Google+ Followers

sobota, 7 marca 2015

Michael Sadler - Anglik zakochany

Nie znam dwóch poprzednich części o przewrotnym Angliku, który szuka szczęścia na dalekiej obczyźnie, bardzo mu nieprzychylnej, ale jeśli tylko czas pozwoli bez wątpienia nadrobię zaległości. Bo choć zaczynam od końca bez skrępowania w odpowiednim momencie cofnę się do początku.
Odwieczna wojna min i klas, sposobów bycia i życia, ruchu lewostronnego i tego przeciwnego, to w zmaganiach angielsko-francuskich jest nie tylko piękne, dowcipne i rozbrajające, co również dające wiele tematów do przemyśleń. Poza tym rzeczony Anglik zakochany doskonale będzie odebrany przez osoby znające język francuski, a to dlatego, że w książce pojawia się sporo zapożyczeń z tego języka i choć są przypisy, znajomość francuskiego będzie tu dodatkowym atutem.
Nie zdawałem sobie sprawy zaczynając lekturę, jak wiele uśmiechu i radości da mi historia, którą w wyrafinowany sposób opowiada nam Mike, jak na wiele sposobów można odmieniać jego imię, jak pokręcony, szalony, dziwny, zblazowany i zwalający z nóg jest naród Ludwików. Nadal sobie nie zdaję z tego sprawy, bo nadal w pewne fobie i zwyczaje nie potrafię uwierzyć.
Mike stawia wszystko na jedną kartę, nie ma nic do stracenia poza sercem Lou! A tego oczywiście w żaden sposób nie dopuszcza. Nie pozostaje nic innego, jak wsiąść w Mazdę, zrobić szalony skok przez kanał i poznać pokręconą, dziwną i pełną sprzeczności rodzinę Lou i w każdym kogo napotka szukać sprzymierzeńca. Przypodobać się, podlizać, wyświadczyć przysługę, oddać mieszkanie, zająć się królikiem, byle tylko zbliżyć się do Lou.

(…) Punkt osiemnasta, tak jak to było przyrzeczone, rozległ się DDDrrrriiinnnggg – ten specjalny dzwonek charakterystyczny dla francuskich telefonów. Wyjąłem Vanessę z klatki, co wzmogło jej drżenie. To przypominało próbę utrzymania włochatej galaretki. Zaniosłem ją do aparatu i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Miała to gdzieś. Zapewniłem Mathilde, że Vanessa wspaniale się bawi, i przez cały czas starałem się utrzymać małego Houdiniego w rękach. Vanessa musi się uspokoić, poczuć się ze mną bezpiecznie, jak w domu – tak, by nie chciała stąd wyjść po powrocie swojej pani. To przedstawiałoby mnie w dobrym świetle w oczach całej tej kochającej zwierzęta rodziny. 

Jakie wyrzeczenia Drodzy Państwo, jakie poświęcenie! Ale to zbliżenie za każdym razem udaje się trudniejsze od pokonania wpław już pokonanego Kanału. Rodzinka nie specjalnie jest w stanie pokochać Mike’a i cokolwiek by zrobił nie tylko wymyka się mu Lou, ale też pojawia się jeszcze Gerard, któremu Lou jak tylko może stara się pomóc z ich rozstaniem. Co oczywiście, jak się domyślamy dla drugiego faceta jest solą w oku i kością niezgody. Ale nie po to przybyło się na francuską ziemię, aby teraz polec.
Pozostawiając jednak sprawy damsko-męskie z boku Anglik zakochany jest wyjątkowym przewodnikiem po Francji, po jej zwyczajach, obrzędach, jest doskonałą kartą win i menu, w którym ukrywa się wachlarz serów, a tym rzecz jasna nie można się oprzeć. Jest podróżą tak niezwykłą, że od dziś powinno się zaczynać wyprawę nad zamki Loary od lektury właśnie Anglika zakochanego. Wtedy będziemy przygotowani na wszelkie przeciwności losu, jakie mogą nas spotkać, bo choć Francuzi są mistrzami miłości, to czasem miłość w ich wydaniu jest jakże zimna i chłodna. Zamglona, deszczowa, typowo angielska.

Michael Sadler, Anglik zakochany, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2011 

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl