Google+ Followers

niedziela, 27 września 2015

Iwona Banach - Klątwa utopców

Książka pod Patronatem!

Pod tym niewiele mówiącym tytułem ukrywa się powieść, która zaskakuje od pierwszej, aż po ostatnią stronę. A jest ich przeszło czterysta. Klątwa utopców sprawiła mi większą niespodziankę, niż mógłbym sobie pierwotnie zdawać z tego sprawę. Jednak od początku...
Kiedy jakiś czas temu poproszono mnie o objęcie patronatem powieści Iwony Banach pod niewiele mi wtedy mówiącym tytułem, Klątwa utopców przyznać muszę, że miałem pewne obawy. Z jednej strony nic nie mówiące mi nazwisko autorki, z drugiej tytuł, który był jeszcze większą niewiadomą. Jednak możliwość poznania fragmentu książki, czyli dwóch początkowych rozdziałów diametralnie zmieniła moje spojrzenie nie tylko na chęć poznania dalszych rozdziałów, ale też propozycję patronatu.
Stało się coś, z czego zupełnie nie zdawałem sobie sprawy. Udostępniony fragment uświadomił mi, że wesołym, dowcipnym akcentom nie będzie końca. Ale to był dopiero początek, preludium ku temu, co miało nastąpić w trakcie dalszej lektury, kiedy pachnąca książka trafiła w moje dłonie. Dopiero wtedy z pełną świadomością zanurzyłem się w tej przedziwnej lekturze, w której prym wiodą panie, ale i panowie mają też wiele do powiedzenia.
A mają i to znaczenie więcej, niż tylko nam się zdaje. Bo jakby nie było za sprawą Generała Dagmara musi przemieścić się w miejscu i czasie i z całą pewnością nie będą to od dawna planowane wakacje nad morzem. Dziadek, czyli Generał, ma dla niej zupełnie inne zadanie. A biorąc pod uwagę fakt, że Dagę tak naprawdę trudno do czegoś namówić do spisku zostaje wciągnięta pewna grupa mniej lub bardziej przypadkowych osób, aby tylko Dagmara znalazła się w miłej wiosce na malowniczym, polskim Roztoczu, gdyż ma wobec niej pewne plany.
Jednak jak się wydaje wioska nie wydaje się tak miła, jak można by o niej na pierwszy rzut oka sądzić, zakwaterowanie w byłym, zrujnowanym szpitalu psychiatrycznym też nie napawa optymizmem, ale na szczęście Daga w tym całym szaleństwie nie jest sama.

(...) Michał poszedł załatwiać swoje sprawy. Dagmara z Filipem siedzieli na ławce w parku, usiłując nie zasnąć. Nawet ze sobą nie rozmawiali. Andżelika gdzieś zadzwoniła, po czym zgodnie z zapowiedzią pobiegła do ciotki.
Czekali całe wieki. Później zwiedzili browar i park, a potem znów siedzieli bez ruchu, głodni i spragnieni.  
Byli zmęczeni. Andżelika pojawiła się cała w skowronkach po kilku dobrych godzinach, nic sobie nie robiąc z tego, że na nią czekali. Michał także wrócił zadowolony, że udało mu się wszystko załatwić.
– Może pójdziemy na Bukową Górę? – zaproponowała niezdecydowanym głosem Dagmara.
– Mowy nie ma! – jęknął Filip – Nigdzie nie idę. Przynajmniej nie teraz! Muszę się wyspać. Wynajmijmy domek, stówa za cały, cztery łóżka…  
Wszyscy wyraźnie się ucieszyli.  
– Musimy się przespać – poparł pomysł Michał. – Noc spędzimy tutaj, a jutro rano ruszymy dalej, wiem, że można by teraz, ale po co się spieszyć. Zresztą jazda w takim stanie nie jest bezpieczna. Tak mi się chce spać, że padam z nóg.
– Ja też – mruknął Filip. – Odpocznijmy tutaj! To ładne miasteczko. – Wyraźnie nie miał ochoty na kontynuowanie podróży.
– A jeśli nas ktoś, bo ja wiem, goni? Śledzi?  
– Nie, nie gadaj, nikt za nami nie jechał, nie bzdurz! Lepiej jeszcze raz zadzwoń do dziadka albo do Kingi, może któreś odbierze?  
Wystukiwane od wczoraj po kilkadziesiąt razy numery nie odpowiadały. W komórce dziadka włączyła się poczta głosowa. Telefon Kingi także milczał.

Tutaj każdy ma odegrania swoją bardzo istotną rolę. Tutaj również okaże się, że nie wszyscy są tymi, za których się podają, tutaj również trup ściele się gęsto, a Kusiakowa we wszystkich widzi utopców. A to dopiero początek problemów Dagmary, Różowej Pindzi, pięknej Kingi, szalonego Filipa, zakręconego na punkcie tej ostatniej Jaśka i jeszcze kilku osób.
Iwona Banach dokonała rzeczy niezwykłej. Jej powieść sprawia, że buzia się nam szeroko uśmiecha i choć jest poważnie, bo ciągłe zagrożenie życia i klątwa utopców to jednak nie przelewki to jednak jest dowcipnie, rzekłbym komicznie, choć i to wciąż jeszcze nie oddaje do końca kwintesencji Klątwy utopców.
Nie bez znaczenia też jest fakt, że choć trup ściele się gęsto znacznie więcej tu radości, uśmiechu i wzajemnej życzliwości. Nawet, jeśli się kogoś nie lubi z czasem okazuje się, że jest zupełnie inaczej, że ci, których się nie trawiło nie są tak naprawdę tacy źli, choć dla dobra generałowej sprawy nie zawsze są szczerzy, stąd spiskowaniu nie ma końca.
Cały czas zastanawiam się, jaki gatunek przypisać tej powieści i tak naprawdę trudno mi go tak do końca sprecyzować, jednak najbliżej będzie jej do powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym. I tego się trzymajmy zwiedzając wraz z autorką malownicze Utopce, które wciąż mają nam coś nowego do powiedzenia.
Brać, czytać, sięgać po książkę i nawet się nie zastanawiać, bo lektura to przednia!

Iwona Banach, Klątwa utopców, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015

Artur G. Kamiński
 Więcej o książce na Lubimyczytac.pl