Google+ Followers

piątek, 11 grudnia 2015

Traktat o listach...

Z bólem serca wspominam czasy listownych znajomości, czasy, w których otrzymywałem kilka, kilkanaście listów tygodniowo i równie wiele szło w całą Polskę, jak ona długa i szeroka..

list miał i ma wciąż tę jedyną w swoim rodzaju magiczną moc, kiedyś ktoś powiedział, że w mailu, to ja mogę Ci napisać wszystko, ale nie w liście..

nie rozumiem, czym się różni pisanie literek na komputerze, od tych pisanych ręcznie, że rzekomo list jest bardziej intymny, sam nie wiem, tak, czy inaczej szkoda, że już nie przychodzą.. (maile w sumie również, tylko cała masa portalowych śmieci)..

w trakcie ostatniego pobytu w Stanach napisałem wiele listów do jednej osoby, w tym ostatni wyjątkowo obszerny, miał osiem stron i cztery strony postscriptum, ot tak, czemu nie, jak pisać, to pisać konkretnie.. szkoda tylko, że ta osoba przez ten czas przysłała mi jednego, krótkiego maila..

teraz po jednym, starym dużym telefonie komórkowym pozostało równie duże pudełko i ono jest pełne listów, które pozostały z pewnego okresu, choć szkoda, że wiele lat wcześnie wyrzuciłem znaczną ich ilość, oj szkoda, miałbym jedną, dwie, może trzy obszerne walizki, a tak jedynie pozostało pełne pudełko..

ale ono pozostanie już pełne forever, chyba, że ktoś ponownie zacznie przysyłać mi listy, wtedy będę musiał rozejrzeć się za nowym...