Google+ Followers

sobota, 28 lutego 2015

Konkurs muzyczny - Podziel się muzyką (40)

Zapraszam do 40 edycji konkursu, który bardzo się Wam spodobał i to od Was zależy, po którą sięgnięcie płytę, w tym jedna gorąca nowość. W każdej edycji do wyboru są cztery – A, B, C i D. Krótkie konkursowe formy, w których wygraną płytę zastąpi inna lub określona płyta wypadnie z obiegu. Reguły są proste.

W konkursie biorą udział: 

AComing Up For Air, Kodaline;
BTitle, Meghan Trainor;
CHope, Susan Boyle; 
DI love Italia, Kompilacja 4CD.

Szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Joanna Opiat-Bojarska - Zaufaj mi, Anno

Długo nie trzeba było czekać, aby po pierwszej nieśmiałej próbie opowiedzenia o Annie Rogozińskiej, która, co ważne wypadła nad wyraz dobrze, pojawiło się drugie rozdanie z dziennikarką śledczą w roli głównej.
Pierwotnie Joanna Opiat-Bojarska chciała napisać tylko jedną książkę, ale tak się jej to spodobało, że po tej pierwszej pojawiły się kolejne. Lepsze, ciekawsze, bardziej przemyślane i zaangażowane twórczo. I co równie istotne autorka odkryła w sobie lekkość słowa w gatunku, jaki bez wątpienia stanowi literackie wyzwanie. Pierwszą udaną próbą w materii kryminału była powieść, Gdzie jesteś Leno?. Literackie narodziny Anny Rogozińskiej musiały być jedynie kwestią czasu.
Słodkich snów, Anno stanowi początek serii, gdyż odnoszę wrażenie, że na dwóch odsłonach się nie skończy. Pierwsze sukcesy w Primo TV i rodzinne dramaty, których byliśmy świadkami poznając po raz pierwszy Annę, jej śledztwo dotykające szemranych interesów dwóch lekarzy, a także piętno dramatu pod Otłoczynem – to w dużym skrócie wszystko to, czego doświadczyliśmy dzięki Annie w lekturze.
Inspiracją do napisania Anny Nr 2, czy Zaufaj mi, Anno były pewne tematy i zjawiska, które autorka zaobserwowała w otaczającym nas świecie doskonale wkomponowane w kalendarz z ważnym odliczaniem do Walentynek. Tych, które było już, z kim obchodzić, gdyż Łukasz stała się naprawdę bliskim powiernikiem spraw zawodowych, ale również też tych bliskich ciału i duszy.
Kiedy w sylwestrową noc z balkonu wypada młody człowiek wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek. A jednak jak to na ogół bywa każda niepozorna zdawałoby się sprawa zaczyna mieć drugie, a czasem też trzecie dno. I choć tym razem Bezdenny Kapelusznik nie podrzuca określonych tropów, to jednak bieg wypadków sprawia, że Anna Rogozińska sięga po nie sama. Nie zawsze, co prawda oficjalnie, ale czego się nie robi dla sławy i zaszczytu pracy w stolicy.

Z odzysku (2006)

Film Z odzysku wpisuję z pełną świadomością na coraz dłuższą listę polskich filmów Kina moralnego niepokoju. Kina, które choć trudne, nostalgiczne i smutne, jest prawdziwie polskie.
Można zastanawiać się nad tym, dlaczego tak wiele w nas goryczy, dlaczego z polskiego kina przebija nastrój zwątpienia, jednak odwagą jest sięgać po tematy trudne, czerpać inspirację z polskich, jakże często przytłaczających realiów życia codziennego. Zastanawianie się nad tym, dlaczego powstaje takie, a nie inne kino, prowadzi praktycznie w ślepą uliczkę i nie ma sensu. Polskie realia nie nastrajają optymistycznie, choć zawsze może być lepiej, dzięki temu, że są jednostki, które mimo wszystko próbują zmienić świat na lepsze. Czasem za bardzo wygórowaną cenę.
Walka o przetrwanie, o każdy dzień sprawia, że często należy stanąć przeciw sobie, przeciw temu, co czynimy i myślimy. W imię lepszego życia, w imię miłości, w imię wartości, które uważamy za słuszne, stawiając wszystko na jedną kartę.
I właśnie, dlatego Wojtek idzie na całość, choć droga, którą obiera nie do końca jest zgodna nie tylko z jego przekonaniami, ale też z sumieniem. Skrupuły idą na bok, gdy trzeba zadbać o starszą od niego kobietę, Ukrainkę i jej kilkuletniego syna. W imię miłości Wojtek wchodzi na coraz bardziej grząski grunt, w który krok po kroku coraz bardziej się zapada. Dopiero śmierć staruszka przynosi właściwe i słuszne odpowiedzi, śmierć tak bardzo niepotrzebna.

niedziela, 22 lutego 2015

Światowe metropolie - Paryż

(...) Na korzyść metra przeważył fakt, że w miastach, które je wybudowały, sprawdzało się znakomicie. Wpływ miały też względy ambicjonalne. Paryż był opóźniony w stosunku do Londynu, Nowego Jorku, Chicago i Budapesztu, a miał przecież gościć Wystawę Powszechną w 1900 roku. Wiele lat trwały przepychanki między instytucjami miejskimi, państwowymi i inwestorami, zanim w roku 1898 rozpoczęto budowę pierwszej linii. Do użytku oddano ją siedemnaście miesięcy później. Za tak sprawny przebieg prac odpowiadał inżynier Fulgence Bienvenüe.

Dziewiętnastego lipca 1900 roku otwarto pierwszą nitkę paryskiego metra, łączącą Port Maillot z Porte de Vincennes. Charakterystyczne wejścia w stylu Art Nouveau są dziełami Hectora Guimarda. W 1910 roku, z kilkumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym wielką powodzią, oddano do użytku drugą linię. Mieszkańcy szybko przekonali się do nowego środka transportu, a regularna kontynuacja prac sprawiła, że w 1913 roku w Paryżu było już ponad dziewięćdziesiąt kilometrów metra. [s. 62]
 
Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Marta Orzeszyna, Paryż, miasto sztuki i miłości w czasach belle époque, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2012

Joanna Opiat-Bojarska​ - Blogostan

Jakiś czas temu zwróciła moją uwagę książka, której autorka Joanna Opiat-Bojarska pisała o swoich trudnych zmaganiach z pewną chorobą. Joanna miała poukładane życie, prowadziła własną firmę, była kochającą żoną i matką. Jednak z dnia na dzień to wszystko runęło przygniecione brzemię nieznanej choroby
Już po lekturze kilku stron wiedziałem, że szybko się od niej nie oderwę, że śledząc losy Joasi będę prawie z wypiekami na twarzy śledził jej zmagania z chorobą, jej godną podziwu determinację, aby tańczyć na weselu jej najlepszej przyjaciółki Moniki.

Autorka dotykając problemu choroby napisała wyjątkową, szczerą, inteligentną i piękną powieść obyczajową. Słowa, jakich używa, sposób narracji, opowieści, żart, ironia, ale też ból i cierpienie, to wszystko spływa z tej książki prosto do serca czytelnika. Stopniowo i powoli jesteśmy w stanie zrozumieć, co niesie ze sobą GBS, jakie wielkie problemy potrafi sprawić w organizmie człowieka i jak siłą woli można ożywić na początku jeden, mały paluszek, by stopniowo można było ponownie stanąć na nogi

Posiłkując się fragmentem własnej recenzji chciałbym zaproponować zupełnie nową książkę autorki, powieść na jedno podejście, no może góra dwa. Powieść, której motywem przewodnim jest to, co nas od dawna otacza i co nas bardziej wciąga, czyli Internet. 

piątek, 20 lutego 2015

Wzgórze nadziei (2003)

Wzgórze nadziei znalezione w Rumunii.

Przez dłuższy czas jedynie cisza, jakże bolesna i niepokojąca, chwilę później wdziera się w nią dźwięk potężnej eksplozji. Zanim opadł kurz rozpoczęła się bitwa o Petersburg. Jednak wprowadzenie Konia Trojańskiego zamiast spodziewanego zwycięstwa, przyniosło klęskę wojskom Unii.
Ta niesamowita i pięknie pokazana scena jest punktem zwrotnym w filmie Wzgórze nadziei. Jakiś czas później wyruszamy na wyprawę przez dziki, pełen szaleństwa, ogarnięty wojną kraj.
W społeczności amerykańskiej Wojna Secesyjna, zwana również Wojną Cywilną wywołuje podobne odczucia, jak ta niezbyt odległa w Wietnamie. Następstwa wojny Północ-Południe są widoczne w aspektach życia codziennego, polityce, ekonomii. Choć nikt tego sobie nie uświadamia.
Również kino podchodzi do tego tematu z lekką nieśmiałością, gdyż bardzo mało jest naprawdę dobrych obrazów oddających tamte wydarzenia. Ten najważniejszy, najbardziej znany, złoty klasyk kina to rzecz jasna Przeminęło z wiatrem.
Anthony Minghella, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, do każdego filmu podchodzi bardzo starannie. Pisząc, dobierając obsadę, poszukując najbardziej odpowiednich planów i plenerów. Właśnie chęć znalezienia tych ostatnich zaprowadziła ekipę aż do Rumunii. W Stanach trudno było znaleźć miejsca nie skażone tchnieniem cywilizacji, a te nijak się miały do dziewiętnastowiecznych, dziewiczych gór, lasów, łąk i miasteczek.
Właśnie tu, po raz pierwszy dociera do mnie wyraziste piękno Nicole Kidman. Przede wszystkim to zewnętrzne. Piękna córka pastora, musi dojrzeć i dorosnąć po śmierci ojca, ale jednocześnie zmierzyć się z wojną, która ją otacza, a także z uczuciami, które później motywują ją do działania. Nie udałoby się jej, gdyby nie pomoc Ruby, w tej roli Renee Zellweger.

czwartek, 19 lutego 2015

Underworld XXIX

XXIX

obraz serca
zapisany w duszy

głębia błękitu
ukryta w Jej oczach

czy więcej trzeba
by szczerze pokochać

czego potrzeba
by być jeszcze bliżej..

Imogen Edwards-Jones - Fashion Babylon

Jeśli czytając Air Babylon mieliście w pełni zasłużony odlot, to Fashion Babylon zapewni wam intelektualny orgazm mówiąc wprost i jakby na to nie patrzeć, tak właśnie będzie.
Wszyscy ci, którzy znają już przewrotne do szpiku kości pióro autorki, Imogen Edwards-Jones, myślę, że wiedzą, czego się spodziewać. I rzecz jasna się nie mylą. Pozostali, dla których seria książek z tajemniczym „Babylon” w tytule zupełnie nic nie mówi powinni bardzo szybko nadrobić zaległości, bo nie wiedzą, co tracą. A tracą tak wiele, że kilka słów na temat książki nie jest w stanie tego oddać. To trzeba zgłębić samemu, bez względu na okoliczności i miejsce nie będzie to czas stracony.
Tutaj nie ma tabu, tu wszystko jeszcze szczere do bólu, tu nie ma świętości, tu świat mody i urody nie jest wcale tak piękny i różowy jakby się mogło nam wydawać. Podglądany z perspektywy pewnej firmy odzieżowej jawi się nam, jako zepsute siedlisko grzechu i rozpusty, choć nie obywa się bez chwil szczerej miłości i radości.
Trzeba się naprawdę natyrać ponosząc niejednokrotnie porażkę i być zmiecionym przez krwiożerczych pismaków, aby zasłużyć na swoje osiem minut szczęścia. Właśnie tak, nie inaczej. Jednak zanim otrzemy się być może o tą zaskakującą w każdym calu chwilę szczęścia, zanim przypadkiem nic nieznacząca sukienka stanie się hitem sezonu, zanim nastąpi gloria chwały trzeba będzie nie raz i nie dwa zagryźć zęby i nie dać się sprowokować.
Bo to, co będzie się o sobie czytać, o tym, jak tandetne, kiepskie i nijakie tworzy się kolekcje, to jedynie wierzchołek góry lodowej wyrafinowanego do szpiku kości świata mody, który nie zna żadnych granic w zgniataniu konkurencji na śniadanie, bo na lunch może być już za późno.
I to, co warte podkreślenia, w świetnym, pogodnym i dobrym świetle pokazane są kunszt i umiejętności polskich krawcowych. Bo to dzięki nim wszystko jest takie delikatne i wymuskane i tylko one potrafią zadbać oto, aby bez względu na okoliczności sukienka na czerwony dywan była gotowa na czas.

(…) Moda zatacza, koła: co jest modne, musi wyjść z mody i vice versa. Ten proces trwa zazwyczaj dwadzieścia lat. Więc, jeśli brakuje wam weny na nową kolekcję, wyszukajcie sobie „Vogue” sprzed dwudziestu lat i będziecie na topie. Dlatego wszyscy dzisiaj robią ciasne i dopasowane ubrania ściągnięte w pasie. Tylko pomyślcie o Robercie Palmerze i jego nagraniach wideo. Zastanówcie się nad powrotem poduszek na ramiona i legginsów. Wszyscy produkują Versace, oprócz, wydawałoby się, Versace.

Jest w tej książce wszystko to, co stanowi o domenie dobrego reportażu. Są wiadomości z pierwszej ręki, sensacje, choć nie tanie i nie byle, jakie, są wreszcie emocje, które przyprawiają czytelnika o zawrót głowy. A doskonały warsztat literacki autorki sprawia, że czytanie jest przyjemnością samą w sobie, gdy otwierając książkę już od pierwszej strony stajemy się aktywnymi uczestnikami tej opowieści. 

Imogen Edwards-Jones, Fashion Babylon, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2011 

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

środa, 18 lutego 2015

Rzeka tajemnic (2003)

Clint Eastwood, któremu miałem okazję spojrzeć prosto w oczy jest reżyserem wyjątkowego filmu. Tytuł ten powrócił na ekrany amerykańskich kin. Dzięki temu i ja miałem okazję być uczestnikiem tej filmowej uczty. Sądzę, iż jest to deser, po oscarowym Bez przebaczenia z 1992 roku.
Film powstaje z reguły dwojako. Pomysł przeistacza się w scenariusz oryginalny lub sięgamy po książkę i na jej podstawie przygotowujemy scenariusz. Książka Dennisa Lehane’a Rzeka tajemnic jest podłożem filmu pod tym samym tytułem.
Dzieciństwo zostaje zburzone, gdy w życie trzech kolegów wkracza Zły Człowiek. Jimmy, Sean i Dave, to właśnie ten ostatni utraci je na zawsze i nigdy już nie będzie spał spokojnie.
Filmy i fabuły bywają podobne, tu też nie ma wyjątku. Rzeka tajemnic to w innej formie Uśpieni, gdzie Kevin Bacon również się pojawił. Jednak, jakby na to nie patrzeć jedynym podobieństwem, poza osobą aktora jest Zło, które w dzieciństwie wyrządziło tak wiele przykrości. Bez względu na to, jakie imię ma Zło, zawsze nim pozostanie. W życiu dorosłym przychodzi moment, aby się z nim zmierzyć. Czy tego chcemy, czy też nie, nawet, jeśli nie jest to zgodne z naszą wolą.
Sztuką jest napisać książkę, która stanie się bestsellerem. Mistrzostwo to umiejętność zrobienia z niej równie dobrego, jeśli nie lepszego filmu. Choć dobre, naprawdę dobre adaptacje pojawiają się niezmiernie rzadko. Książki nie czytałem, lecz bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, iż Eastwood otarł się o mistrzostwo. Nazwisko, które jest złotą ikoną w świecie filmu, aktor i reżyser, umiejący odnaleźć się w sposób pełny w obu rolach.

wtorek, 17 lutego 2015

Paul Glaser - Tańcząc z wrogiem

Przypadkowo odkryta walizka z nazwiskiem Glaser w trakcie zwiedzania obozu Auschwitz była dla autora przyczynkiem do odkrycia swoich rodzinnych, bardzo głęboko ukrytych, korzeni. To wtedy zaczął uświadamiać sobie, że choć urodzony, jako katolik płynie w nim również żydowska krew.
Tańcząc z wrogiem to fascynująca, wzruszająca, ale przede wszystkim optymistyczna historia życia jego ciotki Rosie Glaser. Życia wypełnionego muzyką, tańcem, ale też piętnem Auschwitz i koszmaru innych obozów, w których się znalazła biorąc udział w marszu śmierci chwilę przed wyzwoleniem obozu Auschwitz.
Nigdy nie utożsamiała się z faktem, że jest holenderską Żydówką, ignorowała zakaz noszenia gwiazdy Dawida, z podniesionym czołem walczyła o swoje, jej szkoła tańca przeszła do historii, jej życie było wyjątkowym świadectwem czerpania z życia wszystkiego, co najlepsze nawet w koszmarze wojny, kiedy przyszło jej żyć.

(…) Niedane mi było jednak spróbować szczęścia. W Westerbork spędziłam dwa dni zamknięta w ciasnym pomieszczeniu, po czym ruszyliśmy w dalszą podróż na wschód, do starej wioski u stóp Beskidów, wsi o nazwie Auschwitz.

Jednak dzięki zawiści i donosowi byłego męża, a także niegodziwości swojego kochanka zawdzięcza najtrudniejszy okres swojego życia. Koszmar eksperymentów medycznych bloku 10 w Auschwitz, przydział do pomocy przy paleniu zwłok w Sonderkommando, praca w fabryce z amunicją. Tylko niezwykłej determinacji, wielkiej chęci życia, również doskonałej znajomości języka niemieckiego, jak też kilku innych udało się jej przetrwać ten koszmar. Również tam pisała swoje wiersze i piosenki, książka jest również bogato ilustrowana jej zdjęciami, które zrobiła, przed, ale też po wojnie.
Z transportu holenderskich Żydów, którym Rosie dotarła do obozu przeżyło tylko osiem osób z ponad tysiąca pięciuset.

Paul Glaser przez wiele lat nie miał świadomości, że jego liczna rodzina nie przeżyła wojny. Murem milczenia otoczył się jego ojciec, brat Rosie, stąd sam po wielu latach dotarł do Szwecji do swojej ciotki. I to z jej wspomnień, licznych listów, zdjęć, które Rosie zrobiła stworzył jej opowieść, która ma formę niezwykłej w swej treści i formie, powieści. Książkę, która choć momentami dotyka spraw trudnych i bolesnych cały czas jednak tchnie wyjątkowym optymizmem, gdyż taka od urodzenia była Rosie Glaser.


Paul Glaser, Tańcząc z wrogiem, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2015
 
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

poniedziałek, 16 lutego 2015

Angielski pacjent (1996)

Jest gdzieś taki świat, gdzie na dnie serca... mógłby powiedzieć poeta o wielkim, nieprzebranym morzu piasku, o największej ze znanych nam pustyń. To właśnie tam dotarliśmy wraz z hrabią Laszlo de Almasym, odkrywcą, podróżnikiem, badaczem. Wywodzący się z Węgier, po walkach w pierwszej wojnie światowej, przenosi się do Afryki. Krótki pobyt rozbudza w nim pasję poznania, zrozumienia, ogarnięcia potęgi Sahary.
Jego skomplikowane, kontrowersyjne, interesujące życie posłużyło za myśl przewodnią, dzięki której powstała w pierwszej kolejności książka, a chwilę później równie wspaniały film. Zarówno autor, jak i reżyser stworzyli dwie piękne opowieści, gdzie tytułowy Angielski pacjent u pierwszego jest tłem, wplątanym w życie młodej pielęgniarki, sapera, a także pewnego przyjaciela jej rodziny.
Na taśmie filmowej został przesunięty na pierwszy plan, co trochę zmieniło charakter opowieści, ale nie zachwiało jej piękna, uroku, także dramaturgii i napięcia, szczególnie związanego z bardzo niebezpieczną pracą sapera. Ekspedycje badawcze z grupą zaprzyjaźnionych osób, odkrywanie tajemnic pustyni, prace kartograficzne. To do wybuchu wojny, gdyż wtedy przyszły mniej sprzyjające czasy nauce, okres wielkich wyrzeczeń, pracy dla okupanta. Węgierski arystokrata, na włoskiej ziemi, trafił po ciężkim poparzeniu w ręce kanadyjskiej sanitariuszki. Gdzieś tam, w jednej z licznych, wielkich, opuszczonych willi „obejrzał” swoje życie, poznał jej na nowo, jakby pewne fragmenty nie były mu wcale znane. I tu i tam, w piaskach Sahary, towarzyszył mu egzemplarz dzieł Herodota - jego biblia, notatnik, pamiętnik, jedyna, ulubiona lektura, z którą się nigdy nie rozstawał. W niej zawarł swą miłość do kobiety, uczucie, które nie mogło się spełnić, gdyż przede wszystkim na drodze ich szczęścia stało jej małżeństwo.
Za sprawą jego tragedii i cierpienia, tego fizycznego i duchowego, okruchy utraconego uczucia zostały przelane na inne osoby, bezpośrednio z nim związane, tu w ogrodach Toskanii - Hannie, jego opiekunce i Kipowi, młodemu Hindusowi, który z dalekich Indii trafił do armii angielskiej, aby również mieć swój udział w tej wojnie, o której tak niewiele wiedział. Był saperem i tylko jedno go interesowało - zapewnienie bezpieczeństwa.

Zajrzyj do Grupy Cinema Malena... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)

niedziela, 15 lutego 2015

Jabłka Adama (2005)

Nie dziwię się, że tak wyjątkowy film wygrał Warszawski Festiwal Filmowy, bo choć nie dzieje się w nim wiele, to jednak dzieje się tak dużo, iż nadmiar wrażeń przepełnia widza i nie pozwala mu na chwilę oddechu. Ta prosta z pozoru historia jest bardziej skomplikowana, niż nam się zdaje.
Jabłka Adama to film, który burzy wszystkie konwenanse, nie trzyma się żadnych zasad, rzekłbym, iż jest odrobinę wywrotowy, ale ma w sobie potężną, emocjonalną głębię. Tak potężną, iż z każdą, kolejną sceną obserwując zmagania Adama zastanawiałem się, jak ja zachowałbym się na jego miejscu.
Ta szczególna pod każdym względem tragikomedia to przede wszystkim zmaganie Adama z samym sobą, to jego walka, aby przypadkiem nie stać się dobrym, aby on zatwardziały neonazista nie skalał się dobrym uczynkiem. To także ciągła konfrontacja z jego opiekunem, pastorem Ivanem, dla którego wszystko, każde zło, każdy znak, to znak od Szatana. To także ciągła chęć i potrzeba nawracania jego owieczek, choć jest ich tylko kilka.
Dlaczego jabłka? Adam za punkt honoru po pojawieniu się w tej oazie spokoju stawia sobie upieczenie szarlotki. Niby nic wielkiego, jabłek nie brakuje drzewko obrodziło, ale wokół dzieje się tak wiele, iż ciągle to proste postanowienie zaczyna być coraz trudniejsze.

sobota, 14 lutego 2015

Infiltracja (2006)

Każdy, kto doszukuje się w tym filmie czegoś, co już kiedyś widział i ma wrażenie, że coś takiego się już wydarzyło bez wątpienia ma rację. Zastanawiałem się, czy amerykańska wersja doścignie pierwowzór, czy będzie równie interesująca, czy godna będzie Piekielnej gry, która była wręcz doskonała. Miałem wątpliwości i już ich nie mam, gdyż Infiltracja rozwiała moje obawy i dała możliwość poznania kina na najwyższym poziomie.
Zastanawiałem się, czy uda się oddać ten sam klimat, nie robiąc z tego kalki, nie robiąc filmu, którego nie da się już obejrzeć. Miałem duże obawy, bez względu na to, iż nad całością miał czuwać sam Martin Scorsese, nie byłem pewien, czy robienie takiego filmu ma sens, jednak zobaczenie w jednym miejscu tylu niesamowitych postaci zagranych po mistrzowsku to uczta, jakiej nie można sobie odmówić.
Po dwóch stronach barykady pojawiają się: Leonardo DiCaprio, prawdziwie męski, już nie chłopięcy, pełnej skrywanej wciąż pasji, z jaką odnosi się do swego zawodu i Matt Damon, dobry gliniarz w owczej skórze. Obaj przez wiele lat współzawodniczą ze sobą nie wiedząc o swoim istnieniu i każdy z nich związany jest w pewien sposób z Frankiem Costello. Wszechstronny i wciąż zaskakujący Jack Nicholson.

piątek, 13 lutego 2015

Joanna Opiat-Bojarska - Gdzie jesteś, Leno

Z nieukrywaną przyjemnością dotykam po lekturze lekkości tego słowa i jak już wcześniej zauważyłem jest to jak dotąd najlepsze twórcze dokonanie Joanny Opiat-Bojarskiej. Gdzie jesteś, Leno? zaskakuje od pierwszej, aż po ostatnią stronę.
Pisanie ma to do siebie, iż musi lub przynajmniej powinno mieć swój określony cel. Gdyż pisać, aby pisać to nie sztuka, sztuką jest nie robiąc wiele przemienić wodę w wino. I sztuka ta udała się autorce w doskonałym stopniu.
Tytułowa Lena – młoda, ambitna dziewczyna z zamożnego domu, która mogłaby mieć wszystko, a jednak wszystko pragnie osiągnąć własną pracą. Nie chcąc niczego zawdzięczać rodzicom. Jest szczęśliwa, inteligenta, radosna i nagle znika… Przepada bez wieści.
Joanna Opiat-Bojarska zaintrygowana pewnymi wydarzeniami z życia publicznego sięgnęła po temat, który jest godnym uwagi materiałem na powieść kryminalną. I przyznać trzeba, że potraktowała go w sposób, który nie tylko budzi podziw, ale sprawia też bardzo miłą niespodziankę w lekturze.
Dobrze napisana powieść musi mieć swój rytm. Doskonałe otwarcie, dzięki któremu wszystko to, co jest dalej jest tylko kwestią czasu. Poza tym nie bez znaczenia jest odpowiednie zarysowanie postaci. Zabieg ten z marszu sprawia, że w jakiś sposób utożsamiamy się z bohaterami.

czwartek, 12 lutego 2015

Wilk z Wall Street (2013)

Sprzedaj mi ten długopis...

Zastanawiam się, czy tym razem Leonardo DiCaprio zyska uznanie Akademii i piąta już nominacja zamieni się upragnionego Oscara. Gdyż bez cienia wątpliwości całkowicie na nią zasłużył swoją być może życiową rolą, choć w wieku czterdziestu lat wciąż wiele równie fascynujących ról przed nim.
Chwilę trwało zanim poznałem Wilka z Wall Street, ale jestem kontent, że do tego doszło, bo po raz kolejny poraził mnie aktorski geniusz Leonardo. Nie bez znaczenia jest też fakt, że dawno temu Martin Scorsese dostrzegł w młodym, zadziornym chłopaku wieki talent powierzając mu rolę Amsterdama Vallona w filmie Gangi Nowego Jorku. Od tamtej pory minęło dwanaście lat w trakcie których Leonardo został pierwszoplanowym aktorem Scorsese pojawiając się kolejno w czterech jego filmach łącznie z Wilkiem z Wall Street jako Jordan Belfort.
Dosyć niedawno wyłapałem opinię w mediach, której autor stwierdza, że pewne sceny w tym filmie powinno zostać ocenzurowane. Rzekomo jest zbyt odważny i zbyt wiele jest w nim nagości. Nie pamiętam słów, jakich użył autor w tym krótkim artykule, aby je zacytować, jednak niestety nie miał racji.

środa, 11 lutego 2015

Underworld XXVIII

XXVIII

jedno drżenie serca
jedno tylko jeszcze

zbyt wiele wrażeń
na jednego człowieka

co będzie dalej
tego nie wiem

silniejszy w wierze
mocniejszy w słowie...

wtorek, 10 lutego 2015

Remigiusz Grzela - Wybór Ireny

Jestem bliżej, niż dalej...
Wciąż jednak czytam, wciąż zgłębiam ten ze wszech miar wyjątkowy, trudny, skomplikowany życiorys. Kilka razy miałem ochotę rzucić ją w kąt, a jednak chęć dotykania i odkrywania losów Ireny brała górę nad świadomością, że to nie dla mnie, że trafiła pod zły adres, że…
Gdyż nie jest to powieść, którą w mgnieniu oka czyta się od deski do deski. Tutaj ze skrawków pamięci, nielicznych listów, wspomnień nielicznych żyjących świadków tamtych dni autor próbuje stworzyć obraz tej, która pragnęła, aby o niej zapomnieć. Aby przestała istnieć, aby wszystko to, co było odeszło wraz z nią.
Janusz Korczak, Władysław Szpilman, Marek Edelman – trzy symbole walki o przetrwanie narodu, który miał zostać zmieciony z powierzchni ziemi. Narodu, o którym pięknie opowiada Austeria Jerzego Kawalerowicza, a słowo dopełniło się w Pianiście, Korczaku, czy też Liście Schindlera.
Nie bez powodu jednak wspominam nazwiska trzech mężczyzn. Wszyscy trzej przeszli przez warszawskie getto, ale tylko jeden z nich miał styczność z nią. Z kobietą, o której życiu, działalności, istnieniu wie jakże niewielu. A jednak życiorys Ireny jest tak niezwykły, niesamowity, trudny i skomplikowany, że aż trudny do uwierzenia. A jednak…

Jestem bliżej, niż dalej...
Jestem prawie przy końcu i powoli zaczynam rozumieć sens postępowania Ireny, jej chęć zatrzaśnięcia za sobą koszmarnych drzwi przeszłości. Tego, co przeszła i czego doświadczyła w czasie wojny, to jak wiele osób w swojej świadomości musiała pochować za życia, to wszystko bez wątpienia musiało jej ciążyć. Wręcz przygniatać do ziemi.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Kodaline - Coming Up For Air


Zachęcona sukcesem poprzedniej płyty In A Perfect World (hity All I Want i High Hopes) irlandzka formacja Kodaline postanowiła iść za ciosem – 10 lutego 2015 r. w sprzedaży pojawi się jej druga płyta Coming Up For Air, której zwiastun - singiel Honest - można już teraz posłuchać pod w tym miejscu. Zainspirowany współpracą z takimi producentami, jak Jacknife Lee (Snow Patrol, R.E.M), Jim Eliot (Ellie Goulding) czy współtwórcą wspomnianego krążka A Perfect World Steve’m Harrisem, zespół dostarczył nowe utwory znacznie szybciej, niż się tego spodziewano.
Gdyby latem tego roku ktoś powiedział nam, że do jesieni skończymy nagrywać płytę, nigdy byśmy w to nie uwierzyli - mówi wokalista Steve Garrigan. - Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Część utworów powstawała na żywo w studio. Ostatecznie sesje nagraniowe do płyty zamknęły się w ośmiu tygodniach.
Album promuje energetyczny singiel Honest, będący dużym zaskoczeniem nawet dla fanów Kodaline. Mocnego, brzmiącego niemal jak stadionowy hymn refrenu nie powstydziła by się sama grupa Coldplay. Utwór jest już w sprzedaży m.in. w serwisie iTunes

Muzyczna przystań: Sony Music Poland

niedziela, 8 lutego 2015

Pianista (2002)

Wspomnienia Władysława Szpilmana oddane oczami Polańskiego sprawiły, że ponownie można było poczuć strach w jego innej formie, nie dający się opisać tragizm okresu okupacji.
Czytając książkę zastanawiałem się, jak można oddać to, co zostało zapisane na tych kartach. W jaki sposób oddać strach i bezsilność w oczach setek tysięcy Żydów idących, jak owce pokornie na rzeź. Szukałem właściwych obrazów, szukałem i czekałem na filmową wersję.
Fakt, iż film Pianista miał nakręcić Roman Polański uświadomił mi, że nikt lepiej nie mógłby się tym zająć, niż on. Jako młody chłopak, mając dziewięć lat, uciekł z krakowskiego getta w dniu jego likwidacji, przeżył również bombardowanie Warszawy we wrześniu 1939 roku.
Historię krakowskiego getta, jego likwidację w jakże sugestywny sposób pokazał Steven Spielberg w swoim filmie Lista Schindlera. O tego czasu minęło osiem lat i przyszła pora na równie wybitne, dopracowane do perfekcji, wstrząsające dzieło Polańskiego. Jak sam powiedział, nie chciał, aby był to film autobiograficzny, z tego też względu nie chciał pracować nad filmem w Krakowie, wykorzystując jego plenery. Bał się, że miejsce to może przywołać zbyt wiele wspomnień. Jednak świadomość, że dane było mu przeżyć to piekło pomogła stworzyć w pełni realny, nie przekłamany, osadzony w tamtych realiach scenariusz. W pracy nad nim wspomagał Ronalda Harwooda, brytyjskiego dramatopisarza i prozaika.

piątek, 6 lutego 2015

Żółta karteczka

(…) Prędkość światła jest bardzo wielka, większa niż wszystko inne: trzysta tysięcy kilometrów na sekundę. Lecz światło nie rozchodzi się natychmiast - potrzebuje ośmiu minut, aby dotrzeć do nas ze Słońca leżącego w odległości stu pięćdziesięciu milionów kilometrów od Ziemi, ukazuje nam gwiazdy od dawna martwe, pozwala dojrzeć ciała niebieskie, które pochodzą z początków wszechświata. Widzieć daleko w przestrzeni dzięki dzisiejszym teleskopom to tyle, co widzieć daleko w czasie. [s. 85] 

dla Dominiki

Jean D’Ormesson, Traktat o szczęściu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011

środa, 4 lutego 2015

Sabina Berman - Dziewczyna, która pływała z delfinami

Rain Man, Foresst Gump, a teraz Dziewczyna, która pływała z delfinami. Wspólny mianownik łączący wszystkie trzy tytuły to Zdolny Inaczej, a może Zdolna Inaczej w wypadku bohaterki książki Sabiny Berman. Książki, która sprawiła mi nie tylko miłą niespodziankę w trakcie lektury, ale podarowała też wiele niesamowitych doznań.
Autyzm - inne, szczególne postrzegania świata, inna wrażliwość, choroba, która kształtuje geniuszy. Umysł, który jest zagadką, który sprawia, że choć uważani za imbecyli, umysłowo chorych w znaczniej mierze niejednokrotnie są bardziej normalni, niż cały otaczający ich świat.
I taka właśnie jest ‘Ja’. Aby zobrazować, czym podyktowane jest nazywanie się właśnie w ten, a nie inny sposób warto sięgnąć po określone słowa:

(…) Ktoś prowadzi za rękę chudą i niezgrabną dziewczynkę w białej koszulce do pół uda, pod wiatr, rozkłada na piasku czerwony koc, sadza ją i mówi, co ma mówić. Powtarzać.
- Ja.
- Ja.
I tak wiele razy, każdego popołudnia, każdego dnia. To zjawisko siedzące na piasku, kołyszące się, mówiące „Ja”, i to stworzenie stłumione przez ryk fali, która spada z hukiem, rozbija się i ślizga po piasku.

I w żaden sposób nie dziwi mnie fakt tak wielkiego zainteresowania książką Sabiny Berman na całym świecie, bo stworzyła dzieło wybitne. Pojawia się powieść, która już od pierwszych stron wprowadza czytelnika w tak zaskakującą, piękną i zjawiskową historię Ja zwanej później Karen, iż dopiero poznanie jej osobiście da ten niezwykły w każdym aspekcie wyraz, jaki pojawi się po lekturze na twarzy zaskoczonego czytelnika.
Każdy, kto na niego spojrzy będzie miał świadomość, że zaniemówił z wrażenia. Przejęty czymś niezwykłym nie dostrzega otaczającego go świata i długo jeszcze nie potrafi się otrząsnąć z wrażenia po podróży do Mazatlan i spotkania z Karen. Tak właśnie jest, bo każdy, kto spotka na początku tę niepozorną dziewczynkę, z czasem młodą dziewczynę, obcując finalnie z dojrzałą kobietą, nigdy nie będzie już taki sam.
Jej niezwykła osobowość, choć przecież autystyczna, 90% debila i 10% geniusza, jej praktyczny umysł, jej wizja chłonienia świata, odkrywania go od podstaw, rozkładania na atomy, wszystko to sprawia, że nasz podziw dla Karen nie ma końca. Jednocześnie jesteśmy momentami onieśmieleni jej zadziwiającą wyrazistością myśli, jej krystalicznie czystym umysłem, który nie odrzuca niczego, bo wszystko tak naprawdę ma sens, trzeba tylko spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.
Najlepiej tej podwodnej, w okularach i kombinezonie nurka, w którym Karen czuje się wyjątkowo bezpiecznie, tak w wodzie, jak też poza nią, w każdym innym, dowolnym miejscu. I co ważne, ta podwodna rzeczywistość oddana jest w sposób, któremu może tylko dorównać kolorowy film i to wersji 3D.
Celowo nie dotykam treści książki, nie nawiązuję do historii Karen, bo tą trzeba i warto poznać strona po stronie od samego początku. Warto sięgnąć po ‘Dziewczynę, która pływała z delfinami’ ze względu historię, która wyprzedza bieg czasu, poraża swą niezwykłą bezwzględnością obnażania pozornej tylko normalności, która nas otacza.
Sabina Berman nie zawahała się nawet przez chwilę, ręka jej nie drgnęła na klawiaturze. Od pierwszej do ostatniej strony historia Ja, zwanej później Karen, jej ciotki Isabelle, wreszcie Grubaski, to historia, która nie ma sobie równych, jest zarówno piękna, jak i wzruszająca, ale jest też mądra mądrością wielu najbardziej okazałych bibliotek świata. Jest mądra mądrością Karen, 90% debila, a może raczej imbecyla i 10% geniusza.
I jeszcze mała puenta, krótka myśl, która najlepiej odda to, co mógłbym jeszcze ująć na dwóch kolejnych stronach:

(…) Kartezjusz pisał nie tylko o ludzkim sposobie myślenia. Napisał inne książki o sposobie uprawiania nauki, których na szczęście nigdy nie przeczytałam. Pod koniec życia napisał także cieniutką książkę o szczęściu, którą owszem, przeczytałam, i która niestety jest mniej znana niż pozostałe.
Po licznych słowach i 25 stronach Kartezjusz napisał, że szczęście to kwestia zmysłów. Widzieć, słyszeć, dotykać, czuć, smakować językiem – oto jest szczęście. Potem zapisał jeszcze wiele kartek pełnych słów, a szkoda, bo dotarł do prawdy już na stronie 25.
Tak, najprostsze i najszczęśliwsze szczęście to postrzeganie zmysłami. Myślenie oczami, skórą, językiem, nosem i uszami.

Sabina Berman, Dziewczyna, która pływała z delfinami, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

poniedziałek, 2 lutego 2015

Apocalypto (2006)

Kultura Majów to czterdzieści osiem wieków. Trzydzieści jeden przed naszą erą i siedemnaście naszej ery. Jednak to dwa ostatnie przyczyniły się do upadku tej wielkiej kultury. Zaawansowanej technologicznie, rozwiniętej pod względem naukowym i badawczym. Społeczeństwo wyedukowane, rozmiłowane w astrologii i astronomii.
Wszystkie te czynniki miały wpływ na wspaniały rozwój. Jednak wszystko, co piękne ma też swoje minusy. Niewolnictwo, nadmierny wyzysk, system kastowy. Klęska głodu, susza. W taki właśnie okres wprowadzają widza twórcy filmu Apocalypto. Klęski, które trzeba odkupić ofiarami.
Obraz to trudny, jednak oddaje kulturę, której dotyka. A ta sięgała nawet do takich praktyk, jak mordowanie setek niewolników, aby przebłagać bogów. To, że nie przynosiły praktyki te oczekiwanego skutku, to już inna sprawa. W związku z tym pewne sceny naprawdę mogą szokować.
Zanim doszło do realizacji, Mel Gibson i Farhad Safinia, panowie odpowiedzialni za scenariusz, poznali wszystko, co dotyczyło Majów. Dotarli wszędzie tam, gdzie kultura ta się rozwijała i rozmawiali ze wszystkimi, którzy na ten temat mają wiele do powiedzenia. Dzięki temu jest to wyjątkowe cofnięcie się wstecz o kilka wieków. Nad wyraz zaskakujące, piękne, ale i szokujące.

niedziela, 1 lutego 2015

Tajemniczy ogród X

Rosa centifolia 'Cristata' - odmiana róży historycznej, stulistnej, która wyróżnia się uroczymi 'omszonymi' pąkami i łodyżkami. pięknie kontrastującymi z jasną zielenią liści różowymi kwiatami, które zwisają z wysokich krzewów niczym winne grona, a przede wszystkim absolutnie wspaniałym, wręcz zniewalającym aromatem, przywodzącym na myśl perfumiarskie dzieła dawnych mistrzów. Róża znana od 1827 roku, wdzięczna w uprawie, zadowoli każdego hodowcę i zachwyci każdego miłośnika tych róż. [s. 53]

Katarzyna Michalak, Ogród Kamili, Znak litera nova, Kraków 2013

Łukasz Modelski - Fotobiografia PRL

Fotografia, to brzmi dumnie!

W roku 2013 nakładem Wydawnictwa Znak ukazała się książka wyjątkowa, książka, po którą każdy, kto choć w dowolnym stopniu śmie nazywać się fotografem powinien sięgnąć i poznać sześć interesujących wywiadów z ludźmi, którzy byli prekursorami polskiej fotografii reporterskiej i reportażowej.
Łukasz Modelski po doskonałych i urzekających Dziewczyna wojennych przygotował publikację noszącą tytuł Fotobiografia PRL. To właśnie tu możemy dowiedzieć się nie tylko na temat historii fotografii i tego, jak kiedyś się fotografowało, ale przede wszystkim czerpać inspirację do własnego tworzenia z tych pełnych pasji, ale czasem też zupełnie prostych w swej formie wypowiedzi. Określone zdania, myśli, wypowiedzi są dobrymi wskazówkami, jak tworzyć, aby być spełnionym w tym, co się robi, aby na etapie fotografii cyfrowej nie były to kolejne setki, czy też tysiące ujęć nie wnoszące nic nowego do całokształtu i tutaj pierwszy fragment, który w trakcie lektury wyróżniłem:

(…) Dobrych fotografii przybywa powolutku, zdjęcie musi się jakoś urodzić, musi zaistnieć splot okoliczności, przypadków. A takie przypadki zdarzają się tylko dobrym. Na przypadek trzeba zapracować.

Jan Morek, twórca, m.in. albumów „Polska na co dzień”, w 1960 roku zrobił swoje najbardziej znane zdjęcie Orkiestra z Chmielnej. I jeszcze jeden cytat  też mówiący o przypadku, tym razem autorem cytowanych słów jest Bogdan Łopieński, zdjęcie Przyśpieszajmy, obywatele z 1973 roku na którym Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz w tym samym czasie patrzą na zegarek jest zapewne bardzo dobrze znany, ale oto cytat:

(…) Jaka w ogóle w pana pracy była rola przypadku? – Gigantyczna. Główna. Żeby zdjęcie chciało mówić musi się złożyć bardzo dużo rzeczy, człowiek musi mieć w głowie, co jest ciekawe, musi wiedzieć i w ułamku sekundy to rozpoznać, i zrobić zdjęcie. Bo to ułamek sekundy decyduje. I można zrobić sto zdjęć i dopiero sto pierwsze będzie takie, jak chcemy.

Książka, która dla mnie fotografa jest bardzo cenna, do której wracam co jakiś czas, a że mam szczególną przyjemność poznawania jakże często jeszcze przed drukiem jest to przyjemność podwójna. Łukasz Modelski podarował czytelnikowi opowieść reporterów, która adresowana jest do wszystkich, ale to właśnie ci, którzy nie rozstają się z aparatem mogę z niej wynieść najwięcej dobrego. Nie zmienia to faktu, że spodoba się też wszystkim innym – podróż po epoce, po czasach za którymi wielu w jakiś sposób nadal głośno wzdycha.
Trzeba też pamiętać, że epoka Photoshopa zmieniła diametralnie spojrzenie na fotografię, bo teraz wszystko wydaje się takie łatwe i takie proste i dzięki temu warto posłużyć się jeszcze jednym, krótkim cytatem:

(…) Gdzie pan to robił? – W kuchni, nocą, jak wszyscy spali. Miałem lampkę nocną i taką ramkę drewnianą, zeissowską zresztą, gdzie się wkładało negatyw, na to kawałek papieru fotograficznego, zamykało się, przyciskało, stawiało się to pod lampką, włączało się ją i liczyło się 23, 24, 25 – trzy sekundy – i się wyłączało. I odbitka była naświetlona. (…) Pierwszy negatyw wywołany w talerzu, odbitka wypłukana i wysuszona… Nie pamiętam, co to było…

Aleksander Jałosiński, prekursor zdjęć „Polski C”, zdjęć, które w tamtym okresie były czymś innym, czymś co przykuwało uwagę, zdjęć haseł, które również w epoce PRL-u miały swoją, wyjątkową wymowę, a rzadko kto czasem potrafił pokazać ich zupełnie nowe przesłanie.
Co by nie mówić, co by nie pisać, książka, po którą warto sięgnąć i którą warto czytać. 

Łukasz Modelski, Fotobiografia PRL, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Jak w niebie (2004)

Nie spodziewałem się, iż oglądając ten film poruszy się we mnie wszystko, co tylko mogło się poruszyć. Nie sądziłem, iż dotknie mej duszy i serca grając symfonię na mej wrażliwości, przynosząc wzruszenie, oczyszczenie, przynosząc radość. Tego wszystkiego nie byłem świadomy oglądając film Jak w niebie.
Coraz częściej zdarza się tak, iż właśnie kino „skandynawskie” niesie ze sobą jakże wiele życiowej magii, niesamowitości, wszystkiego, co najlepsze w kinie obyczajowym. Przynosząc nam doznania jedyne w swoim rodzaju, bez pomocy efektów specjalnych, licznych eksplozji, samochodowych pościgów. Jedynie za sprawą ludzkich radości i wzruszeń, dramatów i tragedii, bez ubarwiania i koloryzowania.
Pojawia się film, który po raz kolejny jest tego najlepszym świadectwem. Potwierdzeniem mych słów, a także wielu myśli, które zapewne nie uda mi się ubrać w słowa, gdyż czasem trudno o takie. Właściwe i odpowiednie do przekazania uczuć, które nas dotykają, które nam towarzyszą również w trakcie oglądania filmu.
Jak w niebie zasłużenie zbiera uznanie w rodzinnej Szwecji, jak też na całym świecie. Tam, gdzie dotarł wzbudził furorę, radość, podziw, tam gdzie jest już grany, bije rekordy popularności. I co ciekawe, nie dziwię się temu, a jedynie pełen uznania, przyklaskuję.