Google+ Followers

niedziela, 19 listopada 2017

Internetowa cela No. 12

Rozdział VIII

Kocham kino. Jest jedną z moich pasji. Lubię z pudełkiem popcornu zniknąć w ciemnej sali, aby tam poznawać jego magię oglądając ten lub inny film, często w towarzystwie mojego przyjaciela, który ma wyjątkowo dobry gust i jak dotąd się na nim nie zawiodłam. Tak, na przyjacielu, jak też na jego opinii.
Film to aktorzy, scenografia, scenariusz, reżyseria, to również ścieżka dźwiękowa, która często przykuwa mą uwagę, dlatego kilka chwil później na mym regale pojawia się nowa płyta i przez dłuższy czas to ona króluje w mym pokoju.
Dziś, np. sięgam po “Niebieskie” tematy Zbigniewa Preisnera. Dlaczego akurat to? Zarówno film, jak i muzykę traktuję jako coś szczególnego. Właściwie te filmy i tę muzykę do nich skomponowaną. Krzysztof Kieślowski stworzył bardzo dużo pięknego, sugestywnego kina, ale specjalne miejsce na mojej półce ma jego trylogia “Trzy kolory”. Każdy z tych obrazów jest harmonijnym połączeniem treści, słowa, muzyki i tego czegoś, co reżyser ukrył w każdej z trzech części. Nie będę się rozwodziła nad przesłaniem i treścią tych obrazów, wypada jednak powiedzieć, że od strony muzycznej właśnie “Niebieski” szczególnie mnie oczarował. Tematy smutne, ale jakże sugestywne. Coś, co przenika gdzieś tam, głęboko do środka. Nie oznacza to, że “Czerwony” i “Biały” mi się nie podobają. Kolor krwi kiedyś bardzo dominował (jako obraz jest tak nadal), jednak barwy nieba i wody go zdominowały, wręcz go zalały. Zniknął, lecz jest tam pod spodem, jak fresk nakładany na fresk. W którymś momencie przyjdzie pora na restaurację i wtedy odsłoni się tę świetnie zachowaną starą warstwę.

Żółta karteczka

Kilka miesięcy później obudziłam mamę z płaczem, że chcę do babuni. Wtedy wszystko mi wyjaśniła. Powiedziała, że chociaż już nigdy nie spotkam się z babcią, to każde dziecko może napisać jeden list do Nieba. Listonosz wybiera się tam specjalnie, żeby go dostarczyć, ale robi to tylko raz.

Jodi Ann Bickley, Milion cudownych listów, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2016

Pachnące nowością No. 51

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Najnowsza i najbardziej osobista powieść autorki bestsellerowej Szmaragdowej Tablicy.
Lata dwudzieste XX wieku. W górach Asturii rozbija się samolot - ta katastrofa odmienia życie pewnego mieszkańca wioski leżącej u ich podnóża. Bohaterowie tej poruszającej powieści biorą udział w hiszpańskiej wojnie domowej, walczą w hiszpańskiej Błękitnej Dywizji na froncie wschodnim i w wyniku zdumiewających zbiegów okoliczności działają w polskim ruchu oporu - mamy tu Warszawę okresu okupacji, walkę w partyzantce, ucieczkę z transportu do Auschwitz. Nie wszyscy odnajdują się w nowym powojennym porządku.
Zimowy wiatr na twojej twarzy to przejmująca panorama ludzkiego losu, z którego kpi wielka historia.

Data wydania: 24 października 2017 

Carla Montero, Zimowy wiatr na twojej twarzy, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017

Pachnące nowością No. 50

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 

Precyzyjnie – jak laserem. Czule – z głębi serca. Z realu i z przestrzeni wirtualnej. Zawsze – w punkt. 
Jak na poetkę i pisarkę przystało, Anna Janko patrzy na świat oczami szeroko otwartymi na doznania, na chwile i spina je słowami w obserwacje. 
Annę inspiruje wszystko, a zwłaszcza to, w czym nie zawsze uczestniczy sama, a jedynie zauważa – zwłaszcza w Internecie, bo to z powodu częstego używania przez nas tego narzędzia książka i cykl felietonów w magazynie „Zwierciadło” zaczerpnęły tytuł. 
Buszowanie w Internecie może dostarczyć wiedzy, rozrywki – a dla Ani jest źródłem nieustającej inspiracji. Czasem czuje się jak Calineczka wśród mięśniaków i próbuje rozszyfrować w jaki sposób kodują oni swoje plany treningowe, czasem szuka możliwości spowiedzi online, a czasem zgłębia tajniki stron oferujących styl życia bez jedzenia. 
Często sama testuje skuteczność niektórych ofert, często wrodzony sceptycyzm staje się barierą, by tego nie robić. Jedno jest pewne – strona wyszukiwarki internetowej jest ustawiona na jej komputerze jako strona startowa.

Data wydania: 25 października 2017 

Anna Janko, Przeglądarka. Felietony poufałe, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2017

Pachnące nowością No. 49

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć.

Najnowsza, niezwykle osobista książka Reginy Brett, autorki bestsellerów Bóg nigdy nie mruga, Jesteś cudem, Bóg zawsze znajdzie ci pracę i Twój dziennik.
Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.
No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.
Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona.
Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.
Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.

Data wydania: 25 października 2017 

Regina Brett, Kochaj, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2017

Światowe metropolie - Paryż

Paryż należało poznać. W dobrym tonie było wybranie go na cel podróży poślubnej. Tu bogate panie przyjeżdżały po nowe toalety, tutaj dowiadywano się, co ma do zaoferowania wykwintna kuchnia, stąd często do magnackich siedzib sprowadzano kucharzy. 
Miasto interesowało i inspirowała artystów. Wielcy zjeżdżali tu po wysokie wynagrodzenia, mali gnani nadzieją sławy. Uznanie osiągnięte w Paryżu znaczyło o wiele więcej niż gdziekolwiek indziej, tak silna była jego dominacja w kulturze artystycznej Europy  w belle époque. Tutaj mieszkali mistrzowie, od których warto było się uczyć, istniał rynek, który zasilali bogaci mieszczanie, szlachta i arystokracja. Rodziły się nowe prądy. Podczas kolejnych Wystaw Powszechnych można było poznać świat i jego sztukę w pigułce. 
Dla artysty podbić Paryż znaczyło tyle, co podbić świat, bo nie było w tym czasie bardziej opiniotwórczego ośrodka. Dlatego zjeżdżano tu z prowincji, ściągano z całej niemal kuli ziemskiej. Czasem tylko po naukę, czasem, by osiedlić się na stałe. Nawet niewielki sukces w Paryżu gwarantował powodzenie we własnym kraju. [s. 198]

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna, Paryż, miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2012

Powieść Henry'ego (2017)

Nie jestem ostatnio dobry w pisaniu. Wszystkie dobre słowa pochowały się przede mną bardzo głęboko. Na tyle głęboko, że pogodziłem się z myślą, że musi minąć jakiś czas zanim same pozwolą się ponownie odnaleźć. 
A jednak nie można i nie wypada przejść obojętnie nad doskonałością takich filmów, jak Powieść Henry'ego, czy też może to, co pojawi się w dwóch kolejnych filmowych kadrach. 
Ta niepozorna zdawać by się mogło familijna opowieść ma w sobie tak wielką emocjonalną siłę, iż nie dziwić może fakt, jeśli w trakcie seansu pojawi się wzruszenie. Jeśli to, czego będziemy świadkami poruszy nas głęboko. 
Henry i Peter, dwóch braci, dwóch małych chłopców, choć Henry pomimo swoich jedenastu lat praktycznie opiekował się nie tylko swoim bratem, ale też swoją mamą. Jego ponadprzeciętna inteligencja sprawiała, że dbał o wszystko, co materialne, ale też mentalne i osobiste. Również oto, co działo się po sąsiedzku. 

Niezwykły świat Belli Brown (2016)

W określonym miejscu i czasie ktoś porównał ten film do Amelii. I bezsprzecznie miał rację. Bo choć dzieli je ponad dekada, w sumie równe piętnaście lat, to łączy je ta sama bajkowa, metafizyczna, unosząca się lekko nad ziemią, nostalgia.
Świat Belli Brown poukładany jest od początku do końca. Na wszystko ma wpływ, nic nie może ją zaskoczyć. Może poza autobusem, który sprawia, że czasem spóźnia się do pracy w bibliotece. Stroni od ludzi i nie czuje się zbyt pewnie w ich towarzystwie.
Jednak pewne okoliczności sprawią, że będzie zmuszona wyjść na światło dzienne i zająć się zaniedbanym ogrodem. Z pomocą pewnych ludzi wszystko, co do tej pory było trudne i sprzeczne z jej upodobaniami stopniowo i powoli zacznie nabierać zupełnie nowego znaczenia. Życie stanie się magią, a ona sama sprawi, że po raz pierwszy w życiu Bella odrzuci swoje fobie i troski. Z dużą zasługą ekscentrycznego sąsiada, doskonały w swej roli Tom Wilkinson.
Choć dwóch innych panów będzie miało równie duży wpływ na życiową metamorfozę Belli Brown.
Film do odkrycia w paśmie HBO.

8/10

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.

niedziela, 12 listopada 2017

Sztuczki (2007)

Nie mogąc skoncentrować się na lekturze najnowszej powieści Marka Krajewskiego jednym uchem zasłuchany w tematy z filmu Sztuczki postanowiłem otworzyć nową szufladkę nadając jej zaszczytną nazwę – Kina moralnego niepokoju.
I właśnie Sztuczki z pogodną aurą unoszącą się przez cały film wpadną do niej, jako pierwsze. I przekornie nie ma w nim niepokoju, ale jest niezwykłe w swej formie sprawienie, aby ziściło się małe marzenie równie małego chłopca. Stefek ma swój magiczny świat, w który wciąga również swoją starszą siostrę, choć on sam uparcie wierzy, że dzięki nim, dzięki jego magicznym sztuczkom stanie się coś dobrego.
Prosta w formie, ale interesująca i jakże urzekająca opowieść Andrzeja Jakimowskiego, obraz, tchnący siłą, pogodą ducha i spojrzeniem małego Stefka. Jego Jest suuuuper jest mottem przewodnim tego filmu, jest jego wizytówką, która na długo zapad w pamięć. I choć mały Stefek zdążył już podrosnąć to chyba jest i długo będzie jego najlepsza rola.

Andrzej Jakimowski - Zmruż oczy, Sztuczki i koncertowy Imagine.

* - tekst archiwalny.

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.

sobota, 11 listopada 2017

Internetowa cela No. 11

--@- @ -@--

Moją przystanią była biblioteka. Pracowałem tu już od dłuższego czasu, a książki załatwiałem z pomocą różnych stowarzyszeń, księgarni wysyłkowych, zakonów misyjnych. Byłem dumny z moich zbiorów. Od lekkich sensacji i horrorów, komiksów, książek erotycznych po dzieła klasyków – Czechowa, Tołstoja, Sienkiewicza i kilku innych wielkich pisarzy.
Po kilkunastu latach pracy, od czasu, kiedy przejąłem ją od mojego poprzednika wymieniłem wszystkie regały, odremontowałem to i dwa dodatkowe pomieszczenia, załatwiłem dwa komputery z dostępem do Internetu, do tego kilka atlasów, słowników. Kochałem książki, były moją oazę spokoju, moim azylem w trudnych chwilach.
Czasami zaglądałem do Netu, szukając różnych informacji. Dwa dni wcześniej zupełnie przypadkowo uruchomiła się, jak to czasami bywa dodatkowa strona. Na niej na dłuższy czas skupiłem swoją uwagę. Strona towarzyska, dzięki której ludzie poznają innych ludzi. Przeczytałem kilka anonsów. W sumie nic specjalnego, jednak jeden mnie zaintrygował, a szczególnie imię, jakim podpisała się adresatka. To imię nosiła moja żona.
Przeczytałem kilka razy te kilka słów, „Jeśli idąc ulicą twój wzrok dostrzega tajemniczą, zmysłową osobę, to prawdopodobnie właśnie mi się przyglądasz. Gdybyś chciał poznać mnie bliżej, prawie na dotyk, postaram się odpowiedzieć na twoje zainteresowanie – Klarysa”. Nie chciałem drwić z tej dziewczyny, ale doszedłem do wniosku, że warto się rozerwać pisząc do niej. Od tak, dla zabawy. Jeśli odpisze, dobrze, jeśli nie, też się nie zmartwię.
Co ciekawe, anons był napisany po polsku, co mogło zasadniczo oznaczać, że ona też była Polką? Dawno nie miałem okazji rozmawiać w tym języku, jedynie lektura kilku książek Sienkiewicza pozwalała mi nie zapomnieć mojego, ojczystego języka.
Zastanawiałem się, jakich użyć słów, jak odpisać, Klarysie. To zapewne nie było jej prawdziwe imię. Nikt obecnie już go nie używał. Czasu miałem dużo, nie musiałem się śpieszyć, nikt mnie nie poganiał. W efekcie powstało coś takiego, „Mam wrażenie, że już Cię spotkałem. Poczułem muśnięcie Twych włosów na policzku, gdy śpiesząc się prawie na mnie wpadłaś. Choć nie poznałem wcześniej żadnej Klarysy, a jest to bardzo oryginalne imię, chyba faktycznie jesteś mi bliska”.
Po wysłaniu wiadomości dotarła do mnie świadomość niezamierzonego kłamstwa...

--@--@- @ -@--@--

-- @ -- Poznaj pozostałe rozdziały w TYM MIEJSCU -- @ --

środa, 8 listopada 2017

Andy Mulligan - Śmieć

Sięgnąłem po książkę, która zupełnie nic mi nie mówiła. Sięgnąłem po nią, gdyż spodobał mi się tytuł, Śmieć, a także żywa, dynamiczna okładka. I nie zawiodłem się, bo podarowała mi coś więcej, niż jedynie miło spędzony czas. 
Śmieć w swoim zaskakującym kolorycie onieśmiela szczerością, ujmuje bezpośredniością, wreszcie ma w sobie siłę, choć nie pachnie ładnie. Śmieć, któremu na imię Gardo, a może Raphael, a może po prostu Szczur. Trzech nastoletnich przyjaciół połączonych tajemnicą na gigantycznym wysypisku śmieci Behala. 
Jego życiem są śmieci, jego zarobkiem i utrzymaniem również śmieci, jego domem składzik z dykty zbudowany na wysypisku. Od życia nie potrzebuje zbyt wiele, no może, aby zbyt często nie pojawiał się stupp: 

– Co tam masz? – pytam Garda.
- A jak myślisz, mały? – odpowiada pytaniem on. 
I już wiem. Interesująca paczka, jakby ładnie zapakowana? Co za niespodzianka! To stupp, a Gardo przekopuje się dalej, ocierając dłonie o koszulę i mając nadzieję, że znajdzie coś, co będziemy mogli sprzedać. Całymi dniami, słońce czy deszcz, chodzimy po wzgórzach. 
Chcecie przyjechać i to zobaczyć? No, Behalę wyczujecie na długo przed tym, zanim ją ujrzycie. Zajmuje powierzchnię ze dwóch tysięcy boisk piłkarskich albo może tysiąca do koszykówki — nie wiem: wydaje się rozciągać w nieskończoność. Nie, żebym miał pojęcie, ile z tego to stupp, ale w gorszy dzień wydaje się, że większość. A gdy spędzasz życie, brodząc w nim, oddychając nim, śpiąc obok niego — cóż… może któregoś dnia znajdziesz „coś miłego”. Na pewno. 
I nagle któregoś dnia znalazłem. 

Amelia (2001)

Powiew świeżości, tchnienie radości, potęga bliskości drugiego człowieka. Również tego, który właśnie teraz siedzi obok nas w kinie. Czując jego obecność, ukochany zapach, delikatny i subtelny podążamy w przedziwną podróż ulicami Paryża.
Jest w tym filmie przewrotna lekkość, dziwny stan świadomości sprawia, iż radują się nie tylko usta w uśmiechu, ale cieszy się nasze serce, a dusza przepełnia się tą radością, aby starczyło jej jak najdłużej. Każdy kadr, każdy obraz odkrywa niezwykłe aspekty tej opowieści. Przecinające się wątki, wpadający na siebie ludzie, którzy gdzieś pędzą w pośpiechu.
Pomiędzy nimi ukrywa się Amelia. Potrafi sprawić, że prawie każdy, kto się z nią zetknął nagle czuje się lepiej. Spogląda na szary do tej pory świat, teraz już w zupełnie inny sposób. A ona w poszukiwaniu własnego szczęścia i miłości zaczyna pomagać również sobie samej. Mając oparcie w Człowieku ze Szkła, krok po kroku zbliża się do celu, a raczej do osoby, która zawładnęła jej sercem. Poznaje młodego człowieka, jego szczególną fascynację i w ten sposób przesyła mu zagadkowe wiadomości, grając w jego grę, a jednocześnie prowadząc własną.
Wyjątkowym aspektem tego obrazu jest prowadzona w sposób szczególny narracja, podkreślona misternie przygotowanymi zdjęciami współczesnego miasta. Trzecim elementem tej filmowej konstrukcji jest muzyka w stylu retro.

Dalsza część przygód bohaterów filmu Amelia dostępna jest 
w opowiadaniu napisanym lata wstecz pod tytułem - Wprawa Krasnoluda w poszukiwaniu Kaszalota.

* - tekst archiwalny

Film i serial. W różnym kolorycie, gatunku i odcieniu w moim autorskim spojrzeniu. 
Zapraszam przed Kominek każdego, kto ceni wartość, jaką daje dobre kino.