Google+ Followers

piątek, 14 października 2016

Nagroda Specjalna magazynu Imperium Kobiet w Konkursie literackim - Kartka z Powstania Warszawskiego

W tym roku, inaczej, niż było to rok wcześniej jednego dnia zostanie zaprezentowanych pięć prac finałowych, co wcześniej zostało zasygnalizowane. Otrzymaliśmy 70 prac, mało brakowało, a byłoby ich 72, tyle, ile lat minęło od roku 1944. Nie zmienia to jednak faktu, że było to morze niezwykłych, niesamowitych, pasjonucych i wzruszających prac. Nasze wybory nie były łatwe, ale określone wybory musieliśmy podjąć.
A oto pierwsza praca...


Nagroda Specjalna magazynu Imperium Kobiet, który objął patronat medialny nad naszym konkursem. W tym miejscu raz jeszcze przesyłam podziękowania dla Redaktor Naczelnej Ilony Adamskiej.
Nagrodą Specjalną została wyróżniana praca podpisana powstańczym pseudonimem Jagoda. Nasze ukłony przesyłamy w stronę Pani Jadwigi Hochlinger, która miała niespełna szesnaście lat, gdy wybuchło powstanie. Pani Jadwigo, bardzo dziękujemy za podzielenie się z nami swoimi przeżyciami życząc dużo, dużo zdrowia.

Kartka z Powstania Warszawskiego

Styczeń 1941 r. - nie mamy gdzie mieszkać, zostaliśmy wysiedleni ze Zduńskiej Woli. Jedziemy do Warszawy, do stolicy, Warszawa stała się naszym wybawieniem.  Rodzina mojego Taty dała nam dach nad głową, jesteśmy razem: ja, moje dwie siostry, Mama i Tata. "Pociąg zatrzymał się. Jesteśmy w Warszawie. Tramwajem nr 8 dojeżdżamy do ulicy Powązkowskiej 8. Naprzeciw jest cmentarz i kościół. Ciocia i wujek na nasz widok oniemieli, ale przyjęli nas z wielkim sercem". Życie pod okupacją niemiecką jest bardzo ciężkie, brakuje wszystkiego, jest niebezpiecznie, ale chodzimy do szkoły, na tajne komplety, żyjemy.

Wszystko się zmieniło 1 sierpnia 1944 r...

Ranek jest pogodny i słoneczny. Godz. 14 wychodzę z Mamą na Żoliborz do znajomej - Pani Jakiel - może kupimy coś do jedzenia? Z Powązek na Żoliborz idziemy  ulicą Burakowską, przez  tory kolejowe i pole. Pani Jakiel mieszka przy ulicy Krasińskiego, koło kościoła. Po drodze słyszymy dalekie echa wystrzałów karabinowych. Jesteśmy przyzwyczajone, bo w Warszawie ciągle słychać jakieś strzały. Idziemy dalej. Odgłosy strzelaniny nie ustępują. Ogarnia nas strach. Słyszymy głosy: to już się zaczęło, pokażemy im, będziemy wolni. Na Żoliborzu powstanie zaczęło się wcześniej, o godz. 14:30. 
Przestraszone docieramy na miejsce. Wszyscy z radością i nadzieją opowiadają o powstaniu. Mimo wielkiego zagrożenia ze strony uzbrojonych Niemców, ludzi ogarnia radość i entuzjazm. Wszyscy przypuszczają, że za trzy dni Warszawa będzie wolna. Każda godzina przybliża zwycięstwo. Na domach powiewają biało-czerwone flagi. Ludność Warszawy szaleje. A nas ogarnia wielki niepokój: na Powązkowskiej zostały siostry i Tata, co tam się dzieje, nic nie wiemy, czy są bezpieczni?  Mama koniecznie chce iść do domu, ale wiemy, że droga powrotna może być niebezpieczna. Postanawiamy zostać, przecież to tylko 3 dni. Idę do kościoła Św. Kostki. Msza rozpoczęła się pieśnią „Boże coś Polskę przez tak liczne wieki…”. Wszyscy śpiewają i płaczą z radości i wzruszenia. Niestety Niemcy mobilizują większe siły i przeszli do natarcia. Zamiast 3 dni przed nami 63 dni poza domem, z dala od najbliższych, czekają na nas:

… piwnice, pchły, czerwonka, głód, ryczące krowy, zabici, ranni, ruiny, a najgorsze, co się dzieje z moimi siostrami, z Tatą ? Czy żyją ? Przecież wyszłyśmy tylko na chwilę…

Z siostrami zobaczyłam się dopiero po wojnie, (były wywiezione do Niemiec do pracy), Tatę widziałam ostatni raz 1 sierpnia 1944 r. (został wywieziony do Buchenwaldu, gdzie został zabity).

/tą Kartkę z Powstania Warszawskiego poświęcam mojej zmarłej niedawno siostrze Teresie/