Google+ Followers

poniedziałek, 29 maja 2017

Tadeusz A. Kisielewski - Janczarzy Berlinga

Nie zdążyli do Andersa…

Chłopaków od Berlinga można obecnie poznać w filmie, Miasto 44. Krótki epizod walk na Czerniakowie trafnie pokazuje tych, którzy z 1 Armią Wojska Polskiego przez Lenino dotarli aż do Berlina.
Tadeusz A. Kisielewski jest mistrzem w propagowaniu i przybliżaniu historii okresu II wojny światowej. Jego opracowania dotykające Katynia, tragicznej śmierci generała Władysława Sikorskiego, a także innych zagadnień to od zawsze dokładna kwerenda wszelkich dostępnych dokumentów, a także fachowa ich analiza. I nie inaczej jest w przypadku, Janczarów Berlinga, obszernej monografii 1 Armii Wojska Polskiego. Tych wszystkich, którzy nie zdążyli do Andersa i trafili pod opiekuńcze skrzydła Berlinga.
Od zawsze miałem świadomość wyjątkowo skomplikowanej sytuacji politycznej Polski po 1918 roku. Okres dwudziestolecia międzywojennego, kiedy młode, niepodległe państwo budując swoją narodową tożsamość nagle z dnia na dzień zupełnie ją traci. Wybuch II wojny światowej, kampania wrześniowa, pakt Ribentrop-Mołotow, a w efekcie IV rozbiór Polski. Wkroczenie wojsk sowieckich do Polski tragicznie się odbiło na losach oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego.

niedziela, 28 maja 2017

Pachnące nowością No. 30

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. Książką, która czeka na swoją chwilę. 

Druga wojna światowa, jak żadna inna, była wojną Niemców. Trzecia Rzesza rzuciła na szalę wszystkie swoje rezerwy moralne i fizyczne. Siedemdziesiąt lat później – choć powstało mnóstwo książek na ten temat – nadal nie wiemy, o co walczyli Niemcy i jak znosili wysiłek wojenny aż do gorzkiego dla nich końca. 
Wybuch wojny w 1939 roku naród niemiecki przyjął z głęboką niechęcią, lecz bez jego zaangażowania nie byłoby możliwe jej kontynuowanie przez sześć następnych lat. A zatem jaka była ta wojna dla Niemców? Jak jej zmienne koleje wpływały na zmianę ich opinii i oczekiwań? I kiedy po raz pierwszy Niemcy zdali sobie, że prowadzą wojnę ludobójczą? 
Wojna Niemców to próba wejrzenia w niemieckie doświadczenie drugiej wojny światowej. Ta mistrzowsko napisana historia, przedstawiona z punktu widzenia tych, którzy wtedy żyli – żołnierzy, nauczycieli i gospodyń domowych; nazistów, chrześcijan i Żydów – ukazuje w nowym, niepokojącym świetle przekonania, nadzieje oraz obawy ludzi, którzy rozpętali i prowadzili tę brutalną wojnę.

Data wydania: 9 maja 2017

Nicholas Stargardt, Wojna Niemców. Naród pod bronią 1939 - 1945, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017

Pachnące nowością No. 29

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. Książką, która czeka na swoją chwilę. 

Życie Konstancji już raz legło w gruzach. Dzięki własnej sile i determinacji stanęła na nogach. Jest panią dużego majątku, ale trzyma się na uboczu, wiedzie spokojne, choć samotne życie. Jej powiernicą jest stara ochmistrzyni Pelasia.
Kiedy po wielu latach do jej dworu przyjeżdża Jan, Konstancja jest przekonana, że stoi za tym coś więcej niż chęć spotkania się z dawną miłością. Z niezwykłą siłą wracają wspomnienia i uśpione uczucia: rozpacz po śmierci męża, powstanie listopadowe, rozstanie z najlepszą przyjaciółką. Wizyta Jana sprawia, że Konstancja zaczyna inaczej patrzeć na otaczający ją świat i ludzi, dostrzega sprawy, które dotąd umykały jej uwadze. A to dopiero początek zmian. Co musi się stać, by jej życie wróciło do dawnego rytmu?
Pierwszy tom nowej serii Wilczy dwór Magdaleny Kordel to wciągająca opowieść o długo skrywanych tajemnicach, a także o sile więzi, magii wspomnień i meandrach uczuć. Dzięki niej przeniesiesz się do świata ponadczasowych emocji. 

Data wydania: 14 czerwca 2017

Magdalena Kordel, Córka wiatrów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017

Pachnące nowością No. 28

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. Książką, która czeka na swoją chwilę. 

Piętnastoletni Michael Berg poznaje piękną dojrzałą kobietę, w której zakochuje się bez pamięci. Rodzi się między nimi namiętny romans, ale i czuła bliskość, gdy chłopak czyta Hannie na głos książki. Po jakimś czasie Hanna jednak znika niespodziewanie, bez śladu. Już jako student prawa Michael spotyka ją przypadkowo na procesie strażniczek w obozie koncentracyjnym – na ławie oskarżonych. Poznaje mroczną przeszłość ukochanej, ale zaczyna też rozumieć, że Hanna skrywa znacznie dla niej boleśniejszą tajemnicę.
Powieść o niezbywalnym prawie człowieka do wolności i godności, o konsekwencjach trudnych wyborów, o etyce w świetle sprawiedliwości – a wszystko to osnute na kanwie żarliwego, burzliwego uczucia.

Data wydania: 23 maja 2017

Bernhard Schlink, Lektor, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017

sobota, 27 maja 2017

Dariusz Kaliński - Czerwona zaraza

Nie tak dawno Dawaj czasy! w doskonałym ujęciu Stanisława M. Jankowskiego, chwilę później wgniatająca w ziemię Czerwona zaraza. Niewielkich rozmiarów publikacja, która w sposób szczególny podkreśla charakter tego wszystkiego, co niosło ze sobą wyzwolenie na bagnetach radzieckich sałdatów.
Przez blisko pół wieku kultywowany mit Wielkiego Brata, który zdemolował i ograbił nasz kraj do gołej ziemi. Geograficzne położenie Polski sprawiło niewyobrażalne wojenne tsunami. To, czego nie udało się zniszczyć we wrześniu 1939 roku dopełniło się w momencie wycofywania się wojsk niemieckich i gigantycznego natarcia armii czerwonej, które najpierw z premedytacją umarło nad Wisłą, w tym czasie demolując wschodnie pierzeje Polski Lubelskiej, aby pod koniec 1944 roku skierować wszystkie siły w stronę Berlina.
Choć wojna się kończyła i cały świat odczuwał radość z tego powodu Polska była grabiona, dewastowana, okradana, demolowana, gwałcona i poniżana przez naszego sojusznika. Nie liczyło się nic i nic nie miało prawa przetrwać. Przedsiębiorstwa, zakłady, które przetrwały wojnę były rozbierane do ostatniej śrubki i wywożone na wschód. Znikały tory, trakcje energii elektrycznej, kable, znikło wszystko, również z Ziem Odzyskanych, które zyskiwały miano Ziem Zdemolowanych. Nie istniała dla Rosjan żadna świętość, a kolekcjonowanie zegarków było na porządku dziennym, ale też nocnym.

Maciej Siembieda - 444

Przyznać muszę, że dawno, bardzo dawno nie rozsmakowałem się tak w lekturze, jak było to w przypadku magicznej liczby zawartej w tytule 444. Nie potrzebowałem wiele, raptem kilkanaście stron i już miałem świadomość, że to, co najlepsze dopiero przede mną, że z każdą kolejną stroną będzie jeszcze ciekawiej i jeszcze intensywniej dotykać mnie będą różnorakie emocje.
444 lata, tyle według pewnej islamskiej przepowiedni arby dzieli jedną możliwość pojednania chrześcijaństwa z islamem od drugiej. To, co nie udaje się w roku 1000 ma realne szanse zaistnieć w 1444 dzięki polskiemu królowi. I to jemu Jan Matejko dedykuje swój najbardziej tajemniczy obraz. W 1881 roku maluje Chrzest Warneńczyka. Od tej chwili będzie to najczęściej kradzione, a jednocześnie bardzo tajemnicze i znane tylko nielicznym, dzieło sztuki.
Nie jest moją intencją streścić wam te blisko 500 stron, co nie zmienia faktu, że warto przynajmniej naświetlić wątek zanim do akcji wkroczy prokurator IPN Jakub Kania. To jemu zawdzięczać będziemy dociekliwość w śledztwie, gwałtowne zwroty akcji, mnogość zdarzeń, które w określonym miejscu i czasie będą miały istotne znaczenie dla kontekstu całej opowieści.
Maciej Siembieda stworzył bohatera, którego nie sposób nie lubić. Dociekliwość ma w genach, kilka istotnych sukcesów, które ugruntowały już jego pozycję w kryminalnym świecie intryg. Pozostaje zagadka, której rozwiązanie spędza mu sen z powiek, o ile akurat tuż obok nie leży Kasia, która dzielnego prokuratora wspiera ambitnie w jego śledczych działaniach. Powieść, która zasługuje na film, powieść na miarę Kodu da Vinci. Wreszcie powieść, którą warto znać i poznać! 9/10

Data wydania: 26 kwietnia 2017

Maciej Siembieda, 444, Wielka Litera, Warszawa 2017

piątek, 26 maja 2017

Tadeusz A. Kisielewski - Po zamachu

Cieszy fakt, że powstają tak wyjątkowe w swej treści i formie publikacje. Po raz kolejny Tadeusz A. Kisielewski daje dowód swojej rzetelności oraz fachowości w dzieleniu się historyczną wiedzą.
Po wcześniejszych publikacjach autora – myślę tu o Zamachu i Zabójcach, (nie jest mi znana książka, Gibraltar i Katyń), to, czego jestem świadkiem w lekturze budzi szczery podziw dla konsekwencji wielu lat poszukiwań, dociekań w rozwikłaniu rzeczywistego przebiegu wydarzeń z 4 lipca 1943 roku. To, co sam autor podkreśla w trakcie lektury – nie jest słusznym sięgnięcie w pierwszej kolejności po książkę Po zamachu bez znajomości wcześniej wymienionych publikacji.
Jest to o tyle ważne, iż każda z nich na przestrzeni kilku lat wnosi nowe informacje, dowody w badanej sprawie, relacje świadków, do których autorowi udało się dotrzeć. Pewne tezy postawione wcześniej udało się potwierdzić, udokumentować, nadać im realny rys historyczny. Pojawiły się też takie, które nadal wymagają określonej weryfikacji.

Sebastien De Castell​ - Ostrze zdrajcy

Do posłuchania i obejrzenia zanim będę mógł finalnie podzielić się słowem końcowym po krótkim wstępie, który już się pojawił.

Rozdanie patronackie - 2017.06.30
 
Trailer reklamowy książki można zobaczyć w TYM MIEJSCU. Natomiast jej fragmenty znajdują się w poniższych linkach:



Premiera, 24 maja 2017 roku.

... zapraszam przed Kominek​, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł...

środa, 24 maja 2017

#26książkapodpatronatem

Aleksander Dumas byłby dumny z poczynań literackich Sebastiena De Castell i nie jest wykluczone, że gdyby Trzej muszkieterowie powstali w XXI wieku mogliby mieć właśnie taki charakter, jaki dzięki inwencji autora posiadają Falcio, Kest i Brasti. To oni, Wielkie Płaszcze, bronią prawa i honoru i w to ich rękach spoczywa los maluczkich, którzy wobec niegodziwości książąt nie mają żadnych szans.
Było takie zdanie, do którego zapewne wrócę, jest książka po którą sięgałem z pewną nieśmiałością nie wiedząc do końca, co może mnie spotkać, jednak na końcu tej podróży otarłem pot z czoła, odetchnąłem głęboko i poczułem radość, że wytrwałem w boju do samego końca. Książka dla młodszych, ale też starszych chłopców, książka dla niewiast, bo i one zapewne znajdą w niej coś dobrego.
To jedynie skromne zaproszenie, czekam na dobre słowa, aby rozwinąć tę opowieść o Wielkich Płaszczach, o walce, poświęceniu i honorze. Dzieląc się nią z wami, stąd, jeśli jeszcze nie dotarliście przed Kominek warto się rozgościć i czerpać z morza niezwykłych przyjemności, jakie każdego dnia mam dla Was w zanadrzu.

Rozdanie patronackie - 2017.06.07; Trailer reklamowy można zobaczyć w TYM MIEJSCU.

Sebastien De Castell​, Ostrze zdrajcy, Wydawnictwo Insignis

Premiera, 24 maja 2017 roku.

... zapraszam przed Kominek​, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł...

wtorek, 23 maja 2017

Żółta karteczka

Zarumieniona w środku i na zewnątrz, szła dalej, tłumiąc w sobie pragnienie, aby się odwrócić. Z jakiegoś powodu czuła, że on też mógłby to zrobić. Całe to zamieszanie przyprawiało ją o gęsią skórkę, zupełnie jakby mrówki chodziły jej po skórze. Co więcej, mrówki chodziły tam i z powrotem, okrążając pytanie, a może podkreślając odpowiedź? Dlaczego Larrisa musiała okłamać Maggie w takie drobnostce? Dlaczego nie powiedziała: „Pomógł mi wpakować zakupy do samochodu. Zlitował się nad kobietą ze złamaną nogą”? A jednak ukryła to. Ukryła siebie. Ukryła jego. Czemu? [s. 76]

Paullina Simons, Pieśń o poranku, Świat Książki, Warszawa 2013

#25książkapodpatronatem

Kinga ma na koncie prawie czterdzieści lat i przeszłość małżeńską w kolorze buraczka.
Gdy w babcinej szafie znajduje nić, po której trafia do Kowar – karkonoskiego miasteczka słynącego niegdyś z fabryki dywanów – zaczyna tkać swój własny kolorowy kobierzec. Jest w nim miejsce na soczystą zieleń lip, szarość chmur i błękit nieba. Na żółć zazdrości o uczucia. Jest wreszcie barwa fiołka, który pachnie tak samo po polsku i po niemiecku.
W co ułoży się wzór na tkaninie Kingi? Czy kobieta zdoła spleść zgrabnie wszystkie wątki ze swojego dzieciństwa? A może znajdzie wśród nich również współczesny, na którym da się oprzeć marzenia o przyszłości?

Rozdanie patronackie - 2017.06.07

Joanna Sykat​, Niebo nad Śnieżką, Wydawnictwo Replika

Premiera, 23 maja 2017 roku.

... zapraszam przed Kominek​, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł...

czwartek, 11 maja 2017

Moje Indie #01

Red Fort, New Delhi, Indie - 2017.04.13
Canon EOS 7D, 5.6, 1.250s ISO 1600

Moje Indie No. 01

Piszę te słowa z odległych Indii, gdzie miarą porażki może być blisko 23% społeczeństwa, które nadal nie ma dostępu do prądu, a co szósty mieszkaniec tego państwa nie potrafi pisać, ani czytać. Krótka puenta poprzedniego wpisu jest formą otwarcia ku temu, co przed laty pisałem z innego końca świata, uroczego stanu Idaho. Teraz jednak nie są to Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, a państwo do którego dotarłem niespełna 40 godzin wstecz. Do państwa, którego symbolem jest to miejsce, piękny i monumentalny Tadż Mahal.
Świadomość, że ma się obecnie rodzinę w tym mieście wiele ułatwia. Wczoraj po odespaniu godzin podróży, nigdy jak dotąd nie udało mi się zasnąć w samolocie, choć lubię latać i nie odczuwam stresu, spacer z bratem po parku w Dehli, pełnym ludzi, ale też mnóstwa ptaków. Kiedy słyszy się po raz pierwszy ten niekończący się świergot trudno zamknąć buzię ze zdumienia. A jednak.
Wykorzystując sobotę, dzień wolny od pracy, wspólna wyprawa do miejsca, które jest symbolem miłości i wierności aż po grób. Tak wyjątkowy grób jest jeden na całym świecie. Mumtaz Mahal zmarła w trakcie porodu, choć co ważne, w wieku 36 lat wydała na świat 13 swoich pociech. Poród czternastego dziecka okazał się śmiertelny. Zrozpaczony mąż złożył wiele obietnic i wszystkich dotrzymał. Na obrzeżach miasta Agra postawił pomnik miłości, jedyny w swoim rodzaju.

wtorek, 9 maja 2017

#archipelagzmysłów No. 07

Bergamotka.

Zwiewny rześki aromat dający energię i lekkość, kiedy nowe możliwości przebijają się przez grube warstwy zniechęcenia. Oświetla drogę i pomaga dostrzec alternatywne rozwiązania.

Zapraszam przed Kominek, nie tylko można się ogrzać, ale świeży powiew kultury wpływa kojąco na potargany odmętami zawodowej zamieci umysł.

Pachnące nowością No. 27

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. Książką, która czeka na swoją chwilę. 

Sammy ma jedenaście lat i właśnie przeprowadził się z rodzicami do Berlina. Jego nowym domem jest stara secesyjna willa z ogrodem.
W schronie przeciwlotniczym należącym do posiadłości chłopiec dokonuje wstrząsającego odkrycia. W zamkniętej celi, szczelnie wyłożonej gumową folią, jest więziona przerażona dziewczynka, niewiele starsza od niego. Kiedy Sammy schodzi do bunkra następnego dnia, cela jest pusta, a po dziewczynce nie ma śladu. Chłopiec jest pewien, że istnieje tylko jedno wytłumaczenie tego wszystkiego: jego ojciec. Mroczna, duszna opowieść tocząca się pewnego upalnego lata, w której nie wiadomo, co jest obłędem, co manipulacją, a co rzeczywistością.

Data wydania: 26 kwietnia 2017

Jonas Winner, Cela, Wydawnictwo Initium, Kraków 2017

Pachnące nowością No. 26

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. Książką, która dotarła do mnie w dniu wczorajszym.

Obiecywali wolność i bezpieczeństwo. Zdruzgotany brutalną okupacją Naród witał ich z nadzieją i kwiatami. Zamiast wybawicieli nadeszli jednak bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą. Żołdacy Stalina zamordowali dziesiątki tysięcy Polaków. Patriotów zaciągali do enkawudowskich katowni. Nawet małe dzieci zamykali za drutami obozów. Kobiety nie były dla nich ludźmi, ale wyłącznie łupem. Nie sposób zliczyć ile Polek padło ofiarą chorej żądzy czerwonoarmistów. Na pewno zbyt wiele.
Poznaj prawdę o rzekomym wyzwoleniu Rzeczpospolitej. O budowie komunizmu i braterstwie narodów. Sowieci demontowali nasze fabryki, grabili majątek pokoleń, rozebrali tysiące kilometrów torów kolejowych. Zrobili wszystko, by zakłamać legendę Żołnierzy Wyklętych. Została po nich tylko spalona ziemia. I bilans strat idący w setki miliardów dolarów. Bilans, o którym nie wolno zapominać.

Data wydania: 26 kwietnia 2017

Dariusz Kaliński, Czerwona zaraza, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017
ciekawostkihistoryczne.pl

Pachnące nowością No. 25

Pachnące nowością pojawiły się w kilkunastu odsłonach jakiś czas temu w blogu. Teraz powracam z nimi tutaj w tej właśnie postaci dzieląc się notką wydawniczą zanim sam będę mógł o niej opowiedzieć. Książką, która czeka na swoją chwilę.

Uwaga! Nowe nazwisko w polskim thrilerze. Przepowiednia ukryta w obrazie Jana Matejki może odmienić losy świata i twoje… W 1881 r. Jan Matejko maluje “Chrzest Warneńczyka”, który wkrótce stanie się najczęściej kradzionym polskim płótnem. Pasjonującą rozgrywkę o “Chrzest” toczą m.in: hitlerowski grabieżca dzieł sztuki, żydowski antykwariusz z Krakowa oraz dyrektor Muzeum Narodowego. Dlaczego?
Tajemnicę obrazu tropi prokurator IPN Jakub Kania. Wpada na trop związku płótna Matejki z islamską przepowiednią arby, według której – co 444 lata czterech wybrańców zyska szansę pojednania islamu z chrześcijaństwem. Jednym z nich jest polski król Władysław Warneńczyk, któremu pojednanie się udało, ale tylko na trzy dni, zanim nie zerwano pokoju w Segedynie. Czy Jakub Kania zdoła wyjaśnić zagadkę obrazu i stawić czoła współczesnej organizacji islamskiej, która zrobi wszystko, aby udaremnić spełnienie przepowiedni?

Data wydania: 26 kwietnia 2017

Maciej Siembieda, 444, Wielka Litera, Warszawa 2017

Sense8

Odrobinę żałuję, że skasowałem kilka starszych wpisów dotykających pierwszego sezonu serialu Sense8, bo było tam naprawdę kilka dobrych myśli. Nie zmienia to jednak faktu, że po świątecznym filmie, ewenemencie, jeśli chodzi o serial, gdyż był pomostem pomiędzy pierwszym, a drugim rozdaniem, ale był też czymś niezwykłym sam w sobie.
Od czasu Touch nie wydarzyło się nic równie niezwykłego i poruszającego zmysły, serce i umysł. Ta symbioza ośmiu ludzkich istnień, która dopiero teraz nabiera określonego rozmachu, ta ponadprzeciętna wielokulturowość zawieszona w ośmiu miastach świata. Ta genialna kompozycja braci Wachowski i Toma Tykwera w dynamice obrazu i dźwięku, wielowarstwowej muzyce to nie ma i długo nie będzie miało sobie równych.
Za mną trzy odcinki, przede mną wciąż wiele niewiadomych. Będzie zapewne okazja, aby wrócić do tego tematu.

Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke - Tadeusz Rolke. Moja namiętność No. 01

W tym pierwszym, a zarazem ostatnim spotkaniu z Tadeuszem Rolke pewna twórcza kompozycja pod wspólnym tytułem - Ważny jest ułamek sekundy. Ramą obrazu będą dwa własne akapity z felietonu Działać na wyobraźnię, obraz natomiast jest dziełem Tadeusza Rolke. 

(...) Wyobraźnia, to coś, czego nie może zabraknąć na żadnym etapie tworzenia, szczególnie, jeśli bierzemy do ręki aparat. Wielu się zdaje, że zrobić zdjęcie to nic trudnego. Prawda okazuje się znacznie bardziej bolesna. Nacisnąć spust migawki to nie sztuka, sztuką jest mieć świadomość, że chwila, którą w przypływie dobrych uczuć zatrzymaliśmy na zawsze powinna być bezcenna. Jednak w epoce, która coraz mniej uczy myślenia paradoksalnie otaczając nas lawiną reklam, daleko jest nam do tworzenia z wyobraźnią. 

Ten właściwy ułamek. Bardzo ważny, odkąd technika pozwoliła zredukować czas naświetlania do takiego, który pozwala uchwycić ruch człowieka i zatrzymać go w kadrze. W XX wieku skrócono czas naświetlania, wprowadzono też automatykę i obiektywy o zmiennych ogniskowych. Fotografom pozostaje jedynie dostrzeżenie odpowiedniej sytuacji i motywu, uchwycenie momentu. Trzeba szybko nacisnąć spust migawki. Tu liczą się umiejętność koncentracji i szybkość reakcji. 

(...) Prawdą jest, że im więcej trenujemy, tym bliżsi jesteśmy doskonałości w twórczym zbliżeniu się do sedna gatunku, ku temu, aby fotografując nie zamykać przestrzeni wizualnej pustymi obrazami. Świat i bez tego jest już ich pełen. Susan Sontag blisko pół wieku wstecz podała za przykład Japończyków z dwoma aparatami na każdym ramieniu, jakże wiele zmieniło się przez ten czas i jak dużo produkujemy obrazów każdego dnia. Ktoś może powiedzieć, że jeden mniej, czy jeden więcej nie robi różnicy, a jednak, jeśli przyjrzeć się temu bliżej – nie sztuką jest zrobić zdjęcie, sztuką jest tchnąć w nie życie.

No. 01 & No. 02 & No. 03

Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Tadeusz Rolke. Moja namiętność, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2016

Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke - Tadeusz Rolke. Moja namiętność No. 02

Dwa spojrzenia, moje, napisane jakiś czas wstecz, obszerna Fotograficzna świadomość i bohatera tej pasjonującej podróży. 

(...) Co się zmieniło przez te 125 lat, a może jedynie około 40 od cytowanych powyżej słów, jaka jest obecnie nasza fotograficzna świadomość, dokąd doszliśmy oświetlając Plac Św. Piotra blaskiem wyświetlaczy aparatów i tabletów i na ile to „magiczne pudełko” nadal jest w stanie kreować nasze myśli, pragnienia i uczucia? Teraz każdy bez względu na to, jaki aparat akurat ma w zasięgu ręki może czuć się mistrzem chwili, choć jakże niewielu z wielu potrafi i stara się zamienić chwilę na obraz, przed którym z otwartą z wrażenia gębą zatrzymamy się na dłużej. Wszystko inne z małym marginesem błędu mniej lub bardziej ocierać będzie się o kicz. 

Tadeusz Rolke zapytany o opinię na temat fotografii cyfrowej. 

Jest bardzo użyteczna jako pewien rodzaj notatnika, zresztą od jakiegoś czasu sam mam cyfrę i robię nią dobre zdjęcia, które były publikowane w moim albumie. Za chwilę aparat będzie w grzebieniu i maszynce do golenia. Będziemy fotografowali łyżkami, ale to nie wyeliminuje Rolleiflexa. Najwybitniejsi fotografowie XX wieku, choćby Avedon, fotografowali Rolleiflexem, więc jak ja mogę przestać fotografować aparatem analogowym? Negatyw to jest dusza fotografii. Cały czas jest różnica w ekspresji między odbitką z powiększalnika a wydrukiem cyfrowym - różnica w głębi, różnica w plastyce. Dlaczego mam z tego zrezygnować? 

Pozostanie jeszcze coś na finał, coś, co zawsze pojawia się spontanicznie. Świat, ale przede wszystkim nasz kraj widziany spojrzeniem tego mistrza chwili to wielowarstwowa kartka pocztowa wysłana do odbiorcy z różnych miejsc Polski.

No. 01 & No. 02 & No. 03

Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Tadeusz Rolke. Moja namiętność, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2016

Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke - Tadeusz Rolke. Moja namiętność No. 03

Jestem bliżej, niż dalej. Jestem dalej, niż bliżej. Jakiś czas wstecz Kukuczka, teraz Rolke, później może Republika. Czas pokaże, co z tego wyniknie, faktem jednak jest, że ten wywiad rzeka z mistrzem fotografii czyta się bez pośpiechu, fragmentami, ze świadomością, że przeżyć tyle, co Tadeusz Rolke to trzeba się przynajmniej dwa razy urodzić.
Fotografia, określona forma twórczego przekazu nie jest dla mnie i nigdy nie będzie tak szczególnie wrażliwym medium, jakim od zawsze jest dla niego. Za trzy tygodnie, 24 maja będzie obchodził swoje 88 urodziny. Miał 10 lat, gdy wybuchła wojna, pięć lat później brał udział w Powstaniu Warszawskim, które w konsekwencji zamieniło się dla niego przez jakiś czas w wielką tułaczkę, łącznie z możliwością oglądania pięknego Gdańska zanim spalili go Rosjanie.
Jednak krótki cytat, którym w tym miejscu chciałbym się podzielić to już okres późniejszy, kiedy Polska Ludowa powoli dźwigała się z gruzów.

Rodzaj ludzki, ty, ja, ksiądz Twardowski. Nie umiem odpowiedzieć, kogo do kogo ciągnie. Jest porozumienie telepatyczne, jest wibracja, o której wiesz, i jest pohib, czyli seksapil. Mówimy tak w naszej brygadzie: Prażmowski, Grygiel, Niedenthal też już się tego nauczył. Piękne słowo, chyba słowackie. Taka Ania na przykład miała kolosalny pohib.

Świadomość życia i tworzenia, poszukiwanie dobrych kadrów w każdym ułamku życia, otaczanie się ludźmi, w znacznej większości kobietami. To coś na dobry początek w spontanicznej materii nocy.

No. 01 & No. 02 & No. 03

Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Tadeusz Rolke. Moja namiętność, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2016

niedziela, 7 maja 2017

Moje Indie No. 02

Delhi, 10:23, 29°C
Katowice, 06:53, 3°C


Ta mała niebieska kropka to ja. A może raczej miejsce, dzielnica, osiedle, okolica, w której się zatrzymałem na czas mojego pobytu w tym mieście, w którym komunikacja może przyprawić o zawrót głowy.

Pomimo niedzieli ruch już intensywny. Kilka podróży po mieście i wczorajsza do Tadż Mahal uświadomiło mi, że choć lubię jeździć, prowadzić auto, choć od dłuższego czasu nie mam ku temu zbyt wielu możliwości to tutaj jeżdżenie samochodem ociera się o samobójstwo. Gdyż tak naprawdę przepisy ruchu drogowego praktycznie nie istnieją. Używanie klaksonów jest na porządku dziennym i w sumie też nocnym. Przejście przez ulicę graniczy z cudem. Nikt nie zwalnia, nie zwraca uwagi na to, że w zasięgu wzroku pojawia się pieszy. Totalna komunikacyjna abstrakcja.

czwartek, 4 maja 2017

Moje Indie No. 03

Delhi, 2017.04.10, 00:40, 26°C
Katowice, 2017.04.09, 21:10, 11°C


Jako pierwsze pojawiło się własne zdjęcie, bo na takie przede wszystkim stawiam.
Jako druga pojawiła się mapa, bo to ona najlepiej oddała wątek dotykający komunikacji.
Wreszcie jako trzecia pojawia się okładka książki, którą choć widziałem jakiś czas temu w rodzinnym domu, dopiero teraz tutaj w gościnie u brata mam okazję od niedawna odkrywać i poznawać. 
I chociaż znam dopiero niespełna czterdzieści stron to wiem już, że drzemie w niej niesamowity potencjał myśli i wartości i tego wszystkiego, co naocznie mam teraz okazję poznawać i odkrywać. Ten początek, to wspomnienie farm to wczorajsze przyjęcie na trawie w pięknej posiadłości, właśnie na pewnej farmie, która jeszcze do niedawna była poza granicami miasta. Jednak olbrzymi wpływ urbanizacyjny i droga szybkiego ruchu, która wyrosła po sąsiedzku, na szczęście bez szkody dla ciszy i spokoju tego miejsca, to wszystko sprawiło, że ta farma stała się również integralną częścią tego miasta.

wtorek, 2 maja 2017

Stanisław M. Jankowski - Dawaj czasy! czyli wyzwolenie po sowiecku

Nie ma nic piękniejszego, niż doskonale napisana książka historyczna. Książka, która dotyka tego wszystkiego, co działo się tak niedawno, a co znamy z seriali, Czterej pancerni i pies oraz Stawka większa, niż życie. Jednak ta historia ma się nijak do tej prawdziwej, namacalnej, brutalnej, podłej, koszmarnej, przerażającej. Do historii wyzwolenia, którego 72 rocznica będzie obchodzona za kilka dni.
Żyjemy w błogiej nieświadomości, łącznie z obrońcami czołgu w Gliwicach. Ta batalia sprzed kilku miesięcy, to woła o pomstę do nieba. Symbol męczeństwa ponad tysiąca mieszkańców Gliwic, bez względu na to, co głosi tablica pod nim umieszczona. Symbol wyzwolenia, pamiątka po polskiej armii, jakkolwiek jest nie zmienia to jednak faktu, że Gliwice, a także inne miasta, miasteczka, wsie były palone, plądrowane, grabione, dewastowane. Miasta, które wyszły bez szwanku z działań wojennych po przejściu frontu płonęły, rosyjskie żołdactwo rozsypało się po kraju i na dobre w nim zostało. Próżno szukać drugiego takiego państwa, które wyzwolone zostało ponownie na dziesiątki lat zniewolone.

poniedziałek, 1 maja 2017

Moje Indie No. 04

Delhi, 20:02, 33°C
Katowice, 16:32, 9°C


Za mną cztery dni w tym szczególnym miejscu, dla zainteresowanych trzy kartki z podróży, z którymi można i warto się zapoznać. Jako, że pojawia się szósta, zapewne pojawią się kolejne dwie przed nią, aby określony porządek rzeczy został zachowany.
Tuk-tuk.
Żółto-zielony pojazd, którym nie miałem okazji się poruszać i chyba się nie zanosi, gdyż moim przewodnikiem jest kierowca, który podwozi mnie w określone miejsce, a później z niego odbiera. Chyba nie wyobrażam sobie pieszej wycieczki po tym mieście. Nie wiem, czy byłbym w stanie dotrzeć bezpiecznie z punktu A do punktu B.
Tuk-tuk.
Jest ich tak wiele w tym mieście, choć równie wiele jest wszelkiej maści samochodów, motorów, motorowerów i wreszcie, choć nie tak dużo, jak myślałem, rowerów. W trakcie podróży samochodem po mieście staram się robić zdjęcia, stąd to drugie, prezentujące akcję, którą pierwszy raz widziałem w tym mieście. Smog wczoraj i dziś miał na szczęście zielony alert, ale takie akcje, jak ta, gdy stoi się na światłach 3 do 5 minut nawet mają na względzie ograniczenie i tak nadmiernej już emisji spalin.