Google+ Followers

czwartek, 31 sierpnia 2017

Pachnące nowością No. 37

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć.
W zasięgu ręki, czeka na swoją chwilę i jestem przekonany, że już niedługo będę mógł powiedzieć o niej znaczenie więcej.

Książka, która poruszyła czytelników na całym świecie. Nie można jej przeczytać tylko w Chinach, gdzie wciąż jest zakazana przez władze.

Przejmująca opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny, której doświadczenia tworzą niezwykły obraz przemian, jakie dokonały się w Chinach.
Babka autorki zgodnie ze starą tradycją miała zabandażowane stopy, a rodzice przeznaczyli ją na konkubinę generała.
Matka stała się zaangażowaną komunistką walczącą o nowe Chiny. Jednak gdy razem z mężem zaczęli dostrzegać okrucieństwo Mao, oboje doświadczyli bezwzględnych prześladowań podczas Rewolucji Kulturalnej, byli torturowani i zostali zesłani do obozów pracy.
Mała Jung dorastała jako Pionierka z Czerwoną Książeczką pod pachą, ale jako młoda kobieta zdecydowała się skorzystać z cudem nadarzającej się okazji i opuścić swój kraj na zawsze. Mieszkając w Londynie, napisała książkę, która pozwoliła zrozumieć światu, czym tak naprawdę są współczesne Chiny.

Data wydania: 31 lipca 2017 

Jung Chang, Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin, Wydawnictwo Znak literanova, Kraków 2017

Pachnące nowością No. 36

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. 
Poznana w całości, poruszająca, fascynująca i niezwykła opowieść i tylko przeciążony umysł sprawia, że jak dotąd nie miałem okazji, aby szerzej o niej opowiedzieć. 

W kraju pełnym tajemnic sama ustalasz reguły gry. 
Rok 1958. Joan Seabrook, świeżo upieczona archeolożka, spełnia marzenie swojego życia o wizycie w Arabii i przybywa z Anglii do starożytnego miasta Maskat. Próbując zapomnieć o osobistej tragedii, planuje zbadać pustynny fort Jabrin i odnaleźć ukryte w nim skarby. 
Lecz Oman to kraj zagubiony w czasie – surowy, pełen tajemnic i pogrążon w krwawym konflikcie. Podróż do Jabrin może okazać się niemożliwa.
Rozczarowanie Joan pogłębiają opowieści pionierki i odkrywczyni Maude Vickery, której dokonania rozpaliły fantazje i ambicje młodej archeolożki.
 Spotkanie z niezwykłą samotniczką Maude wywraca życie Joan do góry nogami. Przyjaźń kobiet zacieśnia się, a Joan daje się wciągnąć w wir przygód. Gdy zaczyna zastanawiać się nad eswoimi wyborami i motywami Maude, jest już za późno. Joan zdaje sobie sprawę, że stała się pionkiem w podstępnej grze. 
Teraz musi znaleźć sposób na zatrzymanie lawiny wydarzeń, którą sama wywołała. Czy dziewczyna, która opuściła Anglię dla tego pięknego, lecz niebezpiecznego miejsca, zdoła wrócić do domu?

Data wydania: 19 lipca 2017 

Katherine Webb, Angielka, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2017

Pachnące nowością No. 35

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć.
Bardzo interesująca lektura, biorąc pod uwagę fakt, że jestem na półmetku na końcowe słowo trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać.

Powieść o pierwszym pokoleniu, które nie pamięta PRL-u, i ostatnim urodzonym bez smartfona w ręku.
W dziwnej krainie zwanej Polską, na pograniczu Zagłębia i Śląska, w mieście Będziniu, w czasach Gadu-Gadu i Paktofoniki żyje pewna dziewczyna i wiedzie tak samo zajebiste życie jak wszyscy, którzy wtedy w nie wchodzili.

I jeden miły akapit: A przecież niepostrzeżenie dwór dobiegł końca. W pewnej chwili każdy zaczyna opuszczać dom tylko i wyłącznie w jakimś celu. Nawet jeśli to będzie spacer, to wiadomo, że już nie idziesz sprawdzić, kto jest na trzepaku.

Data wydania: 13 września 2017 

Anna Cieplak, Lata powyżej zera, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

#archipelagzmysłów No. 09

Mirra.

Substancja zapachowa o największym skoncentrowaniu pierwiastków pochodzących z ziemi, reprezentuje związki między światem duchowym i materialnym. To siła, solidarność, pewność. Jest to zapach wyrażający stałość i czyste zamiary w sferze uczuć.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.

Incepcja (2010)

O filmach Furia oraz Grawitacja wspominałem nie tak dawno. Oba filmy pojawiły się w filmowo-muzycznej przestrzeni, oba doskonałe również pod względem muzycznej partytury. 
Nie inaczej jest w przypadku genialnego filmu Incepcja, pod którym podpisał się Christopher Nolan. Takiego wizjonerskiego filmu trudno szukać przed 2010 rokiem i myślę, że wiele lat minie zanim wydarzy się coś równie błyskotliwego i zaskakującego. 
Ta wielowymiarowa płaszczyzna snu oddana genialnym obrazem, nagrodzonymi Oscarem efektami specjalnymi, urzekającą muzyką by Hans Zimmer Do tego warto dodać doskonałe role: Leonardo Di Caprio, Ellen Page, Joseph Gordon Levitt, czy może Tom Hardy. Całość tworzy opowieść godną wielkiego ekranu kinowego i doskonałego dźwięku, właśnie tak, nie inaczej.


 
Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

sobota, 26 sierpnia 2017

Internetowa cela No. 01

26 października 2001 roku

Dziś drzewa za mym oknem wyglądały szczególnie. Gdzieś tam na horyzoncie słońce chyliło się ku zachodowi rozlewając po niebie ognistą czerwień. Zdawać by się mogło, że niebo płonęło podpalone tysiącami pochodni, a wraz z nim te cztery samotne, stare brzozy. Prawie wszystkie liście zdążyły już opaść, nagie konary straszyły okolicę.
Za każdym razem był to ten sam mój mały skrawek nieba, jednak prawie zawsze pojawiało się coś nowego w tym kosmicznym krajobrazie. Nad polami unosiła się mgła, zbliżał się wieczór, jeden z tych, gdy chciało mi się płakać, gdy odczuwałem tak wielką pustkę. Żyłem wśród ludzi, a jednak z dala od nich w swym małym świecie, którego uczestnikiem stałem się już dawno temu.
 
-- @ -- Poznaj pozostałe rozdziały w TYM MIEJSCU -- @ --

#americandream2003 No. 9

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Krótki tekst na finał tej podróży w czasie. 
 
Piwo, laptop i Malena 
 
Giuseppe Tornatore daje mi to, czego jak dotąd nie dał mi żaden reżyser, daje mi wrażenia, jakich nie potrafię zapomnieć. Jego kino jest inne, jego kino to prawdziwe Kino, to co robi, to Sztuka w najlepszym tego słowa znaczeniu. 
Dziś wieczór, miałem w zasięgu ręki jedynie film Malena, historię pięknej kobiety widzianą oczami dwunastoletniego chłopca. Historię prostą, ale jakże piękną w swej prostocie, grze słów, ujęć, kadrów. Jeśli kiedyś zetkniecie się z nim, lub może z Cinema Paradiso, Człowiek legenda-Rocznik 1900, a także każdym innym opisanym nazwiskiem tego reżysera, nie przegapcie tej możliwości zaznania tych wprost chwytających serce, wrażeń. 
Tą myślą chciałem podzielić się na Dzień Dobry ze świadomością, że powrót do kraju coraz bliżej. Tylko trzynaście dni, potrzebuję tego czasu na zmianę powietrza, choć bardzo zdrowego, na zmianę otoczenia, środowiska, na zmianę kraju, w którym właśnie jestem, po raz trzeci w Sun Valley, w stanie Idaho, gdzie wciąż można cieszyć oczy pogodną jesienią. To miłe, nawet bardzo. 
 
Doktor Żywago

#americandream2003 No. 8

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Jak ubrać w słowa myśli proste?

Wieś wymarła, cicha, pusta, jednak, jakby żyjąca, cienie, które mnie otaczają, zniknęły. Wysiadam z samochodu, mała dziewczynka, która siedziała obok mnie bierze mnie za rękę i prowadzi przez wieś, wszędzie pusto, lecz normalnie. Żadna tragedia nie wisi w powietrzu.
Idziemy ku rzece, dzień chyli się ku wieczorowi, zbliżamy się do rzeki i jedyne co słyszymy, to śpiew. Głos radosny, pogodny, mocny, pieśń pełna uroku, choć treść słów, jakby jeszcze do mnie nie docierała.

#americandream2003 No. 7

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Wiersz na życzenie

Zaczerpnąć dłonią burzy wspomnienie,
zaczerpnąć dłonią kamyki nad brzegiem,
posłuchać spokojnego szumu morza
nad polskim brzegiem,
a gdy nadejdzie wreszcie ta chwila,
odetchnąć głęboko, odpłynąć
w głębokiej toni
październikowego dnia,
usłyszeć wołanie orla nad latarnią w Rozewiu,
poczuć w duszy Polskę...

(02.09.08)

czwartek, 24 sierpnia 2017

Internetowa cela No. 00

Szesnaście lat temu wydarzyło się coś, co odmieniło świat na zawsze. Szesnaście lat temu, gdy nie opadły jeszcze dymy nad WTC, w dwa jesienne miesiące 2001 roku napisałem na konkurs swoją powieść Internetowa cela. Powstała spontanicznie bez przygotowania, notatek, materiałów pomocniczych i jest od początku do końca literacką fikcją.
W procesie wydawniczym zasługuje jedynie na dobrą korektę, choć i tak, co już mogłem to sam poprawiłem.

Kiedy kurz opada a pożary gasną, spod przymkniętych powiek wyłania się nowy świat. Świat przyćmiony nalotem bólu i utraconych nadziei. Czy w tym świecie, w którym śmierć łączy się z cierpieniem, znajdzie się miejsce na miłość?
Iwona. Kobieta sukcesu. Piękna. Hipnotyzująca. Tajemnicza. Wydawać by się mogło, że w jej idealnym życiu niczego nie brakuje. Kiedy przypadkowo poznaje dwóch mężczyzn, okazuje się, że jej życie wcale takie idealne nie było… Czy w ramionach przystojnego architekt odnajdzie drogę do bycia kochaną? A może to internetowa znajomość sprawi, że jej życie nabierze innego wymiaru?

Metro (2012)

Obok Bitwy o Sewastopol druga doskonała rosyjska produkcja panującego nam miłościwie XXI wieku.
Nie ma w tym filmie zbędnego nadęcia, niekończącego się patosu, efektów specjalnych, które w nadmiernej ilości niszczą filmowe dzieło. Jest natomiast fenomenalnie pokazana i zagrana historia z dobrze zarysowanym wątkiem uczuciowym w tle. Metro zaskakuje dramatem garstki szczęśliwców, którzy widząc światełko w tunelu za wszelką cenę pragną znaleźć swoją szansę na ratunek i przeżycie.
Coś, co zaczyna się bardzo niepozornie po 131 minutach przyprawia o palpitacje serca. Moskwa w dramacie metra onieśmiela i zaskakuje pod każdym względem.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wojciech Dutka - Czarna pszczoła

Moje pierwsze spotkanie z prozą Wojciecha Dutki miało miejsce jakiś czas temu. Właśnie wtedy historia młodej Żydówki i zapatrzonego w nią essesmana w abstrakcyjnej miłości za drutami Auschwitz poruszyła mnie bardziej, niż mógłbym zdawać sobie z tego sprawę. W tamtym momencie widziałem, że warto będzie czekać na kolejne dokonania autora, choć jak dotąd nie udało mi się cofnąć do tego, co wydarzyło się zanim świat poznał Czerń i purpurę.
Wiele pełni księżyca dalej, tysiące przeczytanych stron później z zawirowań pędzącego świata wyłonił się Polak o czarnym sercu. Choć bliższym prawdy jest to, że jego skóra jest czarna, co do serca, bez wątpienia nie pozbawione empatii i pozytywnego spojrzenia na otaczający go świat. Choć po sprawie Lunatyka nic już nie było takie samo.
To właśnie wtedy pewne zlecenie zaprowadziło go ponownie nad Wisłę, gdzie kiedyś był naprawdę szczęśliwy, do kraju przodków, skłóconego narodu, ciągłych waśni, litrów wódki, która przez długi czas była lekarstwem na wszystko i chyba nadal nic się w tej materii nie zmieniło. Lunatyk sprawił, że przybyło mu wrogów, ale też znajomości, które po szokującej informacji związanej ze śmiercią syna jego przyjaciółki mogły się okazać na wagę złota. Po telefonie Agaty Max Kwietniewski nie miał żadnych wątpliwości, co powinien zrobić.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Światowe metropolie - Berlin

W 1919 roku podczas wyczekiwanego przez Einsteina zaćmienia Słońca zespół Arthura Stanleya Eddingtona dokonał pomiaru odchylenia toru światła pochodzącego z gwiazdy znajdującej się za Słońcem i przechodzącego obok niego. Wynik potwierdził teorię Einsteina z 1915 roku.

(...)

Rok 1922, wieńcząc sukcesy badawcze Einsteina, przyniósł mu nagrodę Nobla (niektóre źródła podają rok 1921, ale wtedy nie przyznano żadnej nagrody) za prace na temat zjawiska fotoelektrycznego. Nie był nią bynajmniej zaskoczony. Jego kandydatura do tej zaszczytnej nagrody została wysunięta po raz pierwszy już dwanaście lat wcześniej, w roku 1910, przez Wilhelma Ostwalda. Nominacja powracała dotąd rokrocznie, z wyjątkiem dwóch lat, zgłaszana przez coraz liczniejsze grono osób. Wiedział więc, że jej otrzymanie jest tylko kwestią czasu. Być może dlatego nie odnotował tego faktu w dzienniku z 1922 roku, a być może, jak w latach poprzednich, radość z sukcesu osobistego przyćmiły dramaty osobiste, związane bezpośrednią z nasilającą się falą antysemityzmu w Niemczech.  [s. 69, 70]

Iwona Luba, Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2013

Furia (2014)

Przyznam się, że do dziś żałuję, iż nie udało mi się poznać go w kinie. Dlaczego o tym wspominam? Byłem bardzo nieufny, jeśli chodzi o ten film. Bo tak naprawdę Fury to prawie jak Rudy, ale prawie w tym przypadku robi gigantyczną różnicę. Rudy to niestety odległa w czasie pisana w innych czasach farsa z brutalnej wojny.
Natomiast to, co się dzieje w ciągu tych 135 minut, tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Niezwykła faktura tego filmu zaskakuje pod każdym względem. Brad Pitt w jednej z najlepszych swoich ról. Doskonale dopasowana załoga czołgu, niesamowite zdjęcia i muzyka. Zastanawia mnie jedynie chiński wkład w produkcję tego filmu.
Po raz kolejny Steven Price przeszedł samego siebie. Wiele soundtracków cenię, ale tutaj jest to mistrzostwo. Integralna, mocna i jakże istotna część składowa tego filmu.

10/10

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, 
ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.
http://facebook.com/koominek

#americandream2003 No. 6

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Poszukiwana radość życia. 
 
Gdzieś jakby jest, gdzieś obok mnie, jednak nie potrafię jej dosięgnąć... wypadek, na szczęście niegroźny w skutkach przewartościował pewne sprawy, myśli, słowa, te słowa, które wylewamy z siebie zbyt często nie myśląc o tym, co ze sobą niosą, czy aby nie ranią drugiej osoby, czy są dla niej miłe. 
Trudno o słowa radosne i pogodne, znacznie częściej piszecie o smutkach i problemach, niż o radości i sukcesach, czyż nie mam racji? Wsłuchajcie się w samych siebie, poszukajcie innych, lepszych słów. 
Czasem nawet lepiej nie pisać nic, niż pisać coś, co w gruncie rzeczy nie niesie ze sobą żadnego pożytku... ja też czasem otwieram ten blog, by chwilę później go zamknąć, sztuką jest mówić i być słuchanym, pisać, aby pisać, to żadna sztuka.

M.

#americandream2003 No. 5

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Gdybyście chcieli zmienić jedną kwestię w swoim życiu... to, czy jest coś takiego? A poza tym, czy w ogóle zdecydowalibyście się na taki krok? 
Jedna kwestia, może być bardzo mała, ale później może mieć wielki wpływ na inne wydarzenia, czy podjęlibyście takie ryzyko?

#americandream2003 No. 4

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Magia wschodu Słońca

czyli dlaczego warto cieszyć się życiem..!

W tamtym momencie, dwa dni wcześniej o poranku miałem wszystko ułożone. Teraz, w zimny, a może wręcz mroźny, środowy wieczór muszę zacząć od początku. Te wszystkie dobre słowa gdzieś uleciały. Lecz może przynajmniej część z nich uda mi się odnaleźć.
Ja w drodze powrotnej do domu, z Boise do Sun Valley, siostra z chłopakiem obrali kierunek Hawaje. Automatyczna skrzynia tak bardzo człowieka rozleniwia, droga w sumie również. Prosta aż po horyzont i tylko dwa zakręty! Zjazd z 84 międzystanowej na drogę 20 na wschód i drugie skrzyżowanie, ku Sun Valley na drogę 75.
Właśnie jadąc na wschód pożyczoną KIA dane mi było oglądać narodziny dnia, wschód słońca 7:47. Wielka, olbrzymia tarcza, która już pół godziny później świeciła, jak w samo południe. Choć powietrze o tej godzinie jest jeszcze mroźne, jednak jest pięknie.

#americandream2003 No. 3

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Zakopiec, a Góry Skaliste 
 
Nasze polskie Tatry są niczym przy potędze Gór Skalistych, które mnie otaczają. Są niesamowite, rok wcześniej wyprawa do pewnej chatki, czytaj schronisko, dziewicza przyroda, sarny na wyciągnięcie ręki, 1904 metry n.p.m., a gdy siedzisz na ławeczce popijając herbatę... tego nie można opisać, to trzeba zobaczyć, teraz nie mogę Wam tego pokazać, teraz nie mam zdjęć przy sobie, a w tym roku jeszcze tam nie dotarłem. 
Herbata, fakt, godzina molestowania kozy, aby zagotować czajnik wody, to była zabawa, na zewnątrz było ciepło, a w środku piekło, ale czego się nie robi dla miłych wrażeń, a później nagle mnie tupnęło i w środku nocy wstałem, aby pisać, ja, świece i moje myśli, no i Góry Skaliste. Te świece zobaczycie wkrótce, wiem jak znaleźć moje zdjęcie.

#americandream2003 No. 2

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Dlaczego nie zostałem Maximusem?

Wychodzi na to, że jest ich tutaj zbyt wielu, a nick Maximus25 lub Maximus125 zupełnie mnie nie interesuje. Sięgnąłem po inny swój nick, który jest w miarę oryginalny i czasem przyciąga uwagę... myślałem jeszcze o jednym, starym, ale nie, ten jest czytelny tylko dla nielicznych. Jednak sentyment do filmu i postaci jest w tej oto również postaci.

#americandream2003 No. 1

Ostatnio odnalazłem zestaw tekstów publikowanych przed laty w blogu w Mieście Plusa w trakcie mojego pobytu w USA w latach 2002 - 2003.
Stąd spontaniczna koncepcja tego graficznego cyklu. Poza polskimi znakami publikuję bez zmian.

Dziś rozsadza mnie wściekłość!

Czuje się jak granat z wyjętą zawleczką. Mam ochotę użyć pięści, mam ochotę kogoś mocno trzasnąć, mam ochotę się wyładować.
Niestety trening siłowy nie pomógł, wciąż rozpiera mnie wola walki, może bitwa z Germanami by mnie wyleczyła, może walka na miecze o przetrwanie.
Zastanawiam się, czy kierunek, który przyjąłem jest dobry, nikt nie ma czasu, wszyscy się spieszą, kilka zdań to dużo, a kilkadziesiąt, nawet nie chcą się zagłębiać, ale może z książką się uda.
Była już w obiegu, teraz pora tak ją pokazać, to jest dobre miejsce i dobry czas.

M.

sobota, 19 sierpnia 2017

Patronat medialny - Alina Białowąs - Zostań ze mną, Karolino

Obudź się… Zaufaj… Zostań… 

Ten szczególny tryptyk od kilku już dni zyskał swoje dopełnienie właśnie za sprawą historii pod intrygująco brzmiącym tytułem, Zostań ze mną, Karolino. I po raz kolejny jest to wielkie, czytelnicze wyzwanie, gdyż dzięki zabiegowi, jaki zastosowała autorka jest to obszerny literacki monolit. Określona forma narracji, która nie daje czytelnikowi miejsca na oddech, chwilę przerwy, odpoczynek, czy może jedynie refleksję nad skomplikowanym losami Karoliny, której życiowa droga nie jest usłana różami, choć te same w sobie będą miały coś dodania od siebie. I wbrew pozorom nie będzie to miłe, choć takowym bez wątpienia być powinno.
Przyznać również trzeba, że wiele musiało wydarzyć się w życiu Karoliny, aby nie tylko odnalazła samą siebie, ale też naprawiła swoje relacje z rodzicami, Miśką, a także babcią. Wszystko to, co na początku spotkania z Karoliną zostało w ten lub inny sposób zarysowane teraz nabiera właściwego, odpowiedniego kształtu. Jest czas na mentalną, osobistą pobudkę życia w określonym wyobrażeniu takiego, jakim życie być powinno, a jakim o przekoro jest w istocie. Jest określona chwila na nabranie dystansu, na przewartościowanie zaufania do osób, co do których nie powinno być cienia wątpliwości, że warto im ufać, a jednak jak miało się okazać Karolina przez wiele lat żyła w wielkim kłamstwie. Wreszcie, co najważniejsze, znaleźć w sobie odwagę, aby nabrać pewności, że zakochanie to jednak nie miłość, że określona fascynacja nie zawsze jest wyznacznikiem uczucia, a określone lęki z przeszłości nie mogą przez całe życie stać na drodze do sięgnięcia po szczęście i radość życia.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Deborah Levy - Gorące mleko

Jest coś dziwnego i niepokojącego w tej książce.
Jest coś takiego, co sprawiało, że kilka razy miałem wielką ochotę rzucić ją w kąt i nigdy już do niej nie wracać. A jednak nie uczyniłem tego, wytrwałem do końca i z każdą kolejną stroną coraz bardziej zaczęła mi się podobać.
Nie wiem, czy znajdę jednak odpowiednie słowa, by wyjątkowość Gorącego mleka oddać. Nie wiem, czy potrafię odnieść się do tych wszystkich myśli, emocji, uczuć i doznań, które towarzyszyły mi w trakcie podróży po urokliwej i pięknej Andaluzji, nie wiem, czy zdołam oddać tę swoistą relację matki i córki, w której jedna cierpi albo przynajmniej sprawia takie wrażenia, druga natomiast stara się nie tylko ulżyć w cierpieniu, ale też znaleźć swoją drogę, swoje być albo nie być. Rose obdarza cierpieniem, rzadko kiedy uśmiechem, Sofia stara się z szacunkiem nieść pomoc, podać dłoń, ale też otworzyć się na inne bodźce, poznać smak kobiecych ust na swej skórze, uporządkować mocno pogmatwane rodzinne sprawy, nawiązać kontakt z ojcem w odległej Grecji, żyć, jeśli tylko się da pełnią życia. Raz na jakiś czas zapomnieć o balaście, jakim jest matka. Obie dotarły do Hiszpanii, aby w Klinice Gomeza szukać ostatecznego lekarstwa na cierpienia matki.
Jednak trudno nie docenić uroku tego czasu, miejsca, okoliczności, chwili podarowanej Sofii, ale też tym wszystkim ludziom, których tu i teraz miała okazję spotkać i poznać:

Ingrid, w kasku i butach jeździeckich, dosiada andaluzyjczyka. Wysoko na bezkresnym niebie orzeł rozpostarł skrzydła i krążył nad koniem. Muzyczne delirium grzmiało mi w słuchawkach, kiedy ona galopowała w moją stronę. Miała umięśnione ramiona, splecione w warkocz długie włosy, ściskała konia udami, u stóp gór migotało morze.

Jakże ujmująca to scena, jakże malownicza i dynamiczna, jakże wielką przyjemność uczyniła czytelnikowi Deborah Levy podając mu do ręki Gorące mleko, ucząc go cierpliwości, miłości, szacunku, zrozumienia do drugiego człowieka.

Deborah Levy, Gorące mleko, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

wtorek, 8 sierpnia 2017

#40literackierozdanie

----------------------------------
Do zdobycia, odkrycia i wygrania w TYM MIEJSCU. Gramy do 18 sierpnia 2017 roku!
 ----------------------------------

środa, 2 sierpnia 2017

Patronat medialny - Michał Larek - Furia

Wszyscy odjechali. Zniknęli policjanci, zniknęły zwłoki Marianka. Znowu zapadła cisza. Została sama - z bolesnymi wspomnieniami, spośród których najżywsze dotyczyło zatrzymania jej syna.

Szara, codzienna rzeczywistość, choć już nie taka szara, odrobinę kolorowa, odrobinę zaskakująca swą innością, przyciągająca uwagę, dająca do myślenia. Coś rodziło się w społeczeństwie, jakaś chęć sięgania po te nowinki z Zachodu, po kasety video, po świerszczyki, nie koniecznie dla dzieci. Dochodziły do głosu żądze, krew zaczynała się burzyć, coś umierało w swojej ostatniej podróży niebieskim karawanem.
Był taki czas, gdy straszono mniejszych i większych czarną Wołgą, był, jednak nastał nowy porządek, zbrodnia odkryła przed rodzącą się dopiero policją zupełnie nowe, nigdy wcześniej nieznane oblicze. W ciemnej, wilgotnej nocy przemykał niebieski Żuk. Kierowca wydawał się zupełnie niewidzialny.