Google+ Followers

sobota, 21 czerwca 2014

Kartka z Powstania Warszawskiego

Zdając się na wybór losowy przed nami praca, która nie pojawiła się w ścisłym finale. Jej autorką jest Agnieszka Szumiela, która w konkursie przyjęła powstańczy pseudonim Stokrotka. Dajcie się ponieść jej opowieści…

Warszawa, dn 01. 09. 1944r.

Kochana Ciociu!


 
Piszę do Ciebie z powstańczej Warszawy, w rocznicę dnia, który zmienił mnie i bieg mojego życia. Tak wiele się wydarzyło przez te wszystkie lata, trudno uwierzyć, że czas tak szybko minął. Zaledwie pięć lat wstecz, jako absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Paryżu wierzyłam, że wszystko, co najpiękniejsze dopiero przede mną. Kiedy spotkałam Antoniego czułam, że los się do mnie uśmiecha, to musiało być przeznaczenie byśmy trafili właśnie na siebie.
Pamiętam i mam cały czas przed oczami, jak namawiałaś mnie, żeby przyjąć propozycję profesora, dzięki której miałabym możliwość pracować w najlepszej klinice we Francji. Antoni, jako wybitny adwokat również nie miałby problemu z założeniem własnej kancelarii, gdyż pozytywne recenzje na temat jego działań sięgały znacznie dalej niż granice Polski.
Właśnie do rodzimego kraju udaliśmy się by zawrzeć związek małżeński i tu wychowywać potomstwo. Mimo szerokich możliwości we Francji pragnęliśmy żyć w narodzie przodków. W sierpniu 1939 przyjechaliśmy do Krakowa, rodzinnego miasta Antoniego, a 1 września mieliśmy stanąć przed obliczem Boga i ślubować miłość i wierność, póki nas śmierć nie rozdzieli.
Wybuch wojny zmienił wszystko. Nasze plany i marzenia ulotniły się, prysnęły niczym bańka mydlana. Ciociu!! Jak ja przeklinałam chwilę wyjazdu z Paryża. Gdybyśmy zostali Antoni dalej by żył. Kiedy dopełniał ostatnie formalności w kościele, w dniu zaślubin, Dom Boży stał się celem nalotu hitlerowskich sił powietrznych, bomby spadające z nieba obróciły wszystko w pył. Ciała Antoniego nie znaleziono. 
Pierwszych tygodni po stracie narzeczonego nie pamiętam, kolejna bliska osoba po rodzicach mnie opuściła. Wylałam morze łez, ciałem targały drgawki, a ponadto sytuacja polityczna Polski z dnia na dzień stawała się poważniejsza. Pewnego dnia modląc się w miejscu zbombardowanego kościoła, iskrzący się przedmiot w zgliszczach przykuł mój wzrok. Gdy podeszłam bliżej i zorientowałam się, że są to nasze obrączki ślubne, oniemiałam ze wzruszenia i zinterpretowałam to, jako wyraźny sygnał do ruszenia dalej ze swoim życiem. Wyjechałam z Krakowa do Warszawy, gdzie mieszkała daleka kuzynka Wanda. Podróż bardzo ryzykowna i niebezpieczna, przebiegła sprawnie i czułam, że to dobra decyzja.
Zawód lekarza to nie tylko sposób zarabiania na życie-to przede wszystkim potrzeba niesienia pomocy potrzebującym w każdych warunkach i okolicznościach. Postanowiłam czynnie włączyć się w ratowanie istnień, i udzielanie ratunku żołnierzom, cywilom, wszystkim, którzy tego potrzebowali.
Przez te wszystkie lata, kiedy w warunkach mało przypominających salę szpitalną, widziałam niejedną śmierć, lecz i prawdziwe cudy uzdrowień, uzmysłowiłam sobie, że wszystko jest w rękach Najwyższego, a ja jestem jedynie narzędziem. Przed każdym zabiegiem, poświęcałam kilka sekund na słowa modlitwy o ratunek, lub łagodną śmierć.
Miesiąc temu wybuchło powstanie, sytuacja zrobiła się napięta, Warszawa stała się areną walk o wolność, godność.. To czas, gdy jestem potrzebna, i daję z siebie wiele więcej. Nie śpię wcale. Czuwam przy moich pacjentach, niosę im ulgę-choć środków uśmierzających ból jest tak mało, że większość zabiegów wykonywana jest bez jakiegokolwiek znieczulenia. Nie czuję strachu przed śmiercią, każdego dnia ryzykujemy, każde z nas własnym życiem, ale w imię największej wartości-obrony Polski.
Trzeba łapać się ze wszystkich sił nadziei, że działania te powiodą się, że okupant i prześladowca opuści nasz kraj. Do ostatniego tchu będę na posterunku, by czuwać i ratować wszystkimi możliwymi sposobami: żołnierzy, by wracali zdrowi do żon i dzieci, małych powstańców chłopców zaledwie kilkuletnich by mimo traumatycznych doświadczeń nie stracili szansy na młodość i szczęśliwe życie, kobiety pełniące najrozmaitsze funkcje: łączniczek, sanitariuszek, nieustraszonych by chwycić za broń i walczyć w imię zniewolonego, słowiańskiego kraju. Warszawa zbombardowana, będąca miejscem nieustannych walk nie przypomina w najmniejszym calu miasta przed wojną tętniącego życiem. Teraz tętni tutaj śmierć, głód, cierpienie. Stoczymy najważniejszą bitwę i wygramy! Ja w to wierzę, bo dopóki trwa w nas siła, nadzieja możemy wszystko. Jesteśmy jednością, a razem możemy dokonać niemożliwego.
Kolejny dzień dobiega końca, zatem przetrwaliśmy.
Czas iść do pacjentów, potrzymać ich za ręce, zbadać, podać leki, uśmiechnąć czule i opowiadać o Polsce - wolnej, niezależnej. Ciociu, uwierz właśnie to sprawia, że widzę z dnia na dzień poprawę w ich zdrowiu.
Nie sposób, by nie czuć wzruszenia...


Ewa