Google+ Followers

niedziela, 22 czerwca 2014

Kartka z Powstania Warszawskiego



Krótki, ale jakże wymowny tekst. Jego autorką jest piętnastoletnia Weronika Głowacz. To był mój cichy faworyt w Konkursie literackim, Kartka z Powstania Warszawskiego.

„24 sierpnia 1944r.

Dwadzieścia cztery dni... Dwadzieścia cztery dni powstania... Wydaje mi się, jakby w jednej chwili cała Warszawa złożyła się jak domek z kart. Wokół znajdują się barykady. Gdzieś ktoś krzyczy: Ognia!... W pewnym momencie słyszę dobrze znane mi słowa: Bombardują... Co znów bombardują? Czy zbombardowany szpital, kamienice, domy im nie wystarczą? Dlaczego wciąż chcą więcej i więcej? Nie wiem... Idę wolnym krokiem ulicą Marszałkowską. Jeszcze tylko kilka kroków, zakręt i... piwnica... Ciemna piwnica, w której urywa się cała rodzina... Moja rodzina... Ukrywa się przed kolejnymi nalotami, które zdarzają się kilka razy w ciągu dnia. Jeszcze żyją, ale... Czy dożyją końca powstania? To pytanie zadaję sobie każdego dnia. Dzisiaj wracając do domu widziałam dziewczynkę. Miała sukienkę w kwiatki i blond włosy splecione w dwa niesforne warkoczyki. Wyglądała na dziesięć, może jedenaście lat. Stała na rogu ulicy i śpiewała. Śpiewała „Warszawo ma...”... Miała piękny głos. Stanęłam na chwilę, aby posłuchać. Wokół mnie wciąż biegali powstańcy, którzy strzelali i krzyczeli. Ta mała istotka walczyła piosenką...
Gdy padły słowa, „bo nie wiem, czy jeszcze zobaczę cię jutro...” podszedł do niej niemiecki oficer. Nawet wtedy, kiedy całe miasto stało w ogniu, gdy na każdej ulicy było mnóstwo powstańców, sanitariuszek, łączników, a większość budowli popadło w ruinę, byli równie okrutni jak każdego zwykłego dnia. Krzyczał, aby przestała śpiewać. Mała jednak śpiewała coraz głośniej... Nie poddała się... Wtedy, ten oficer wyciągnął pistolet. Jakiś chłopiec w podobnym wieku do tej dziewczynki, z przewieszonym przez ramie karabinem i w hełmie na głowie, zaczął krzyczeć: „Martusia! Uciekaj!!!” i biec w jej stronę. Ten Niemiec, wymierzył w stronę tego chłopca i nacisnął spust. Dziecko zatoczyło się i upadło na ulicę. Dziewczynka podbiegła i ze łzami w oczach, zaczęła nucić melodię, śpiewanej wcześniej piosenki. Oficer znów wymierzył... W huku wystrzałów, unoszących się w całej Warszawie, dwa krótkie strzały nie były praktycznie wcale słyszalne. Słyszałam warkot silników samolotów. Pobiegłam ile sił do naszej ciemnej, ponurej piwnicy i schowałam twarz w ramiona mamy. Kolejny nalot... Dla mnie było to już normalne. Mogłam się tego spodziewać. Kolejny dzień, kolejny nalot... Znów słychać odgłosy spadających bomb i zawalających się budynków. Gdzieś obok naszej piwnicy, płakało dziecko. Chciałam iść, przytulić je, ale matka zatrzymała mnie w swoich ramionach. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Nagle płacz dziecka umilkł. Jakby w jednej chwili, skrzypkowi pękła struna w skrzypcach i nie mógł dalej grać. Próbowałam zasnąć w melodii wystrzałów. Nie mogłam. Nie pozwalał mi na to obraz, który widziałam jeszcze kilka godzin temu... Martwe ciało chłopca, a na nim ciało dziewczynki w blond warkoczykach i kwiecistej sukience, leżących na środku pustej ulicy Warszawskiej, pomiędzy dwiema barykadami...”