Google+ Followers

niedziela, 25 października 2015

Opinia 50 stron...

Przechodząc nie tak dawno obok witryny sklepowej nie mogłem się oprzeć, aby nie zawrócić i nie sięgnąć po tę książkę. Znam większość książek, bo chyba jednak nie wszystkie, jednak magia i zjawiskowość Jeźdźca Miedzianego z niczym nie może się równać. Jej kontynuacje są równie dobre, ale ta pierwsza ma swój jedyny w swoim rodzaju walor artystyczny i emocjonalny.

(...)  W dniu ataku Niemiec na Związek Radziecki, w pogodny, czerwcowy dzień Tatiana Mietanowa ze świadomością tego, co nastąpiło, spokojnie delektuje się lodami, siedząc na ławce. Słońce świeci, ptaszki ćwierkają, ma tylko siedemnaście lat. Wojna? Jaka wojna?
Po drugiej stronie ulicy przygląda się jej Aleksander Biełow, oficer wojsk radzieckich. Stoi i nie potrafi oderwać od niej oczu, stoi, jak zahipnotyzowany. Ich pierwsze spotkanie jest takie niewinne, ale już w tej chwili każde z nich zaczyna odczuwać coś wielkiego, wobec tej drugiej osoby. Uczucie, które z czasem ewoluuje, rozrasta się, nabiera siły, mimo tego, że trzeba kłamać, unikać ciekawskich spojrzeń, gdyż tak się nieszczęśliwie złożyło, iż Aleksander spotyka się już ze starszą siostrą Tani, Daszą.

Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Nie poznałem jej jak dotąd zbyt wiele, prawie dziewięćdziesiąt stron i już na tym etapie przyznać muszę, że materiał badawczy zbierany osobiście w tej życiowej podróży autorki zaskakuje bardziej, niż mogłem to sobie na początku wyobrazić. Zastanawiam się Drogie Piszące Koleżanki (stąd kilka oznaczników), czy zbieranie materiałów do którejś z Waszych książek było szczególnie emocjonujące i poruszające? Czy coś w trakcie tych badań szczególnie Was zaskoczyło, dotknęło...
Być może nie wszyscy wiedzą, ja też nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale ojciec Paulliny Simons był szefem rosyjskiej sekcji Radia Wolna Europa. W wieku dziesięciu lat autorka wraz z rodziną wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Dwadzieścia pięć lat później wraca na chwilę do Rosji i swojego rodzinnego miasta zupełnie go nie poznając.

Czekając, zastanawiałam się, czy jest szansa, że dostanę w samolocie pielmieni. To moja ulubiona rosyjska potrawa - pierożki z mięsem w rosole z kury. Lubię też zupę grzybową z kaszą, rosyjską sałatkę ziemniaczaną i kawior. Myśląc o jedzeniu, uświadomiłam sobie, że umieram z głodu.
Jak wygląda sto dwadzieścia pięć gramów chleba?
Byłam zaniepokojona i podekscytowana powrotem do Leningradu.

Niesamowicie refleksyjna książka.  

http://koominek.blogspot.com - sześćdziesiąt osiem tematycznych szufladek i zapewne na nich się nie skończy, zapraszam w odwiedziny do bloga, aby klimat Kominka oczarował Cię bez reszty...