachu i cierpienia. Rzadko radosnego uśmiechu, czy może miłosnego uniesienia.
Jakub Małecki przygniata nadmiarem emocji, prozą, która rozrywa człowieka, rozbiera na atomy zagubioną świadomość ludzką. Śladów nie zmywa przypływ, wiatr porywisty ich nie rozwiewa, ślady odciśnięte w moim, ale też twoim umyśle nie pozostawiają złudzeń, co do tego, że literatura ta ma ponad przeciętną wartość najdroższego wina przechowywanego za szkłem na bardzo wyjątkowe okazje.

I jeden mały akapit, a później może jeszcze ciąg dalszy:

Na śniadanie są ciernie i drut kolczasty. Do picia wrząca smoła. Widelec nie pasuje do dłoni, usta jakoś nie chcą się otworzyć. Oskar Wilhelm Czerski czuje, że go nie ma, że nigdy nie było. Jest bohaterem czegoś zmyślonego. [s. 140]

Jakub Małecki, Ślady, Wydawnictwo SQN, Kraków 2016

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

Sara Barnard - Piękne złamane serca

Jest w tej książce coś miłego, lekkiego, coś niezwykłego, coś takiego, co sprawia, że choć piszący te słowa nie jest nastolatką, bo do nich w dużej mierze adresowane są Piękne złamane serca, to jednak chwilę, dni kilka po lekturze wciąż jestem pod jej wrażeniem.
Nie bez znaczenia są te wszystkie słowa, o które otarło się moje oko zanim na kartach książki odkryłem Caddy i Rosie. Jeśli chcecie zrozumieć czym jest Przyjaźń przez wielkie P to właśnie one, Caddy i Rosie mogą was do tego przekonać. Do tego, co w ich życie wnosi ta relacja, która trwa prawie przez całe ich życie. Nic jednak nie wystawia w tak szczególny sposób siły przyjaźni na próbę, jak pojawienie się w ich galaktyce ślicznej, szalonej i bardzo tajemniczej Suzanne.
Jeśli do tej pory wszystko wydawało się normalne, to chwilę później, jeden krótki oddech dalej, kolejny poranny przypływ więcej, powoli i stopniowo burzy się wszystko, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się nie być niczym zagrożone. Do głosu zaczyna dochodzić ciemna strona natury Suze, co nie pozostawia bez konsekwencji poczynań zarówno Caddy, jak też Rosie. Ale to Caddman przekroczy swój uporządkowany, spokojny rubikon nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy. Na refleksję, czy powrót do normalności będzie już za późno.

Marcel Woźniak - Powtórka

Powtórka wpadła w moje dłonie na ostatnich Warszawskich Targach Książki i chwilę musiała poczekać na swoją kolej. Jednak, gdy się już to stało, gdy sięgnąłem po książkę i mogłem zanurzyć się w urocze, ale też mroczne uliczki Torunia, już po kilkunastu stronach wiedziałem, że będzie się działo.
A dzieło się w istocie tak wiele, że z całą pewnością nazwisko autora, dotąd zupełnie nieznane, zapisze się w naszej świadomości na dłużej, gdyż przyznać trzeba, że Marcel Woźniak sprostał postawionemu sobie wyzwaniu i podzielił się z nami historią, która tak, jak nazwisko autora zasieje w czytelniku ziarenko intensywności, niecierpliwości, a także spełniania.
Intensywności myśli, skumulowanych napięć, historii, która nagle wybucha dramatem i dramatem się kończy, choć nie do końca. Bo niecierpliwość już po zakończeniu Powtórki oczekiwać każe kolejnego rozdania tego kryminalnego zmagania Leona Brodzkiego i Heraklita, zbrodni, która spokojny na co dzień Toruń zamienia w miasto krwawe i upiorne. I wreszcie spełnienia, które rozpisane w tych blisko czterystu stronach nie pozostawia złudzenia, co do tego, iż kilka stron podziękowań na końcu jest określoną genezą tego, co wydarzyło się wcześniej i co wydarzy się ponownie później.

Joël Dicker - Księga rodu z Baltimore

Rzadko się zdarza, aby powieść miała tak niesamowitą konstrukcję, aby historia, którą opowiada wypełniała w tak szczególny sposób świadomość i duszę czytelnika, iż racjonować sobie trzeba dawki lektury, aby nadmiar doznań nie przyprawił o zawrót głowy, czy też, co gorsza – zawał serca.

Tymi właśnie słowami komplementowałem pierwszą poznaną przeze mnie powieść autora, Prawda o sprawie Harry’ego Queberta. Po drodze pojawiła się jeszcze doskonała powieść historyczna dotykająca okresu okupacji, Ostatnie dni naszych ojców. Natomiast Księga rodu z Baltimore chwilę musiała poczekać, abym mógł po nią sięgnąć i ponownie jest to dzieło doskonałe, które nie pozostawia złudzeń, co do tego, że Joël Dicker może nazywać się dumnie Pisarzem przez wielkie "P". 
Marcus Goldman jest łącznikiem pomiędzy tym, co było, a co obecnie nam się objawiło, choć wbrew pozorom są to dwie zupełnie odmienne historie, stąd cykl: Harry Quebert nie do końca jest słuszny. Nie zmienia to jednak faktu, iż poruszająca i niezwykła historia klanu Goldmanów ma w sobie potencjał, któremu trudno sprostać, któremu trudno się oprzeć, wreszcie któremu nie sposób odmówić uwagi cennych minut i godzin.

piątek, 21 lipca 2017

Patronat medialny - Jarosław Rybski - Warkot

Początek 1951 roku napawał Janka i mieszkańców Ziem Odzyskanych umiarkowanym optymizmem. Sześć lat minęło, od kiedy pierwsi pionierzy pojawili się w obcym mieście, szeroko otwierając oczy. Sześć lat uporczywej walki z gruzem, trupami, zwalonymi latarniami, z naprawą mostów, usuwaniem skutków zaciekłych ataków na pozycje obrony Festung Breslau. Życia pełnego trosk i niepokojów, bo przecież nikt nie dawał gwarancji, że miasto będzie należało ostatecznie do Polski.

Wydawać by się mogło, że Marek Krajewski zdobył już Breslau po wielokroć. Wydawać by się również mogło, że nikt o eposie o szlachetnym mieście Wrocław nie jest w stanie dodać nic ponad to, co zostało już napisane. Wydawać by się mogło, że tak właśnie jest, a jednak jest zupełnie inaczej.
Zawsze wszak znajdzie się zdanie, w którym przecinek warto dodać, opowieść, w której ktoś nieświadomie pominął określony wątek, czy może podanie o dzielnych obrońcach niezdobytych szańców kończy się nagle, bez finału, na który wszyscy czekali. Jarosław Rybski wyzwaniu sprostał bez cienia wątpliwości zabierając nas w powojenny Wrocław.

Dunkierka (2017)

Wrzesień 1939 - osamotniona Polska walczy do ostatniego żołnierza, w odległej Francji i jeszcze dalej, w Wielkiej Brytanii, wojna wydaje się jakże nierealna i nieistotna, gdyby wtedy zdrowy rozsądek wziął górę nad tchórzostwem i brakiem wychylania się za Linię Maginota nie pojawiłaby się Dunkierka...

czwartek, 20 lipca 2017

#38literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 29 lipca 2017 roku!
 ----------------------------------

wtorek, 18 lipca 2017

Papusza (2014)

Kiedy w taborze powrócisz nad wzburzone morze,
kiedy ponownie ognisko płomieniem spokojnym
                                 zapłonie,
kiedy wraz z innymi poczujesz jego drżenie,
a gorący płomień przyniesie ukojenie,
tak myślom, jak i duszy, która równie, jak to
morze wzburzona jest dziś niespokojna,
czy sen to, czy w jawie dotykasz szarego
poranka skąpanego we mgle Cyganeczko...


(09.02.03)

Jakże się cieszę, że wciąż powstają tak wyjątkowe i urzekające filmy, jakąż siłę i wzruszenie daje historia Papuszy - Byłabym szczęśliwa, gdybym nie nauczyła się czytać.  
Życie, które poznajemy w filmie nie jest kolorowe i to nie dlatego, że film jest czarno-biały, życie Romów nigdy nie było łatwe, życie inteligentnej kobiety w taborze często wystawiane było na próbę, a jednak Papusza stawiła temu czoła, choć nie przyszło jej to łatwo.
To, co powyżej, to krótka impresja, jakże adekwatna do treści filmu napisana dekadę wstecz.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

Rozwiązanie konkursu - Polska to brzmi dumnie...

Nie liczyłem na dwieście, miałem nadzieję, że będzie ich może dwadzieścia, nie spodziewałem się jednak, ŻE DOTRĄ DO MNIE TYLKO DWIE PRACE. Nie bez znaczenia jest to wyróżnienie, bo przy tak dużej ilości udostępnień w wielu miejscach, które prowadzę to jednak klęska kreatywności. Nie wiem, jak można to jeszcze ująć, a temat wydawał się ciekawy, dający szerokie pole do twórczego odniesienia. Widać stało się inaczej.

Volta (2017)

Jest coś zaskakującego w tej historii. Jest coś takiego, co sprawia, że Volta to nie jakaś tam szlachecka ruchawka, ale intryga, jak się patrzy.
Miałem obawy, czy ta dłuższa przerwa nie wybiła Mistrza z rytmu, czy nie stało się tak, że brak ćwiczeń praktycznych i twórczych odebrał kunszt i odpowiedni smak i że Machulski nie będzie to już ten sam. Miałem i nie mam, bo wyzwaniu sprostał dzieląc się z nami ponownie zaiste komedią na królewski rozmiar, choć nie o rozmiar tu idzie, o to kto komu jaką bajkę opowie i co dobrego z tego wyniknie. Gdyż o królewski fant tu idzie, a także jak się finalnie okaże o całkiem mądry morał.
Wiki contra Volta, kobiecy urok w zderzeniu z męską inteligencją. I to nie byle jaką, gdyż taką na pięć procent, bo nic nie znaczący głupole i blondynki to cała reszta. No i jest też Kitek, która ma być i pachnieć, a nie myśleć, bo to się może źle skończyć.
Jednak nigdy nie pozwól sobie na to, aby nie doceniać blondynki, bo jeśli ta połączy swoje siły z Wiki nikt nie jest w stanie im sprostać. Pełna uroku Aleksandra Domańska i grająca doskonałą solową partię Olga Bołądź, jakże pogodna i kobieca, Białko mogłaby być zazdrosna. Nie bez znaczenia jest też męska kareta waletów, Zieliński, jako Volta, Braciak w gwoli ścisłości kandydat na prezydenta, choć walet to jednak Dycha pewien Żurawski Michał. Czwarty pozostaje zagadką.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

Służby specjalne (2014)

W jakim państwie żyjemy..?

Po wyjątkowym pod każdym względem wydarzeniu, jakim jest film Miasto44 pojawia się nowy polski film opowiadający o znacznie bliższej nam historii. Choć tak naprawdę wszystko to, o czym opowiada i czego dotyka to wciąż teraźniejszość otaczająca nas z każdej, możliwej strony.
W napisach końcowych pojawia się zapis o przypadkowej, niezamierzonej i niebranej w ogóle pod uwagę zbieżności do miejsc, osób i wydarzeń. Jednak zbieżność z tymi właśnie wydarzeniami jest jakże trafna i trudna do wyeliminowania.
Kilka lat temu PitBull dotknął do żywego służby policyjne w państwie. Był tak odważny i szczery, iż na żadnym ujęciu nie pojawił się budynek Komendy Głównej Policji, choć w wielu innych produkcjach takie ujęcia były na porządku dziennym. A jednak dla Patryka Vegi nie zrobiono wyjątku. Wtedy Despero i jego koledzy podpadli pod paragraf szczerości i mówienia wprost o tym, jak to faktycznie jest być w Polsce policjantem.

Bitwa o Sewastopol (2015)

Obraz na miarę amerykańskiego Pearl Harbor!

Rok 2001 przyniósł film, który dziś jest już klasykiem kina wojennego, mam tu na myśli dramat Wróg u bram. Stalingrad miał swojego Wasilija Zajcewa, Sewastopol broniła ona, Ludmiła Pawliczenko. 309 potwierdzonych trafień.
Wydawać by się mogło, że to tylko film wojenny, a jednak to coś więcej, o wiele więcej. Pearl Harbor wspominam nie bez powodu, gdyż mam wrażenie, że Bitwa o Sewastopol przebija go emocjami, wrażliwością, doskonałymi zdjęciami, wreszcie urzekającą rolą Julii Peresild.
Gdy poznałem go po raz pierwszy długo nie mogłem się otrząsnąć. Film z 2015 roku nakręcony przez dwa państwa, które obecnie są w stanie wojny o te same tereny, o które wtedy pod jednym sztandarem walczyły z nazistowskim wrogiem. Historia młodej dziewczyny, dla której wybuch wojny na zawsze zmienił i odmienił jej życie. Teraz Rosja rości sobie prawa do Krymu będącego integralną częścią Ukrainy.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

Żółta karteczka

Każda materia zawiera w sobie pewien wymiar napięcia, którego nie da się już bardziej przekroczyć, woda ma swój punkt wrzenia, metal topnienia, żywiołom duszy również nie uda się ominąć tego niepodważalnego prawa. Radość może osiągnąć taki stopień, po którym nie będzie już odczuwalna, to samo dotyczy bólu, zwątpienia, przygnębienia, wstrętu i lęku. Wypełnione po brzegi wnętrze nie wchłonie już ani jednej kropli świata więcej.

Stefan Zweig, Dziewczyna z poczty, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012

piątek, 7 lipca 2017

Dom z piasku i mgły (2003)

Czasem sny mogą się nie spełnić...

Poznałem tę historię znacznie wcześniej, a czytając próbowałem sobie wyobrazić pewne plany, twarze, sylwetki, postacie. Wtedy jeszcze nie spodziewałem się, iż moje wyobrażenia i przemyślenia dotyczące książki zamienią się w obrazy na taśmie filmowej.
Wakacyjna lektura wywołała we mnie w tamtym okresie emocjonalną burzę. Czytając walczyłem z uczuciami, emocjami, gdyż te krok za krokiem były coraz większe i coraz mocniej dotykały mej duszy. Wtedy nie starałem się dopasowywać postaci do konkretnych aktorów, choć czasem lubię to robić.
Pierwsze zetknięcie się z tym tytułem w prasie nie wywołało żadnego efektu. Przeszedłem obok niego obojętnie, jednak nie na tyle, aby o nim zapomnieć. Coś zakiełkowało w moim umyśle i po jakimś czasie uświadomiłem sobie, iż właśnie ten tytuł jest mi bardzo dobrze znany. Chcę po niego sięgnąć, chcę się nim delektować, mając świadomość, iż może być to filmowy deser.
Idąc dalej tym wątkiem, gdybym obsadził w roli irańskiego emigranta, Bena Kingsley’a nie mógłbym dokonać lepszego wyboru. Jakże wymowna jest jego rola w Liście Schindlera, to zażenowanie, prostolinijność, pełne podporządkowanie się okupantowi, a jednocześnie uchronienie od zagłady i determinacja w walce o każde ludzkie życie.

Za ile mnie pokochasz? (2005)

Przed taką Kobietą można klęczeć całą noc i się modlić...

Pod tymi słowami mogę podpisać się obiema rękami z pełną świadomością, że nikt nie zarzuci mnie krzywoprzysięstwa. Gdyż to właśnie ona jest jedynym i niezaprzeczalnym filarem tej szczególnej historii i to ona skupia na sobie spojrzenia wszystkich, spojrzenia pełne pożądania, czułości, miłości, nie jeden też na jej widok odczuwa dziwnie przyśpieszone bicie serca.
Tajemnicza piękność z Braterstwa wilków, upokorzona, sponiewierana i brutalnie zgwałcona kobieta w Nieodwracalne, dumna i piękna pani doktor w Łzach Słońca, wzgardzona przez wszystkich, kochana tylko przez pewnego chłopca, Malena Scordi, czy wreszcie przybita bólem i cierpieniem, stojąca z Matką pod krzyżem, Maria Magdalena.
Teraz piękna Daniela kusi i zniewala wszystkich wokół. To ją dostrzegł w oknie niepozorny, chorowity na sercu Francois i to on postawił wszystko na jedną kartę. On daleki od ideału, gdzie słowo przystojny, jakże odległe jest od niego, zapragnął mieć tylko dla siebie tego anioła w ciele kobiety. I krok po kroku realizuje swoje pragnienie.

niedziela, 2 lipca 2017

#37literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 23 lipca 2017 roku!
 ----------------------------------

Patronat medialny - Waldemar Piasecki - Jan Karski. Jedno życie (tom II)

Prawdą jest stwierdzenie, że takiej publikacji, takiej biografii nigdy wcześniej nie było i nigdy już nie będzie. A czyta się ją jak najlepszą powieść!
Pierwszy tom liczy sobie blisko 900 stron i dotarłem do połowy, aby sięgnąć po ten drugi, którego objętość jest jeszcze większa i obejmuje TYLKO sześć lat życia tego herosa, dla którego nie istniało niemożliwe, który nie był obojętny na los bliźnich, którzy tak, jak on żyli pod tym samym sztandarem i byli dumni z bycia Polakami. To jednak dopiero miało nastąpić, wcześniej była wrześniowa klęska i porzucenie przez aliantów, którzy mieli wielkie szanse zakończyć wojnę w jeden miesiąc, a tak było to sześć lat śmierci i terroru.
Jan Karski nie zdawał sobie sprawy, jak wielkie zadania postawi przed nim los i jak wiele przyjdzie mu doświadczyć zanim doczeka wyzwolenia, a może raczej zakończenia wojny, bo dla nas raczej było to zniewolenie. O tym jacy byli Rosjanie Janek Kozielewski przekonał się już w październiku 1939 roku.
Na tym etapie wspomnę tylko, że wystartował konkurs literacki - POLSKA TO BRZMI DUMNIE. Serdecznie zapraszam do włączenia się do zmagań konkursowych, bo jego temat daje bardzo szerokie pole do interpretacji twórczej. Liczę na mnogość doskonałych prac i jestem dumny z faktu, że mam niezwykłą przyjemność objąć to wielkie dzieło swoim patronatem. Książka do której bez wątpienia będę jeszcze wracał.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

Patronat medialny - Tammara Webber - Dobrze ci tak!

To już trzecia książka w cyklu Między wierszami i przyznać trzeba, że w niczym nie ustępuje pozostałym, utrzymując ten sam wysoki emocjonalny poziom, do którego przyzwyczaiła już Tammara Webber. Książki pisane potencjalnie dla młodego odbiorcy, jednak piszący te słowa jest już dwie klasy dalej i przyznać muszę, że miał jakże wiele przyjemności w lekturze.
Swego czasu tak pisałem o pierwszej książce, właśnie Między wierszami:

(...) 1 sierpnia swoją premierę wydawniczą miała książka, Między wierszami i to ona otworzyła zupełnie nowe rozdanie. Między wierszami pozostawiając miejsce na myśli, pragnienia, zaskakujące aż nadto w swej materii emocje. Między wierszami sprawiło miłą niespodziankę, ale tam gdzie ty tam muszę być też ja. Ta gra tytułami nie jest bez znaczenia dla szczególnego w swej materii radosnego zbliżenia dwojga młodych ludzi. Tych, którzy nie sądzili, że coś dobrego może z tego wyniknąć.

W każdej z książek dzięki autorce poznajemy określone relacje młodych ludzi, którzy na samym początku spotkali się na planie filmu i już wtedy coś określonego zaczęło się między nimi dziać. Teraz Reid Alexander za swój nie lada wyczyn skasowania nowego porsche na ganku pewnego domu dostaje w nagrodę miesiąc prac społecznych pod okiem Dori Cantrell. I już od pierwszych stron, jak to u Webber bywa dzieje się wiele dobrego, emocje rosną, pęcznieją, bawimy się w lekturze, cieszymy się nią. I to serce między stopami, ktoś będzie musiał wykazać się nie lada pokorą, aby się po nie schylić i zapracować na względy młodej damy, co do której zupełnie nie był i nie jest przekonany.
Jednak, jak to zwykle bywa przeciwieństwa lubią się przyciągać.
Z czystym sumieniem polecam, cały cykl pod moim Patronatem medialnym, bardzo miłe uczucie :)


Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

sobota, 1 lipca 2017

#wierszemczyprozą No. 04

Warto uporządkować kolejny rozsypany w Instagramowej przestrzeni cykl. Pozbierać wiersze i akapity, aby z Waszą pomocą sięgać po nowe wiersze i inspirującą prozę.

Traktat o Weronice

Przecież Cię nie znam, więc dlaczego myślę o Tobie, dlaczego imię Weronika drga, jak kamerton w mojej głowie, dlaczego twarz przypadkiem spotkana w wirtualnym świecie powraca na nowo, dlaczego ja powracam do niej.

przecież Cię nie znam, a jednak, gdy widzę Twą twarz, widzę i dostrzegam spokój, słyszę bicie serca, myśli ciche, czasem może niespokojne, choć tylko zgaduję... imię Twoje tak bliskie duszy Twojej, imię Twoje, nie potrafię ubrać w słowa, jak brzmi w mym umyśle, a jednak jest mi bliskie.
przecież Cię nie znam, a jednak zastanawiam się, jaką jest kobietą, o czym myśli budząc się rano, czego pragnie spacerując wśród drzew, myśl jedna, myśl druga, kolejna i następna... późna, wieczorowa pora przynosi spokój ducha, w którym Weronika, w Swej nieznanej mi osobie odnajduje się najpełniej, w czasie pełnym smutku i refleksji.
życie wszak toczy się dalej, życie, na które każdy z nas ma pełen wpływ, choć można powiedzieć, że nastała Nowa Era, również dla Weroniki.

#wierszemczyprozą No. 06
#wierszemczyprozą No. 05
#wierszemczyprozą No. 04
#wierszemczyprozą No. 03
#wierszemczyprozą No. 02
#wierszemczyprozą No. 01

#30książkapodpatronatem

Wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Ale nie zwalam winy na przeznaczenie. To ja ponoszę konsekwencje moich wyborów.

Karolina przekonuje się, że dorosłość i dojrzałość to dwa zupełnie różne przymioty. Kiedy całe jej życie zaczyna się rozpadać, kobieta jest skłonna obwiniać o to wszystkich oprócz siebie. Jej związek z Rafałem stoi pod znakiem zapytania, przyjaciółka od kilku dni nie daje znaku życia, a rodzinne niedopowiedzenia i tajemnice mają coraz gorszy wpływ na relacje Karoliny z rodzicami. W dodatku były mąż postanawia z rozmachem ponownie wkroczyć w jej życie. Może to już najwyższa pora, żeby przestać kierować się jedynie emocjami? Może dłoń wyciągnięta w stronę najbliższych będzie w stanie wszystko naprawić?
 
 
Alina Białowąs, Zostań ze mną, Karolino, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2017 
 
Premiera, 8 sierpnia 2017 roku.

... zapraszam przed Kominek​, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł...

Mikroakcja #05

W minionym już roku udało mi się pokazać kilkadziesiąt spojrzeń w jednym wspólnym cyklu #mikroakcja i na tym nie zamierzam się zatrzymać. Odświeżając stare i odkrywając nowe, w sumie jest ich 365, więc jest z czego czerpać.
#mikroakcja - 67 - tradycją już się stało, że sięgam po losowo wybrane mikroakcje dzięki uprzejmości @angel.loves.dreams i to jej zawdzięczamy również dzisiejszy wybór. #thebookofyou wydana nakładem Wydawnictwo Insignis​

Dziś włącz pozytywne myślenie. Dziś może być ten pierwszy dzień, gdy zaczniesz dostrzegać szklankę do połowy pełną, a nie pustą. Dziś sięgnij po te wszystkie dobre myśli, które na ogół odrzucasz bojąc się zaryzykować, spełnić choć jedno swoje marzenie, nawet takie najmniejsze. To nic nie kosztuje, a jakże wiele daje.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.

#29książkapodpatronatem

Zimny poniedziałek, październik 1992 roku. W lesie zostają odnalezione zwłoki atrakcyjnie ubranej kobiety. Randka? Gwałt? Prostytucja?
Policjanci z Komendy Wojewódzkiej mają trudne zadanie. Zeznania świadków są mętne, ktoś widział odjeżdżającego niebieskiego żuka, ktoś słyszał, że po okolicy kręcił się jakiś obcy. Sprawą zajmuje się Harry, legenda poznańskiej policji. Komisarz ma słabość do alkoholu, pięknych kobiet i brudnych zagrywek podczas przesłuchań. Towarzyszy mu posterunkowa Katia Domagała, która właśnie zaczęła pracę w Wydziale Kryminalnym. Przypuszczenia prowadzą ich do mężczyzny skazanego w przeszłości za gwałt. Niestety, nie zdążą z nim porozmawiać.
Pojawiają się nowe ofiary – każdą z kobiet uwiódł ten sam, czarujący i przystojny mężczyzna o śniadej cerze. Policja zaczyna polowanie. Katia na własną rękę sprawdza teren, na którym działa zabójca. Tymczasem jej partner niespodziewanie znika.
FURIA to początek nowej serii kryminalnej. Bezlitosny świat, w którym z dnia na dzień umarł dawny porządek i nastało nowe prawo. Seryjni zabójcy, policyjne śledztwa, klimat minionych dekad i mocne opowieści inspirowane autentycznymi historiami. 

Michał Larek, Furia, Czwarta Strona, Poznań 2017

Premiera, 2 sierpnia 2017 roku.

... zapraszam przed Kominek​, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł...