Welcome To Netflix

niedziela, 7 czerwca 2015

Solomon Nortup - Zniewolony

Tekst archiwalny, finalnie spojrzenie nie miało okazji jak dotąd się pojawić.
 
W sprzedaży pojawiła się wczoraj, wciąż jeszcze w lekturze, a to oznacza, że na końcowe spojrzenie trzeba będzie jeszcze poczekać. Ważne jest jednak to, że jeszcze w tym tygodniu powinna wystartować, jako Książka tygodnia na Kominku.
Powieść Zniewolony to książka szczególna, przede wszystkim jest to żywy zapis tego, co spotkało autora i czego doświadczył. Miało upłynąć jeszcze wiele lat zanim w Stanach miała wybuchnąć wojna secesyjna, a kraj dzielił się na tych, którzy czarnoskórych obywateli traktowali, jak równych sobie, jak też na tych, którzy bez skrępowania traktujących ich jak swoich czarnuchów wykorzystywali niewolników, jako siłę roboczą.
Solomon Nortup był od urodzenia wolnym człowiekiem, był mężem i ojcem, człowiekiem wykształconym, grał też na skrzypcach. Na dwanaście lat jego spokojne życie zamieniło się w piekło na ziemi, gdy podstępem został sprzedany i stał się niewolnikiem na plantacji w Luizjanie. Z wierną dbałością o detale opowiada o swoim życiu, uprowadzeniu, o swoich pierwszych doświadczeniach już, jako niewolnik. Dramat człowieka, która nagle stał się kimś innym, a własną tożsamość musiał głęboko ukryć na lata.

sobota, 6 czerwca 2015

Międzynarodowy Dzień Pocałunku

Dziatki Drogie... dziś proszę się całować... i samochody zostawiać w domach, gdyż... 
dziś przypada Europejski Dzień bez Samochodu 
i znacznie bardziej miły - Międzynarodowy Dzień Pocałunku.. :)

Zatem... niech kwitnie miłość... :)


piątek, 5 czerwca 2015

Wyprawa Krasnoluda w poszukiwaniu Kaszalota

Szczególną pod każdym względem Kartką z podróży jest opowieść, która jest moją wizją dalszego ciągu przygód wybranych bohaterów filmu Amelia, w ten sposób powstała Wyprawa Krasnoluda w poszukiwaniu Kaszalota.

Teraz, kiedy wyjechałeś Staruszku mam nareszcie cały dom dla siebie. Choć muszę się przyznać, że nie zamierzam z niego korzystać. Ten kąt w szopie bardzo mi odpowiada. Nie mam tam zbyt wiele miejsce, jednak jest go aż za dużo. Żyję skromnie, przynajmniej obecnie. Gdy ma się już dwieście lat, idą na bok psoty, igraszki i swawole, przychodzi pora, kiedy należy myśleć o jesieni mego życia.
Mam wrażenie, że zaskoczyłem cię moim zniknięciem. No cóż, dawno myślałem o tym, aby odwiedzić rodzinę rozrzuconą po całym świecie. A przy okazji odszukać mojego dzielnego druha Kaszalota. Chyba wiesz, o kim mówię. Jakiś czas temu twoja kochana małżonka (powiem Ci w sekrecie, że chyba nigdy jej nie polubiłem) wpadła na szalony pomysł. Ja czułem się z tego powodu okropnie, ale cóż ja, to Amelia wylała wtedy fontannę łez i to nie jakąś tam małą, parkową, ale tą wielką, umieszczoną centralnie w ogrodzie Luwru. Tak, tą mój drogi Staruszku. Tyle łez, kiedy odebrano jej kochanego Kaszalota.

Dorota Gąsiorowska - Obietnica Łucji

Jakiś czas czekała na swoją chwilę. Jednak, kiedy do tego doszło poznanie Obietnicy Łucji nie zajęło mi zbyt wiele czasu. Wręcz poznałem ją w przysłowiowym mgnieniu oka.
Dorota Gąsiorowska kompozycją swojej opowieści w jakiś sposób wpisuje się w określony schemat współczesnej powieści dla kobiet, jakie mam przyjemność i okazję poznawać od dłuższego czasu. Człowiek przygnieciony dotychczasowym życiem szuka azylu w odległych zakątkach, na dalekiej prowincji. Tutaj historia Łucji jest wyjątkowo zbieżna z pewnym schematem, jednak na tym podobieństwa się kończą. I dobrze.
Wszystko, co dzieje się dalej za sprawą autorki ma wyjątkowy w swej formie walor emocjonalny i uczuciowy. Przyjmując posadę nauczycielki w Różanym Gaju Łucja działa spontanicznie stawiając wszystko na jedną kartę. Pozorne szczęście jakie dają praca, udany związek, życie w luksusie nigdy nie jest szczęściem totalnym ogarniającym bezmiar duszy. Biuro podróży przestaje przynosić radość, miłość, jeśli tak naprawdę była to miłość, zbyt szybko się wypaliła, a wielki apartament staje się jedynie luksusową, samotną celą. Zmiana jest konieczna, aby życie, które się rozsypało można było jeszcze pozbierać.
Różany Gaj okazuje się miejscem, które jakby od zawsze na Łucję czekało. Pojawia się praca, w której czuje się spełniona, pojawiają się ludzie, na których zaczyna jej zależeć i którzy zaczynają odczuwać względem niej coraz większą sympatię i jest też pasja podróżowania dzięki, której historia zaniedbanego pałacu Kreiwetsów nabiera zupełnie nowego znaczenia.

czwartek, 4 czerwca 2015

Literacki zawrót głowy

Zaproszony do wypowiedzi odrobinę się z tym ociągam, ale już śpieszę, aby czym prędzej nadrobić zaległości. Gdyż, co ważne chciałbym zrobić to dobrze i chciałbym, choć odrobinę podzielić się tym, co mnie otacza i co pobudza mój umysł do twórczego działania.
Książka, jaka jest każdy widzi. Książki czytam, o książkach piszę, książkę jakiś czas temu udało mi się napisać – Internetowa cela – choć o wydanie wciąż trudno, co nie zmienia faktu, że kiedyś zobaczę ją na papierze. Jest druga, Lara, znacznie większa od tej pierwszej, choć od kilkunastu lat zatrzymałem się w pewnym miejscu i nie do końca potrafię ruszyć dalej. Brakuje wsparcia w tym temacie, dodatkowego spojrzenia, kobiecego oka. Wiele było obietnic, ale wciąż jestem sam na placu boju. Od zawsze podziwiam, kiedy autor dziękuję jednej, dwóm, pięciu, dziesięciu, dwudziestu osobom za pomoc przy napisaniu książki, jakie to musi być niesamowite uczucie. Mi wciąż brakuje jednej, aby do niej wrócić. 

środa, 3 czerwca 2015

36 (2004)

Siłą tego filmu jest jego niezwykłość pod każdym względem, w każdym ujęciu kamery, w każdej scenie zagranej po mistrzowsku. Sposób oddziaływania na widza, z jakim się dawno nie spotkałem, a jaki przykuł moją uwagę nie pozwalając na jeden, zbędny oddech, na jeden ruch w kinowym fotelu, a tylko gdzieś tam unosząca się muzyka i historia, którą napisało życie.
Nadal nie potrafię wyrazić tego, co myślę, co czuję, co dotyka mnie, gdy myślę o tym filmie. Gdzieś obok towarzyszy mi ścieżka dźwiękowa z tego filmu, która jest jedną z tych, do których będę powracał bez końca. Film, który wzbudził we mnie wyjątkowe duchowe afirmacje. To już drugi tytuł, który w ciągu kilku dni tak głęboko mną wstrząsnął.
36 to nie tylko kryminał, film sensacyjny, to tragiczne wydarzenia z paryskich ulic, które na wiele lat wprowadziły rozłam w szeregach francuskiej policji, wiele przykrych wydarzeń zakończonych niesłusznymi wyrokami więzienia. Jedni oczerniali drugich, a niewinni cierpieli, tracili rodziny, swoje dobre imię, czasem też życie.
Nikt inny, jak były policjant, któremu nie były obce te wydarzenia, którego bliski przyjaciel boleśnie odczuł na własnej skórze skinienie ręki podłego sędziego, mógł zmierzyć się z tym tematem i przekazać go w sposób dobry. I dokonał tego, dzięki wytężonej pracy, wsparciu wielu kolegów, którzy tak, jak on odeszli z policji. Teraz nie dziwi fakt, iż Robert De Niro zakupił prawa do nakręcenia amerykańskiej wersji 36. Ten sam aktor, który stanął po jednej z strony barykady w filmie Gorączka Michaela Manna, by zmierzyć się ze swym rywalem stojącym po właściwej stronie prawa. Osobą, o której myślę jest oczywiście Al Pacino.
Teraz właśnie film 36, czyli jeden z posterunków policji, został obwołany francuską Gorączką, choć ja osobiście nie przyklejałbym mu takiej etykietki. Każdy z tych filmów jest dobry, niesamowity, zaskakujący, bardzo dobrze zagrany, ale w inny, odrębny sposób. I jest jedna zasadnicza różnica, tam mierzy się gangster z policjantem, tu, następuje rozłam w rodzinie, policjant staje przeciwko policjantowi.

Underworld XLIII

XLIII

w niebie ponad nami
jesteśmy dziś sami

z wysokości smutny
świat dostrzegamy

podaruj mu
promyk tylko jeden

podaruj mu
Swój radosny uśmiech..

niedziela, 31 maja 2015

TOREBKI, TOREBECZKI, TOREBUSIE...

Od zawsze myślałem, że noszenie torebek to kobieca domena. Myliłem się.
Panowie też zaczęli nosić torebki, torebeczki, torebusie...
Gdyby to jeszcze miało męski fason, gdyby nie stawiało znaku zapytania...
Jest też pewien margines błędu, który kobiecie nosi torebkę, to już zupełne nieporozumienie...

Z racji pracy obserwuję klientów, obsługuję klientów i dostrzegam dwie skrajne sytuacje: z jednej strony coraz większe zniewieścienie, wręcz jak tak dalej pójdzie grozi nam seksmisja (mam nadzieję, że jednak nie), z drugiej coraz większa niechlujność, brak dbałości o własny wygląd, bez wpadania w skrajności w skrajność i co przykre i razi, coraz większa otyłość. Zastanawiam się, jak taki męski osobnik prosperuje, któremu wielka, okrągła poduszka zasłania... przez grzeczność pominę, co mu zasłania... Jak żyje, porusza się, prosperuje...

I jak śpiewała swego czasu Danuta Rinn... Gdzie ci mężczyźni prawdziwi tacy...
No właśnie, co z wami Panowie?

sobota, 30 maja 2015

Traktat o Weronice

Przecież Cię nie znam, więc dlaczego myślę o Tobie, dlaczego imię Weronika drga, jak kamerton w mojej głowie, dlaczego twarz przypadkiem spotkana w wirtualnym świecie powraca na nowo, dlaczego ja powracam do niej...

przecież Cię nie znam, a jednak, gdy widzę Twą twarz, widzę i dostrzegam spokój, słyszę bicie serca, myśli ciche, czasem może niespokojne, choć tylko zgaduję... imię Twoje tak bliskie duszy Twojej, imię Twoje, nie potrafię ubrać w słowa, jak brzmi w mym umyśle, a jednak jest mi bliskie..

Opinia 50 stron...

A to oznacza, że lektura wciąż w toku, choć do końca bliżej, niż dalej. Jeśli faktycznie jest tak, jak podaje okładka to tylko pozazdrościć, że przesłana powieść z marszu zyskała uznanie wydawnictwa. Bo i nie byle jaka to powieść.
Te pięćdziesiąt stron przeleciało mi przed oczami nawet nie wiem, kiedy. Dorota Gąsiorowska z lekkością maluje swoją opowieść oprowadzając czytelnika po komnatach swojego matecznika. W intrygujący sposób opowiadając historię Łucji, która zmęczona dostatnim życiem spontanicznie przenosi się na prowincję. Życiem, które dla pięknej, zamożnej kobiety stało się puste, kiedy wygasła miłość, a jej mąż po kilkunastu latach stał się jej zupełnie obcy.
Obietnica Łucji jest obietnicą miłej dla oka i kuszącej dla ducha bardzo życiowej opowieści, która praktycznie sama się nam opowiada. Piszę to z nieco dalszej perspektywy, niż pierwsze pięćdziesiąt stron. Słowo końcowe jest zapewne kwestią czasu, jak i ostateczna ocena, bo na razie lekką ręką jestem jej w stanie przyznać siedem gwiazdek.
Wydawnictwo Znak​ poleca..:)

koominek.blogspot.com - pięćdziesiąt sześć tematycznych szufladek i zapewne na nich się nie skończy, zapraszam w odwiedziny do bloga, aby klimat Kominka oczarował Cię bez reszty...

Pełne spojrzenie na Obietnicę Łucji można znaleźć w tym linku.

środa, 27 maja 2015

Czerwony Smok (2002)

Po Milczeniu owiec i Hanibalu przyszła pora na ostatnią część trylogii, a jednocześnie pierwszą chronologicznie - Czerwony Smok. Wspólnym mianownikiem jest tu demoniczna postać Hanibala Lectera, budząca grozę i przerażenie, a jednocześnie respekt nad siłą umysłu i charakteru.
Warto zauważyć, że wszystkie trzy filmy są adaptacjami bestsellerowej trylogii Thomasa Harrisa. W 1986 roku Michael Mann sięgnął po Czerwonego smoka by w filmie Manhunter przedstawić nieco inną wersję tej książki, jednak mimo upływu lat film ten nadal tkwi w mej pamięci. Ciekawostką jest fakt, iż autor zdjęć Dante Spinotti nie tylko nakręcił zdjęcia do Czerwonego smoka, ale dwukrotnie współpracował również z Michaelem Mannem, podczas wspomnianego Manhunter oraz Ostatni Mohikanin. Był również autorem zdjęć w filmie Tajemnice Los Angeles.
Jest jeszcze jeden istotny łącznik, scenariusze Milczenia owiec i Czerwonego smoka są dziełem jednej osoby. Ted Tally dwukrotnie oddał tą niesamowitą atmosferę. Teraz wychodząc na spotkanie Czerwonemu smokowi możemy być pewni, że bez wątpienia wyjdziemy z kina przytłoczeni brzemiem mroku, zbrodni i takiego okrucieństwa, jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.
Po raz trzeci w postać Hanibala Lectera wcielił się Anthony Hopkins i ponownie powrócił do swojej celi, by siać przerażenie, a także manipulować ludźmi na odległość. Obok Anthonego Hopkinsa pojawiają się w filmie inne, znane i uznane nazwiska. Jeszcze dwie postacie dopełniają konstrukcji tego pełnego mocy trójkąta. Edward Norton, jako były agent FBI Will Graham, kiedyś o mało nie zginął z rąk doktora Lectera, teraz po latach musi ponownie spojrzeć w jego zimne i przebiegłe oczy, aby zrozumieć i poznać mordercę, działającego w zupełnie innym wymiarze. Jest tu także Ralph Fiennes, demon w skórze człowieka, człowiek w skórze smoka. W mocy Czerwonego smoka, posiadający moc, która prowadzi do zatracenia, niesie śmierć, zbrodnię i oczyszczenie.

Syriana (2005)

Bez wątpienia jest to film, do którego będziecie chcieli powrócić, aby poznać raz jeszcze tą opowieść i ponownie się jej przyjrzeć. Aby bez zażenowania powiedzieć, że nie wszystko jest zrozumiałe, logiczne i możliwe do wytłumaczenia. Gdyby Syriana była filmem miłym, łatwym i przyjemnym wysiłek wielu ludzi i ich ciężka praca - wszystko to poszłoby na marne.
Stało się jednak inaczej i dzięki temu mamy możliwość oglądania jednego z najlepszych thrillerów politycznych ostatnich lat. Syriana nie jest obrazem dla przeciętnego zjadacza popcornu. On nic z niego nie wyniesie, będzie się na nim nudził, może poczuć się zawiedziony.
Jest to obraz wyrafinowany w treści i formie, trudny w odbiorze, pełen pułapek myślowych, zaskakujący pod każdym względem. Kilka przeplatających się ze sobą wątków z polityką wielkiego formatu w tle. Losy świata spoczywające w rękach pojedynczych ludzi, a jednak oni sami to jedynie trybiki w wielkiej machinie finansowej polityki i energetycznej dominacji na rynku paliw.
Agent CIA do odstrzału, młody analityk paliwowy o krok od przełomowego dnia w swoim życiu, prawnik waszyngtońskiej firmy, który w pewnym momencie sięga po swoją szansę, a także młody, pakistański emigrant właśnie zwolniony z pracy na polach naftowych. Niby czterech zupełnie przypadkowych ludzi, ale jednak pewne sprawy, pewni ludzie, pewne wydarzenia zaczynają ich łączyć. Jeden ma wpływ na poczynania drugiego, każdy z nich święcie wierzy w to, co robi i każdy działa w przeświadczeniu, że działa w słusznej sprawie.
Syriana dotyka wielu ważnych zagadnień. Dla mnie zaskakującym, a jednocześnie dającym do myślenia był sposób „werbowania” nowych wyznawców prawdziwej religii, która nam znana jest pod nazwą, terroryzm. A jednak Wasim naprawdę uwierzył, że postępuje słusznie w krytycznym momencie swego życia.