Google+ Followers

sobota, 13 czerwca 2015

Wieczór w Kato...

Przyznam się, że nie lubię skrótów. Razi mnie bardzo, gdy czytam Kato, Wwa, Czewa lub cokolwiek innego. Nie wiem dokąd to prowadzi, ale z całą pewnością nie przynosi niczego dobrego. A jednak Kato to nie Katowice. Bo tak jednak staram się myśleć o moim mieście. Moim, bo choć nie pochodzę stąd i nie urodziłem się tutaj, to jednak te osiem lat od kiedy spontanicznie przeprowadziłem się z Mazowsza na Śląsk, czuję się jakbym mieszkał tu od zawsze.
Dosyć szybko też poczułem się w tym miejscu swobodnie, lekko, dosyć szybko odnalazłem się i zadomowiłem. I po raz pierwszy Rynek coraz bardziej zaczyna przypominać Rynek, choć zupełnie inny od tego, jaki w pierwszym skojarzeniu przychodzi nam na myśl - krakowska Starówka, warszawskie Stare Miasto, czy może wrocławski Rynek.
Ten nasz katowicki jest inny, ale nie oznacza to, że jest gorszy. Jest inny, a prace, które wciąż trwają powoli pozwalają odebrać ich końcowy, interesujący efekt. Choć zupełnie inny od tego, jak wyglądał w okresie międzywojennym, jak wyglądało cało miasto. Na myśl przychodzi oglądany dosyć niedawno pewien album właśnie dotykający z tego okresu - album pełen pięknych kart pocztowych - dla zainteresowanych są to Pozdrowienia z Katowic, Jadwiga Lipońska-Sajdak & Zofia Szota, Katowice 2008.
Zaniedbany, pozbawiony uroku plac w centrum miasta, jaki znam sprzed kilku lat, gdy się tu przeprowadziłem nabrał obecnie szczególnego pod każdym względem architektonicznego smaku. Bałem się tego, co zaczęło się kilka lat wstecz, jednak efekt, który mamy możliwość oglądać i odbierać budzić może szczery niczym niewymuszony podziw.
Miasto się zmienia, jego główna oś w kierunku Spodka zaczyna stopniowo przeobrażać się w coś, co już teraz może i powinno się podobać (znika i zniknie niedługo wysoka bryła biurowca w trakcie rozbiórki). Choć bez wątpienia minie jeszcze kilka lat zanim młode drzewka dadzą miły w letni, upalny dzień kuszący cień. W tym cieszącym oko krajobrazie straszy jednak w jakiś sposób  bryła Galerii Skarbek. Od początku gryzie się stylistycznie i architektonicznie z otaczającymi ją budynkami i kamienicami.
Czerwcowy wieczór zaskakuje swą świeżością, ciszą przejeżdżających tramwajów, lekkim szumem otaczających mnie rozmów. Do tego piwo na miodzie gryczanym, lekkie i doskonałe w smaku, sponsor tego spotkania na katowickim rynku.