Google+ Followers

środa, 27 maja 2015

Syriana (2005)

Bez wątpienia jest to film, do którego będziecie chcieli powrócić, aby poznać raz jeszcze tą opowieść i ponownie się jej przyjrzeć. Aby bez zażenowania powiedzieć, że nie wszystko jest zrozumiałe, logiczne i możliwe do wytłumaczenia. Gdyby Syriana była filmem miłym, łatwym i przyjemnym wysiłek wielu ludzi i ich ciężka praca - wszystko to poszłoby na marne.
Stało się jednak inaczej i dzięki temu mamy możliwość oglądania jednego z najlepszych thrillerów politycznych ostatnich lat. Syriana nie jest obrazem dla przeciętnego zjadacza popcornu. On nic z niego nie wyniesie, będzie się na nim nudził, może poczuć się zawiedziony.
Jest to obraz wyrafinowany w treści i formie, trudny w odbiorze, pełen pułapek myślowych, zaskakujący pod każdym względem. Kilka przeplatających się ze sobą wątków z polityką wielkiego formatu w tle. Losy świata spoczywające w rękach pojedynczych ludzi, a jednak oni sami to jedynie trybiki w wielkiej machinie finansowej polityki i energetycznej dominacji na rynku paliw.
Agent CIA do odstrzału, młody analityk paliwowy o krok od przełomowego dnia w swoim życiu, prawnik waszyngtońskiej firmy, który w pewnym momencie sięga po swoją szansę, a także młody, pakistański emigrant właśnie zwolniony z pracy na polach naftowych. Niby czterech zupełnie przypadkowych ludzi, ale jednak pewne sprawy, pewni ludzie, pewne wydarzenia zaczynają ich łączyć. Jeden ma wpływ na poczynania drugiego, każdy z nich święcie wierzy w to, co robi i każdy działa w przeświadczeniu, że działa w słusznej sprawie.
Syriana dotyka wielu ważnych zagadnień. Dla mnie zaskakującym, a jednocześnie dającym do myślenia był sposób „werbowania” nowych wyznawców prawdziwej religii, która nam znana jest pod nazwą, terroryzm. A jednak Wasim naprawdę uwierzył, że postępuje słusznie w krytycznym momencie swego życia.
Choć film ten w dużej mierze opiera się na osobie George’a Clooneya to jednak jest również wyjątkowy pod względem aktorskim. Blisko siedemdziesiąt ról mówionych, a każda z nich, choć czasem krótka, ma istotne znaczenie dla całej opowieści. Każda z nich jest indywidualną cząstką tej wysublimowanej i bardzo trudnej historii.
Wystarczy wymienić jedynie kilka innych nazwisk, aby podkreślić wyjątkowość tego aktorskiego przedsięwzięcia: Matt Damon, Chris Cooper, Jeffrey Wright, Christopher Plummer i jedyna kobieca postać w tym mocnym, męskim filmie - Amanda Peet. Choć nie jedyna kobieta na planie rzecz jasna.
Wiele interesujących, dobrze wykreowanych i zagranych ról, wiele pracy włożonej w nauczenie się trudnych języków, zwyczajów i obyczajów. Starcie się różnych kultur, religii, wyznań przyniosło zaskakujący efekt poznawczy, a także wyjątkową, pod każdym względem lekcję politycznego postępowania, gdy gra idzie o bardzo wysoką stawkę.
Odpowiedzialnym za to wielonarodowe przedsięwzięcie jest Stephen Gaghan, scenarzysta i reżyser w jednej osobie. Pracując nad scenariuszem, który przyniósł mu Oscara, do filmu Traffic miał koncepcję, pomysł na Syrianę. Jednak jeszcze wiele czasu upłynęło zanim mógł pomyśleć o tym, aby w oparciu o pewną książkę, napisać swój nowy, dobry materiał. Jednak wyreżyserowanie go musiało być znacznie większym wyzwaniem, któremu sprostał pod każdym względem.
Czułe ucho w trakcie filmu wyłapie pewną nazwę Sun Valley w Idaho, która tylko nielicznym coś mówi i tylko oni będą wiedzieć, o czym myślę. 

Zajrzyj do Grupy Cinema Paradiso... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)