Google+ Followers

niedziela, 19 października 2014

Dalsze losy Stefana... by Weronika Głowacz

    Jeszcze raz... Wszystko po kolei. Byłam w lesie, był ciepły jesienny dzień... Strzelali do nas.
 
Aniela próbowała odtworzyć wydarzenia, kiedy nagle usłyszała płacz...
- To chłopczyk... Jest śliczny! - powiedziała Klara, przyjaciółka Anieli ze szpitala. Razem były sanitariuszkami w czasie powstania (miały wtedy raptem po 15 lat), później ich drogi się rozeszły. Klara spędziła dwa lata tułacząc się po obozach, zostawiając w zrujnowanej Warszawie całą rodzinę. Aniela natomiast szukała sobie miejsca w nowej rzeczywistości.
- Jakie ma oczka...? - zapytała świeżo upieczona mama, trzymając w ramionach maleństwo.
- Niebieskie... - odpowiedziała Klara i przytuliła przyjaciółkę.
- Nie widziałaś gdzieś Stefana?
 
Stefan był mężem Anieli. Od pięciu lat byli razem. Poznali się w ostatnim dniu powstania. Nie można było do niego dotrzeć. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Bardzo jej jednak na nim zależało. Po krótkim czasie zaczął przyzwyczajać się do jej obecności. Do tego, że jest i że może jej wszystko powiedzieć. Opowiedział jej o tym jak stracił wszystkich, którzy coś dla niego znaczyli. Nie powiedział jednak ani jednego słowa o Biedronce. Aniela była tak strasznie do niej podobna... Nawet włosy czesała tak samo. Warkoczyk na bok, do tego jakiś beret... Miała swój ulubiony, czarny, do którego kilka lat temu przypinała orzełka. Było pięknie. W lecie, przychodził po nią pod kamienicę, w której się uczyła i zabierał do domu. Trzy lata później wzięli ślub. Był to najpiękniejszy dzień w ich życiu i chociaż Stefan wyobrażał sobie, że bierze na ręce tą jedyną, to nie wierzył. Aniela miała tylko jeden problem, który dla Stefana był ogromną zaletą. Kiedy wyciągała w powstaniu dziecko, zaraz obok wybuchła bomba, a dziewczyna, choć uratowała dziecko, straciła wzrok. Szybko jednak nauczyła się poruszać po omacku i rozpoznawać osoby. Miała jednak wyobraźnię, jakiej nie mieli inni. Przyczyniło się to do tego, że zaczęła pisać wiersze... To znaczy ona mówiła a Stefan pisał. Niektóre z nich były naprawdę piękne. Na przykład ten, opisujący to co stało się w czasie powstania.

I nagle coś błysnęło,
I nie widziałam nic.
A gdy się obudziłam
To jakby ktoś na świecie
Ostatnie to zielone
Światełko zgasić chciał
I ciemność trwa do teraz
I nie wiem co jest tam
Gdzie wtedy wychodziłam
Gdy pomógł mi ten los
Jak na rękach trzymałam
Maleńką życia moc...

Stefan wiele razy pomagał Anieli. Często powtarzał jej do ucha kiedy pytała:
- Powiedz mi, co widzisz...
- Kochanie.. Masz ogromne szczęście że nie widzisz tego, co ja mogę zobaczyć...
Ona wtedy opierała się o jego ramię i szeptała.
- Nie wiesz co mówisz... Nawet, gdyby z Warszawy nie został najmniejszy kamyczek, to byłoby to lepsze od tej ciemności...
Chłopak wtedy zatrzymywał się i kładł ręce dziewczyny na swoich.
- Teraz powiedz mi co ty widzisz... - mówił.
 
Aniela delikatnie przejeżdżała palcami po jego policzkach i uśmiechała się delikatnie. Stefan wracał wtedy wspomnieniami do cudownego lata '44 roku... Znów znajdował się na brzegu Wisły z Kamą, Beksą, Góralem i całą resztą brygady. Patrzył na małą wysepkę na środku rzeki, na której siedziała Biedronka. Chwilę później to on siedział na tej wysepce... Wokół niego płonęła Warszawa, a obok siedziała... Aniela. Wtedy otwierał oczy. Znów widział zniszczone, miasto, jednak mimo wszystko ludzie się śmiali. Cieszyli się z każdej podniesionej cegły. To było piękne...
Aniela tuliła do serca swojego synka, kiedy do pokoju wszedł Stefan.
- Kochanie.. To ty? - zapytała delikatnym głosem.
Chłopak podszedł i usiadł na łóżku. Pocałował Anielę w czoło i spojrzał na swojego synka.
- Jest śliczny... - szepnął.
Aniela wyciągnęła przed siebie niemowlę.
- Weź go na ręce... - powiedziała.
Stefan wziął synka i przytulił. Przypomniało mu się jak tulił do siebie Jasia. Pamiętał, jak matka powtarzała: „Tylko go nie upuść!”. Gdy przypomniał sobie ten dzień, kiedy widział ich stojących pod murem, to łzy jakoś same popłynęły mu z oczu.
- Stefan..?
Chłopak natychmiast oprzytomniał.
- Tak?
- Jak damy mu na imię? - zapytała, delikatnie się uśmiechając.
Bez zastanowienia odpowiedział:
- Jan...
Aniela przytuliła go.
- A na drugie?
Ten zastanowił się przez chwilę. Przypomniał sobie tego chłopczyka na cmentarzu. Do tej pory słyszał po nocach ten strzał i odgłos upadającego na ziemię malutkiego ciała.
- Może Michał? - zapytał.
- Michał... - powtórzyła Aniela.
Chłopak wziął i położył delikatną dłoń dziewczyny na główce dziecka.
- Będziesz Jan Michał... Ślicznie...
 
Stefan przytulił oboje i znów wrócił do spokojnej Warszawy sprzed wojny, która niczym nie przypominała jego obecnego życia. Nie potrafił zapomnieć o Kamie, Góralu, Beksie... O Beacie i Kobrze... Choćby o Mikim, czy Aleksandrze... Jednak najczęściej wracał do czasu spędzonego z Alicją... Czasami widział ją w snach, tańczącą w jego ramionach, tak jak wtedy, gdy cała reszta bawiła się na weselu Kobry i Beaty. Pomimo, iż Aniela dbała o niego i chciała żeby było mu jak najlepiej, to on wciąż marzył, aby być już z tymi, których stracił w tym, jakże krótkim czasie. Żeby znów móc przytulić mamę, Jasia, a przede wszystkim, żeby znów poczuć bliskość Biedronki i złożyć na jej ustach delikatny pocałunek...

Fotografia Miasto44, prod. Akson Studio, fot. Ola Grochowska