Internetowa cela

sobota, 30 sierpnia 2014

Inny wymiar wiosny...

Ostatnio w pewnym liście, od bardzo sympatycznej Kobiety pojawiło się pytanie tej oto treści: „P.S. Czy nie wiesz może, kiedy skończy się wreszcie ta cholerna zima?” Jeśli o mnie chodzi to zima przeminęła, a przyszła piękna wiosna w dniu, w którym spojrzałem w Jej jakże ciepłe i pogodne oczy.
Wtedy uświadomiłem sobie, że coś mnie mocno walnęło, prawie jak, młotem w głowę, tylko, że w tym przypadku efekt jest zaiste mocny i raczej pozytywny. Ona ma wrażenie, że to tylko chwilowe zauroczenie, ja jednak myślę, że coś zupełnie innego, ale o tym może następnym razem.
Kiedyś z komina piekarni walił wprost w moje okna gęsty, czarny dym, teraz od niedawna jest to upatrzone miejsce pary bocianów, miejsce na nowy dom. Dwieście metrów dalej, na wysokim drzewie jest stary dom, wielkie, bocianie gniazdo, teraz „młodą parę” czeka wiele pracy i wysiłku, aby zadbać o własne.
Taki jest właśnie inny wymiar wiosny, konkretna oznaka, że zagościła na dobre, czas, kiedy powrócą sąsiedzi z Dalekiej podróży. Kiedyś dane mi było oglądać jakże piękny i jedyny w swoim rodzaju obrazek – na wielkiej, zielonej łące stało sto, dwieście, a może jeszcze więcej bocianów, a z każdej strony zlatywały się kolejne, aby razem wyruszyć w Daleką podróż. Do dziś żałuję, że nie miałem wtedy aparatu pod ręką, okładka w National Geographic, jak nic!
Ale wracając jeszcze do naszego tematu. Szukamy wiosny w spojrzeniu drugiej osoby, w jej obecności tuż obok nas, w rozmowie w trakcie długiego spaceru albo podróży samochodem z Warszawy do Krakowa. Chwile, które napawają nas radością, szczęściem, niby nic wielkiego, a jednak, fakt, że Ona (z mojej perspektywy patrząc) siedzi tuż obok mnie, mogę się jej przyglądać, tylko w trakcie prowadzenia samochodu nie jest szczególnie wskazane, słuchać jej, a nawet, gdy panuje cisza milczeć razem z nią, wtedy jest to przyjemność nie do opisania.

Copper

Poniższe słowa pojawiły się w momencie, gdy kończył się sezon pierwszy serialu Copper, na dziś dwa sezony są za nami, z wyraźną perspektywą na kolejny.
Po Gangach Nowego Jorku powrót do Five Points to miła dla widza odmiana, ale i propozycja serialowa godna uznania. Startowy sezon pierwszy w jego dziesięciu odcinkach pozwala odkrywać nie tylko interesujące scenograficznie plenery, ale przede wszystkim kryminalną historię, w którą wplątana się Wojna Secesyjna i budowanie demokracji, a co za tym idzie zalążka państwa, Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Copper, a może raczej Kevin Corcoran, na którym wojna odcisnęła swoje piętno wraca do domu nie mając świadomości, że jego żona zaginęła, a córka nie żyje. Były bokser irlandzkiego pochodzenia, a obecnie policjant stara się wraz z dwójką przyjaciół zmienić coś na lepsze w tym szalonym, skorumpowanym świecie, gdzie prawo wciąż tak niewiele jeszcze znaczy. Pełen ideałów, człowiek z charakterem, właściwy człowiek na właściwym miejscu wciąż poszukując żony przy okazji rozwiązuje wiele spraw, które przez jego przełożonych już na starcie skazane są na porażkę.
Drugi sezon pozwolił rozwikłać kilka zagadek, ale i wniósł do fabuły nowe, ważne rozdanie.
Warto.

Sarah Connor

Rok 2001. Debiutancką płytę artystki, Green Eyed Soul, miałem przyjemność odkrywać w Stanach, w trakcie mojego pobytu tam przez jakiś czas. Debiutancką i chyba najciekawszą i najmocniejszą wokalnie, bo kolejne krążki nie miały już takiej mocy wokalnej, tekstowej i muzycznej.
Green Eyed Soul to siedemnaście utworów inspirowanych nurtem R&B. Piosenek, które wpadają w ucho i już tam pozostają. Niekwestionowanym przebojem tej płyty stał się utwór, From Sarah With Love. Ten, ale też kilka innych. Muzyka, która z perspektywy lat wciąż powinna się podobać, płyta, po którą, jeśli gdzieś przypadkiem wpadnie w rękę, warto sięgnąć.
Dziś sięgnąłem po nią ponownie, stąd też słówko o tej płycie.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Książka tygodnia - Aż po horyzont


Wystartowała 32 Książka tygodnia, szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek. Zapraszam serdecznie i proszę przekazać dalej:
(…) Kiedy poznajmy Amy, jej życie właśnie uległo destrukcji. Odszedł ojciec, matka szukając dla nich nowego azylu od miesiąca jest na drugim wybrzeżu, a brat bliźniak zagubił się na dobre. Została sama. Przed nią jedynie prosta misja, aby z bliżej nieznanym sobie kolegą przejechać się w cztery dni do nowego domu i tym samym przyprowadzić auto.

I tak naprawdę mógłbym powiedzieć, że to już wszystko, można iść dalej, ale nic bardziej mylnego. Nostalgiczny początek daje nam jednak jedyną w swoim rodzaju podróż, Aż po horyzont.

Pełny tekst recenzji dostępny jest tutaj – Aż po horyzont.

Kathleen Tessaro - Kolekcjonerka perfum

Zapachy, jak często zwracam na nie uwagę? Na ile świadomie bądź nie sięgamy po określony perfum, aby był to nasz osobisty zapach. Im bardziej oryginalny, tym lepiej. Im mniej znany, tym większa szansa, że nie pachnie nim już pół świata.
Dlaczego zwracam na to uwagę? Niby nic takiego, a jednak w tym krótkim wstępie ukrywa się istota niesamowitej pod każdym względem powieści, „Kolekcjonerka perfum”. Książka, która sprawi, że wasze postrzeganie zapachów ponownie się wyostrzy.
Już raz wybieraliśmy się do Grasse…

(…) Philippe pozwolił im na piknik wśród jaśminów. Potem podłożyli sobie pod głowy zwinięte żakiety i zasnęli. Słońce muskało im twarze, powietrze pachniało morską wodą, gorąco ziemią i jaśminem.
- To coś wyjątkowego – powiedział Valmont, obracając się ku Evie. – Rozumiesz teraz, prawda? To zapachy definiują świat, nie słowa, nie kształty, ani dźwięki. Wszyscy rozumieją języki woni, w tym rzecz.
Skinęła głową, nie chcąc otaczać się słowami, kształtami czy dźwiękami.

… i już wtedy była to podróż, której nie dało się zapomnieć. Po raz pierwszy od czasów, Pachnidła pojawia się dzieło tak wyjątkowe, iż tylko uważna lektura pozwoli jego niezwykły smak, czy może bardziej konkretnie w tym przypadku – zapach.
I oto pojawia się „Kolekcjonerka perfum” w opowieści zawieszonej pomiędzy dwoma kontynentami, w dużej mierze również pomiędzy trzema miastami. Gdyż to, co zaczęło się w Londynie i dokonało w Paryżu, wcześniej musiało nabrać właściwego kształtu w Nowym Jorku. W pozornie uporządkowane i szczęśliwe życie Grace Munroe wiadomość o spadku wdziera się jak lawina burząca cichy blask poranka. List z kancelarii prawniczej z Paryża wraz z załączonym biletem lotniczym nie budzi wątpliwości, że wydarzyło się coś ważnego. Tylko, co jeśli Grace nigdy nie słyszała o Madame Evie d’Orsey.

środa, 27 sierpnia 2014

Żółta karteczka

(…) Świat nie jest chaosem. We wszechświecie panuje porządek. I piękno. Skąd się bierze ten porządek? Nikt nie wybije z głów tylu istot ludzkich myśli, że świat to realizowany właśnie projekt i że pomimo całego zła i wszystkich cierpień ma w sobie ukryty sens.

Dzisiejsza nauka obala wczorajszą ignorancję i sama będzie uchodzić za ignorancję w świetle przyszłej wiedzy. W ludzkim sercu jest pęd do czegoś innego, niż wiedza, która sama nigdy nie wystarczy do wyjaśnienia świata, bo tajemniczy klucz do niego znajduje się gdzie indziej. [s. 114]


dla Dominiki

Jean D’Ormesson, Traktat o szczęściu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011

wtorek, 26 sierpnia 2014

Konkurs muzyczny - Podziel się muzyką


Zapraszam do 30 edycji konkursu, który bardzo się Wam spodobał i to od Was zależy, po którą sięgnięcie płytę, w tym dwie gorące nowości. W każdej edycji do wyboru są cztery – A, B, C i D. Krótkie konkursowe formy, w których wygraną płytę zastąpi inna lub określona płyta wypadnie z obiegu. Reguły są proste:

W konkursie biorą udział:

"A" – Undressed, Kim Cesarion;
"B" – 1000 Forms of Fear, Sia;
"C" – "Offline", Guano Apes;
 "D" – Glorious, Foxes;

Szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek.

środa, 20 sierpnia 2014

Bezimienne twarze...

Gdy zabrzmiała syrena nie było cię
w domu, gdy zabrzmiała czekałeś
już w bramie, by bez lęku oddać strzał
w te okna, by odważnie pobiec dziś
przed siebie, ile miałeś lat, czy ktoś cię
oto pytał, o czym myślałeś upadając
na ulicy, by nie wstać z niej już nigdy,
kim byłeś zbłąkany przechodniu,
gdy karabin trafił w ręce twoje,
swój dom odnalazłeś, właściwie
jego gruzy w sześćdziesiąt dni później,
bezimienne twarze małych wielkich
duchem chłopców z Powstania...

Morgan Matson - Aż po horyzont

Zagubiona dziewczyna, chłopak ze złamanym sercem i podróż, która odmieni ich życie…

To niepozorne zaproszenie przedstawione na okładce nie oddaje nawet w drobnym stopniu tego, jak wiele w tych słowach ukrywa się pasji, rozterek, bólu, ale też radości w niezwykłej od początku do końca podróży przez Stany.
Kiedy poznajmy Amy, jej życie właśnie uległo destrukcji. Odszedł ojciec, matka szukając dla nich nowego azylu od miesiąca jest na drugim wybrzeżu, a brat bliźniak zagubił się na dobre. Została sama. Przed nią jedynie prosta misja, aby z bliżej nieznanym sobie kolegą przejechać się w cztery dni do nowego domu i tym samym przyprowadzić auto.
I tak naprawdę mógłbym powiedzieć, że to już wszystko, można iść dalej, ale nic bardziej mylnego. Nostalgiczny początek daje nam jednak jedyną w swoim rodzaju podróż, Aż po horyzont.

Underworld X

X

co mam zrobić
z upadającymi łzami

jak być dziś jedynie
powodem uśmiechu Twojego

jak za dobro słowem
dobrym odpłacać

w milczeniu dotknąć
jedynie Twoje dłoni...

wtorek, 19 sierpnia 2014

Książka tygodnia - Wiosenne dziewczęta


Wystartowała 31 Książka tygodnia, szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek. Zapraszam serdecznie i proszę przekazać dalej:

Czasem nie potrzeba wiele. Czasem już magnetyczne przyciąganie okładki daje gwarancję, że lektura na długo pozostanie w świadomości czytelnika. Czasem też los postawiony w ciemno zwraca się po tysiąckroć. Nie potrzebowałem wiele czasu, aby rozsmakować się w tej zaskakującej pod każdym względem opowieści. Wystarczyło w sumie tylko kilka stron, aby historia Gi i Il-sun pochłonęła mnie bez reszty.
 

Wychowane w duchu całkowitego i bezwzględnego uwielbienia dla Wielkiego Wodza i Umiłowanego Przywódcy, swoje życie podporządkowały od urodzenia jednej bezwarunkowej prawdzie. Bez względu na to, że Gi przeszła, jako dziecko piekło koreańskiego gułagu, a Il-sun przez chwilę mogła marzyć o dobrym wyjściu za mąż za kogoś wysoko postawionego w Partii, sierociniec, pod którego dachem razem się znalazły, zmienił diametralnie ich rzeczywistość. Codzienna ciężka praca w fabryce, w której szyły spodnie, pozbawiła je złudzeń, że ich życie będzie kiedykolwiek inne. Gdyby tylko wiedziały, co w niedługim czasie je czeka…

Pełny tekst recenzji dostępny jest tutaj – Wiosenne dziewczęta.

sobota, 16 sierpnia 2014

Żółta karteczka

Eva też wyciągnęła ku niemu ramię. Valmont ujął jej dłoń i przycisnął usta do przegubu.
Wrażenie, jakiego doznał, przeszło jego wszelkie oczekiwania.
Perfumy podkreśliły młodzieńczą świeżość Evy, a jednocześnie zlały się harmonijnie z naturalnym zapachem jej skóry. Dodały jej klasy i elegancji. To niezwykłe, jak bardzo jej osoba pasowała do jego kompozycji, ale to przecież ona go zainspirowała. Czuł, że zdolny jest teraz do dalszych eksperymentów.
Wyraz twarzy Valmonta przestraszył Evę; ta sama ekspresja malowała się na twarzach kamiennych postaci świętych w kościele Świętego Bonifacego - coś pomiędzy ekstazą a bólem. [s. 189]


dla Dominiki

Kathleen Tessaro, Kolekcjonerka perfum, Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2014

piątek, 15 sierpnia 2014

Królewna Śnieżka i Łowca

Muzyka filmowa ma u mnie od zawsze swoje stałe, bardzo wysokie miejsce. I to nie tylko jeśli chodzi o półkę na regale, ale w dużej mierze miejsce w mojej muzycznej świadomości. Towarzyszy mi od zawsze i od zawsze jest ważnym elementem filmu, choć nie zawsze zwracamy na nią uwagę.
A jednak od pewnego czasu muzyka filmowa zaistniała znacznie szerzej w świadomości ludzkiej. Film Królewna Śnieżka i Łowca już dawno za nami i jako film mógł się podobać. Tutaj muzyka musiała w umiejętny sposób podkreślać to, czego byliśmy świadkami harmonijnie komponując się ze zmaganiami dobra i zła.
James Newton Howard do nowicjuszy nie należy, z postawionym tematem poradził sobie doskonale, od pierwszej do ostatniej nuty tworząc dzieło, które przyciąga uwagę, sprawia miłe dla ucha doznania, wreszcie na długo zapisuje się w naszej pamięci.
A o muzyce filmowej będzie jeszcze okazji, aby opowiedzieć.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Kartki z podróży

Epizod IV

Lipiec i sierpień to dwa wakacyjne miesiące, to również okres, kiedy będą miały miejsce dwa spektakularne zjawiska astronomiczne. W lipcu ma dojść do bardzo specyficznej koniunkcji planet, kiedy to kilka z nich ustawi się w jednej linii, natomiast sierpień, 11 dzień tego miesiąca o godzinie 12:11, zacznie się całkowite zaćmienie Słońca i trwać będzie w pełnym cyklu prawie godzinę. Niby nic wielkiego, a jednak potężna moc zostanie nam dana, tylko nie wiadomo, w jakiej formie i czy będziemy umieli sobie z nią poradzić. I to w okresie, kiedy odliczanie do Millennium już wkrótce się zacznie, jeszcze tylko 180 dni i nastanie 2K, nastąpią dziwne dni. To pół roku może być normalnym czasem, ale każdy z nas, głęboko w podświadomości, myśli o tym, o czym już wielokrotnie słyszał.
W sumie mógłbym pojechać na Węgry, ale czy warto dla tej niespełna godziny tracić znacznie więcej czasu. Cóż, najbliższe całkowite zaćmienie Słońca będzie widoczne w Polsce w 2045 roku lub coś w okolicach tej daty. Czy taka okazja jeszcze się powtórzy? Za 45 lat z całą pewnością. Dziś usłyszałem, że koledzy mojej dobrej koleżanki Oli zamierzają jechać rowerami na Węgry, aby je ujrzeć. Chłopaki mają fantazję, ale na ich miejscu też bym tak zrobił. W pierwszej kolejności powinienem kupić sobie nowy rower, bo poprzedni komuś się spodobał i pewnej nocy wyjechał z garażu. Do Budapesztu z Warszawy jest jakieś 690 kilometrów, dlatego najpóźniej 1 sierpnia wypadałoby ruszyć w trasę i ostro pedałować. Głupio byłoby się spóźnić. A później albo ponownie pedałować albo zapakować się w pociąg i wrócić do stolicy. Tylko trzeba zabrać ze sobą przede wszystkim specjalne okulary, ktoś tu nieźle w forintach lub dolarach zarobi, aby uchronić swoje oczęta od ślepoty, gdy się zaniedba pewne wymogi.
Dotknąłem pewnego tematu, więc spróbuję go rozwinąć. Ola, a raczej Aleksandra, tak lepiej brzmi, tak lubię wymawiać to imię, to cudowna osoba. Znam inną panią, ma to samo imię, ale zasługuje, raczej nawet nie zasługuje, aby o niej wspominać. Tak jest lepiej. Aleksandra nie jest osóbką, „która wieczorem 14 sierpnia zgubiła się w Częstochowie, kiedy jest wyjątkowo dużo ludzi”. Równie piękna, miła i wesoła, jak „piękna nieznajoma”. Dopiero przed jasnogórskim szczytem, w nocy już chyba 15 sierpnia odkryłem, z kim dane mi było przez dziewięć dni pielgrzymować. Choć jest ode mnie młodsza o ładnych kilka lat, to jednak różnica wieku nie była przeszkodą w nawiązaniu tej znajomości. Było tak, jakbyśmy się znali od zawsze. Raz jeszcze w innym miejscu coś takiego mi się przydarzyło. Wtedy pojechałem na wycieczkę do Tomaszowa Lubelskiego.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Konkurs muzyczny - Podziel się muzyką


Zapraszam do 29 edycji konkursu, który bardzo się Wam spodobał i to od Was zależy, po którą sięgnięcie płytę, w tym dwie gorące nowości. W każdej edycji do wyboru są cztery – A, B, C i D. Krótkie konkursowe formy, w których wygraną płytę zastąpi inna lub określona płyta wypadnie z obiegu. Reguły są proste:

W konkursie biorą udział:

"A" – Glorious, Foxes;
"B" – Undressed, Kim Cesarion;
"C" – 1000 Forms of Fear, Sia;
"D" – One Love, One Rhythm, Kompilacja.

Szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek.

Zamknięty rozdział... 63 dni powstania

Nigdy nie byłem i będę historykiem, daleko mi do tego, jednak dwa eposy z II wojny światowej szczególnie są mi bliskie, działalność Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego majora Hubala i Powstanie Warszawskie.
Zastanawiam się, jak wielu z Was w jakiś sposób odebrało osobiście obchody 60 rocznicy wybuchu powstania, czy miało to dla Was jakieś znaczenie, czy cykl Powstańcy lub Radio Błyskawica, choć na chwilę przykuł Waszą uwagę?
Zajmują nas rzeczy błahe, nieistotne, banały, dyrdymały, ktoś może powiedzieć, Warszawa to prawie Twoje miasto, nie myli się w tym stwierdzeniu, tu się uczyłem, tu przez kilka lat pracowałem, ale Warszawa to również stolica Twojego kraju i jej historia nie powinna być Ci obojętna, mam rację, czy się mylę?
Wciąż jestem, jak pusty dzban i jeszcze sporo upłynie czasu zanim napełni go Twoje lub jej pragnienie, czekam na to, lecz jednocześnie słuchając tych ludzi, którzy wtedy byli na ogół w Twoim wieku, ludzie mający tyle lat, co ja, na ogół stanowili już wyższą kadrę, co nie oznacza, że jestem dziadkiem, byłem i jestem dumny, iż jestem Polakiem. Żaden inny kraj nie może poszczycić się tak sławetną historią, prawdą jest to, iż trudną, bolesną i ciężką, ale piękną...
Jednak świadomość, iż tylko, co szósty ankietowany znał datę jego rozpoczęcia nie napawa mnie dumą, a jest to historia najnowsza, nie tak nowa, jak rok 1956, 1970, 1980 i lata późniejsze, ale historia, o którą się jeszcze ocieramy. Dla mnie, jako Polaka ważne jest, iż ta okrągła rocznica została podkreślona w tak piękny, wyrazisty, jedyny w swoim rodzaju sposób, echo powstania dotarło po raz pierwszy pokazane w sposób dobry za Ocean, a także za zachodnią granicę...

Pachnidło: Historia mordercy (2006)

Film, który przejdzie do historii...

Na temat książki napisano i powiedziano już wszystko. Ten, kto czytał wie, o czym mówię. Każdy, kto jej nie zna swoją podróż w świat zmysłów i zapachów powinien zacząć właśnie od lektury. Dopiero później warto poznać filmową adaptację Pachnidła. Dzięki temu zabiegowi będzie to bardziej zaskakujące doznanie.
Znam lepsze i gorsze adaptacje. Znam takie, które w ogóle nie powinny się pojawić, znam kilka dobrych i ciekawych. Jeśli spojrzeć na Pachnidło, to wkład pracy potężnego sztabu ludzi przynosi efekt bliski doskonałości.
Musiałem zmierzyć się z tym filmem dwa razy, abym mógł napisać kilka mądrych słów. Choć mam wrażenie, że dwa to zbyt mało. Rzadko się zdarza, aby natłok myśli trudny był do ubrania w słowa, gdyż nie o słowa tu idzie. One same w sobie są niczym, jeśli myślimy o filmowym Pachnidle.

Paul Oakenfold - Four Seasons

Brytyjski DJ i producent, który swoją karierę muzyczną rozpoczął w połowie lat 80-tych. Żywa legenda, mająca na swoim koncie klasyczne już albumy, single i remiksy. Dwa razy wybrany najlepszym DJ’em świata i właściciel świetnie prosperującej wytwórni Perfecto Records, która co chwila wyłania nowe twarze sceny EDM. Oprócz tego, doceniony przez samą królową pop Madonnę supportuje jej koncerty na całym świecie. 
Czteropłytowy box Four Seasons to unikalny zestaw kompilacji dedykowanych porom roku, z których każda to inny klimat idealnie wpasowujący się w nastroje panujące za oknem. Cały zestaw zawiera aż 73 utwory, co daje ponad 6 godzin niesamowitych muzycznych wrażeń. Zawartość krążków to również plejada gwiazd, od Solarstone przez 16 Bit Lolitas, Lost Stories, Andew Bayera, Cold Blue, Yahela czy Paula Van Dyka, są tu również Jerome Isma-Ae, Corderoy i oczywiście sam Paul Oakenfold. Cztery pory roku, cztery płyty, cztery fascynujące i unikalne zestawy gwarantujące jedyne w swoim rodzaju muzyczne emocje.
Z perspektywy czasu jest to kompilacja, która zyskała moje uznanie, a każda z muzycznych pór roku ma swoje miłe muzyczne odniesienie odpowiednie zarówno do podróży, ale też do lektury, pracy, czy jedynie odpoczynku.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Książka tygodnia - Hopeless


Wystartowała 30 Jubileuszowa Książka tygodnia, szczegóły konkursu dostępne na stronie Kominek. Zapraszam serdecznie i proszę przekazać dalej:

(…) Miałem wrażenie, że po Morzu spokoju - książce Katji Millay - bardzo długo nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć, poruszyć czy też dotknąć. Sądziłem, że już wtedy nadmiar emocji przelał się przez duszę morzem spokoju, dotykając serca. Było to w sumie nie tak dawno.

Historia Sky zaczarowała mnie bardziej, niż mógłbym przypuszczać. Poruszyła we mnie, dojrzałym mężczyźnie wszystkie, nawet te najbardziej delikatne, struny. Krótkie wprowadzenie zawarte na dwóch początkowych stronach powieści jawi się z początku, jako wyrwane z kontekstu i nie mówi czytelnikowi zupełnie nic. W miarę upływu przeczytanych stron staje się jednak przejrzystym, a także emocjonalnym, odzwierciedleniem uczuciowej walki Sky.

Pełny tekst recenzji dostępny jest tutaj – Hopeless.

Anna Ficner - Ogonowska - Szczęście w cichą noc

Mógłbym użyć słowa „książeczka”, ale jakoś nie wypada. Bo jednak książka to brzmi dumnie i nie ma znaczenia, czy jest to obszerne tomisko, czy też mała, drobna, delikatna książka. Zanim dotrze do mnie pocztą mam już szczególną okazję, aby się z nią zmierzyć i przyznać muszę, że jest miło.
Nie jest już tajemnicą, że proza Anny Ficner-Ogonowskiej zawładnęła sercami i umysłami tysięcy czytelników, jej trylogia ze „Szczęściem” w tytule huraganem emocji odmieniła wielu i wciąż wielu nie może wyjść z podziwu poznając niezwykłe losy Hani i Mikołaja, a także ich przyjaciół i znajomych. A Szczęście w cichą noc to szczególne dopełnienie, literackie dopowiedzenie, książka napisana ręką lekką, swobodną z tą samą swobodą, jak miało to miejsce do tej pory.
I nic się nie dzieje, jeśli ta delikatna książka wpadnie w wasze dłonie w pierwszej kolejności, nic nie stracicie czytając ją przy kominku, a może przed kominkiem już teraz, a może chwilę później otoczeni świąteczną aurą. Dzięki temu jestem przekonany, że będziecie chcieli wiedzieć, jak to wszystko się zaczęło.

The Fall

The Fall, krótki, zaledwie pięć odcinków, ale wyjątkowo zaskakujący serial kryminalny, w którym w doskonałej roli pojawia się Gillian Anderson. Inspektor Stella Gibson contra seryjny zabójca, który coraz śmielej poczyna sobie w nocnych odcieniach Belfastu.
Dziesięć lat po Z Archiwum X Gillian Anderson jeszcze mocniej przykuwa naszą uwagę i to nie tylko swoją wyrazistą urodą. Dzięki umiejętnie napisanemu scenariuszowi jej rola budzi zachwyt, intryguje, przyciąga uwagę, wokół niej skupia się wszystko, co dzieje się wokół. A dzieje się wyjątkowo wiele, gdyż nie ma tu scen, które nie są istotne i nie wnoszą nic do całokształtu opowieści. Każda z nich ma określony przekaz, każda już za chwilę może podarować nowe, ważne informacje.
Odkryty przypadkiem sprawia mi wielką przyjemność, tutaj odcinki trzeba sobie w jakiś sposób racjonować, aby czerpać z nich jeszcze większą przyjemność. Z określoną zapowiedzią drugiego sezonu.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Gangi Nowego Jorku v 2.0 (2002)

Zabieram was w podróż do miasta, które znacie, jednak nic o nim nie wiecie. Do miasta, gdzie przybywały tysiące, aby tam szukać szczęścia, nowego życia, nowych możliwości. Cofniemy się w czasie do połowy dziewiętnastego wieku, aby spojrzeć na Nowy Jork, jakiego nikt wcześniej nawet nie próbował pokazać.
Dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie tam ciągnęły tłumy, gdzie na dobrą sprawę nie mogły na nic liczyć. W nikim nie miały oparcia, ich ojcem był głód, a matką bieda.
W takim właśnie środowisku dorasta mały chłopiec, Amsterdam Vallon. Od momentu, kiedy jest w stanie cokolwiek zrozumieć, dostrzega to wszystko, co jest złe, z czym walczy jego ojciec, którego zbyt szybko traci. Teraz przenoszę was w przyszłość, kiedy dziecko przeistacza się w młodego mężczyznę, pełnego buntu, poszukującego możliwości zemsty, którą żył i do której przygotowywał się przez lata. Razem z nim, z ludźmi, których zaczyna poznawać, z którymi nawiązuje kontakty, wędrujemy po brudnych zaułkach Five Points. Jest to nasza podroż, ale to on jest przewodnikiem.

środa, 6 sierpnia 2014

Król Polski - Jadwiga Andegaweńska – kobieta z berłem w dłoni

Jadwiga Andegaweńska - król Polski obraz olejny 70x70 cm
W moim autorskim cyklu Kobiety niezwykłe tym razem cofamy się o kilka wieków wstecz, aby zatrzymać się w okresie, kiedy zaczyna się w Polsce panowanie dynastii Jagiellonów. W okresie, który jest jednym z najlepszych i najbardziej światłych w całej historii państwa polskiego.
Wiele dobrego zawdzięczamy młodziutkiej Jadwidze i temu wszystkiemu, co doprowadziło do osadzenia jej na tronie króla Polski. Wszystko wskazuje na to, że urodziła się w roku 1374, jako najmłodsza córka króla Węgier i Polski – Ludwika Andegaweńskiego.
W tym samym roku mając również na uwadze fakt, że nie ma syna, a tylko córki, a zdrowie coraz bardziej zawodzi, Ludwik Andegaweński nadaje w Koszycach przywilej szlachcie polskiej zwalniający ją z podatków (za wyjątkiem 2 groszy z łanu chłopskiego) oraz przyznający odszkodowanie w związku z wyprawami organizowanymi za granice kraju. Dzięki temu starał się już zyskiwać poparcie szlachty w umożliwieniu dziedziczenia tronu polskiego jego córkom.
Lata dziecięce, choć, jeśli spojrzeć na to, o czym wspomnę później, jakże krótkie było to dzieciństwo i okres beztroski, Jadwiga spędziła w Budzie, ważnym na mapie Europy ośrodku życia kulturalnego, odznaczającego się wielkim bogactwem i świetnością.
To tutaj pobierała nauki pisania i czytania, uczyła się łaciny i języka niemieckiego. Zyskiwała obycie dworskie, interesowała się już od małego muzyką, sztuką i nauką. Niewykluczone, że żyła ze świadomością, iż już wkrótce będzie panowała w tym lub innym kraju. A to zapewne zobowiązuje.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Anna Ficner - Ogonowska - Alibi na szczęście

Kiedy Tatiana w pierwszym dniu wojny przeszła przez ulicę i spojrzała w uśmiechnięte oczy Aleksandra, wtedy wszystko, co miało się jeszcze później wydarzyć dawało jej siłę tego jednego spojrzenia. Choć później było coraz trudniej. 
Piszę o tym nie bez powodu, gdyż pierwsze strony książki Alibi na szczęście Anny Ficner-Ogonowskiej pozwoliły mi bez żadnego skrępowania postawić znak równości pomiędzy jej książką, a niezwykłą, niesamowitą powieścią Paulliny Simons, Jeździec Miedziany. Choć na Jeźdźcu Miedzianym się nie skończyło i jak już wiemy, 'Alibi na szczęście' będzie miało swój dalszy ciąg. Dalsza lektura historii Hanki i Mikołaja utwierdziła mnie jedynie w przekonaniu, że postawiony w ciemno los opłacił się po wielokroć. 
Historia powstania tej książki jest dosyć niezwykła, gdyż autorka nie zdawała sobie sprawy, że jej powieść sama znajdzie sobie wydawcę. Pisana w zaciszu domowym, „do szuflady”, dzięki czujności męża odnalazła nie tylko światło dzienne, ale z marszu urzekła wszystkich, którzy do tej pory mieli możliwość ją poznać. A dzięki temu Alibi na szczęście ma szansę stać się powieścią kultową.

Sylwia Grzeszczak

Od czasu, gdy pisałem te słowa minął prawie rok, który pozwolił zaistnieć również drugiej płycie Sylwii Grzeszczak, o której będzie również okazja, aby wspomnieć w tym miejscu. Nie zmienia to faktu, że jest to dla mnie jeden z wiodących kobiecych głosów na polskiej scenie muzycznej.
W polskiej muzyce rozrywkowej w chwili obecnej jest tak wielki wysyp twórców, że czasem trudno ogarnąć, kto jest, kto, skąd się pojawił, jaką gra muzykę. Mnogość programów muzycznych i rozrywkowych sprawia, że artyści różnej maści rosną, jak grzyby po deszczu. 
Jednak czasem pojawia się perełka, w tym przypadku artystka, która jednym utworem czaruje w tak niebagatelny sposób, że nie ma nic więcej do dodania. A jeśli pojawia się kolejny, równie doskonały utwór, wtedy podziw sięga już prawie zenitu. Choć jak dobrze wiemy, dwa utwory to jeszcze nie szczyt marzeń. Cała płyta może być kiepska, a mieć tylko te dwa doskonałe utwory.
Trzeba naprawdę dużej charyzmy, niebagatelnego talentu, głosu, który porywa, aby zawładnąć bez reszty… i tak właśnie się stało w przypadku Sylwii Grzeszczak. Słowa, choć napisane prawie rok wstecz są wciąż aktualne, bo do płyty Sen o przyszłości wracam tak często, jak to możliwe i czekam na nowe dokonanie Sylwii Grzeszczak, oby niedługo. I tak się w sumie stało.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Alexandra Richie - Warszawa 1944. Tragiczne powstanie

Warszawskie dzieci pójdziemy w bój...

”Powstanie warszawskie rozpoczęło zimną wojnę między Wschodem a Zachodem” – napisał pułkownik Teske, jeden z oficerów sztabu Modela. Miał rację. Wstrząsająca bitwa o polską stolicę była nie tylko walką o wolność całego kraju, ale też jednym ze starć między Wschodem a Zachodem, które wpłynęły na kształt powojennego świata. Powstanie obnażyło różnicę między Polską, mającą nadzieję na czerpanie wzorców z zachodniej demokracji, a Związkiem Radzieckim i brutalnymi ambicjami Stalina na sowietyzację powojennej Europy Środkowej i Wschodniej. To wtedy właśnie po raz pierwszy w otwartym konflikcie starły się ze sobą dwa odrębne światopoglądy. Ta ideologiczna potyczka zakończy się dopiero wraz z upadkiem muru berlińskiego w 1989 roku.

Temat powstania warszawskiego jest mi bliski od zawsze, stąd trudno przejść obojętnie obok tak wybitnej pod każdym względem publikacji pióra Alexandry Richie. Jej Warszawa 1944. Tragiczne powstanie to książka, której poznanie dotknęło mnie do żywego.
Do niedawna miałem wrażenie, że na temat tego powstania powiedziano już wszystko lub prawie wszystko, ale jak dobrze wiemy, „prawie” stanowi istotną różnicę. Do niedawna też Powstanie ‘44 Normana Daviesa traktowałem, jako najlepszą i najciekawszą książkę poświęconą tej tematyce, musiało jednak minąć dziewięć lat, aby rok 2014 przyniósł książkę, która obecnie nie ma sobie równych.
Dziękuję autorce za tak wyjątkowe spojrzenie na ten trudny, ale jakże ważny temat, jakim jest powstanie warszawskie w oczach Polski, ale też całego świata. Świeże, bogate źródłowo, ale też wyjątkowo trafne. Wstrząsające i pozbawione tabu. Otwarcie i bez kompleksów dotykające jakże wielu aspektów, które do tej pory, jeśli nie były w cieniu to zupełnie o nich zapomniano. A jednak w całokształcie analizy każdy z poruszonych tematów ma niebagatelną wartość poznawczą.
I tutaj pojawia się coś, z czego sam również wcześniej nie zdawałem sobie sprawy. Trzy istotne wydarzenia na arenie wojennej końca lipca 1944 roku, które sprawiły, że wybuch powstania warszawskiego nie mógł zacząć się w gorszym momencie. Pojedynczo znaczą niewiele, wszystkie trzy razem w rzeczowej analizie autorki w odniesieniu do teatru działań wojennych nie mogły zostać pominięte.