Google+ Followers

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Colleen Hoover - Hopeless

Wydawać by się mogło, że o miłości napisano już wszystko, wykorzystując te wszystkie słowa, które przekazują blask i magię uczuć. Colleen Hoover, autorka Hopeless, udowodniła światu, że można zrobić to jeszcze lepiej, piękniej, bardziej intensywnie. Można dotknąć prostych pozornie spraw, używając tak niepozornych środków, które przesuwają jądro Ziemi, nadając jej zupełnie nową orbitę.
Miałem wrażenie, że po Morzu spokoju - książce Katji Millay - bardzo długo nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć, poruszyć czy też dotknąć. Sądziłem, że już wtedy nadmiar emocji przelał się przez duszę morzem spokoju, dotykając serca. Było to w sumie nie tak dawno.
Historia Sky zaczarowała mnie bardziej, niż mógłbym przypuszczać. Poruszyła we mnie, dojrzałym mężczyźnie wszystkie, nawet te najbardziej delikatne, struny. Krótkie wprowadzenie zawarte na dwóch początkowych stronach powieści jawi się z początku jako wyrwane z kontekstu i nie mówi czytelnikowi zupełnie nic. W miarę upływu przeczytanych stron staje się jednak przejrzystym, a także emocjonalnym, odzwierciedleniem uczuciowej walki Sky.
Biorąc do ręki książkę, jeszcze przed rozpoczęciem lektury, uwagę przyciąga okładka, a także wyjątkowo wymowne jej skrzydełka. W trakcie czytania ten krótki graficzny przekaz nabiera szczególnego - pod każdym względem - kształtu.
Sky i Six, Six i Sky, chwilę później także Holder i nagle gdzieś pomiędzy nimi wyłania się z mroków nicości Hope. Dwa miesiące w trakcie, których przesunęło się dla Sky jądro Ziemi w osobie Holdera. Wszystko w odpowiednim momencie zaczyna być zrozumiałe. Miłość, by przetrwać zostaje wystawiona na wielką, życiową próbę, gdy do Sky zaczynają docierać przebłyski jej dziecięcej świadomości, odsuniętej lata temu w niebyt nicości.

Paul Oakenfold - Trance Mission

Legendarny DJ i producent powraca z nowym autorskim materiałem po 8 latach przerwy! Paul Oakenfold to artysta, o którym nie sposób mówić krótko. Słynny Brytyjczyk jest jednym z tych, którzy jako pierwsi zaczęli promować muzykę trance, jako jedyny DJ w historii został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa, remiksował single U2, The Cure i Depeche Mode, dwukrotnie został wybrany najlepszym DJ’em świata, na stałe współpracuje także z królową muzyki pop.

Dwupłytowy album Trance Mission, to następca wydanego w 2006 roku materiału A Lively Mind. Największe klubowe produkcje, przearanżowane na nowo przez słynnego „Oakiego”. Genialne Cafe Del Mar z repertuaru Energy 52, kultowe Barber’s Adagio For Strings, słynne Toca Me Fragmy, Ready Steady Go z filmu Tożsamość Bourne’a, czy wielki hit Art Of Trance Madagascar, to tylko niewielka część tego, co Oakenfold przygotował na swoim najnowszym albumie. Wydawnictwo zawiera dwa krążki, na pierwszym znajdziemy głównie wersje oryginalne, natomiast drugi to rewelacyjne remiksy w wykonaniu artystów sceny klubowej.

Przed Wami kolejna, muzyczna misja Paula Oakenfolda!
Muzyczna przystań: Sony Music Poland

niedziela, 29 czerwca 2014

Męskim okiem – Kobieto, idź i nie wątp więcej!

Mądrzy, prawdziwi, naturalni, niewyprani z emocji, uczuć, dalecy od głaskania się po buźce, co kilka chwil i poprawiania spadającej grzywki, dalecy od obcierania kolanami w trakcie chodzenia albo ze stopami na zewnątrz, jak kaczka, żyjący na luzie, na poziomie, z odpowiednim spojrzeniem w stronę kobiet, na tyle mądrym, że kobiety nie potrafią mu sprostać... z filozofią życia nie zamykającą się w trzech słowach - być, mieć, porzucić, iść do przodu z podniesionym czołem, ze świadomością, że nie mam się czego wstydzić, zadbanym, ale w normie, bez przesady i uginającej się od kosmetyków toaletki, pachnącym naturalnie...
Pani Bakuła wmawia wszystkim, jacy to my jesteśmy nieudani, jacy porażająco beznadziejni, jacy obrzydliwi, jacy... szkoda słów, a przecież prawda jest zupełnie inna. Każdy z nas jest człowiekiem, każdy ma taki lub inny charakter. Prawda jest też taka, że zarówno część mężczyzn, jak i kobiet lubi obecnie życie łatwe, proste i przyjemne - dom, rodzina, obowiązki, im to zupełnie do szczęścia niepotrzebne, po co obarczać się problemami. To też kształtuje psychikę i bardzo ją zmienia.

Underworld III

III

dwa kroki dalej
kot przebiegł tuż obok

myślisz że nie wiesz
czy zdołasz wytrwać

myślisz że nie potrafisz
dotknąć Swego bólu

bez względu na to
jakie jego imię...

Książka tygodnia - Taniec z czarownicą

Wystartowała 25 Książka tygodnia, szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek

Zapraszam serdecznie i proszę przekazać dalej: 

(…) Teraz, kiedy budowa upragnionego domu stała się faktem i pozostał jedynie mały, drobny szlif, dzieci jakby dorosły, choć kłopotów, jakby więcej, a mąż na dobre odnalazł się w swej angielskiej praktyce, właśnie teraz Joanna Zalewska przechodzi swoją drugą młodość. U stóp Łysej Góry wiele dziać się będzie.

A to oznacza, że choć sielsko, nie zawsze anielsko, a raczej niejednokrotnie diabelsko, bo i Rafał na pokuszenie wodzi i jeszcze pojawił się na horyzoncie Pablo. Skoro od przybytku głowa nie boli to słomiana wdowa narzekać nie może na brak powodzenia u panów. Do tego uczęszcza na dramatyczne kursa i dba o szerzenie kultury wśród pospólstwa, które po bliższym poznaniu całkiem ogładne i ułożone wydaje się Joasi.

Pełny tekst recenzji dostępny jest tutaj – Taniec z czarownicą.

Beata Kępińska - Sielsko i diabelsko

Muszę się przyznać, że podchodziłem do tej książki z dużą nieśmiałością. W sumie debiut, wprowadzenie coś mówiło, a jednak niewiele, więc przed lekturą zapalała się duża, czerwona lampka,: Co z tego wyniknie?, Jaka to będzie książka?, Jak się będzie ją czytało?
Te i inne pytania stawiałem sobie patrząc na obszerną rozmiarów „szczotkę”, czyli książkę w wersji roboczej, luźny zestaw kartek. Gruby i ciężki, a do tego na samym początku zwróciłem uwagę na długie, obszerne rozdziały. Jednak nieśmiałość równie szybko zniknęła, jak się pojawiła, a długie rozdziały szybko przestały być problemem. Gdyż trzeba przyznać, że historia Joanny od samego początku zaskakuje swą szczerością i bezpośredniością.
Beata Kępińska bez skrępowania wprowadza czytelnika w skomplikowane losy życia swojej bohaterki niczego nie robiąc na „pół gwizdka”. Lekko i przyjemnie, ale też szczerze, dosadnie i refleksyjnie rysuje postać Joanny i jej zwariowanej, wesołej rodzinki.
Współczesna powieść obyczajowa, która nie ma kategorii „typowo kobiecej powieści”. Jej uniwersalność bez wątpienia może i powinna trafić do każdego odbiorcy, również tego płci męskiej. Każdy w powieści Sielsko i diabelsko odkryje swoje marzenia i pragnienia, dostrzeże losy bohaterów, które nagle w którymś momencie będzie mógł skojarzyć z własnymi przeżyciami.

Beata Kępińska - Taniec z czarownicą

Zdawać by się mogło, że swoją pierwszą powieścią Beata Kępińska powiedziała już wszystko, a jednak wszystko, co dobre dopiero przed nami. Kiedy swego czasu czytałem Sielsko i diabelsko miałem wrażenie, że dalsze losy rodzinki z Zalewic są tylko kwestią czasu. Wtedy również stwierdziłem, że powieść Beaty Kępińskiej nie zamyka się w określonym szablonie powieści dla kobiet. Wtedy tak właśnie było, teraz natomiast swobodniej się w niej odnajdą czytelniczki, niż czytelnicy. Może dlatego, iż równowaga słowa nieznacznie przechyliła się w stronę, która właśnie kobietom przypadnie do gustu.
Teraz, kiedy budowa upragnionego domu stała się faktem i pozostał jedynie mały, drobny szlif, dzieci jakby dorosły, choć kłopotów, jakby więcej, a mąż na dobre odnalazł się w swej angielskiej praktyce, właśnie teraz Joanna Zalewska przechodzi swoją drugą młodość. U stóp Łysej Góry wiele dziać się będzie.
A to oznacza, że choć sielsko, nie zawsze anielsko, a raczej niejednokrotnie diabelsko, bo i Rafał na pokuszenie wodzi i jeszcze pojawił się na horyzoncie Pablo. Skoro od przybytku głowa nie boli to słomiana wdowa narzekać nie może na brak powodzenia u panów. Do tego uczęszcza na dramatyczne kursa i dba o szerzenie kultury wśród pospólstwa, które po bliższym poznaniu całkiem ogładne i ułożone wydaje się Joasi.

sobota, 28 czerwca 2014

Kartki z podróży

Cykl tekstów napisanych w 1999 roku, czyli jakże odległe w czasie, ale szczere, pełne mnie, otwarte na świat i ludzi, którzy w różnym miejscu i czasie pojawiali się na mojej drodze. Również kilka z nich spisanych w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych 2002-2003. Miłej lektury życzę...


Epizod I

Kolejna wycieczka autobusem. Po raz kolejny spotykam te same twarze. Miny bez wyrazu, zgubione spojrzenia, uciekające oczy. Wszyscy jacyś nienormalni, choć normalni. Tak to chyba wygląda, a może jest inaczej? Co robi ten pan z wielkim brzuchem, pani z dzieckiem, kobieta, która siedzi obok mnie. Nic jej nie dolega, ale ten zapach, jeśli mnie skręca, to wszystkich pozostałych chyba również. Samo wylanie na siebie litrów perfum nigdy nikomu nie pomogło, w pierwszej kolejności kąpiel, a wtedy odrobina, może ciut więcej, na szyi za uszami, na mostku. Tak to się chyba robi. Normalni ludzie wiedzą, o czym mówię.
Ale nie o tym dziś miałem mówić. Odbiegam chyba celowo od tematu, bo boję się go ugryźć. Jacy są ci normalni ludzie, co robią stojąc w korku w samochodzie, jadąc tramwajem, gdy właśnie teraz ktoś ich okrada. Starszy pan traci ostatnie złotówki ze swojej emerytury, na szlugi i flaszkę wystarczy, może ci normalni ludzie są bardziej kulturalni – pójdą do pubu, przepraszam powiedzmy to wyraźnie po polsku, pójdą na piwo do lokalu, gdzie takowe można wypić. I cóż, jak taki się nazywa – „restauracja”? Chyba nie, może jednak zostańmy przy pubie, shopy i inne takie mogą zawsze zniknąć. Zamieńmy „sexshop” na polski i co nam z tego wyjdzie – „sklep z artykułami seksualnymi pierwszej i drugiej potrzeby”, inna propozycja, wersja krótsza – „artykuły seksualne”, „sado-maso”. Trudne to będzie do przełożenia, jak w takim razie przełożyć pizzerie na język polski – „lokal gastronomiczny, w którym mogę zjeść pizzę”. A co to jest Mosze, właściwie pizza? Z czym się to je? To już właściwe inna bajka, najwyższa pora wrócić do autobusu, gdzie sobie jadę po raz kolejny do stolicy. Kolejne przystanki, kolejni ludzie, jedni wsiadają, inni wysiadają. Te ponure, szare twarze, ponure gęby bez wyrazu.

Magdalena Kordel - Malownicze. Wymarzony dom

Dokonania Magdaleny Kordel jak dotąd nie były mi znane. Malownicze. Wymarzony dom jest pierwszą książką tej autorki, którą miałem przyjemność przeczytać. Teraz, gdy opadły emocje, gdy już na chłodno mogę spojrzeć na leżącą przede mną książkę pierwsze wrażenie po lekturze nie przemija i wciąż jest mocne. Czasem nie potrzeba wiele, czasem to jedynie muśnięcie wzrokiem kilku stron, aby być pewnym, że to, co dalej tylko będzie lepsze i jeszcze bardziej przykuje naszą uwagę.
Czytam dużo, a to oznacza, że każdej książce staram się dać szansę. Jeśli pięćdziesiąt, a czasem sto stron mnie nie przekonuje wtedy określona pozycja trafia na półkę. Czasem z zamiarem, aby do niej wrócić, czasem pojawiają się takie lektury, jak Malownicze. Wymarzony dom, przy których o tych wcześniejszych zupełnie zapominam. A wszystko to za sprawą Magdy vel Madeleine, do której już od pierwszej strony zapałałem sympatią. Kobieta, która przyciąga uwagę tym, jaka jest, jaka emanuje od niej energia, jak chwyta każdą okazję, którą daruje jej los.
Dzięki autorce, której imię też rozpoczyna się na „M” jej bohaterka jest bardzo otwartą na świat i ludzi kobietą. Radosną, uśmiechniętą, mądrą, ale też taką, która przyciąga spojrzenia, ale też kłopoty. Bo od kłopotów historia Magdy tak naprawdę się zaczyna. Gdyż mając dość Grzesia, który okazuje się gamoniem nagle rzuca jego, pracę, uporządkowane życie w stolicy i stawia wszystko na jedną kartę. Zupełnie spontanicznie, całkowicie w ciemno, nie wiedząc nawet, jak wygląda, kupuje dom u podnóża Sudetów.

Magdalena Kordel - Malownicze. Wymarzony czas

Jeszcze nie przeminęło echo lekkiej w swej treści i formie powieści Magdaleny Kordel, Malownicze. Wymarzony dom, a już autorka zabiera nas ponownie w piękne i pogodne Malownicze. Bo oto nastał wymarzony czas, aby poukładać dobre chwile w swoim życiu, a że nic nie dzieje się w nim bez powodu trzeba pomóc szczęściu, aby ono samo mogło coś dobrego zainicjować w naszym życiu.
Zabrałem książkę w podróż i nie potrzebowałem wiele czasu, aby ją poznać od deski do deski. Takie powieści, jak Malownicze. Wymarzony czas po prostu się chłonie, literki same spadają na powieki, a opowiadana historia nabiera z marszu określonego rytmu. Pisząc o poprzedniej powieści Magdaleny Kordel sięgnąłem po te słowa – I oto pojawia się Malownicze. Wymarzony dom wyczarowany z prostych słów, pięknych myśli otaczających Madeleine, a także wszystkich, którzy stopniowo wokół niej się gromadzą. A przyznać trzeba, że z czasem jest to szczególna gromadka zagubionych duszyczek w Malowniczem.
Wspominam o tym nie bez powodu. Zarówno przed Magdą, jak też przed Kacprem zostaną postawione życiowe misje. Oboje będą musieli powalczyć o coś dobrego w swoim życiu. Kacper, jak syn marnotrawny, wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło. Choć wracając nie wie jeszcze, że jego córka wie już o tym, o czym on nie ma świadomości, że ona wie lub wiedzieć powinna. No i jest jeszcze Krysia i całe Malownicze nastawione przeciwko niemu.

Działać na wyobraźnię

Pierwotnie miał to być inny tekst i niewykluczone, że do niego jeszcze wrócę. Faktem jest, że dzisiejszy film ukierunkował mnie na określone postrzeganie tego, czego czasem oko ludzkie nie jest w stanie dostrzec. Jednak dziś, wczoraj i jeszcze kilka dni wstecz patrzeć i widzieć nabrało dla mnie zupełnie nowego sensu.
Jakże przewrotne jest to, gdy osoby niewidzące uczy się patrzeć na świat na swój odrębny sposób. Gdy padają pewne słowa w rozmowie dwóch osób niewidzących zaskakuje nas przewrotność treści tej rozmowy. W wolnym przekładzie brzmi to w sposób następujący: Musicie patrzeć tak, aby widzieć i dostrzegać wszystko to, co was otacza.
Dzięki filmowi Imagine pewne zdawać by się mogło oczywiste sprawy nabrały zupełnie nowego wymiaru. Istotna jest tutaj również myśl, której autorem jest Henri Cartier-Bresson:

(…) robienie zdjęć to „odnajdywanie struktury świata – odkrywanie czystego piękna formy”, ujawnianie, że „w tym całym chaosie kryje się porządek”.


Wyobraźnia, to coś, czego nie może zabraknąć na żadnym etapie tworzenia, szczególnie, jeśli bierzemy do ręki aparat. Wielu się zdaje, że zrobić zdjęcie to nic trudnego. Prawda okazuje się znacznie bardziej bolesna. Nacisnąć spust migawki to nie sztuka, sztuką jest mieć świadomość, że chwila, którą w przypływie dobrych uczuć zatrzymaliśmy na zawsze powinna być bezcenna. Jednak w epoce, która coraz mniej uczy myślenia paradoksalnie otaczając nas lawiną reklam, daleko jest nam do tworzenia z wyobraźnią.

Kartka z Powstania Warszawskiego

Praca napisana przez Annę Kujtowską, która na czas konkursu przybrała powstańczy pseudonim Marysia, choć nie weszła do ścisłego finału wyróżnia się czymś szczególnym...



Wybaw nas Panie od ognia i bomb.
Wybaw nas Panie od śmierci w męczarniach.
Wybaw nas Panie od nieostrożnych kroków.
Wybaw nas Panie od chwili wahania kosztującej życie.
Wybaw nas Panie od strachu.
Wybaw nas Panie od tchórzostwa.
Wybaw nas Panie od rozpaczy i bólu.
Wybaw nas Panie od szaleństwa.
Wybaw nas Panie od słabej woli.
Wybaw nas Panie od zdrady ideałów.
Wybaw nas Panie od utraty rodzin i bliskich.
Wybaw nas Panie od egoizmu.
Wybaw nas Panie od utraty człowieczeństwa.
Wybaw nas Panie od utraty męstwa.
Wybaw nas Panie od ślepego gniewu.
Wybaw nas Panie od dnia bez słońca.
Wybaw nas Panie od utraty wiary.
Wybaw nas Panie od wiecznego potępienia.
Wybaw nas Panie od zniewolenia.
Wybaw nas Panie od zapomnienia.

piątek, 27 czerwca 2014

Wacław Holewiński - Opowiem ci o wolności

Wyjątkowy smak wolności!
 
470 stron w niespełna dwa dni… objętość książki duża, ale i lektura, która zasysa i nie pozwala się oderwać. Po zaskakujących, urzekających i pięknych w swej formie Dziewczynach wojennych Łukasza Modelskiego pojawia się historia dwóch młodych dziewczyn, które pełne ideałów, wychowane w duchu patriotycznym szacunku dla Polski jako nastolatki stają się ważnymi ogniwami walki z okupantem w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych.
Cieszy fakt, że w XXI wieku nadal sięga się po takie tematy, dając świadectwo tamtych, wyjątkowo trudnych dni, bo kto nigdy sam tego nie doświadczył nigdy nie będzie w stanie zrozumieć, czym jest wolność. Wychowanie w duchu patriotyzmu, w okresie międzywojennym ukształtowało wyjątkowe pod każdym względem pokolenie młodych ludzi.
Ludzi, dla których oddanie sprawie wolnej Polski było ważniejsze ponad wszystko, łącznie z własnym życiem. Wacław Holewiński w formie powieści zaprezentował dwa niezwykłe życiorysy kobiet, które po dramatycznych przeżyciach okresu wojny, działalności w NSZ, okresie powojennym, śledztwach, o których nie da się napisać w dwóch słowach.. połączyła wspólna prycza w kobiecym więzieniu w Fordonie... być może tak właśnie było, choć sam autor w posłowiu nie zakłada tego, jako pewnik. Nie zmienia to faktu, że warto poznać te niesamowite losy młodych dziewczyn, aby zdać sobie sprawę, czym tak naprawdę jest PATRIOTYZM i jak czasem niewiele o nim obecnie wiemy.

czwartek, 26 czerwca 2014

Tomek Michniewicz - Gorączka

Po lekturze Gorączki Tomka Michniewicza jestem wciąż lekko oniemiały z zachwytu nad lekkością pióra autora, ale przede wszystkim mnogością doznań i zaskakujących chwil oraz opowieści, jakie zawarł w podróży przez pół świata. Jego książka to żywy reportaż prowadzący czytelnika wszędzie tam, gdzie wciąż aktywna jest żądza pieniądza.
Tego samego, po który można sięgnąć szukając skarbu na dnie oceanu, w morskich głębinach, w bardzo wielu miejscach Nowego Świata, gdzie do dziś czekają na śmiałków pułapki pozostawione przed wiekami przez przebiegłych i zapobiegawczych Hiszpanów. Trudno uwierzyć, ale właśnie tak strzegą do dziś dostępu do skarbów ich duchy.
Czytamy często wręcz z otwartą buzią, nie dając wiary, a jednak nie jest to powieść fantastyczny tylko żywa, dynamiczna, pełna emocji relacja. Szczególnie gdy wraz z autorem docieramy do Afryki, tutaj ta „gorączka” ma już bardzo krwawy, wręcz brutalny wymiar. Nieustająca rzeź zwierząt, ciągła walka z kłusownikami, gdyż popyt na róg nosorożca, wyroby z kości słoniowej jest wciąż wielki i nie maleje.
Tam, gdzie można było sięgnąć po skarby ukryte w morskich głębinach, tam był dreszczyk emocji, a jednak bez krzywdy dla innych. Tam gdzie można było coś potencjalnie wygrać, choć raczej stracić, bo w kasynach Vegas trudno coś wygrać, to było stawianie wszystkiego na jedną kartę.

Dziewięć miesięcy z Kominkiem

Spis treści to cykliczny już temat omawiający to i owo w liczbach, a także określonych dokonaniach, tak, aby docenić tych, którzy od samego początku zaufali, a także, aby pokazać tym, dla których Kominek nie stanowi wciąż siły twórczej, że nie od razu Kraków zbudowano, a jednak po minionych dziewięciu miesiącach mogę już być dumny z moich dokonań, których wciąż będzie więcej. Co pozostawia jednak pewien niedosyt to wciąż zbyt małe zaufanie Znajomych do tego miejsca, widać, wciąż jeszcze nie odkryli potencjału twórczego Kominka.

Nie tak dawno powstała Grupa Książka tygodnia, która liczy już sobie 2 010 członków, do której rzecz jasna wszystkich zapraszam. W niej wszystko to, co dotyczy Książki tygodnia znacznie wcześniej, niż pojawi się oficjalnie tutaj, a także wiele innych, interesujących rzeczy:

www.facebook.com/groups/Koominek


Dziewięć miesięcy w liczbach, które w jakiś sposób same mówią za siebie:

- 24 edycje Konkursu muzycznego, „Podziel się muzyką”;
- 24 Książki tygodnia i 6 kolejnych tytułów w planach;
- 3 Filmy tygodnia;
- 125 wylosowanych i wysłanych nagród;
- 19 tematycznych szufladek.

Najbliższe plany wydawnicze:

1. Beata Kępińska, Taniec z czarownicą, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2014;
2. Maciej A. Brzozowski, Włosi. Życie to teatr, Muza SA, Warszawa 2014;
3. María Dueñas, Olvido znaczy zapomnienie, Muza SA, Warszawa 2014;
4. Hanna Cygler, Głowa anioła, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014;
5. Elizabeth Gilbert, Botanika duszy, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014;
6. Colleen Hoover, Hopeless, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2014.

Cieszy fakt, że pomimo tego, że są tacy, którzy nas opuszczają, co w jakiś sposób jest normalne, choć źle się dzieje, że tak się dzieje, znacznie więcej jest tych, którzy zbierają się przed Kominkiem, jeśli nie od samego początku, to pojawili się jakiś czas później. Dziękuję za te bardzo owocne dziewięć miesięcy z Wami i mam nadzieję, w co wierzę, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze, czego Wam i sobie życzę.

środa, 25 czerwca 2014

Kartka z Powstania Warszawskiego

W dalszym ciągu trwa publikacja prac pokonkursowych, Kartka z Powstania Warszawskiego. Poniżej pojawi się praca kolejnej z finalistek, Olgi Stankiewicz, która w konkursie przyjęła powstańczy pseudonim, Urszula.

 27 sierpnia 1944       

Znaleźliśmy wczoraj Jędrka. Leżał pod jednym ze spalonych budynków, chyba nie miał już sił iść dalej i po prostu padł gdzie stał. Jego Anka strasznie płakała w nocy, do teraz mi się ten lament po uszach tłucze…

Ciągle staram się sobie wszystko tłumaczyć. Oto czasy, w których zwątpić można we wszystko, nawet w śmierć. Zastanawiam się czy kiedyś wojna się skończy. Śmieszna myśl, pewno, że się skończy! O ile my nie skończymy się wcześniej.

Podróż w czasie

(…) Istnieje w Ameryce zawzięta podejrzliwość wobec wszystkiego, co literackie, nie mówiąc już o coraz większej niechęci wielu młodych ludzi do czytania czegokolwiek, nawet napisów w filmach obcej produkcji i na okładkach płyt, co częściowo tłumaczy rosnący popyt na książki zawierające niewiele słów, za to dużo zdjęć. [s. 84] 

Zatrzymałem się w poszukiwaniu odpowiednich słów, ale i właściwych obrazów, fotograficzna świadomość nabiera stopniowo określonego kształtu. Podróż w czasie zaprowadziła mnie do miejsca, w którym blisko dwie dekady wstecz uświadomiłem sobie, że to, co szczególnie inspiruje mnie w fotografii, to kobiece spojrzenie. Robiąc różne zdjęcia już wtedy poszukiwałem tych szczególnych kadrów, które jakże dalekie były od popularnego obecnie modelingu. Zatrzymałem się też w obrębie kilku stron książki, która stała się już wykładnią tego, o czym staram się pisać, czego staram się dotykać, wreszcie jest tym, co mnie od dawna interesuje i pasjonuje.

Nicholas Sparks - Najdłuższa podróż

Nicholas Sparks to marka sama w sobie. Wystarczy wspomnieć nazwisko i wszystko staje się jasne. Nie inaczej jest w przypadku, Najdłuższej podróży, która dosyć szybko zyskała moje uznanie.
Choć przyznać muszę, że gdzieś na początku pojawiła się obawa, Ale to już było…. Jednak tak szybko, jak się pojawiła, tak równie szybko zniknęła. Gdzieś w przebłysku świadomości widziałem pomysł, po który sięgnął autor znacznie wcześniej. Wystarczyło pozwolić ponieść się lekturze, aby dotknęła nas szczególna siła słowa Nicholasa Sparksa.
Najdłuższa podróż, najnowsza powieść twórcy Listu w butelce, Na zakręcie, czy może Ostatniej piosenki, nie ustępuje żadnej z poprzednich, a wręcz jest jedną z najlepszych w obszernym dorobku autora. Dwa równolegle poprowadzone wątki przez długi czas nie mają ze sobą zupełnie nic wspólnego. Choć, jak to u Sparksa bywa, autor potrafi zaskoczyć czytelnika w momencie, w którym najmniej się spodziewa.
Samotny starzec, który w wyniku wypadku zjeżdża ze skarpy i uderza swoim samochodem w drzewo, nie zdaje sobie sprawy, z jakimi koszmarnymi warunkami przyjdzie mu się zmierzyć. Szalejąca śnieżyca z każdą godziną coraz mocniej nie tylko zaciera ślady zdarzenia, ale również coraz mocniej zasypuje auto, w którym utknął Ira. Dziewiąty krzyżyk na karku nie ułatwia życia, a wypadek powoduje serię obrażeń, które w tym konkretnym momencie jeszcze bardziej je utrudniają. Stąd sięgnięcie po termos z kawą, czy kanapki, które gdzieś tam leżą staje się zupełnie niewykonalne. Właśnie wtedy Ira we wspomnieniach przywołuje swoją kochającą żonę Ruth. Jego osobisty sposób przetrwania tych godzin boleści.

wtorek, 24 czerwca 2014

Imagine (2012)

Przybyłem. Zobaczyłem. Uwierzyłem.

Przez chwilę miałem dylemat, czy wybrać Niepewność, czy też skierować swój wzrok ku Imagine, dobrze się stało, że niepewność oświeciła mój umysł, bo wzrok, ale też umysł doznał oczyszczenia na wyjątkowym w swej postaci filmie Andrzeja Jakimowskiego, Imagine.
Dwa jego poprzednie obrazy, Zmruż oczy i Sztuczki, to już był wyjątkowy koloryt polskiego kina, teraz nazwisko polskiego reżysera firmuje wyjątkową europejską koprodukcję, film, w którym nie jest ważne to, co widzisz, bo w zasadzie nie widzisz wiele, ale ważne jest to, co dostrzega twój umysł i jak szeroko otwarty jest na wyobraźnię. Bo to, czego nie jesteś w stanie zobaczyć, musisz poczuć swoimi pozostałymi zmysłami, ucząc się patrzeć, ale i widzieć, bez względu na to, że od urodzenia jesteś niewidomy.
Jakiż wiarołomny jest umysł człowieka widzącego i jak wiele potrafi ten, który promienie słoneczne może poczuć jedynie na swojej twarzy, nie mogąc jednak oślepiony nimi zmrużyć oczu. Tutaj warto otworzyć się na bodźce, dostrzec to, czego zdrowym okiem nie widać, a wtedy uda się zobaczyć wielki statek zacumowany tuż obok.
Jest w tym filmie coś szczególnego, coś, co nas normalnie widzących i obserwujących otaczający nas świat może razić, a może wprowadzać niepokój, a jednak, jeśli otworzymy umysł na wszelkie dotykające nas bodźce Imagine będzie ucztą, o jakiej można tylko pomarzyć.
Ian i Eva – połączył ich ślepy los i ten sam los sprawił, że Eva dotknęła świat własną ręką, ten sam świat, który dzięki kalectwu przez długi czas był dla niej zamknięty. Obraz, który trzeba poznać, nic więcej nie będę tu pisał… Kieślowski byłby dumny ze swojego kolegi po fachu. 9/10


Zajrzyj do Grupy Cinema Paradiso... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)

Życie odmierzane

Życie odmierzane:

- migawką aparatu;
- spojrzeniem modelki;
- stronami książek;
- słowem przelanym na papier;
- ruchomymi obrazami;
- mnogością nut dotykających duszy;
- czy wreszcie wrażeniami i odczuciami, których czasem nie wytrzymuje męskie serce...

Jednym słowem, artystyczne życie...

Złodziejka książek (2013)

Mam zasadę: unikam żyjących. Ale czasem nie mogę się powstrzymać. Liesel Meminger zwróciła moją uwagę...

Nie bez powodu sięgam właśnie po te słowa, gdyż Liesel Meminger zwróciła również moją uwagę. Mogę tylko zgadywać, ale mam wrażenie, że Markus Zusak, autor książki Złodziejka książek, nie przypuszczał, jak wielką zyska popularność i jak szybko wieść o jej istnieniu obiegnie świat. Nie mam tej przyjemności, nie mogę skonfrontować dzieła literackiego z filmem, gdyż go nie czytałem. Dlatego wszelkie odniesienia muszą pozostać z boku.
Faktem jednak jest, że nie tylko Śmierć, która jest narratorem tej opowieści zwróciła uwagę na jedenastoletnią dziewczynkę, która w trakcie mroźnej zimy przemierza pociągiem Niemcy ku swojemu przeznaczeniu. Jestem przekonany, że wybór aktorki, która zagrała Liesel Meminger był najlepszy, był taki, jaki zapewne mogli wymarzyć sobie czytelnicy, ale i sam autor, gdyż książka liczy sobie nie wiele mniej lat, niż jej bohaterka.
Sophie Nélisse zaskakuje od pierwszej do ostatniej minuty. Od pierwszego kadru w pociągu, kiedy zwraca na nią uwagę Śmierć, aż po ostatni... Ale zanim pojawi się ten ostatni Sophie zdąży pochować swojego małego brata, ukraść swoją pierwszą książkę, Podręcznik grabarza, dzięki której i dzięki pomocy Hansa Hubermanna, jej zastępczego ojca zaczyna czytać, nabiera szacunku dla książek, w okresie, w którym w Niemczech staje się to coraz bardziej niebezpieczne. Kiedy płoną książki na stosach, jedną z nich udaje się uratować...

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Underworld II

II

nieważkością pełne
chwile pełne Ciebie

ponad miastem nocy
w duszy gra muzyka

nikt dziś nic nie mówi
milczeć wszak nie trzeba

oto chwila prosta
oto umysł poszukujący...

Mary J. Blige - Suitcase

Wszyscy fani pierwszej damy współczesnego soul & r’n’b, czyli Mary J. Blige, mają powody do zadowolenia. Od dzisiaj w sprzedaży cyfrowej dostępny jest płyta z aż 12 nowymi nagraniami wokalistki – w tym Suitcase (kliknij TUTAJ, aby obejrzeć nowy klip!) wybranym na pierwszy singiel promujący to wydawnictwo. Choć płyta jest ścieżką dźwiękową do filmu Think Like A Man Too zawiera w całości nowy materiał zarejestrowany przez Mary m.in. z Pharrellem Williamsem i The-Dream (autor m.in.. Umbrella Rihanny). Na płycie znalazł się m.in. cover niezwykle popularnego w latach 80-tych utworu A Night To Remember grupy Shalamar. 
Warto dodać, że pierwsza część filmu Think Like A Man z 2012 roku okazała się prawdziwą żyłą złota. Soundtrack do niej sprzedano w ilości ponad 1.4 miliona i to właśnie z niej pochodzą takie przeboje jak Tonight (Best You Ever Had) Johna Legenda i Ludacrisa, Think Like A Man Jennifer Hudson & Ne-Yo i Never Too Much Luthera Vandrossa.

niedziela, 22 czerwca 2014

Kartka z Powstania Warszawskiego



Krótki, ale jakże wymowny tekst. Jego autorką jest piętnastoletnia Weronika Głowacz. To był mój cichy faworyt w Konkursie literackim, Kartka z Powstania Warszawskiego.

„24 sierpnia 1944r.

Dwadzieścia cztery dni... Dwadzieścia cztery dni powstania... Wydaje mi się, jakby w jednej chwili cała Warszawa złożyła się jak domek z kart. Wokół znajdują się barykady. Gdzieś ktoś krzyczy: Ognia!... W pewnym momencie słyszę dobrze znane mi słowa: Bombardują... Co znów bombardują? Czy zbombardowany szpital, kamienice, domy im nie wystarczą? Dlaczego wciąż chcą więcej i więcej? Nie wiem... Idę wolnym krokiem ulicą Marszałkowską. Jeszcze tylko kilka kroków, zakręt i... piwnica... Ciemna piwnica, w której urywa się cała rodzina... Moja rodzina... Ukrywa się przed kolejnymi nalotami, które zdarzają się kilka razy w ciągu dnia. Jeszcze żyją, ale... Czy dożyją końca powstania? To pytanie zadaję sobie każdego dnia. Dzisiaj wracając do domu widziałam dziewczynkę. Miała sukienkę w kwiatki i blond włosy splecione w dwa niesforne warkoczyki. Wyglądała na dziesięć, może jedenaście lat. Stała na rogu ulicy i śpiewała. Śpiewała „Warszawo ma...”... Miała piękny głos. Stanęłam na chwilę, aby posłuchać. Wokół mnie wciąż biegali powstańcy, którzy strzelali i krzyczeli. Ta mała istotka walczyła piosenką...

Miłość bez końca (2014)

W jakiś nieokreślony sposób film ten przyciągnął mnie do siebie. I przyznać muszę, że przyciąganie to dotknęło mą duszę. Miłość bez końca od początku do końca ma w sobie wyjątkową siłę, ma w sobie moc, która urzeka, porusza i nie pozwala przejść obojętnie.
Nie jest to ckliwa historyjka o nastolatkach, ale dobrze skrojona historia czerpiąca siłę z miłości, tej pierwszej, najmocniejszej, najpiękniejszej, tej, o którą się walczy, aż po kres dni... Miłość, która zaskakuje, onieśmiela, która nagle, jak piorun z jasnego nieba przynosi tak wiele nieznanych nigdy wcześniej doznań.
Jade, (urzekająca, niewinna Gabriella Wilde), przez całe swoje życie trzymana była pod kloszem. Miała jasno wytyczony cel. Była ambitna, mądra, piękna. Mogła mieć wszystko, jednak na progu szkoły, gdy pojawił się dzień rozdania dyplomów uświadomiła sobie, że dosłownie nikt nie będzie za nią tęsknił lub jej miło wspominał. Pochłonięta nauką i spełnianiem wytyczonych ambicji jej ojca nie miała wokół siebie nawet jednej, żywej duszy.
Mówi się, że w życiu nie ma przypadków, a skoro tak jest coś nagle musiało się wydarzyć. David nie należał do nieśmiałych chłopców, mógł mieć każdą dziewczynę, ale z nieznanych sobie powodów nie wypowiedział ani jednego słowa do Jade przez całe cztery lata wspólnej nauki. Tego dnia również w jego życiu jakże wiele miało się zmienić.

Mata Hari - Kobieta fatalna

Jak opowiedzieć to, co zostało już opowiedziane? Jak napisać historię kobiety, której losem rządził przypadek, bo gdyby nie romans z dyrektorem szkoły kto wie, czy blisko dwie dekady później stanęłaby przed plutonem egzekucyjnym? Czy jednak jej życie potoczyłoby się zupełnie innym torem, czy też w efekcie innych wypadków ten sam pluton by jej nie ominął?
Margareta Gertruda Zelle, znana w historii, jako Mata Hari urodziła się 7 sierpnia 1876 roku w Leeuwarden. Do 1891 roku zapewne wiodła beztroskie i pełne przepychu życie, gdyż jej ojciec był biznesmenem. Jednak właśnie ten rok musiał stać się dla niej przełomowym, gdyż dotknęła ją zarówno śmierć matki, jak i bankructwo ojca.
Już od lat młodzieńczych nie stroniła od przygód i życia pozbawionego ryzyka. Jednak epoka wiktoriańska nie była łaskawa dla kobiet samotnych, niewykształconych, a taką bez wątpienia była Zelle. Co prawda ukończyła studium nauczycielskie, ale po oskarżeniu o romans z dyrektorem szkoły i wydaleniu z niej jej edukacja nagle dobiegła końca.
Jedynym rozwiązaniem było szybkie znalezienie męża z odpowiednim posagiem. Bardzo pomocne ku temu były publikowane w prasie anonse towarzyskie, które pozwalały złowić odpowiednią partię. I taka wkrótce pojawiła się w osobie starszego od niej o dwadzieścia lat oficera marynarki, Rudolfa MacLeoda.

Sztuczki (2007)

Nie mogąc się skoncentrować na lekturze najnowszej powieści Marka Krajewskiego jednym uchem zasłuchany w tematy z filmu Sztuczki postanowiłem otworzyć nową szufladkę nadając jej zaszczytną nazwę – Kina moralnego niepokoju.
I właśnie Sztuczki z pogodną aurą unoszącą się przez cały film wpadną do niej, jako pierwsze. I przekornie nie ma w nim niepokoju, ale jest niezwykłe w swej formie sprawienie, aby ziściło się małe marzenie równie małego chłopca. Stefek ma swój magiczny świat, w który wciąga również swoją starszą siostrę, choć on sam uparcie wierzy, że dzięki nim, dzięki jego magicznym sztuczkom stanie się coś dobrego.
Prosta w formie, ale interesująca i jakże urzekająca opowieść Andrzeja Jakimowskiego, obraz, tchnący siłą, pogodą ducha i spojrzeniem małego Stefka. Jego Jest suuuuper jest mottem przewodnim tego filmu, jest jego wizytówką, która na długo zapad w pamięć. I choć mały Stefek zdążył już podrosnąć to chyba jest i długo będzie jego najlepsza rola.
 
Andrzej Jakimowski - Zmruż oczy, Sztuczki i koncertowy Imagine.


Zajrzyj do Grupy Cinema Malena... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)

Fotograficzna świadomość

W napisanym nie tak dawno tekście zrobiłem pierwszy, ważny krok w stronę odkrycia tego, co tak naprawdę od lat pociąga mnie w fotografii i dlaczego za każdym razem, gdy mam ku temu możliwość sięgam po aparat. Jednak, czy kiedykolwiek dotrę do miejsca, w którym znajdę odpowiedź na to nurtujące mnie od dawna pytanie, tego nie wiem, nie zmienia to jednak faktu, że warto poszukiwać tej odpowiedzi bez względu na okoliczności. Dążenie do doskonałości ma to do siebie, że poszukiwanie punktu „D.” czasem prowadzi nas na skraj szaleństwa, czasem jednak odkrywamy coś, o czym nigdy byśmy się nie przekonali, gdybyśmy nie zrobili określonej liczby zdjęć za każdym razem dostrzegając w nich coś nowego.
Epoka aparatów cyfrowych dostępnych w telefonach komórkowych sprawiła, że świat został zalany obrazami, Facebook i inne portale społecznościowe, a przy tym Internet dodały kropkę nad „i”, zostaliśmy przywaleni obrazami. Setki milionów kadrów, w których znaczna większość nie przekazuje nic godnego uwagi, tzn. twórcom się zdaje, że tak właśnie jest, a jednak prawda okazuje się znacznie bardziej bolesna. Źle się dzieje, kiedy momentami zalewa nas kicz.

(…) Epoka, w której wykonywanie zdjęć wymagało drogich i trudnych w obsłudze urządzeń-zabawek dostępnym zawodowcom, bogaczom i obsesjonatom, wydaje się bardzo odległa od epoki zgrabnych aparatów kieszonkowych, zachęcających wszystkich do „pstrykania”. [s. 14]

sobota, 21 czerwca 2014

Kartka z Powstania Warszawskiego

Zdając się na wybór losowy przed nami praca, która nie pojawiła się w ścisłym finale. Jej autorką jest Agnieszka Szumiela, która w konkursie przyjęła powstańczy pseudonim Stokrotka. Dajcie się ponieść jej opowieści…

Warszawa, dn 01. 09. 1944r.

Kochana Ciociu!


 
Piszę do Ciebie z powstańczej Warszawy, w rocznicę dnia, który zmienił mnie i bieg mojego życia. Tak wiele się wydarzyło przez te wszystkie lata, trudno uwierzyć, że czas tak szybko minął. Zaledwie pięć lat wstecz, jako absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Paryżu wierzyłam, że wszystko, co najpiękniejsze dopiero przede mną. Kiedy spotkałam Antoniego czułam, że los się do mnie uśmiecha, to musiało być przeznaczenie byśmy trafili właśnie na siebie.
Pamiętam i mam cały czas przed oczami, jak namawiałaś mnie, żeby przyjąć propozycję profesora, dzięki której miałabym możliwość pracować w najlepszej klinice we Francji. Antoni, jako wybitny adwokat również nie miałby problemu z założeniem własnej kancelarii, gdyż pozytywne recenzje na temat jego działań sięgały znacznie dalej niż granice Polski.
Właśnie do rodzimego kraju udaliśmy się by zawrzeć związek małżeński i tu wychowywać potomstwo. Mimo szerokich możliwości we Francji pragnęliśmy żyć w narodzie przodków. W sierpniu 1939 przyjechaliśmy do Krakowa, rodzinnego miasta Antoniego, a 1 września mieliśmy stanąć przed obliczem Boga i ślubować miłość i wierność, póki nas śmierć nie rozdzieli.

Underworld I

Poetycki cykl Underworld zacząłem pisać kilka lat temu, a może trochę wcześniej. Tak się akurat składa, że nie mam określonego punktu odniesienia kiedy powstał pierwszy z siedemdziesięciu istniejących krótkich wierszy. 
Faktem jest, że po pierwszym pojawił się kolejny, a za nim następny. Pierwotnie było ich pięćdziesiąt, z czasem dopisałem jeszcze dwadzieścia. Te ostatnie rozszerzone o własne, osobiste komentarze. Proszę zostawić ślad po lekturze w komentarzu, pod tym wierszem, który szczególnie przypadnie do gustu.

 
I

w katakumbach pamięci
cisi ludzie ukryci

głowy kapturami przykryte
kontemplują bezmiar umysłu

poszukują prostej drogi
wciąż stojąc w miejscu

kilka kroków dalej jest
sala Jasnego Umysłu..

Matrix - Reaktywacja (2003)

C-4 to za mało..., aby spowodować większy efekt wybuchowy, niż dzieje się to za sprawą Matrixa. A przyznać trzeba, że dzieje się tak niewyobrażalnie wiele, iż ogarnięcie tego, graniczy z cudem. Rewolucja, jaką wnosi ze sobą ten film, choć nie są to jeszcze Rewolucje jest nie do opisania. Można jedynie spróbować lekko przybliżyć ten temat, można spróbować literami oddać kształt magicznych kodów, setek, tysięcy, milionów słupków liter, w zielono-oliwkowym kolorze będących wyznacznikiem życia. Można się postarać, ale czy sztuka ta mi się uda?
Tylko jeden człowiek ma moc uratowania ludzi, tylko on może przeciwstawić się zagładzie, w jakże boski sposób tak wiele od niego zależy w walce z maszynami. Jednak to nie wszystko, to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż pod spodem ukrywa się wiele zawiłości w programach, a szczególnie w jednym, wielkim skrypcie, bez którego istnienie Neo, Trinity, Morfeusza i wielu innych zupełnie nie miałoby sensu. To również agent Smith i jego niezliczona ilość kopii sklonowanych z perfekcją i prędkością światła.
Jaki jest naprawdę ten jedyny w swoim rodzaju Matrix? Jak wielką moc ma to, co ze sobą niesie? O ile część pierwsza była swoistym preludium, rozwinięciem i wprowadzeniem, do świata wyśnionego, wyimaginowanego, to część druga jest już niewyobrażalnie doskonałym rozwinięciem symfonii skomponowanej przez braci Wachowski. Symfonii, w której pierwsze skrzypce gra właśnie Neo, gdyż od niego tak wiele zależy, to jemu Architekt powierzył dar decydowania o losach świata i jego własnych, to jemu dał możliwość wyboru – dobro świata lub ratunek dla kobiety, która jest treścią jego życia.

Maciej A. Brzozowski - Włosi. Życie to teatr

Być Włochem – to brzmi dumnie…

Włochy jakie są, każdy widzi. Piękne, urzekające, romantyczne. Poznać Włochy to nie jest łatwa sztuka, a jednak jest ktoś, kto nie tylko może nam w tym pomóc, ale jego spojrzenie jest w tym względzie jedyne w swoim rodzaju. I to on, Maciej A. Brzozowski, zabiera nas w podróż po apenińskim bucie. Tutaj nie wiem, co bardziej mi się podoba – sam list, czy może jego obszerne postscriptum. Aczkolwiek lekturę warto zacząć jednak od listu, od opowieści wybornej treści nad życiem Włocha, którego kocha każda istota.
Ten niezamierzony rym, który popełniłem w powyższym akapicie, ma mimo wszystko swój wyjątkowy wymiar. Włosi to naród szczególny, jakże niedawno zlepieni w jedno z wielu nacji, miast-państw, różnych kultur, społeczności, wreszcie spojrzeń na otaczający ich świat. Rzadko spotykany kalejdoskop osobliwości. Nie znam Włoch z autopsji, jak dotąd nigdy nie dane mi było tam dotrzeć, jednak dzięki książce Włosi. Życie to teatr, mam nieodpartą chęć sięgnięcia po okazję last minute i skonfrontowania lektury z rzeczywistością. Tylko miałbym dylemat, w którą stronę w tej pierwszej podróży się wybrać. Do niedawna były to pojedyncze symbole w osobach Moniki Bellucci, Giuseppe Tornatore czy może Leonardo Da Vinci, którego postać zgłębiam teraz dzięki serialowi emitowanemu przez jedną ze stacji telewizyjnych. Do niedawna świadomość tego narodu była jakże niewielka, choć motoryzacyjnie od zawsze stawiałem na Fiata.

piątek, 20 czerwca 2014

Drugie oblicze (2013)

Sam Drive nie poruszył mnie tak, jakbym sobie tego życzył, jednak stwierdzenie, Mocniejszy niż Drive jest w pełni uzasadnione. Widziałem wcześniej krótki zwiastun filmu, coś również wcześniej o nim słyszałem i dzięki temu świadomość filmu dawała określone spojrzenie na to, co może mnie spotkać.
Historia obrazu Drugie oblicze rozciąga się na przestrzeni kilkunastu lat. Dwóch mężczyzn, dwie rodziny, dwa życiorysy i określone zdarzenie w czasie, które będzie miało istotny wpływ na to, jak potoczą się dalsze losy obu rodzin. I wbrew pozorom nie jest to sielankowa, niedzielna opowieść, a pełna napięć chwytająca za serce historia o poszukiwaniu własnej drogi.
Ryan Goslingv contra Bradley Cooper, dwóch charyzmatycznych aktorów w dwóch wyjątkowo dobrych rolach i choć dla jednego z nich scenariusz nie był zbyt łaskawy, to jednak ten sam scenariusz pisze drugie rozdanie, nowe karty rodzinnej historii. Film nie należy do krótkich, bo 140 minut to potężny ładunek emocjonalny, a jednak myślę, że oglądając go w kinie nie odczujecie przemijania czasu, ładunki elektryczne krążące po Sali będą w stanie wywołać krótkie lub dłuższe spięcie.
Nie bez znaczenia jest w tym filmie równie wyjątkowa rola pięknej Evy Mendes, która kreacją Rominy po raz kolejny podkreśla, że dobre aktorstwo nie jest jej obce. Przyciąga uwagę widza i to nie tylko swoją wciąż urzekającą urodą.
Film, przed którym nie tylko warto się zatrzymać, film, który trzeba poznać.. Premiera kinowa miała miejsce 24 maja 2013 roku.


Zajrzyj do Grupy Cinema Malena... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)