Google+ Followers

czwartek, 10 sierpnia 2017

Deborah Levy - Gorące mleko

Jest coś dziwnego i niepokojącego w tej książce.
Jest coś takiego, co sprawiało, że kilka razy miałem wielką ochotę rzucić ją w kąt i nigdy już do niej nie wracać. A jednak nie uczyniłem tego, wytrwałem do końca i z każdą kolejną stroną coraz bardziej zaczęła mi się podobać.
Nie wiem, czy znajdę jednak odpowiednie słowa, by wyjątkowość Gorącego mleka oddać. Nie wiem, czy potrafię odnieść się do tych wszystkich myśli, emocji, uczuć i doznań, które towarzyszyły mi w trakcie podróży po urokliwej i pięknej Andaluzji, nie wiem, czy zdołam oddać tę swoistą relację matki i córki, w której jedna cierpi albo przynajmniej sprawia takie wrażenia, druga natomiast stara się nie tylko ulżyć w cierpieniu, ale też znaleźć swoją drogę, swoje być albo nie być. Rose obdarza cierpieniem, rzadko kiedy uśmiechem, Sofia stara się z szacunkiem nieść pomoc, podać dłoń, ale też otworzyć się na inne bodźce, poznać smak kobiecych ust na swej skórze, uporządkować mocno pogmatwane rodzinne sprawy, nawiązać kontakt z ojcem w odległej Grecji, żyć, jeśli tylko się da pełnią życia. Raz na jakiś czas zapomnieć o balaście, jakim jest matka. Obie dotarły do Hiszpanii, aby w Klinice Gomeza szukać ostatecznego lekarstwa na cierpienia matki.
Jednak trudno nie docenić uroku tego czasu, miejsca, okoliczności, chwili podarowanej Sofii, ale też tym wszystkim ludziom, których tu i teraz miała okazję spotkać i poznać:

Ingrid, w kasku i butach jeździeckich, dosiada andaluzyjczyka. Wysoko na bezkresnym niebie orzeł rozpostarł skrzydła i krążył nad koniem. Muzyczne delirium grzmiało mi w słuchawkach, kiedy ona galopowała w moją stronę. Miała umięśnione ramiona, splecione w warkocz długie włosy, ściskała konia udami, u stóp gór migotało morze.

Jakże ujmująca to scena, jakże malownicza i dynamiczna, jakże wielką przyjemność uczyniła czytelnikowi Deborah Levy podając mu do ręki Gorące mleko, ucząc go cierpliwości, miłości, szacunku, zrozumienia do drugiego człowieka.

Deborah Levy, Gorące mleko, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

wtorek, 8 sierpnia 2017

#40literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 18 sierpnia 2017 roku!
 ----------------------------------

środa, 2 sierpnia 2017

Patronat medialny - Michał Larek - Furia

Wszyscy odjechali. Zniknęli policjanci, zniknęły zwłoki Marianka. Znowu zapadła cisza. Została sama - z bolesnymi wspomnieniami, spośród których najżywsze dotyczyło zatrzymania jej syna.

Szara, codzienna rzeczywistość, choć już nie taka szara, odrobinę kolorowa, odrobinę zaskakująca swą innością, przyciągająca uwagę, dająca do myślenia. Coś rodziło się w społeczeństwie, jakaś chęć sięgania po te nowinki z Zachodu, po kasety video, po świerszczyki, nie koniecznie dla dzieci. Dochodziły do głosu żądze, krew zaczynała się burzyć, coś umierało w swojej ostatniej podróży niebieskim karawanem.
Był taki czas, gdy straszono mniejszych i większych czarną Wołgą, był, jednak nastał nowy porządek, zbrodnia odkryła przed rodzącą się dopiero policją zupełnie nowe, nigdy wcześniej nieznane oblicze. W ciemnej, wilgotnej nocy przemykał niebieski Żuk. Kierowca wydawał się zupełnie niewidzialny.

czwartek, 27 lipca 2017

#wierszemczyprozą No. 06

Warto uporządkować kolejny rozsypany w Instagramowej przestrzeni cykl. Pozbierać wiersze i akapity, aby z Waszą pomocą sięgać po nowe wiersze i inspirującą prozę.

Być i mieć
a jednak samo „być”
nic nie znaczy.

mieć to już coś
bo być i mieć
stwarza wrażenie istnienia.

wczoraj przyszedł czas
aby już dziś pomyśleć
konkretnie o jutrze.

wczoraj
nie wiedziałem, że istniejesz.

dziś
Bogini w ciele kobiety sprawia,
że czas odmierzam od jednego
do drugiego spojrzenia.

jutro
cokolwiek się wydarzy
skrzydła Anioła
ochraniać będą Twe ramiona.

bo być częścią czyjegoś snu
i mieć wpływ na to, co nowy
przynosi dzień i tylko wtedy
być i mieć jedność znaczy.

(09.11.24)


#wierszemczyprozą No. 06
#wierszemczyprozą No. 05
#wierszemczyprozą No. 04
#wierszemczyprozą No. 03
#wierszemczyprozą No. 02
#wierszemczyprozą No. 01

#wierszemczyprozą No. 05

Warto uporządkować kolejny rozsypany w Instagramowej przestrzeni cykl. Pozbierać wiersze i akapity, aby z Waszą pomocą sięgać po nowe wiersze i inspirującą prozę.

Z radością
przebiegamy po strunach życia
rytm miłości
ucząc się odgrywać cierpliwie

w ciemności
w zmęczeniu
gdy od ziewania buzia się
wykrzywia
dzień kolejny oddajemy nocy
starsi, to na pewno
dojrzalsi, tego nigdy nie wiemy
wagarując w trakcie lekcji życia


#wierszemczyprozą No. 06
#wierszemczyprozą No. 05
#wierszemczyprozą No. 04
#wierszemczyprozą No. 03
#wierszemczyprozą No. 02
#wierszemczyprozą No. 01

#39literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 6 sierpnia 2017 roku!
 ----------------------------------

wtorek, 25 lipca 2017

Jakub Małecki - Ślady

Obdarta ze złudzeń porażająca, piękna, prosta, przenikliwa historia. Chropowata od emocji, jaskrawa od wrażeń. Jedna, druga, kolejna, wciąż nie ta sama.
Ślady w świadomości ludzkiej zarysowane pod postacią upadłego nieba, zgubionego fletu, zabitego na wojnie człowieka. Dusza już wie, że ciężka czeka ją dola na tym ziemskim padole łez, bólu, strachu i cierpienia. Rzadko radosnego uśmiechu, czy może miłosnego uniesienia.
Jakub Małecki przygniata nadmiarem emocji, prozą, która rozrywa człowieka, rozbiera na atomy zagubioną świadomość ludzką. Śladów nie zmywa przypływ, wiatr porywisty ich nie rozwiewa, ślady odciśnięte w moim, ale też twoim umyśle nie pozostawiają złudzeń, co do tego, że literatura ta ma ponad przeciętną wartość najdroższego wina przechowywanego za szkłem na bardzo wyjątkowe okazje.

I jeden mały akapit, a później może jeszcze ciąg dalszy:

Na śniadanie są ciernie i drut kolczasty. Do picia wrząca smoła. Widelec nie pasuje do dłoni, usta jakoś nie chcą się otworzyć. Oskar Wilhelm Czerski czuje, że go nie ma, że nigdy nie było. Jest bohaterem czegoś zmyślonego. [s. 140]

Jakub Małecki, Ślady, Wydawnictwo SQN, Kraków 2016

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

Sara Barnard - Piękne złamane serca

Jest w tej książce coś miłego, lekkiego, coś niezwykłego, coś takiego, co sprawia, że choć piszący te słowa nie jest nastolatką, bo do nich w dużej mierze adresowane są Piękne złamane serca, to jednak chwilę, dni kilka po lekturze wciąż jestem pod jej wrażeniem.
Nie bez znaczenia są te wszystkie słowa, o które otarło się moje oko zanim na kartach książki odkryłem Caddy i Rosie. Jeśli chcecie zrozumieć czym jest Przyjaźń przez wielkie P to właśnie one, Caddy i Rosie mogą was do tego przekonać. Do tego, co w ich życie wnosi ta relacja, która trwa prawie przez całe ich życie. Nic jednak nie wystawia w tak szczególny sposób siły przyjaźni na próbę, jak pojawienie się w ich galaktyce ślicznej, szalonej i bardzo tajemniczej Suzanne.
Jeśli do tej pory wszystko wydawało się normalne, to chwilę później, jeden krótki oddech dalej, kolejny poranny przypływ więcej, powoli i stopniowo burzy się wszystko, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się nie być niczym zagrożone. Do głosu zaczyna dochodzić ciemna strona natury Suze, co nie pozostawia bez konsekwencji poczynań zarówno Caddy, jak też Rosie. Ale to Caddman przekroczy swój uporządkowany, spokojny rubikon nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy. Na refleksję, czy powrót do normalności będzie już za późno.

Marcel Woźniak - Powtórka

Powtórka wpadła w moje dłonie na ostatnich Warszawskich Targach Książki i chwilę musiała poczekać na swoją kolej. Jednak, gdy się już to stało, gdy sięgnąłem po książkę i mogłem zanurzyć się w urocze, ale też mroczne uliczki Torunia, już po kilkunastu stronach wiedziałem, że będzie się działo.
A dzieło się w istocie tak wiele, że z całą pewnością nazwisko autora, dotąd zupełnie nieznane, zapisze się w naszej świadomości na dłużej, gdyż przyznać trzeba, że Marcel Woźniak sprostał postawionemu sobie wyzwaniu i podzielił się z nami historią, która tak, jak nazwisko autora zasieje w czytelniku ziarenko intensywności, niecierpliwości, a także spełniania.
Intensywności myśli, skumulowanych napięć, historii, która nagle wybucha dramatem i dramatem się kończy, choć nie do końca. Bo niecierpliwość już po zakończeniu Powtórki oczekiwać każe kolejnego rozdania tego kryminalnego zmagania Leona Brodzkiego i Heraklita, zbrodni, która spokojny na co dzień Toruń zamienia w miasto krwawe i upiorne. I wreszcie spełnienia, które rozpisane w tych blisko czterystu stronach nie pozostawia złudzenia, co do tego, iż kilka stron podziękowań na końcu jest określoną genezą tego, co wydarzyło się wcześniej i co wydarzy się ponownie później.

Joël Dicker - Księga rodu z Baltimore

Rzadko się zdarza, aby powieść miała tak niesamowitą konstrukcję, aby historia, którą opowiada wypełniała w tak szczególny sposób świadomość i duszę czytelnika, iż racjonować sobie trzeba dawki lektury, aby nadmiar doznań nie przyprawił o zawrót głowy, czy też, co gorsza – zawał serca.

Tymi właśnie słowami komplementowałem pierwszą poznaną przeze mnie powieść autora, Prawda o sprawie Harry’ego Queberta. Po drodze pojawiła się jeszcze doskonała powieść historyczna dotykająca okresu okupacji, Ostatnie dni naszych ojców. Natomiast Księga rodu z Baltimore chwilę musiała poczekać, abym mógł po nią sięgnąć i ponownie jest to dzieło doskonałe, które nie pozostawia złudzeń, co do tego, że Joël Dicker może nazywać się dumnie Pisarzem przez wielkie "P". 
Marcus Goldman jest łącznikiem pomiędzy tym, co było, a co obecnie nam się objawiło, choć wbrew pozorom są to dwie zupełnie odmienne historie, stąd cykl: Harry Quebert nie do końca jest słuszny. Nie zmienia to jednak faktu, iż poruszająca i niezwykła historia klanu Goldmanów ma w sobie potencjał, któremu trudno sprostać, któremu trudno się oprzeć, wreszcie któremu nie sposób odmówić uwagi cennych minut i godzin.

piątek, 21 lipca 2017

Patronat medialny - Jarosław Rybski - Warkot

Początek 1951 roku napawał Janka i mieszkańców Ziem Odzyskanych umiarkowanym optymizmem. Sześć lat minęło, od kiedy pierwsi pionierzy pojawili się w obcym mieście, szeroko otwierając oczy. Sześć lat uporczywej walki z gruzem, trupami, zwalonymi latarniami, z naprawą mostów, usuwaniem skutków zaciekłych ataków na pozycje obrony Festung Breslau. Życia pełnego trosk i niepokojów, bo przecież nikt nie dawał gwarancji, że miasto będzie należało ostatecznie do Polski.

Wydawać by się mogło, że Marek Krajewski zdobył już Breslau po wielokroć. Wydawać by się również mogło, że nikt o eposie o szlachetnym mieście Wrocław nie jest w stanie dodać nic ponad to, co zostało już napisane. Wydawać by się mogło, że tak właśnie jest, a jednak jest zupełnie inaczej.
Zawsze wszak znajdzie się zdanie, w którym przecinek warto dodać, opowieść, w której ktoś nieświadomie pominął określony wątek, czy może podanie o dzielnych obrońcach niezdobytych szańców kończy się nagle, bez finału, na który wszyscy czekali. Jarosław Rybski wyzwaniu sprostał bez cienia wątpliwości zabierając nas w powojenny Wrocław.

Dunkierka (2017)

Wrzesień 1939 - osamotniona Polska walczy do ostatniego żołnierza, w odległej Francji i jeszcze dalej, w Wielkiej Brytanii, wojna wydaje się jakże nierealna i nieistotna, gdyby wtedy zdrowy rozsądek wziął górę nad tchórzostwem i brakiem wychylania się za Linię Maginota nie pojawiłaby się Dunkierka...