Google+ Followers

wtorek, 12 grudnia 2017

Martyna Ochnik - Pewnego dnia, w grudniu

Jest w tej książce szczególna siła, jest życie Poli, które - choć ukrywa się w mroku i rzadko, kiedy przynosi uśmiech - w świadomości czytelnika jest zjawiskiem szczególnym. Od pierwszej aż do ostatniej strony, w ciągu jednej zimowej nocy, poznajemy historię, której jeszcze na długo po lekturze towarzyszy drżenie serca.
 
Powyższe słowa pojawiły się na okładce książki, Pewnego dnia, w grudniu, jako moja osobista rekomendacja. Książka, która ze swoją premierą doskonale wpisuje się w otaczający nas nastrój, klimat, wreszcie prawie zimową, grudniową już aurę. Martyna Ochnik swoją prozą oczarowała mnie od pierwszej chwili. Jej grudniowa opowieść, choć tchnie nostalgią, smutkiem i w jakiś sposób tęsknotą, to jednak urzeka w tak szczególny sposób, iż wszystko, co jest wokół przestaje się liczyć.
Nie będę ukrywał, że przypadła mi do gustu, że mi się spodobała, że wreszcie mnie ujęła. Nie będę też ukrywał, że po kilku pierwszych stronach miałem ochotę rzucić ją w kąt, początek był trudny, ale później poszło już samo. Tak szybko i tak sprawnie, iż nawet nie wiem, kiedy dotarłem do końca tej smutnej w sumie opowieści.

niedziela, 10 grudnia 2017

Internetowa cela

Internetowa cela znalazła swoje właściwe miejsce.
Może zdarzy się tak, że w określonym miejscu i czasie 
zyska swoją wersję papierową na co czekam już kilkanaście lat.
https://www.facebook.com/Internetowa.cela

piątek, 8 grudnia 2017

Krystyna Mirek - Światło w Cichą Noc

Mam problem, jak ubrać doskonałość tej książki w słowa. Jak bez skrępowania opowiadać o niej, jak prostym słowom znaczenie nowe nadać. Mam problem, bo od dłuższego czasu te najlepsze, najbardziej doskonałe, wyjątkowo trafne, omijają mnie. Jakkolwiek jednak jest wyzwaniu warto sprostać.
Nie tak dawno wpadła w moje dłonie inna mała powieść dotykająca świąt swym słowem. Wtedy nie poczułem nic, wtedy nie doczytałem nawet do połowy mnogością zdrobnień, słodkością słów przepełniony poczułem się przesłodzony, poczułem, że nie sprostam, że tym razem słowa pewnej autorki, którą bardzo cenię tym razem nie są dla mnie. Chwilę później dotarło do mnie Światło, chwilę później było już o jedną noc za późno, bo nie potrzebowałem wiele, aby wchłonąć w siebie cały, calusieńki klimat tej niewielkich w sumie rozmiarów książki.
I nie skłamię, jeśli powiem, że poczułem coś dobrego, coś miłego, coś niezwykłego, bo choć święta, te właśnie Święta celebrowane już w listopadzie coraz bardziej tracą swoje istotne znaczenie, gdy kilka tygodni później siadamy do wigilijnej wieczerzy, czasem mamy już dość tych świąt, które nie rozpoczęły się nawet. Jednak dzięki Krystynie Mirek może do tego nie dojdzie, może świadomość tej szczególnej magii świąt Bożego Narodzenia w jakiś sposób nas dotknie, może sprawi, że choć zobojętnieni na pewne sprawy odnajdziemy w sobie nową duchową jakość, nową moc, która w grudniu w szczególny sposób krąży w powietrzu.

czwartek, 7 grudnia 2017

#zksiążkąprzykominku

Najnowsza forma literackiego rozdania ma już za sobą kilkanaście edycji. Każdy tytuł pojawia się na tydzień, w każdym rozdaniu jego uczestnik wybiera kolejny tytuł. W każdym poniższym tytule książki ukrywa się tajemnicza furtka, która prowadzi bezpośrednio do rozdania:

#zksiążkąprzykominku No. 48 (21:59 2017.12.12)
Lucinda Riley​ & Wydawnictwo Albatros​ & Tajemnice zamku

#zksiążkąprzykominku No. 27 (21:59 2017.12.15)
Stefan Türschmid​ & Dom Wydawniczy Rebis​ & Mrok i mgła

#zksiążkąprzykominku No. 7 (21:59 2017.12.17)
Julie Kavanagh & Wydawnictwo Znak & Dziewczyna, która kochała kamelie

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Basic (2003)

Jest w tym filmie odrobina G.I.Jane, coś również z serialu J.A.G. też by się znalazło, a deszczu tyle, iż nawet w Deszczowej piosence tyle nie wiedzieliście, jednak jest to fabuła wysokich lotów. I choć w rolach głównych przede wszystkim wymieniany jest John Travolta oraz Samuel L. Jackson to bezapelacyjnie, po raz drugi, Connie Nielsen gra pierwsze skrzypce. A jeśli już o skrzypcach mowa, to film zaczyna się i kończy szczególnym tematem, Bolerem Maurice'a Ravela, co z jednej strony jest oryginalnym rozwiązaniem, z drugiej zaś, mówiąc wprost, podoba mi się.
Connie Nielsen, drapieżna, intrygująca, zmysłowa, ma w sobie coś z Sharon Stone, o której od dłuższego czasu zupełnie nie słychać. Role Nielsen, obecnie na ekranach amerykańskich kin możemy oglądać ją w dwóch filmach, również w The Hunted, są pełne wigoru i polotu. Jest kobietą, nie przysłowiową „blondynką”, obdarzoną dużą inteligencja, zmysłem szybkiego analizowania sytuacji. Posiadającą wszechstronny warsztat aktorski, posługującą się biegle sześcioma językami, w wielu filmach stworzyła interesujące kreacje. Znamy jej twarz z obrazów Gladiator, Adwokat diabła, Misja na Marsa. Teraz, jako pani kapitan, w agencji śledczej armii Stanów Zjednoczonych, stąd skojarzenie z „J.A.G.”, musi przeprowadzić śledztwo w sprawie śmierci pewnego sierżanta. Niezbyt lubianego przez podwładnych, jak to sierżanci, twardego, w maksymalnym stopniu wykorzystującego swoją władzę.

Najlepszy (2017)

Od narkomana do ironmana.

Najlepszy tak naprawdę jest najlepszy i jakkolwiek na to patrzeć polskie kino przechodzi szczególną pod każdym względem metamorfozę. Moja filmowa wrażliwość miała swoistą mentalną ucztę w trakcie seansu tego filmu.
Miałem świadomość, że może być dobry, ale nie sądziłem, że będzie doskonały i nie dziwi fakt średniej 8.2 na branżowym portalu blisko piętnastu tysięcy widzów, bo tym filmem nie można się nie zachwycać. Twórcy kultowych już Bogów stanęli ponownie na wysokości zadania opowiadając po raz kolejny historię jednostki, historię człowieka, który upadał wiele razy, aby się podnieść i unieść wysoko. W 1990 roku, gdy bił swój wielki rekord nikt o nim nie słyszał.
Wiele się musiało w jego życiu wydarzyć, musiał się stoczyć i być na granicy śmierci, aby odzyskać wiarę w lepsze jutro i uwierzyć w siebie. Monar podał mu rękę, Marek Kotański wspierał go mentalnie, ale nie byłoby Jerzego Górskiego w tym konkretnym miejscu, gdyby nie dwie wyjątkowe kobiety. Jedną musiał stracić, aby zyskać oparcie w tej, która wiele razy ratowała mu życie.
Rewelacyjny w tytułowej roli Jakub Gierszał, aktor, który bez skrępowania przejmuje pałeczkę od swoich znakomitych kolegów po fachu. Kobiety jego życia, Anna Próchniak i Kamila Kamińska, to urocze, uśmiechnięte światełko w tunelu. Nie można nie wspomnieć trenera Jurka, jak zawsze doskonały Arkadiusz Jakubik, a także Janusza Gajosa, który wcielił się w rolę twórcy Monaru, Marka Kotańskiego. Wszystko pod czujnym okiem reżysera Łukasza Palkowskiego.
Religa. Górski. Kto będzie następny?

9/10

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.

piątek, 1 grudnia 2017

Pachnące nowością No. 54

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Trwają przygotowania do świąt. Na osiedlu położonym na obrzeżach Krakowa lśnią tysiące świateł. Tylko dwa domy stoją ciemne. Przedwojenna willa i niewielki budynek obok niej.
Antek Milewski wraca do domu po latach. Zostawia za sobą porażkę życiową i chce zacząć wszystko od nowa. Kiedy przekracza próg starej willi, wracają dawne wspomnienia. Zaczyna rozumieć, że nie odnajdzie spokoju, dopóki nie rozwiąże tajemnicy z przeszłości. Dlaczego kochający ojciec nagle porzucił żonę i sześcioletniego syna? Czemu nigdy nie próbował naprawić błędu?
W małym jednorodzinnym domu nie obchodzi się świąt Bożego Narodzenia, bo kojarzą się z tragicznym wypadkiem. Magda Łaniewska i jej dwaj bracia zawsze wtedy wyjeżdżają do ciepłych krajów. Ale tym razem staną przed wielkim wyzwaniem. Będą musieli zorganizować prawdziwą Wigilię.
Nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie każdy człowiek okaże się wart pokładanego w nim zaufania. Jednak w magiczną noc światła zapalą się nie tylko w dwóch uśpionych domach, ale też w sercach ich mieszkańców.
Sięgnij po nową powieść mistrzyni lekkiego pióra.

Data wydania: 8 listopada 2017 

Krystyna Mirek, Światło w Cichą Noc, Edipresse Polska, Warszawa 2017

Internetowa cela No. 13

Rozdział IX

Bezsenność w Warszawie jest straszna!
Wolno przemijały minuty na wyświetlaczu stojącej obok wieży. Po przejrzeniu wszystkich możliwych stacji, zdecydowałam się na dobrze znaną mi płytę. Z głośników popłynęły dynamiczne, ale i liryczne dźwięki z filmu o dzielnych gladiatorach, filmu, który kilka razy wprawił mnie w bardzo specyficzny nastrój.
W takich chwilach, kiedy nie możesz zasnąć, chodzą ci po głowie różne myśli. Analizujesz życie, fantazjujesz, szukasz odpowiedzi na całą masę pytań, aby nareszcie się zmęczyć i zasnąć. Liczysz barany, dochodzisz do tysiąca i zasadniczo jeszcze mniej chce ci się spać, niż było to tysiąc baranów wcześniej.
Nigdy nie stosowałam tego sposobu, nigdy chyba nie byłam przekonana, co do jego skuteczności. Rozmyślałam o cudownej nocy spędzonej z Robertem, o każdej minucie rozkoszy i radości, jaka przemijała za jego sprawą. Przypominałam sobie delikatny dotyk, muśnięcia palców po mojej skórze, subtelne pocałunki, które odnajdywały każdy, czuły punkt mego ciała. Rozpalał mnie do czerwoności, rozniecał ogień pożądania, doprowadzał do szaleństwa.

czwartek, 30 listopada 2017

Pachnące nowością No. 53

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Wyobraź sobie, że w jednej chwili porzucasz wszystko: rodzinę, pracę, hobby, dom i kredyt. Nic nie potrafisz. Nic nie wiesz. Poza jednym – musisz uciekać przed siebie.
Przed tobą hałaśliwy Berlin, obóz przesiedleńczy u podnóża Alp, półświatek Lublany i grecka wyspa, gdzie zbliżysz się do strasznej tajemnicy.
Exodus pozbawia poczucia bezpieczeństwa i ciska w obszary mroku, których istnienie się przeczuwa, ale o których boi się myśleć.
Wędruj samotnie i śpiewaj!

Data wydania: 22 listopada 2017 

Łukasz Orbitowski, Exodus, Wydawnictwo SQN, Poznań 2017

Pachnące nowością No. 52

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Leon Brodzki wraca do gry!
Nawet gdy Heraklit ląduje za kratkami, policjant nie może długo cieszyć się spokojem. Brutalne morderstwo i porwanie młodej dziewczyny zmuszają go do wznowienia śledztwa. Sprawa jest trudniejsza, bo dotyczy jego rodziny, a morderca będzie zabijał póki nie złapie go policja. Brodzki zaczyna prawdziwy wyścig z czasem.
W Mgnieniu detektyw mierzy się z własnymi demonami i mrocznym przeciwnikiem. Dokąd prowadzi trop Człowieka w Kapeluszu? Jaką zagadkę skrywa przeszłość rodziny Brodzkich? Ile osób musi zginać, by detektyw rozwiązał zagadkę?
Gdy zegar zbrodni tyka, najistotniejsze są wskazówki. 
 
Data wydania: 8 listopada 2017 

Marcel Woźniak, Mgnienie, Czwarta Strona, Poznań 2017

Imagine (2012)

Przybyłem. Zobaczyłem. Uwierzyłem.

Przez chwilę miałem dylemat, czy wybrać Niepewność, czy też skierować swój wzrok ku Imagine, dobrze się stało, że niepewność oświeciła mój umysł, bo wzrok, ale też umysł doznał oczyszczenia na wyjątkowym w swej postaci filmie Andrzeja Jakimowskiego, Imagine. 
Dwa jego poprzednie obrazy, Zmruż oczy i Sztuczki, to już był wyjątkowy koloryt polskiego kina, teraz nazwisko polskiego reżysera firmuje wyjątkową europejską koprodukcję, film, w którym nie jest ważne to, co widzisz, bo w zasadzie nie widzisz wiele, ale ważne jest to, co dostrzega twój umysł i jak szeroko otwarty jest na wyobraźnię. Bo to, czego nie jesteś w stanie zobaczyć, musisz poczuć swoimi pozostałymi zmysłami, ucząc się patrzeć, ale i widzieć, bez względu na to, że od urodzenia jesteś niewidomy. 
Jakiż wiarołomny jest umysł człowieka widzącego i jak wiele potrafi ten, który promienie słoneczne może poczuć jedynie na swojej twarzy, nie mogąc jednak oślepiony nimi zmrużyć oczu. Tutaj warto otworzyć się na bodźce, dostrzec to, czego zdrowym okiem nie widać, a wtedy uda się zobaczyć wielki statek zacumowany tuż obok. 

Żółta karteczka

Lato naszego życia kwitło nader bujnie. Ale zbliża się jesień, noce coraz dłuższe. W gęstniejącym mroku musimy sobie przypomnieć, że życie jest czymś więcej, niż miłością, a małżeństwo nie tylko obowiązkiem.

Elizabeth Massie, Wersal. Prawo krwi, Wydawnictwo Książnica, Wrocław 2016

wtorek, 28 listopada 2017

Patronat medialny - Jonas Winner - Murder Park

Nagle wszystko się rozżarzyło, jakby wyspa była wulkanem, a hotel piecem hutniczym. Wszyscy inni zdawali się naładowani elektrycznością. Każde spojrzenie, które łowił Paul, kłuło jak igła. Serce w jego piersi tłukło się niczym dziko łomoczący bęben.

Nie tak dawno Jonas Winner zabrał nas do Berlina, na pewną posiadłość, do pewnego domu, chwilę później jeszcze kilka kroków dalej. Wtedy cela wydawała się jedynie cienką, nic nie znaczącą płaszczyzną, na której można było oprzeć ludzkie emocje. Dotknąć do żywego, zmącić nasze sny, tak, aby nadchodzący poranek był zupełnie inny, niż wszystkie poranki przed nim.
Bolesna trauma jedenastoletniego chłopca, jego świadomość i zrozumienie określonych faktów, to wszystko było nie bez znaczenia dla istoty dzieła, dla określonej konstrukcji budowanej strona po stronie pasjonującej opowieści. Kilka miesięcy później bolesna trauma powraca, choć nie w takiej formie, jak moglibyśmy zdawać sobie z tego sprawę i nie na tyle świeża, aby była przeszkodą w zmierzeniu się z wyzwaniem, jakie los stawia przed Paulem. Z wyzwaniem tak szczególnym, iż grzechem byłoby się z nim nie zmierzyć, a może poznać też odpowiedzi, które od dawna, od blisko dwudziestu lat, powinny się już pojawić. Bo choć pozornie wszystko jest wiadome, a Paul Greenblatt już dawno pogodził się z oczywistym projekt Murder Park, do którego został zaproszony może obudzić już dawno pogrzebane demony.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Złodziejka książek (2013)

Mam zasadę: unikam żyjących. Ale czasem nie mogę się powstrzymać. Liesel Meminger zwróciła moją uwagę... 
 
Nie bez powodu sięgam właśnie po te słowa, gdyż Liesel Meminger zwróciła również moją uwagę. Mogę tylko zgadywać, ale mam wrażenie, że Markus Zusak, autor książki Złodziejka książek nie przypuszczał, jak wielką zyska popularność i jak szybko wieść o jej istnieniu obiegnie świat. Nie mam tej przyjemności, nie mogę skonfrontować dzieła literackiego z filmem, gdyż go nie czytałem. Dlatego wszelkie odniesienia muszą pozostać z boku. 
Faktem jednak jest, że nie tylko Śmierć, która jest narratorem tej opowieści zwróciła uwagę na jedenastoletnią dziewczynkę, która w trakcie mroźnej zimy przemierza pociągiem Niemcy ku swojemu przeznaczeniu. Jestem przekonany, że wybór aktorki, która zagrała Liesel Meminger był najlepszy, był taki, jaki zapewne mogli wymarzyć sobie czytelnicy, ale i sam autor, gdyż książka liczy sobie nie wiele mniej lat, niż jej bohaterka. 

Miłość bez końca (2014)

W jakiś nieokreślony sposób film ten przyciągnął mnie do siebie. I przyznać muszę, że przyciąganie to dotknęło mą duszę. Miłość bez końca od początku do końca ma w sobie wyjątkową siłę, ma w sobie moc, która urzeka, porusza i nie pozwala przejść obojętnie.
Nie jest to ckliwa historyjka o nastolatkach, ale dobrze skrojona historia czerpiąca siłę z miłości, tej pierwszej, najmocniejszej, najpiękniejszej, tej, o którą się walczy, aż po kres dni... Miłość, która zaskakuje, onieśmiela, która nagle, jak piorun z jasnego nieba przynosi tak wiele nieznanych nigdy wcześniej doznań.
Jade, (urzekająca, niewinna Gabriella Wilde), przez całe swoje życie trzymana była pod kloszem. Miała jasno wytyczony cel. Była ambitna, mądra, piękna. Mogła mieć wszystko, jednak na progu szkoły, gdy pojawił się dzień rozdania dyplomów uświadomiła sobie, że dosłownie nikt nie będzie za nią tęsknił lub jej miło wspominał. Pochłonięta nauką i spełnianiem wytyczonych ambicji jej ojca nie miała wokół siebie nawet jednej, żywej duszy.
Mówi się, że w życiu nie ma przypadków, a skoro tak jest coś nagle musiało się wydarzyć. David nie należał do nieśmiałych chłopców, mógł mieć każdą dziewczynę, ale z nieznanych sobie powodów nie wypowiedział ani jednego słowa do Jade przez całe cztery lata wspólnej nauki. Tego dnia również w jego życiu jakże wiele miało się zmienić.

wtorek, 21 listopada 2017

#33książkapodpatronatem

Za niespełna tydzień pojawi się w sprzedaży książka, którą wchłania się na jednym oddechu. Poniżej notka wydawnicza, za jakiś czas osobiste spojrzenie.

Na Zodiac Island − samotnej kamienistej wyspie u wybrzeży Stanów Zjednoczonych − wiele lat temu mieścił się park rozrywki, którego motywem przewodnim były znaki zodiaku. Rodziny spędzały tu czas na karuzelach, strzelnicy i w tunelu strachu. Wszystko to kończy się, gdy na wyspie giną trzy kobiety. Zabójca, Jeff Bohner, zostaje zatrzymany i skazany, a park zostaje zamknięty.
Po latach, kiedy zbrodnie przechodzą do historii, prywatny inwestor postanawia wskrzesić Zodiac Island. Murder Park − nowy tematyczny park − ma być swoistym skansenem słynnych zabójców, których brutalne morderstwa wstrząsnęły światem. Przed oficjalnym otwarciem upiornego miasteczka do wybrzeży wyspy dopływa statek z dwunastką gości, zaproszonych tu na specjalny promocyjny weekend. Są wśród nich przedstawiciele mediów, ale też osoby, które pamiętają wyspę z dawnych czasów.

niedziela, 19 listopada 2017

Internetowa cela No. 12

Rozdział VIII

Kocham kino. Jest jedną z moich pasji. Lubię z pudełkiem popcornu zniknąć w ciemnej sali, aby tam poznawać jego magię oglądając ten lub inny film, często w towarzystwie mojego przyjaciela, który ma wyjątkowo dobry gust i jak dotąd się na nim nie zawiodłam. Tak, na przyjacielu, jak też na jego opinii.
Film to aktorzy, scenografia, scenariusz, reżyseria, to również ścieżka dźwiękowa, która często przykuwa mą uwagę, dlatego kilka chwil później na mym regale pojawia się nowa płyta i przez dłuższy czas to ona króluje w mym pokoju.
Dziś, np. sięgam po “Niebieskie” tematy Zbigniewa Preisnera. Dlaczego akurat to? Zarówno film, jak i muzykę traktuję jako coś szczególnego. Właściwie te filmy i tę muzykę do nich skomponowaną. Krzysztof Kieślowski stworzył bardzo dużo pięknego, sugestywnego kina, ale specjalne miejsce na mojej półce ma jego trylogia “Trzy kolory”. Każdy z tych obrazów jest harmonijnym połączeniem treści, słowa, muzyki i tego czegoś, co reżyser ukrył w każdej z trzech części. Nie będę się rozwodziła nad przesłaniem i treścią tych obrazów, wypada jednak powiedzieć, że od strony muzycznej właśnie “Niebieski” szczególnie mnie oczarował. Tematy smutne, ale jakże sugestywne. Coś, co przenika gdzieś tam, głęboko do środka. Nie oznacza to, że “Czerwony” i “Biały” mi się nie podobają. Kolor krwi kiedyś bardzo dominował (jako obraz jest tak nadal), jednak barwy nieba i wody go zdominowały, wręcz go zalały. Zniknął, lecz jest tam pod spodem, jak fresk nakładany na fresk. W którymś momencie przyjdzie pora na restaurację i wtedy odsłoni się tę świetnie zachowaną starą warstwę.

Żółta karteczka

Kilka miesięcy później obudziłam mamę z płaczem, że chcę do babuni. Wtedy wszystko mi wyjaśniła. Powiedziała, że chociaż już nigdy nie spotkam się z babcią, to każde dziecko może napisać jeden list do Nieba. Listonosz wybiera się tam specjalnie, żeby go dostarczyć, ale robi to tylko raz.

Jodi Ann Bickley, Milion cudownych listów, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2016

Pachnące nowością No. 51

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Najnowsza i najbardziej osobista powieść autorki bestsellerowej Szmaragdowej Tablicy.
Lata dwudzieste XX wieku. W górach Asturii rozbija się samolot - ta katastrofa odmienia życie pewnego mieszkańca wioski leżącej u ich podnóża. Bohaterowie tej poruszającej powieści biorą udział w hiszpańskiej wojnie domowej, walczą w hiszpańskiej Błękitnej Dywizji na froncie wschodnim i w wyniku zdumiewających zbiegów okoliczności działają w polskim ruchu oporu - mamy tu Warszawę okresu okupacji, walkę w partyzantce, ucieczkę z transportu do Auschwitz. Nie wszyscy odnajdują się w nowym powojennym porządku.
Zimowy wiatr na twojej twarzy to przejmująca panorama ludzkiego losu, z którego kpi wielka historia.

Data wydania: 24 października 2017 

Carla Montero, Zimowy wiatr na twojej twarzy, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017

Pachnące nowością No. 50

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Precyzyjnie – jak laserem. Czule – z głębi serca. Z realu i z przestrzeni wirtualnej. Zawsze – w punkt. 
Jak na poetkę i pisarkę przystało, Anna Janko patrzy na świat oczami szeroko otwartymi na doznania, na chwile i spina je słowami w obserwacje. 
Annę inspiruje wszystko, a zwłaszcza to, w czym nie zawsze uczestniczy sama, a jedynie zauważa – zwłaszcza w Internecie, bo to z powodu częstego używania przez nas tego narzędzia książka i cykl felietonów w magazynie „Zwierciadło” zaczerpnęły tytuł. 
Buszowanie w Internecie może dostarczyć wiedzy, rozrywki – a dla Ani jest źródłem nieustającej inspiracji. Czasem czuje się jak Calineczka wśród mięśniaków i próbuje rozszyfrować w jaki sposób kodują oni swoje plany treningowe, czasem szuka możliwości spowiedzi online, a czasem zgłębia tajniki stron oferujących styl życia bez jedzenia. 
Często sama testuje skuteczność niektórych ofert, często wrodzony sceptycyzm staje się barierą, by tego nie robić. Jedno jest pewne – strona wyszukiwarki internetowej jest ustawiona na jej komputerze jako strona startowa.

Data wydania: 25 października 2017 

Anna Janko, Przeglądarka. Felietony poufałe, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2017

Pachnące nowością No. 49

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć.

Najnowsza, niezwykle osobista książka Reginy Brett, autorki bestsellerów Bóg nigdy nie mruga, Jesteś cudem, Bóg zawsze znajdzie ci pracę i Twój dziennik.
Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.
No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.
Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona.
Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.
Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.

Data wydania: 25 października 2017 

Regina Brett, Kochaj, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2017

Światowe metropolie - Paryż

Paryż należało poznać. W dobrym tonie było wybranie go na cel podróży poślubnej. Tu bogate panie przyjeżdżały po nowe toalety, tutaj dowiadywano się, co ma do zaoferowania wykwintna kuchnia, stąd często do magnackich siedzib sprowadzano kucharzy. 
Miasto interesowało i inspirowała artystów. Wielcy zjeżdżali tu po wysokie wynagrodzenia, mali gnani nadzieją sławy. Uznanie osiągnięte w Paryżu znaczyło o wiele więcej niż gdziekolwiek indziej, tak silna była jego dominacja w kulturze artystycznej Europy  w belle époque. Tutaj mieszkali mistrzowie, od których warto było się uczyć, istniał rynek, który zasilali bogaci mieszczanie, szlachta i arystokracja. Rodziły się nowe prądy. Podczas kolejnych Wystaw Powszechnych można było poznać świat i jego sztukę w pigułce. 
Dla artysty podbić Paryż znaczyło tyle, co podbić świat, bo nie było w tym czasie bardziej opiniotwórczego ośrodka. Dlatego zjeżdżano tu z prowincji, ściągano z całej niemal kuli ziemskiej. Czasem tylko po naukę, czasem, by osiedlić się na stałe. Nawet niewielki sukces w Paryżu gwarantował powodzenie we własnym kraju. [s. 198]

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna, Paryż, miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2012

Powieść Henry'ego (2017)

Nie jestem ostatnio dobry w pisaniu. Wszystkie dobre słowa pochowały się przede mną bardzo głęboko. Na tyle głęboko, że pogodziłem się z myślą, że musi minąć jakiś czas zanim same pozwolą się ponownie odnaleźć. 
A jednak nie można i nie wypada przejść obojętnie nad doskonałością takich filmów, jak Powieść Henry'ego, czy też może to, co pojawi się w dwóch kolejnych filmowych kadrach. 
Ta niepozorna zdawać by się mogło familijna opowieść ma w sobie tak wielką emocjonalną siłę, iż nie dziwić może fakt, jeśli w trakcie seansu pojawi się wzruszenie. Jeśli to, czego będziemy świadkami poruszy nas głęboko. 
Henry i Peter, dwóch braci, dwóch małych chłopców, choć Henry pomimo swoich jedenastu lat praktycznie opiekował się nie tylko swoim bratem, ale też swoją mamą. Jego ponadprzeciętna inteligencja sprawiała, że dbał o wszystko, co materialne, ale też mentalne i osobiste. Również oto, co działo się po sąsiedzku. 

Niezwykły świat Belli Brown (2016)

W określonym miejscu i czasie ktoś porównał ten film do Amelii. I bezsprzecznie miał rację. Bo choć dzieli je ponad dekada, w sumie równe piętnaście lat, to łączy je ta sama bajkowa, metafizyczna, unosząca się lekko nad ziemią, nostalgia.
Świat Belli Brown poukładany jest od początku do końca. Na wszystko ma wpływ, nic nie może ją zaskoczyć. Może poza autobusem, który sprawia, że czasem spóźnia się do pracy w bibliotece. Stroni od ludzi i nie czuje się zbyt pewnie w ich towarzystwie.
Jednak pewne okoliczności sprawią, że będzie zmuszona wyjść na światło dzienne i zająć się zaniedbanym ogrodem. Z pomocą pewnych ludzi wszystko, co do tej pory było trudne i sprzeczne z jej upodobaniami stopniowo i powoli zacznie nabierać zupełnie nowego znaczenia. Życie stanie się magią, a ona sama sprawi, że po raz pierwszy w życiu Bella odrzuci swoje fobie i troski. Z dużą zasługą ekscentrycznego sąsiada, doskonały w swej roli Tom Wilkinson.
Choć dwóch innych panów będzie miało równie duży wpływ na życiową metamorfozę Belli Brown.
Film do odkrycia w paśmie HBO.

8/10

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.

niedziela, 12 listopada 2017

Sztuczki (2007)

Nie mogąc skoncentrować się na lekturze najnowszej powieści Marka Krajewskiego jednym uchem zasłuchany w tematy z filmu Sztuczki postanowiłem otworzyć nową szufladkę nadając jej zaszczytną nazwę – Kina moralnego niepokoju.
I właśnie Sztuczki z pogodną aurą unoszącą się przez cały film wpadną do niej, jako pierwsze. I przekornie nie ma w nim niepokoju, ale jest niezwykłe w swej formie sprawienie, aby ziściło się małe marzenie równie małego chłopca. Stefek ma swój magiczny świat, w który wciąga również swoją starszą siostrę, choć on sam uparcie wierzy, że dzięki nim, dzięki jego magicznym sztuczkom stanie się coś dobrego.
Prosta w formie, ale interesująca i jakże urzekająca opowieść Andrzeja Jakimowskiego, obraz, tchnący siłą, pogodą ducha i spojrzeniem małego Stefka. Jego Jest suuuuper jest mottem przewodnim tego filmu, jest jego wizytówką, która na długo zapad w pamięć. I choć mały Stefek zdążył już podrosnąć to chyba jest i długo będzie jego najlepsza rola.

Andrzej Jakimowski - Zmruż oczy, Sztuczki i koncertowy Imagine.

* - tekst archiwalny.

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.

sobota, 11 listopada 2017

Internetowa cela No. 11

--@- @ -@--

Moją przystanią była biblioteka. Pracowałem tu już od dłuższego czasu, a książki załatwiałem z pomocą różnych stowarzyszeń, księgarni wysyłkowych, zakonów misyjnych. Byłem dumny z moich zbiorów. Od lekkich sensacji i horrorów, komiksów, książek erotycznych po dzieła klasyków – Czechowa, Tołstoja, Sienkiewicza i kilku innych wielkich pisarzy.
Po kilkunastu latach pracy, od czasu, kiedy przejąłem ją od mojego poprzednika wymieniłem wszystkie regały, odremontowałem to i dwa dodatkowe pomieszczenia, załatwiłem dwa komputery z dostępem do Internetu, do tego kilka atlasów, słowników. Kochałem książki, były moją oazę spokoju, moim azylem w trudnych chwilach.
Czasami zaglądałem do Netu, szukając różnych informacji. Dwa dni wcześniej zupełnie przypadkowo uruchomiła się, jak to czasami bywa dodatkowa strona. Na niej na dłuższy czas skupiłem swoją uwagę. Strona towarzyska, dzięki której ludzie poznają innych ludzi. Przeczytałem kilka anonsów. W sumie nic specjalnego, jednak jeden mnie zaintrygował, a szczególnie imię, jakim podpisała się adresatka. To imię nosiła moja żona.
Przeczytałem kilka razy te kilka słów, „Jeśli idąc ulicą twój wzrok dostrzega tajemniczą, zmysłową osobę, to prawdopodobnie właśnie mi się przyglądasz. Gdybyś chciał poznać mnie bliżej, prawie na dotyk, postaram się odpowiedzieć na twoje zainteresowanie – Klarysa”. Nie chciałem drwić z tej dziewczyny, ale doszedłem do wniosku, że warto się rozerwać pisząc do niej. Od tak, dla zabawy. Jeśli odpisze, dobrze, jeśli nie, też się nie zmartwię.
Co ciekawe, anons był napisany po polsku, co mogło zasadniczo oznaczać, że ona też była Polką? Dawno nie miałem okazji rozmawiać w tym języku, jedynie lektura kilku książek Sienkiewicza pozwalała mi nie zapomnieć mojego, ojczystego języka.
Zastanawiałem się, jakich użyć słów, jak odpisać, Klarysie. To zapewne nie było jej prawdziwe imię. Nikt obecnie już go nie używał. Czasu miałem dużo, nie musiałem się śpieszyć, nikt mnie nie poganiał. W efekcie powstało coś takiego, „Mam wrażenie, że już Cię spotkałem. Poczułem muśnięcie Twych włosów na policzku, gdy śpiesząc się prawie na mnie wpadłaś. Choć nie poznałem wcześniej żadnej Klarysy, a jest to bardzo oryginalne imię, chyba faktycznie jesteś mi bliska”.
Po wysłaniu wiadomości dotarła do mnie świadomość niezamierzonego kłamstwa...

--@--@- @ -@--@--

-- @ -- Poznaj pozostałe rozdziały w TYM MIEJSCU -- @ --

środa, 8 listopada 2017

Andy Mulligan - Śmieć

Sięgnąłem po książkę, która zupełnie nic mi nie mówiła. Sięgnąłem po nią, gdyż spodobał mi się tytuł, Śmieć, a także żywa, dynamiczna okładka. I nie zawiodłem się, bo podarowała mi coś więcej, niż jedynie miło spędzony czas. 
Śmieć w swoim zaskakującym kolorycie onieśmiela szczerością, ujmuje bezpośredniością, wreszcie ma w sobie siłę, choć nie pachnie ładnie. Śmieć, któremu na imię Gardo, a może Raphael, a może po prostu Szczur. Trzech nastoletnich przyjaciół połączonych tajemnicą na gigantycznym wysypisku śmieci Behala. 
Jego życiem są śmieci, jego zarobkiem i utrzymaniem również śmieci, jego domem składzik z dykty zbudowany na wysypisku. Od życia nie potrzebuje zbyt wiele, no może, aby zbyt często nie pojawiał się stupp: 

– Co tam masz? – pytam Garda.
- A jak myślisz, mały? – odpowiada pytaniem on. 
I już wiem. Interesująca paczka, jakby ładnie zapakowana? Co za niespodzianka! To stupp, a Gardo przekopuje się dalej, ocierając dłonie o koszulę i mając nadzieję, że znajdzie coś, co będziemy mogli sprzedać. Całymi dniami, słońce czy deszcz, chodzimy po wzgórzach. 
Chcecie przyjechać i to zobaczyć? No, Behalę wyczujecie na długo przed tym, zanim ją ujrzycie. Zajmuje powierzchnię ze dwóch tysięcy boisk piłkarskich albo może tysiąca do koszykówki — nie wiem: wydaje się rozciągać w nieskończoność. Nie, żebym miał pojęcie, ile z tego to stupp, ale w gorszy dzień wydaje się, że większość. A gdy spędzasz życie, brodząc w nim, oddychając nim, śpiąc obok niego — cóż… może któregoś dnia znajdziesz „coś miłego”. Na pewno. 
I nagle któregoś dnia znalazłem. 

Amelia (2001)

Powiew świeżości, tchnienie radości, potęga bliskości drugiego człowieka. Również tego, który właśnie teraz siedzi obok nas w kinie. Czując jego obecność, ukochany zapach, delikatny i subtelny podążamy w przedziwną podróż ulicami Paryża.
Jest w tym filmie przewrotna lekkość, dziwny stan świadomości sprawia, iż radują się nie tylko usta w uśmiechu, ale cieszy się nasze serce, a dusza przepełnia się tą radością, aby starczyło jej jak najdłużej. Każdy kadr, każdy obraz odkrywa niezwykłe aspekty tej opowieści. Przecinające się wątki, wpadający na siebie ludzie, którzy gdzieś pędzą w pośpiechu.
Pomiędzy nimi ukrywa się Amelia. Potrafi sprawić, że prawie każdy, kto się z nią zetknął nagle czuje się lepiej. Spogląda na szary do tej pory świat, teraz już w zupełnie inny sposób. A ona w poszukiwaniu własnego szczęścia i miłości zaczyna pomagać również sobie samej. Mając oparcie w Człowieku ze Szkła, krok po kroku zbliża się do celu, a raczej do osoby, która zawładnęła jej sercem. Poznaje młodego człowieka, jego szczególną fascynację i w ten sposób przesyła mu zagadkowe wiadomości, grając w jego grę, a jednocześnie prowadząc własną.
Wyjątkowym aspektem tego obrazu jest prowadzona w sposób szczególny narracja, podkreślona misternie przygotowanymi zdjęciami współczesnego miasta. Trzecim elementem tej filmowej konstrukcji jest muzyka w stylu retro.

Dalsza część przygód bohaterów filmu Amelia dostępna jest 
w opowiadaniu napisanym lata wstecz pod tytułem - Wprawa Krasnoluda w poszukiwaniu Kaszalota.

* - tekst archiwalny

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.
 

wtorek, 7 listopada 2017

Śleboda & Pionek & Kamień

Przyznam się, że kiedy ją czytałem jeżdżąc autobusem z pracy i do pracy, do Gliwic, a później ulicą Kozielską czułem się tak, jakbym wędrował śladami Wampira z Szombierek. Intensywność tej historii dała się już odczuć raptem po kilku stronach, na tyle mocno, werbalnie, że nie potrzebowałem wiele czasu, aby dotrzeć do końca. Choć jest to fikcja literacka po lekturze już nie jesteśmy tego tak bardzo pewni...
Przyznam się również, że jest to moje pierwsze spotkanie z prozą państwa Małgorzaty i Michała Kuźmińskich. Pierwsze, ale z całą pewnością nie ostatnie. Nie wiem, kiedy czas pozwoli, aby poznać ich podhalańską historię, Śleboda, wiem jednak, że z całą pewności musi do tego dojść, bo to, jak piszą i jak wciągają czytelnika w wir swojej opowieści, to trzeba poznać, poczuć i posmakować osobiście. Tego nie da się tak do końca opisać, choć będę próbował zmierzyć się z tym tematem.
Małgorzata Kuźmińska tak nawiązała do początkowych inspiracji, jak towarzyszyły autorom w pisaniu - Pracę nad każdą książką zaczynamy od zadania sobie pytania, o czym ta książka ma być? I nie chodzi o to, kto zginie, w jaki sposób, gdzie i jak śledczy dojdą do rozwiązania. Chodzi o sens opowieści. „Pionek” miał być książką o złu – o tym, jak ciężko czasem odróżnić zło od nieszczęścia, kata od ofiary, winę od odpowiedzialności. O tym, jak zło rodzi zło, zbrodnia zbrodnię, jak ciężko się z tego zaklętego kręgu wydostać i jaką cenę płaci się za wyjście z mroku.

Stefan Türschmid - Mrok i mgła

Sonia & Stalin… Wciąga nas mrok i otacza mgła, a młoda, piękna Sonia obchodzi właśnie swoje siedemnaste urodziny… 

Wciąż bliżej, niż dalej...
Półmetek tej pasjonującej opowieści już za mną. Poraża jednak koszmarem i niezachwianą niczym wiarą, a także ślepym zapatrzeniem w „ukochanego słoneczka wąsatego”. Ostatni raz czułem coś podobnego czytając, Jeźdźca Miedzianego, wrażenia, które trudno opisać, rozmiar terroru, który trudno ogarnąć, wreszcie ślepe zapatrzenie w Wodza Narodów. A przy tym miliony skazanych na głód, cierpienie, łagry, a także liczne czystki, procesy pokazowe, egzekucje.
U Paulliny Simons poznajemy Leningrad w dniu wybuchu wojny, agresji Niemiec na Związek Radziecki, Stefan Türschmid swoją powieść Mrok i mgła rozpoczyna znacznie wcześniej bardzo obszernie i realistycznie pokazując przemiany narodu w obliczu jednostki. Sonia Buriagina jest prymuską, urodziła się w dniu wybuchu Rewolucji Październikowej, stąd nie bez znaczenia jest fakt, że gości na pierwszej stronie leningradzkiej, Prawdy. W siedemnaste urodziny dostępuje zaszczytu kandydowania na członka partii. Wyróżnienie, o jakim nie śmiała marzyć. Wywodzi się z dobrego domu, w którym największą wartość stanowią partia i towarzysz Stalin.

Laurence Bergreen - Poza krawędź świata

Zanim sięgnąłem po książkę Poza krawędź świata świadomość tego, kim był Ferdynand Magellan i czego dokonał, była wyjątkowo mglista. Coś wiedziałem, ale nie dążyłem do tego, aby poszerzyć mą wiedzę. Dopiero Laurence Bergreen otworzył mi oczy i zabrał w równie pasjonującą i pełną przygód podróż, jak miało to miejsce bez mała pięć wieków wstecz.
Dzięki staraniom Domu Wydawniczego REBIS jest to pięknie wydana publikacja, która co ważne nie jest klasyczną powieścią, a raczej żywą relacją dotykającą podróży dookoła ziemskiego globu. Nie zmienia to jednak faktu, że ma walory najlepszej powieści przygodowej i sensacyjnej w jednym.
To, co wartym jest podkreślenia na początku - Ferdynand Magellan zanim został kapitanem generalnym Armady Molukańskiej nie miał łatwego życia i musiał wiele przejść, a także doświadczyć, aby zyskać uznanie w oczach świata. Przez lata zabiegał o możliwość zorganizowania wyprawy do Wysp Korzennych u króla Portugalii, Manuela. Ten jednak przez lata nim gardził i odmawiał jej sfinansowania. Ostatecznym krokiem, jaki podjął Magellan, aby ziścić swoje odwieczne marzenia było przedstawienie swojego pomysłu królowi Hiszpanii, Karolowi I i raz na zawsze pozostawienie swojej ojczyzny Portugalii za sobą. Jednak zanim wypłynął w morze musiał się jeszcze wielokrotnie zmierzyć z zawiścią, niedowierzaniem w jego umiejętności udowadniając na każdym kroku, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu.

sobota, 4 listopada 2017

Żółta karteczka

Treść jednej w końcu dociera do niej z całą mocą. NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, BY STAĆ SIĘ KIMŚ, KIM MOGŁOBY SIĘ BYĆ. Dla Johnny'ego jest za późno. Ale nie dla Chloe. Kiedy Johnny grał w Warszawie, wypisał ten cytat z George Eliot na żółtej karteczce i przykleił ją do wnętrza futerału, by rzucający mu datki przechodnie mogli godzin przeczytać i iść dalej, dumnie prostując ramiona. 

Paullina Simons, Samotna gwiazda, Świat Książki, Warszawa 2016

Matrix - Reaktywacja (2003)

C-4 to za mało..., aby spowodować większy efekt wybuchowy, niż dzieje się to za sprawą Matrixa. A przyznać trzeba, że dzieje się tak niewyobrażalnie wiele, iż ogarnięcie tego, graniczy z cudem. Rewolucja, jaką wnosi ze sobą ten film, choć nie są to jeszcze Rewolucje jest nie do opisania. Można jedynie spróbować lekko przybliżyć ten temat, można spróbować literami oddać kształt magicznych kodów, setek, tysięcy, milionów słupków liter, w zielono-oliwkowym kolorze będących wyznacznikiem życia. Można się postarać, ale czy sztuka ta mi się uda?
Tylko jeden człowiek ma moc uratowania ludzi, tylko on może przeciwstawić się zagładzie, w jakże boski sposób tak wiele od niego zależy w walce z maszynami. Jednak to nie wszystko, to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż pod spodem ukrywa się wiele zawiłości w programach, a szczególnie w jednym, wielkim skrypcie bez którego istnienie Neo, Trinity, Morfeusza i wielu innych zupełnie nie miałoby sensu. To również agent Smith i jego niezliczona ilość kopii sklonowanych z perfekcją i prędkością światła.

Drugie oblicze (2013)

Sam Drive nie poruszył mnie tak, jakbym sobie tego życzył, jednak stwierdzenie, mocniejszy niż Drive jest w pełni uzasadnione. Widziałem wcześniej krótki zwiastun filmu, coś również wcześniej o nim słyszałem i dzięki temu świadomość filmu dawała określone spojrzenie na to, co może mnie spotkać.
Historia obrazu Drugie oblicze rozciąga się na przestrzeni kilkunastu lat. Dwóch mężczyzn, dwie rodziny, dwa życiorysy i określone zdarzenie w czasie, które będzie miało istotny wpływ na to, jak potoczą się dalsze losy obu rodzin. I wbrew pozorom nie jest to sielankowa, niedzielna opowieść, a pełna napięć chwytająca za serce historia o poszukiwaniu własnej drogi.
Ryan Goslingv contra Bradley Cooper, dwóch charyzmatycznych aktorów w dwóch wyjątkowo dobrych rolach i choć dla jednego z nich scenariusz nie był zbyt łaskawy, to jednak ten sam scenariusz pisze drugie rozdanie, nowe karty rodzinnej historii. Film nie należy do krótkich, bo 140 minut to potężny ładunek emocjonalny, a jednak myślę, że oglądając go w kinie nie odczujecie przemijania czasu, ładunki elektryczne krążące po Sali będą w stanie wywołać krótkie lub dłuższe spięcie.
Nie bez znaczenia jest w tym filmie równie wyjątkowa rola pięknej Evy Mendes, która kreacją Rominy po raz kolejny podkreśla, że dobre aktorstwo nie jest jej obce. Przyciąga uwagę widza i to nie tylko swoją wciąż urzekającą urodą.
Film, przed którym nie tylko warto się zatrzymać, film, który trzeba poznać.. 
Premiera kinowa miała miejsce 24 maja 2013 roku. 

* - tekst archiwalny.

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.

Bandyta (1997)

Po raz kolejny głównym bohaterem filmu Macieja Dejczera są dzieci. Wcześniej miało to miejsce w pięknej opowieści o dwóch chłopcach, którzy w wyszukany sposób przeprawili się do Szwecji, korzystając z podwozia TIR-a. Jeśli pamiętacie ujmujące i wzruszające 300 mil do nieba, to tutaj wasze emocje sięgną zenitu.
Za sprawą scenariusza Cezarego Harasimowicza, któremu pomysł nasunęło zdjęcie groźnego mężczyzny z niewinnym, rumuńskim dzieckiem na rękach, również muzyki Michała Lorenca - tak pięknej, zniewalającej, iż w czasie premiery filmu wszyscy siedzieli, jak zaczarowani, słuchając jej do ostatniego taktu w trakcie napisów końcowych.
Na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni kontrowersje budziła główna nagroda za rolę męską - bo jak to może być, by dostał ją Niemiec na polskim festiwalu? Skoro zagrał właśnie w polskim filmie, to, dlaczego nie, a poza tym żadna z czterech ról Cezarego Pazury lub innego aktora nie była tak dobra, jak to, co pokazał zdegenerowany bandyta w osobie Tila Schweigera. Skazany na wygnanie, na zsyłkę zostaje skierowany na resocjalizację do jednego z opuszczonych, zapomnianych dziecięcych szpitali w Rumunii. Tak zaczyna się ta historia.

środa, 1 listopada 2017

Internetowa cela No. 10

Rozdział VII

Radosny poranek zastał mnie w jego łóżku. Noc była cudowna, przepełniona gorącym, zmysłowym, subtelnym erotyzmem. Poznawaliśmy powoli własne ciała, bez pośpiechu, ze świadomością, że coś między nami zakwitło. Powiecie, poznała go i poszła z marszu do jego łóżka. Czasami człowiek musi zaryzykować, jednak miałam wrażenie, że to ryzyko mi się opłaci.
Miałam świadomość, że spóźnię się do pracy, jednak całkiem przypadkiem jego małe, ale przytulne mieszkanie było tylko dwie ulice od mego biurowca. Dlatego nie musiałam specjalnie się śpieszyć. Gdy brałam prysznic, a później szykowałam się do wyjścia przygotował dla mnie śniadanie ze świeżym pieczywem, po które w między czasie zdążył wyskoczyć. Przywitaliśmy się ciepłym, długim pocałunkiem, ze świadomością, że oto koło fortuny się dla nas odwróciło.

poniedziałek, 30 października 2017

Niewinne (2016)

W trakcie filmu pada takie zdanie: Najpierw przyszli Niemcy, a później Rosjanie...  
Obraz, który swego czasu wzbudził liczne kontrowersje, jakoby zakłamywał prawdę historyczną, jakby tego wszystkiego, co w nim pokazano nigdy nie było. A przynajmniej nie w takim kontekście.
Pozostawię ten temat gdzieś z boku, bo tak naprawdę jest to historia, którą napisało życie. Można się zastanawiać, jaką interpretację przyjęła reżyserka, można domniemywać jak było naprawdę.
Polska, jak kobieta, była maltretowana, upokarzana, bita i gwałcona najpierw przez jednego okupanta, później znacznie boleśniej przez tego, który przynosił 'wyzwolenie', a tak naprawdę podarował niekończące się zniewolenie.
Niewinne, tak, jak Róża są filmem niezwykłym, trudnym i wymagającym od widza otwartego umysłu i szerokich horyzontów. Doskonałe aktorstwo zasługujące na uznanie.


Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.