Internetowa cela

piątek, 31 października 2014

Colette - Klaudyna w Paryżu

Czarowanie zmysłów trwa nadal! 

Każdy, kto choć raz zatknął się z prozą Colette, wie, kim jest ta pani i jak pięknie i zmysłowo potrafi czarować słowem. Każdy, kto miał taką okazję bez wątpienia zrobił kolejny krok i następny, gdyż wystarczy, choć raz przeczytać jej książkę, aby już szukać następnej.
Nie da się wyrazić tego, co niesie ze sobą historia Klaudynki rozpisana w czterech aktach w formie krótszej lub dłuższej recenzji. Można próbować oddać klimat tych opowieści, można próbować coś stworzyć, ale i tak to, co najlepsze pozostaje na kartach książek Colette. 
Choć powstała na przełomie XIX i XX wieku również teraz, w zaawansowanym XXI wieku nie tylko może się podobać, ale sięga się po nią wyjątkowo chętnie i czyta od deski do deski. Dosyć niedawno mieliśmy okazję poznać „Klaudynę w szkolę” i jej zaskakujące wyczyny, jej wyjątkowe spojrzenie na sprawy damsko-męskie:

(…) Teraz ‘Klaudyna w szkole’ nie wywołuje być może rumieńców na twarzy, ale śmiało i odważnie sobie poczyna młoda i zadziorna Klaudyna. Jej zachowanie, jej osobowość, jej uroda, atuty, których tak liczny zbiór rzadko się zdarza, tym bardziej osadzonych w małej szkółce w równie małej wiosce.  (…) Jej misterne zaloty do panny Aimee są po mistrzowsku rozegrane, jej wpływ na koleżanki nie ma sobie równych. I to wokół niej kręci się ta opowieść, choć ona sama nie jest jedyną bohaterką tej doskonałej książki.

czwartek, 30 października 2014

Underworld XIX

XIX

uniesiona wiatrem
chwila bez powrotu

jedno tylko drżenie
jeden tylko dotyk

jedno tylko drżenie
w objęciach kochanka

jeden tylko dotyk
muśnięciem warg spowity...

wtorek, 28 października 2014

Książka tygodnia i moje plany...


Nie chcę być, jak Tesco i już w październiku sygnalizować święta, bo w ten sposób święta staną się jedynie wpisem w kalendarzu. Jeszcze trochę, a świąteczne dekoracje z bałwanem pojawią się już w wakacje, a co... Kto nam zabroni? W sumie nikt, ale jaki urok ze świąt sygnalizowanych dwa miesiące wcześniej? Jednak to jedynie na marginesie.

38 Książki tygodnia, czyli Miasto 44, stała się faktem i jest obecna między nami. Tym razem w konkursie pojawia się wyzwanie osobistego spojrzenia na Powstanie plus do rozdania pięć egzemplarzy tej pasjonującej książki. Masz ochotę? Zajrzyj TUTAJ.

W dalszej kolejności już można ustawiać się w kolejce po:

1. Jeżynowa zima, zaskakująca w swej treści i formie proza, niepozorny śnieg w maju odmienił losy wielu ludzi. Gorąco polecam;
2. Stulecie Winnych, pierwsza część urzekającej sagi polskiej rodziny Winnych, druga z dużą szansą na mój patronat, co cieszy i napawa dumą, bo to szerszy rozwój;
3. Krüger. Szakal, czyli najnowsze rozdanie Marcina Ciszewskiego, a przy tym nowa talia bohaterów w scenerii rodzącego się polskiego państwa roku 1918;
4. Lawendowy pokój, Monika miała rację, że spodoba mi się na bank, bo przednia to lektura.

Wszystko, co trzeba zrobić to rozgościć się przed Kominkiem i cieszyć się jego ciepłem.
Na marginesie, od dawna nie zrobiłem jednego, dobrego zdjęcia... inspirujące twarze mile widziane.

sobota, 25 października 2014

Refleksja

Niespełniony

w nienapisanych wierszach
w brakujących kawałkach puzzle
w umykającym czasie
w wypadających ząbkach
w cichej starości
w ciągłym poszukiwaniu radosnego dnia
w życiu dla innych
w życiu obok innych
w padającym deszczu z uśmiechem na ustach
w krzyku pędzącego pociągu
w złych uczynkach
w nastrojach gniewnych ludzi
w udręce samotności
w nieszczęśliwej miłości
w byciu razem, choć obok siebie
w walce z chorobą morską

człowiek...

(04.11.15)

Sylwia Grzeszczak

To co znajduję się wewnątrz tej płyty jest dokładnie moim życiem. Moją analizą świata którą później przenoszę do studia na dźwięki, na muzę którą kocham! Każdego dnia komponuję siebie. Raz jestem szalona a raz zupełnie spokojna. Ta mieszanka emocji wpłynęła na skomponowanie przeróżnych utworów.. – Sylwia Grzeszczak na temat swojej najnowszej płyty Komponując siebie, która od kilku dni dostępna jest już w sprzedaży.
Równie piękna, pogodna, dynamiczna i urzekająca, jak debiutancki Sen o przyszłości, choć z tą najnowszą na dobre się jeszcze nie zaprzyjaźniłem, jednak, choć mam przywilej słuchania z wyprzedzeniem bez wątpienia sięgnę po CD, bo jest tego warta. Bardzo podoba mi się już otwierająca płytę Księżniczka i jest to naprawdę wyjątkowo mocne, elektryzujące otwarcie!
Napisane swego czasu krótkie spojrzenie nigdy nie spotkało się z szerszym rozwinięciem, co nie zmienia faktu, że urok tej płyty wciąż nie przemija i wciąż jest mi bliska.

piątek, 24 października 2014

Marcin Ciszewski - Krüger. Szakal

Pokerowe rozdanie Marcina Ciszewskiego.

Nie pamiętam, co swego czasu pchnęło mnie ku temu, aby sięgnąć po książkę pod jakże oryginalnym tytułem, WWW.1939.com.pl. Ale cokolwiek to było i jakiekolwiek mogło mieć wtedy przesłanki dobrze się stało, że posłuchałem wtedy intuicji i nie poszedłem dalej. Dzięki temu miałem okazję poznać pierwszą powieść Marcina Ciszewskiego.
Pierwszą, ale nie ostatnią, gdyż pomijając najnowszą, którą ukończyłem czytać zaledwie kilkanaście godzin wstecz jak dotąd nie miałem jedynie przyjemności poznać smagania „Wiatru” na Kasprowym Wierchu, co rzecz jasna prędzej lub później się stanie. Zapewne prędzej, gdyż Marcin Ciszewski otworzył na polskim rynku wydawniczym szczególną w swym kolorycie literacką mozaikę osobliwości. Każda z jego powieści ma swój wyjątkowy pod każdym względem smak, formę, kształt. 
Już od wspomnianej pierwszej, po kolejne, które stopniowo zaczęły się pojawiać w sprzedaży, autor nie tylko coraz bardziej zadziwiał czytelnika, ale robił to w zaskakująco dobry sposób. U niego kryminalno-sensacyjna opowieść płynie sama nabierając stopniowo bardzo żywiołowego tempa, aż po mistrzowskie za każdym razem rozwiązanie. Tak było w wojennej serii z podpułkownikiem Grobickim na czele, tak jest również w przypadku serii książek, które w tytule łączą zjawiska atmosferyczne i osoba nadkomisarza Jakuba Tyszkiewicza.
Ten dosyć obszerny wstęp pojawia się nie bez przyczyny. W niedługim czasie Marcin Ciszewski objawi światu swojego nowego, fascynującego bohatera. Po Grobickim i Tyszkiewiczu przyszła pora na Krügera. I co ważne mamy interesującą podróż w czasie do zalążków niepodległego państwa polskiego.
U schyłku pierwszej wojny światowej na mapie Europy wyłania się powoli silna i dumna z niepodległości Polska, gdy dawni zaborcy liżą rany, a panujący zamęt stopniowo zamienia się w ład i porządek, są tacy, którzy okres „bezkrólewia” starają się wykorzystać do swoich celów. Napad na bank w samym centrum Warszawy jest szczególnym preludium dalszych coraz bardziej zaskakujących wydarzeń.

wtorek, 21 października 2014

Underworld XVIII

XVIII

czas zapomnienia
w myśli bez powrotu

ulotność spojrzeń
w dotyku Anioła

i tylko chwila
pełna blasku

i jedno życie
a obok Ona...

Józef Franczak, ps. Lalek

Przez osiemnaście lat nie potrafił odnaleźć się w ludowej "wolnej" Polsce.
Przez osiemnaście lat walczył o wolną Polskę, choć wojny dawno już nie było.
Zginął w zasadzce zorganizowanej przez Służbę Bezpieczeństwa 21 października 1963 roku.
Osiemnaście lat wcześniej rzekomo zakończyła się II wojna światowa...

Nic mądrego nie dodam, choć nie są ważne tu słowa...
Wspomnij przechodniu na ostatniego Żołnierza Wyklętego
i schyl z szacunkiem przed nim głowę.


* - grafika z bogatych internetowych zbiorów.

niedziela, 19 października 2014

Marek Edelman - I była miłość w getcie

Kiedy czytam, że ktoś spodziewał się czegoś innego czytając I była miłość w getcie to zastanawiam się czego ten ktoś szukał w tej książce sięgając po nią i czego nie znalazł po lekturze.
Przeczytana kiedyś raz, choć bez wątpienia powinien być drugi i kolejny. Sięgnąłem po nią teraz, gdy sięgałem po inną na mej półce stojącą tuż obok. Bo z nią jest tak, jak z Małym Księciem, jakże mała objętość, a jakże wielkie, przeogromne bogactwo duchowe i emocjonalne. Wychowałem się w mieście, które przed wojną było w dużej części zamieszkane przez Żydów, od zawsze, jeśli tylko mam możliwość zanurzam się w Austerii i nie potrafię zrozumieć, że tej kultury już nie ma.
Teraz, gdy myślałem, co napisać pojawiły się trzy nazwiska, trzy symbole, trzy hasła - Korczak, Szpilman, Edelman. Żaden z nich nie może powiedzieć, że przyszło mu żyć w ciekawych czasach, bo choć dwóch przeżyło czasy to były koszmarne, czasy, które nam ludziom Facebooka zupełnie są nieprzystępne. A jednak historia, którą wspomina i opowiada autor budzi szczery podziw i na taki zasługuje.
Słowa, cóż one znaczą w tej glorii męki i cierpienia tych ludzi...

Marek Edelman, I była miłość w getcie, Świat Książki, Warszawa 2009
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl

Dalsze losy Stefana... by Weronika Głowacz

    Jeszcze raz... Wszystko po kolei. Byłam w lesie, był ciepły jesienny dzień... Strzelali do nas.
 
Aniela próbowała odtworzyć wydarzenia, kiedy nagle usłyszała płacz...
- To chłopczyk... Jest śliczny! - powiedziała Klara, przyjaciółka Anieli ze szpitala. Razem były sanitariuszkami w czasie powstania (miały wtedy raptem po 15 lat), później ich drogi się rozeszły. Klara spędziła dwa lata tułacząc się po obozach, zostawiając w zrujnowanej Warszawie całą rodzinę. Aniela natomiast szukała sobie miejsca w nowej rzeczywistości.
- Jakie ma oczka...? - zapytała świeżo upieczona mama, trzymając w ramionach maleństwo.
- Niebieskie... - odpowiedziała Klara i przytuliła przyjaciółkę.
- Nie widziałaś gdzieś Stefana?
 
Stefan był mężem Anieli. Od pięciu lat byli razem. Poznali się w ostatnim dniu powstania. Nie można było do niego dotrzeć. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Bardzo jej jednak na nim zależało. Po krótkim czasie zaczął przyzwyczajać się do jej obecności. Do tego, że jest i że może jej wszystko powiedzieć. Opowiedział jej o tym jak stracił wszystkich, którzy coś dla niego znaczyli. Nie powiedział jednak ani jednego słowa o Biedronce. Aniela była tak strasznie do niej podobna... Nawet włosy czesała tak samo. Warkoczyk na bok, do tego jakiś beret... Miała swój ulubiony, czarny, do którego kilka lat temu przypinała orzełka. Było pięknie. W lecie, przychodził po nią pod kamienicę, w której się uczyła i zabierał do domu. Trzy lata później wzięli ślub. Był to najpiękniejszy dzień w ich życiu i chociaż Stefan wyobrażał sobie, że bierze na ręce tą jedyną, to nie wierzył. Aniela miała tylko jeden problem, który dla Stefana był ogromną zaletą. Kiedy wyciągała w powstaniu dziecko, zaraz obok wybuchła bomba, a dziewczyna, choć uratowała dziecko, straciła wzrok. Szybko jednak nauczyła się poruszać po omacku i rozpoznawać osoby. Miała jednak wyobraźnię, jakiej nie mieli inni. Przyczyniło się to do tego, że zaczęła pisać wiersze... To znaczy ona mówiła a Stefan pisał. Niektóre z nich były naprawdę piękne. Na przykład ten, opisujący to co stało się w czasie powstania.

piątek, 17 października 2014

Przemijanie czasu...

czyli wrzesień, rok później. 

Ziściło się moje małe marzenie, siostra pytała, czy mam duże? Chyba nie, bo te tak rzadko się spełniają, ale z drugiej strony, gdybyśmy nie potrafili marzyć, świat byłby szary i ponury.
Moje małe marzenie, czyli jazda samochodem po międzystanowej, wielopasmowej autostradzie. Co prawda, tylko pięć pasów w każdą stronę, ale zawsze! Jadąc, jako kierowca w większej części trasy Sun Valley – Salt Lake City czułem się super. Dla porównania, aby odległość ta była bardziej czytelna, to prawie wycieczka z Krakowa do Gdańska, ale tu, jakie widoki. Jedziesz i rozkoszujesz się wprost nieziemskim pięknem Idaho i Utah, a i samo Salt Lake City tez jest miłym miastem, choć widziałem je bardzo krótko.
Jednym z interesujących obrazków są bardzo długie składy pociągów towarowych, trzy potężne lokomotywy i liczone 99 wagonów! w najdłuższym składzie. Gdy wracaliśmy już nocą i Księżyc w pełni był naszym towarzyszem, (odwoziliśmy jednego z naszych kolegów Czechów na lotnisko, gdyż wracał do domu), jeden z takich składów zrobił sobie breaka i stanął w poprzek jednej z mniejszych dróg. Objechanie to tylko kilkanaście, a może kilkadziesiąt mil! Ale co tam, jemu jest dobrze (czytaj: towarowemu).

czwartek, 16 października 2014

Christopher W. Gortner - Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej

Jakąż wyjątkową przyjemność dało mi spotkanie z tą zaskakującą pod każdym względem powieścią. Z wielkim namaszczeniem odkrywałem każdy kolejny rozdział i każdą stronę tej książki. Przysięga królowej zamyka się w istocie dzieła doskonałego, któremu bez cienia wątpliwości jestem gotów wystawić najwyższą ocenę.
Nie przypuszczałem również, że hiszpańska królowa miała tak niezwykłe dokonania, które dzięki determinacji i sile woli doprowadziły do zjednoczenia Hiszpanii, a także zbudowania jej wielkiej potęgi. Choć musiało upłynąć wiele lat pełnych wojen, biedy, maksymalnych wyrzeczeń, aby można było cieszyć się pełnią triumfu. Nie należy zapominać również o tym, że było to państwo rządzone przez dwóch równych sobie władców – Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego.
Historia piękna, niezwykła, ale też brutalna. Motto władców Hiszpanii mówiło o tym, że jest jeden naród, jedna wiara i jedna Hiszpania, a to sprawiło, że Święta Inkwizycja rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów w morzu ognia nawracając wszystkich, którzy zbłądzili z drogi Pana.
Wielką siłą tej książki jest narracja prowadzona w pierwszej osobie. Opowieść Izabeli Kastylijskiej o niej samej i o jej rodzinie, z perspektywy lat młodzieńczych, gdy bratobójcze walki doszczętnie zrujnowały państwo i lata sukcesji tronowej, aby temu państwu, którego dobro Izabela Kastylijska ceniła ponad wszystko, przywrócić należną mu świetność i poważanie w Europie. Opowieść kobiety, która nie tylko, jako królowa siedzi dumnie na swoim tronie, ale ma też troski i zmartwienia dotyczące spraw związanych z rodziną, dba o odpowiednie wykształcenie swoich dzieci, otacza miłością swojego męża, swojego króla. Nic tutaj nie jest pozostawione przypadkowi. Ufność w Bogu potrafi uporać się z każdym problemem, choć nie każdą wygrywa się bitwę zanim nastanie pokój.

środa, 15 października 2014

Underworld XVII

XVII

zagubieni w czerwieni
onieśmieleni tacy

pełni niepokoju
zwyczajni prostacy

prości ludzie
poszukujący drogi

to oni blisko celu
który wciąż daleko...

wtorek, 14 października 2014

Barbra Streisand - Partners

Ukazała się długo oczekiwana płyta „Partners” Barby Streisand – krążek, na którym słynna wokalistka śpiewa duety z najsłynniejszymi męskimi głosami świata. Wśród zaproszonych znaleźli się tak popularni, również w Polsce, wokaliści jak Michael Bublé, Andrea Bocelli, John Legend czy Lionel Richie, ale płyta kryje również dwie największe tajemnice, których rąbek Streisand zdecydowała się uchylić już teraz.
Pierwszy to duet ze swoim synem – Jasonem Gouldem. Mimo, iż Jason pojawiał się wcześniej u boku matki na koncercie wydanym później jako DVD Back To Brooklyn (2012), jest to ich pierwsze zarejestrowane nagranie.
Drugim i chyba najbardziej intrygującym duetem na płycie jest ‘Love Me Tender’ nagrany z samym Królem – Elvisem Presleyem. ‘Współpraca’ ta nie jest aż tak nieprawdopodobna jak mogłoby się wydawać – para poznała się 40 lat temu w Las Vegas. Barbra przyznaje, że na początku nie poznała się na jego talencie, ale po latach zrozumiała z jakim geniuszem miała do czynienia. I choć w swojej karierze jej głos współbrzmiał już rewelacyjnie w niejednym duecie, Love Me Tender jest jakby stworzone dla Elvisa i Barby – jego fragmentów można odsłuchać TUTAJ.
Album Barbry Streisand Partners ukazał się 15 września w wersji cyfrowej (m.in. w iTunes), dzień później na płycie CD, a 23 września także na 2 płytach winylowych z dołączonym materiałem na krążku CD.

Muzyczna przystań: Sony Music Poland

sobota, 11 października 2014

Madam Secretary

Cóż mogę powiedzieć, w błyskawicznym tempie zyskał moje uznanie. Za mną tylko trzy odcinki z ośmiu, które stacja CBS przygotowała w pierwszym sezonie, choć jestem przekonany, że na jednym sezonie się nie skończy.
Madam Secretary to doskonały serial z najwyższej politycznej półki, gdyż miejscem pracy Elizabeth McCord jest Biały Dom, a dokładnie biurko Sekretarza Stanu. I co ważne, nigdy nie prosiła oto stanowisko, nie zabiegała o nie, choć praca analityka CIA, później praca na uczelni mogły ją w jakiś sposób do tego przygotować... poza tym, jeśli prezydent prosi, nie wypada odmówić.
Nie bez znaczenia jest bliskie skojarzenie z House Of Cards, choć to jedynie luźne, swobodne skojarzenie. Nie zmienia to faktu, że Téa Leoni wypada w tym serialu i w tej roli rewelacyjnie. I nawet głośno nie będę wspominał o jej wieku, powiem tylko jedno, oglądać i nawet się nie zastanawiać. Dynamiczny, inteligentny, dobrze pomyślany i zagrany. I tylko szkoda, że nie jest to produkt NetFlix, mielibyśmy komplet odcinków w pakiecie.
Odcinek czwarty już jutro.

czwartek, 9 października 2014

Ania Wyszkoni

Ania Wyszkoni, artystka, którą znamy, cenimy, ale przede wszystkim słuchamy. Od piętnastu lat na polskiej scenie muzycznej, z długą listą nagród i wyróżnień. Rok 2009 zapisał się w jej dorobku debiutancką płytą noszącą tytuł Pan i Pani. Znalazły się na nim znane już przeboje, Czy ten pan i pani, Z ciszą pośród czterech ścian oraz nagrodzony Superjedynką za Przebój Roku 2011 Wiem, że jesteś tam. Debiut w kolorze platyny, co tym bardziej jest godne uznania.
Rok 2012 przynosi drugą, doskonałą, urzekającą i piękną płytę w dorobku Ani Wyszkoni noszącą tytuł Życie jest w porządku. Jedenaście ekspresyjnych, urzekających utworów, z których każdy tak naprawdę ma szansę stać się hitem. Płytę promuje singiel Zapytaj mnie o to kochany i przyznać trzeba, że jest to wybór doskonały. Muzyczna kompozycja Marka Jackowskiego, za słowa piosenki odpowiada Kora, a sam utwór w wykonaniu Ani jest balsamem dla duszy.
Długo zastanawiałem się, jakich użyć słów, aby napisać o tej płycie coś dobrego, o płycie, która dla mnie osobiście jest najlepszym polskim dokonaniem 2012 roku, przynajmniej, jak dotąd. Kształt i forma drugiej płyty to godne uwagi spojrzenie producenta Bogdana Kondrackiego, który również w dużej mierze przyczynił się do sukcesu debiutanckiej płyty Ani Wyszkoni Pan i Pani.

środa, 8 października 2014

Underworld XVI

XVI

w jednym uniesieniu
błękit nieba znaczy

w jednym uniesieniu
wszystko jest inaczej

i tylko słowo jedno
dzisiaj więcej znaczy

i tylko ono
nieba jest obrazem...

Nina George - Lawendowy pokój

Nie tak dawno ocean myśli otoczył moje serce, nie tak dawno dzięki słowom płynącym z Hopeless moja dusza wypełniła się radością i szczęściem. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że o uczuciach, miłości, tęsknocie, żalu, czy wreszcie głupocie człowieka można mówić jeszcze piękniej wypełniając duszę życiodajnym tlenem.
Chwilę czekała, abym po nią sięgnął, a kiedy to się stało uchyliwszy drzwi Lawendowego pokoju znalazłem się w zupełnie innym świecie odmieniony już na zawsze. Miłość, złudna materia przyobleczona w skryte pragnienia młodzieńczego serca, miłość wypełnia czystym pragnieniem poranne spojrzenie drugiego człowieka.
Nina George dostąpiła zaszczytu dotykania ludzkich serc w tak niesamowity i niezwykły sposób, że musi wydarzyć się kosmiczna materia bilionów słów, aby nagle w kosmosie wpadło nam w rękę dzieło na miarę Lawendowego pokoju: 

(…) Muszę być z Jeanem, bo stanowi męski element mnie samej. Patrzymy na siebie i widzimy to samo.
Z Lukiem stoimy obok siebie i patrzymy w tym samym kierunku. 

Graham Masterton - Imperium

Henry Carson i jego partner wygrali pierwszego gema. Kiedy zmieniali strony, rozmawiając ze sobą i ocierając twarze ręcznikami, Lucy wstała. W dalszym ciągu nie mogła złapać tchu – nie z powodu ciasnego gorsetu, ale dlatego, że właśnie przyszedł jej do głowy szalony pomysł, jak zwrócić na siebie uwagę Henry’ego Carsona. Zdawała sobie sprawę, że pani Harris tego nie zaakceptuje, nie wspominając już o Evelyn. Prawdopodobnie ojciec również nie będzie zachwycony.
(…)
Podeszła do słupka podtrzymującego siatkę i postawiła krzesło obok. Złapała za siatkę, aby sprawdzić jej napięcie, i obróciła trzy razy korbkę, żeby ją jeszcze podciągnąć.
- Co pani zamierza zrobić, panno Darling? – zapytał Barry Wentworth, idąc w jej stronę. – Takie sprawy pozostawimy obsłudze!
Lucy nic na to nie powiedziała, nawet nie odwróciła się w jego stronę. Weszła na krzesło i postawiła jedną stopę na słupku siatki.
- Chyba lepiej będzie, jeśli pani zejdzie! – zawołał Barry Wentworth.
Lucy wzięła głęboki wdech, po czym ostrożnie wysunęła drugą stopę i postawiła ją na siatce…

Słowa, po które sięgnąłem powyżej są szczególnym dowodem na to, iż Lucy lubiła stawiać wszystko na jedną kartę. Dla niej być miało znacznie większą wartość, niż obyć się smakiem, kiedy określona okazja pojawia się w zasięgu ręki. A takiej okazji nie można było przegapić, bez względu na to, jakie mogła w perspektywie przynieść okoliczności.
Oto dwie książki, które tak naprawdę nie różni wiele. Popełnił je ten sam autor, z dumą wydało to samo Wydawnictwo, nawet objętość nie stanowi większej różnicy. Choć jak już doskonale wiemy nie uciekając się do parafrazowania pewnej reklamy w tym jednym słowie mieści się wszystko.

poniedziałek, 6 października 2014

4:30


Ci, co żyli
cierpieli i umierali,
upiorne widmo Szucha,
Montelupich, Pawiaka
ze świadomości umęczonych
braci wymazywali…

ci sami, którzy
bladym świtem na ogół
w swą ostatnią podróż
bez świadomości
drogi powrotnej
byli zabierani…

niedziela, 5 października 2014

Niedopowiedziany sen...

Od dłuższego czasu trzymam w rękach pewien list, który był adresowany do mojej mamy wiele lat temu. List, którego treść znam już na pamięć, a wciąż odnajduję w nim coś nowego, coś zaskakującego, coś takiego, co pozwala mi ponownie cofnąć się w czasie. List, który stał się początkiem czegoś nowego, z początku krótkiego zdarzenia, chwilę później nowego życia, dla Niej, dla mnie i dla niego.
Minęły dwie dekady, blisko dwie dekady, gdy na urwisku stał z dwójką swoich kumpli i przyjaciółką. Wokół błyski fleszy, kamery telewizyjne, cały ten widowiskowy zgiełk wokół tematu, który na dobrą sprawę daleki był od widowiska, a jednak oni ze swojej śmierci chcieli je właśnie takim zrobić. Chcieli zamanifestować światu, iż jest jej zbyt wiele, więc co zmieni fakt, że znikną z powierzchni Ziemi jeszcze cztery, nikomu nic nie mówiące osoby. Długo zastanawiali się, jakie wybrać miejsce, jaki powinien być to dzień roku, miesiąca, tygodnia. Astronomia, te sprawy.

Dzień wcześniej, jak się później dowiedziałam od mamy, zabrała mnie na spacer. Środek pogodnego lata, zielony, piękny park, chwilę później samochody na ulicy. I przejście dla pieszych, ja na mamy rękach, to była krótka wycieczka po nowy wózeczek dla mnie, z przeciwka szedł on, wesoły, rudy chłopak, z paczką książek pod ręką. Ich spojrzenia spotkały się na chwilkę, na dłuższą chwilkę, nie zamienili ze sobą słowa, lecz w każdym z nich coś drgnęło.
Każde z serc zabiło mocniej. On, jutro miał rozstać się ze światem, porządkował swoje życie, oddając książki znajomym, ona, samotna matka z dzieckiem, dostrzega w nim odpowiedniego kandydata na być może przyszłego męża i ojca, jednak nie wie, że jutro jego twarz wyda się jej znajoma, gdy zobaczy ją w każdym dzienniku i wiadomościach. Oboje idą w swoją stronę. Mija prawie dwadzieścia godzin...

sobota, 4 października 2014

Książka tygodnia i moje plany...


Miesiąc październik w jego czwartym dniu to już jesień, coraz krótsze dni, coraz dłuższe wieczory i noce... Ciepło Kominka będzie tym, po co warto będzie sięgać, szczególnie wśród szufladek i półek, których przy kominku coraz więcej.

Najbliższe plany dotyczące Książki tygodnia przedstawiają się następująco, choć jak zawsze może się zdarzyć, że pojawi się coś nowego, coś niezwykłego, coś zaskakującego, jak patronaty, o których myślę, nad którymi pracuję i które po Książce tygodnia są kolejnym elementem w twórczym i kreatywnym rozwoju.

Jednak nie przedłużając:

1. Imperium, z autografem Mistrza pióra. Okazja, która nie trafia się często, wręcz trafia się wyjątkowo rzadko;
2. Miasto 44, książka, która powinna być równie gorąco przyjęta, jak film, który być może w poniedziałek przekroczy 1 milion widzów, czego mu serdecznie życzę;
3. Kolekcjonerka perfum, od czasu Pachnidła nie przydarzyło mi się nic równie urzekającego, ponownie zapachy opanowały z całą intensywnością zmysły, tę książkę warto mieć;
4. Jeżynowa zima, zaskakująca w swej treści i formie proza, niepozorny śnieg w maju odmienił losy wielu ludzi. Gorąco polecam.

Na marginesie, od dawna nie zrobiłem jednego, dobrego zdjęcia... inspirujące twarze mile widziane.

czwartek, 2 października 2014

Underworld XV

XV

Bogowie nocy
niedostępni tacy

dokąd Swą drogą
biegniesz przez pustkowie

dokąd docierasz
dziś u kresu dnia

by w ciszy znaleźć
miejsce swoje...

środa, 1 października 2014

Piper Kerman - Dziewczyny z Danbury

Wyjątkową przyjemność daje poznawanie tej książki, jak również oglądanie serialu będącego dobrą i ciekawą adaptacją tej opowieści. Można porównywać pewne wątki, można szukać podobieństw, jednak nie jest to istotne. Lektura, która przynosi uśmiech, która zaskakuje, która momentami onieśmiela. Choć zarówno w serialu, jak też w lekturze wciąż gdzieś w toku.
Nie zmienia to faktu, że z równą fascynacją czytam, ale też oglądam i poznaję dalsze losy Piper Kerman. Jeszcze do niedawna miała fantastyczne mieszkanie, kochającego faceta i obiecującą karierę przed sobą. Kiedy agenci federalni zapukali do jej drzwi z aktem oskarżenia, ledwo przypominała tę lekkomyślną, młodą kobietę, którą była tuż po ukończeniu Smith College. Teraz jednak musi rozliczyć się z konsekwencjami swojego krótkiego, beztroskiego flirtu z handlem narkotykami i trafia do więzienia dla kobiet w Danbury. 
Serial Orange Is the New Black, o którym pisałem w innym miejscu, patrz: Seriale, stał się z marszu przebojem w Stanach. Od 24 września nakładem Wydawnictwa Replika dostępna jest w sprzedaży książka Dziewczyny z Danbury. Nie musimy znać serialu, aby poznać książkę, jeśli już go znamy, chęć sięgnięcia po nią będzie jeszcze większa.
Pomarańczowy stał się cool!

Piper Kerman, Dziewczyny z Danbury, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2013

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl