Google+ Followers

sobota, 29 kwietnia 2017

Moje Indie No. 05

Delhi, 2017.04.12, 01:20, 29°C
Katowice, 2017.04.11, 21:50, 3°C


Bezsenność w Delhi.
Bo jak zapewne można zauważyć powyżej u mnie jest już środek nocy w przeciwieństwie do lodowatych jak na tę porę roku Katowic, które dopiero kładą się spać, jeśli można to ująć w ten sposób. Poza tym ktoś prosił o więcej zdjęć, a dzięki nowym możliwościom jakie daje to miejsce będę mógł spełnić to życzenie.
Odwiedzane w poniedziałek mauzoleum Humajuna, którego akurat nie znajdziecie na tych slajdach to piękna budowla z czerwonego piaskowca uznawana za najświetniejszy przykład architektury mogolskiej w Delhi. Tak przynajmniej sygnalizuje przewodnik Berlitza i trudno się z tym nie zgodzić. Był jednocześnie inspiracją dla twórców Tadż Mahal, gdyż ten ostatni jest bardziej okazałą i większą kopią mauzoleum.

Łukasz Kielban - Mężczyzna z klasą

Dotarła do mnie niedawno. Nie jest to powieść, a raczej przewodnik, poradnik, vademecum mężczyzny z klasą. Łukasz Kielban pokazuje to, co było i to, co jest. Świat współczesnych dżentelmenów. Świat pełen określonych, nieprzemijających wartości, które tylko pozornie odeszły do lamusa.
Ten krótki wstęp już wiem, że zamieni się w kolejny, autorski cykl. Dziś zamknę go tymi słowami.

Dla ludzi z zewnątrz to wygląd, maniery i majątek były pierwszorzędnymi cechami gentelmena. Dla niego samego były to natomiast charakter i pozycja społeczna.

Dziś rozpocznę od krótkiego cytatu.

To charakter tworzy człowieka, a charakter mężczyzny z klasą wymaga mocnego kręgosłupa moralnego, hołdowania wyższym wartościom i nieporzucaniu ich w obliczu okazji na szybki zysk. Gentleman trzyma się swoich zasad, wytrwale dąży do celu i ma zainteresowania, które czynią z niego ciekawego człowieka i atrakcyjnego rozmówcę.

piątek, 28 kwietnia 2017

Alex Marwood - Zabójca z sąsiedztwa

Nadal nie wiem, czy są to właściwe słowa, po które pragnę sięgnąć i czy uda mi się choć w niewielkim stopniu zbliżyć do doskonałości tej książki. Mam obawy, co do tego, czy moja sfera mentalna udźwignie jej wyjątkowo obszerne, emocjonalne spectrum. Jednak nic nie tracę, być może poza waszym zainteresowaniem i odpowiednim spojrzeniem na przedstawiony temat.
Kiedy sięgałem po Zabójcę z sąsiedztwa miałem i wciąż mam przed oczami historię Chloe i to, co się wydarzyło tamtego dnia. Teraz stojąc przed drzwiami tego domu zanim Cher opowiedziała swoją historię uświadomiłem sobie, że Alex Marwood już dokonała czegoś niemożliwego, co w literaturze tak rzadko się zdarza. Intensywność myśli, uczuć, doznań, już od pierwszych stron emocje rosły, a wraz z nią nasza sympatia, choć też stopniowa niechęć na podłość Kamienicznika i pogarda względem poczynań Kochanka.
Swoją przystań znalazła w tym domu Collette, przystań pozornie bezpieczną, choć nie mogła być pewna dnia, ani godziny. Zbyt wiele wydarzyło się w jej życiu przez ostatnie lata, potrzebny był spokój, miejsce, które być może po raz pierwszy będzie mogła nazwać swoim domem. I jak dwa bieguny, tak są Vesta i Cher. Babcia dla tych, którzy nie mieli tego szczęścia, aby mieć babcię, ale też dobra dusza tego domu. Tak często myślała o niej Cheryl, która w zaskakujący sposób zyskała moją sympatię. Na jej drobne barki spada ciężar tej mrocznej poniekąd opowieści i to ona będzie miała wiele mądrego do przekazania, choćby o tym, jak zbiera się jabłka.

- Poszłam na jabłka - mówi Cher. - Na błoniach kupa luda.
- Jabłka? Nigdy nie widziałam tam żadnych jabłoni.
- Jabłka nie zawsze rosną na drzewach - odpowiada tajemniczo Cher i wsuwa iPoda do kieszeni.

Wczoraj Chloe, dziś Cher, a co będzie jutro? Jutro pojawi się Coco, a ja już czekam na film, w zasadzie to dwa.

Alex Marwood, Zabójca z sąsiedztwa, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2016

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Moje Indie No. 06

Delhi, 19:47, 36°C
Katowice, 16:17, 9°C


W ten sposób mamy już sześć kartek z podróży. Nie sądziłem, że uda mi się napisać trzy, a tu proszę, niespodzianka. Jeśli odkrywasz to spojrzenie po raz pierwszy polecam pozostałe moje opowieści z tych kilku dni pobytu w tym niezwykłym i pięknym mieście. 
Za mną chyba najbardziej intensywny dzień, biorąc pod uwagę fakt, że nie spałem dziś zbyt wiele. Ale obudziłem się rześki, wypoczęty. Jednak o ile wcześniej było ciepło, to dziś 44-46 stopni w tym indyjskim lazurze pozornie błękitnego nieba z wielką gorącą lampą mogło faktycznie wykończyć. Choć kończę ten wątek o 23:11, więc nie jest tak źle.
Moje dzisiejsze poznawanie tego miasta rozpocząłem od wyprawy po zasilacz do laptopa mojego brata. Jest to drugie pod względem wielkości skupisko przestrzeni handlowej w dużej mierze w asortymencie IT. Wszelakiej maści sklepy, stoiska, stragany, sprzedaż odręczna. W tamtym momencie szybkie skojarzenie z warszawskim Bazarem Różyckiego. Choć nawet nie wiem, czy jeszcze prosperuje. Tak, czy inaczej zasilacz do laptopa za 1000 rupi, czyli 14 euro. Jakby nie patrzeć, bardzo dobra cena.

środa, 26 kwietnia 2017

Moje Indie No. 07

Delhi, 15:02, 41°C
Katowice, 11:32, 7°C 
Dzień przed podróżą w Himalaje zwiedziłem ostatni z wielu możliwych do poznania i odkrycia obiekt architektoniczny, a jednocześnie ważny element historii Delhi, czyli Czerwony Fort. Monumentalny fort z czerwonego piaskowca i pałac wzniesiono w 1648 roku. 
Zasadniczo miejsce to jest jak zawsze ograniczone znakami stąd ponownie pojawiają się skróty myślowe, które zainteresowani mogą rozwinąć sobie w wielu innych źródłach. Historyczne założenie architektoniczne dzięki niefrasobliwej interwencji Brytyjczyków w XIX wieku straciło znacznie na swojej wartości dzięki licznym wyburzeniom natomiast rzeka, która wypełniała 10-metrowej głębokości fosę obecnie płynie kilometr dalej. 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Moje Indie No. 08

Delhi, 16:27, 43°C
Katowice, 12:57, 6°C

Już czuję, że przeżyję jutro szok termiczny. Wystarczy spojrzeć na temperatury powyżej i wszystko staje się jasne. Teraz również spontanicznie kolejna kartka z podróży, aby nie odkładać tego na później. Ta ostatnia pojawi się zapewne z małym opóźnieniem zanim uda mi się wyłowić coś godnego uwagi z licznych zdjęć cyfrowych, ale też analogowych. Na te ostatnie szczególnie liczę. Przynajmniej na dwa, trzy doskonałe kadry.
Podróż tam i z powrotem miała różnorodny przebieg. Lot samolotem, później prawie dwie godziny z szalonym kierowcą i kolejna godzina wspinaczki pod górę do miejsca, które pokazuje pinezka, do miejsca, które zwie się Jilling Terraces, prawie 1900 metrów powyżej poziomu morza. Przyznam się, że nie byłem przygotowany na to, co odkryję na miejscu, a co jak widać prezentowało rewelacyjnie. I ten Salvador Dali, który z miejsca przykuł moją uwagę. Piątek, sobota i niedziela.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Moje Indie No. 09

Delhi, 22:22, 33°C
Katowice, 18:52, 4°C


Nie wiem na ile interesujące były dla Was te kadry, ale uświadomiłem sobie, że to, co zaczęło się tutaj w tym miejscu na dziesięć godzin przed lotem do Polski powinno się skończyć. Bez czekania na to, co może znajdę lub nie znajdę w aparacie fotograficznym. To będzie można odkryć już na FB za jakiś czas. Mam też nadzieję, że był to dobry czas dla Was w odkrywaniu uroków Indii razem ze mną.
Stąd podróż pociągiem z Himalajów do Delhi będzie ostatnim urzekającym kadrem z tego pełnego uroków państwa. Ponownie posługując się jedynie aparatem fotograficznym w telefonie Huawei P8 lite sięgam po ostatnie cztery kadry. Pociąg, który musiał odjechać, aby jego miejsce mógł zająć nasz, dzięki temu przez całą długość peronu obserwowałem wagon, a także pewnego podróżnego, którego udało się pokazać w pewnym zbliżeniu.
Tak on, jak również my musiał być wpisany na listę, aby zająć swoje szczęśliwe miejsce w tym pociągu. Przez długi czas możesz być na liście rezerwowej, ale nie masz pewności, że pojedziesz akurat tym pociągiem. A to tylko oznacza, że nie ma wolnych miejsc i pustych pociągów w tym państwie.

Patronat medialny - Bonnie-Sue Hitchcock - Zapach domów innych ludzi

Wydawać by się mogło, że będzie to tylko kolejna przeczytana książka. Wydawać by się mogło również, że nic już nie może mnie zaskoczyć. Że wszystko, co dobre bezpowrotnie przeminęło, a odległa na mapie świata Alaska jest tam, gdzie diabeł mówi dobranoc i nic dobrego na ciebie nie czeka. Nic bardziej mylnego.
Przyznać też muszę, że mam wyjątkowe szczęście do patronatów. Choć szczęście  w tym konkretnym przypadku jest pojęciem zupełnie nieadekwatnym do stanu faktycznego. A jednak nie wiem już który raz los postawiony w ciemno zwraca się po tysiąckroć. To wyjątkowo miłe uczucie.
Gdy dotykałem ostatnich stron tej książki lecąc nad Kabulem miałem już świadomość, że Zapach domów innych ludzi przeniknie wszystkie pory mojej skóry z tak niesamowitą intensywnością, iż będzie to wrażenie trudne do zdefiniowania prostym słowem bez względu na to, jak wiele ich zostanie użytych.

sobota, 1 kwietnia 2017

Żółta karteczka

Greta była piękną kobietą, tak jak piękne są zakazane rzeczy. Promieniowała siłą, która wykraczała daleko poza jej duże oczy podkreślone zielonymi cieniami czy wyprostowaną i znakomitą figurę. María złapała się nieraz na ukradkowym patrzeniu na nią i zawstydziła się, czując pociąg do tej dziwnej mieszanki szczęścia i tragedii, jaką ociekała jej koleżanka z pracy.

Victor del Arbol, Smutek samuraja, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2013